Bucks za silni dla Lakers

Los_Angeles_Lakers_Alternate_Logo           bucks

Wczorajszy mecz był dla zespołu z Los Angeles ostatnim spotkaniem w ramach back-to-back w bieżących rozgrywkach. Kibice Jeziorowców powinni się z tego cieszyć, bowiem Lakers nie wygrali jeszcze takiego meczu w tym sezonie, a do tego kontuzje odnieśli Steve Nash i Kobe Bryant. Więcej powodów do zadowolenia mają za to Bucks, a zwłaszcza Larry Sanders, który rozegrał jedno z najlepszych spotkań w dotychczasowej karierze.

Milwaukee przystępowało do tego pojedynku przegrywając poprzednie cztery spotkania i nie trzeba było ich wczoraj specjalnie motywować. Do tego w obliczu kontuzji Kevina Garnetta 7 pozycja w Konferencji Wschodniej nie jest wcale poza ich zasięgiem, a po wczorajszej wygranej z Lakers mają już tylko dwa mecze starty do Celtics.

Wyprzedzenie Bostonu pozwoliłoby im przede wszystkim na uniknięcie Miami Heat w pierwszej rundzie, przeciwko którym nie mają najmniejszych szans na osiągnięcie dobrego rezultatu.

Ich zwycięstwo nad Jeziorowcami nie było jednak wczoraj pewne. W pierwszej kwarcie goście zatrzymali ich na tylko 18 oczkach i 37 proc. skuteczności z gry, a w drugiej ćwiartce po rzucie spod kosza Jodiego Meeksa Lakers wyszli nawet na 13-punktowe prowadzenie. W tym momencie Bucks wzięli się do gry i po dwóch celnych wolnych Larry’ego Sandersa pod koniec pierwszej połowy przerywali tylko 53:56.

W trzeciej odsłonie walka toczyła się punkt za punkt, ale właśnie wtedy kontuzji nabawił się Steve Nash, który naciągnął mięsnie pleców i nie pojawił się już na parkiecie do końca meczu. Do tego z każda minutą czwartej kwarty Bucks osiągali coraz większą przewagę, a Jeziorowcy nie mieli zbyt dużego pomysłu na grę, jak dogrywanie piłek do Kobego Bryanta.

Szkoda, bo gdyby więcej piłek było dogrywanych np. Pau Gasola, który w post up dosłownie niszczył Ersana Ilyasove, to spotkanie byłoby bardziej zacięte w końcówce meczu i Lakers mogliby jeszcze powalczyć.

Decydujący o losach wczorajszego pojedynku był run Bucks 14-2, podczas którego przy 10 oczkach udział miał Monta Ellis rzucając 8 punktów i asystując przy trafieniu Marquisa Danielsa. Milwaukee wyszli wtedy na 12-punktowe prowadzenie i pewnie dowieźli zwycięstwo do końca meczu.

Jezirorwcy nie dość, że przegrali po raz 4 w ostatnich 5 spotkaniach i mają już tylko pół meczu przewagi Utah Jazz, to na dodatek kontuzje odnieśli ich dwaj kluczowi zawodnicy – Nash i Bryant, który doznał urazu stopy i opuścił Target Center o kulach. Jak poważne jest to uraz dowiemy się, po badaniach, jakie przejdzie w Sacramento. W związku z tym występ obu graczy w następnym pojedynku z Kings stoi na razie pod znakiem zapytania.

Dla Bucks najwięcej punktów rzucił wczoraj Sanders – 21 (najwięcej w karierze), dokładając do tego 13 zbiórek. Poza nim jeszcze dwóch zawodników gospodarzy zapisało na swoim koncie 20 oczek. Dokładnie tyle zdobyli Ilyasaova i Brandon Jennings. Ponadto tego drugiego nie było na parkiecie w decydujących o losach meczu momentach. To już kolejny pojedynek, kiedy trener Jim Boylan w końcówce spotkania nie korzysta z jego usług i rozgrywający Milwaukee wyraził ostatnio niezadowolenie z tego powodu. 18 dodał Ellis, a 16 Daniels.

W szeregach Lakers najlepszy strzelcem był jak zwykle Bryant, który rzucił 30 punktów i brakuje mu już tylko 5 oczek by wyprzedzić czwartego na liście najlepszych w historii NBA Wilta Chamberlaina. Poza nim jeszcze 5 zawodników zespołu z Los Angeles zanotowało podwójną zdobycz punktową. 16 dołożył Nash, 15 Dwight Howard, 12 Gasol, 11 Meeks, a 13 z ławki Antawn Jamison 13.

Kolejny mecze obie drużyny zagrają w sobotę, Lakers na wyjeździe z Sacramento Kings, natomiast Bucks na własnym parkiecie z Oklahomą City Thunder.

Los Angeles Lakers – Milwaukee Bucks 103:113 (25:18, 31:35, 21:29, 26:31)

Liderzy zespołów:

Punkty: Bryant 30 – Sanders 21

Zbiórki: Howard 15 – Sanders 13

Asysty: Nash 6 – Ellis 9

Przechwyty: Meeks, Nash, Blake 2 – Ilyasova

Bloki: Howard 3 – Sanders 2

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *