Chicago, mamy problem

portlandbullsBulls byli ostatnio w dołku przegrywając kilka spotkań, co sprawiło, że zaczynają martwić się o dobre miejsce przed playoffs. Do miasta dzisiejszej nocy przyjechali Portland Trail Blazers i wydawało się, że nie ma lepszej sytuacji na poprawę bilansu, niż drużyna, która przegrała 14 z ostatnich 16 meczach na wyjeździe. Dlatego Bulls, z Tajem Gibsonem i Kirkiem Hinrichem w składzie, podchodzili do tego meczu w bardzo dobrych nastrojach. Niestety, młodzież z Portland miała inne plany.

Pierwsza kwarta była bardzo wyrównana. Obie drużyny nie szalały w ataku, ale za to sprawdzały się wzorowo w defensywie. W szeregach Bulls w pierwszej części tego spotkania wyróżniali się Carlos Boozer (8pkt) i Joakim Noah (6pkt), który kilkakrotnie obsługiwał kolegów fajnymi podaniami. Blazers odpowiadało jednak za każdym razem, głównie za sprawą LaMarcusa Aldridge’a, który sam rzucił w pierwszej kwarcie 10 punktów. Zdecydowanym plusem u Byków była obecność Taja Gibsona, który był bardzo aktywny w obronie, a po jednym z jego przechwytów Nate Robinson świetnie podał do Butlera i ten alleyoopem poderwał widownię z miejsc. Poza tym w pierwszej kwarcie było też sporo strat, wymuszonych przez dobrą obronę i po zaciętej rywalizacji skończyła się ona wynikiem 21:20 dla gospodarzy.

O wyniku całego spotkania zadecydował początek drugiej kwarty. Trail Blazers zdobyli 14 punktów z rzędu po akcjach Lillarda, Batuma i podkoszowych i w ciągu czterech minut objęli prowadzenie 34:21. Bulls nie grzeszyli w tym spotkaniu skutecznością w rzutach za trzy i trafili tylko 4 z 14 prób, co przełożyło się na słabiutki wynik punktowy. W tej części spotkania ponownie drużynę próbował ciągnąć Joakim Noah wspierany przez Belinelliego, ale Blazers spokojnie dyktowali tempo spotkania i zakończyli pierwszą połowę prowadząc 52:37. Ważnym elementem, który zdecydował o takiej dominacji była walka na tablicach. Sam JJ Hickson złapał w tym meczu 21 piłek, czyli więcej niż Boozer i Noah razem wzięci. Obrona Bulls zostawiała też za dużo miejsca pod koszem dla Aldridge, który dosyć swobodnie rzucał kolejne kosze i trafił 14 z 23 prób.

Trzecia kwarta miały przebieg bardzo podobny do poprzedniej. Bulls podminowani sporą stratą popełniali proste błędy i rzucając na słabej skuteczności (43%), nie potrafili znaleźć dla siebie rytmu. Słabszą postawę Byków śmiało wykorzystywał duet Lillard-Aldridge. Po sześciu minutach trzeciej kwarty, faworyt do tytułu ROTY miał na koncie już 22 punkty, przy niezłej skuteczności za trzy (4/7). Rzuty za trzy były ważnym czynnikiem w całym meczu. Tak jak wspomniałem Bulls trafiali dzisiaj słabo, za to drużyna z Portland trafiła aż 10 z 21 rzutów. Na minutę przed końcem tej kwarty, po rzucie Erica Maynora, Blazers wyszli na 28 punktowe prowadzenie i wydawało się, że będziemy świadkami zniszczenia Bulls.

Jednak na początku czwartej kwarty w Bulls coś drgnęło. Sygnał do ataku dał wspaniałym dunkiem Nate Robinson. Szkoda tylko, że Nate zaczął grać w ostatniej kwarcie (4/12 z gry), bo Bykom po prostu nie starczyło czasu na zniwelowanie przewagi przeciwników. Kilka rzutów z rzędu trafili Gibson, Mohammed, Butler i Belinelli, ale po drugiej stronie spokojnie odpowiadali Aldridge czy Batum i Blazers cały czas kontrolowali wynik tego spotkania. W samej końcówce Bulls próbowali jeszcze krótkiego zrywu po trójce Teague’a, ale nie było już a ni czasu ani siły. Mecz skończył się wynikiem 99:89 dla przyjezdnych, ale nie do końca odzwierciedla przewagę, jaką przez cały mecz mieli zawodnicy z Portland. Chicago zajmuje obecnie szóste miejsce na wschodzie, ale patrząc na terminarz (następne spotkania z Indianą, Minnesotą i Miami) nie wiem, czy uda im się utrzymać to miejsce, bo za nimi Celtowie i Bucks. Derrick Rose prawdopodobnie nie wróci już w tym sezonie, a bez niego nie ma możliwości, żeby Bulls poradzli sobie w playoffs z kimś z trójki Heat, Pacers, Knicks.

Portland Trail Blazers 99:89 Chicago Bulls

Portland – Aldridge (28pkt, 8zb), Lillard (24pkt, 7as)

Chicago – Noah (18pkt, 6zb), Boozer (16pkt, 11zb)

Wojciech Gackowski

Wojciech Gackowski (rocznik 89', 6-0ft) - na boisku często biegam jako zawodnik na pozycjach 1-4, ale tak naprawdę od zawsze byłem combo guardem. Nie lubię błyszczeć w ataku i wolę podać koledze jakiegoś no-look-passa niż punktować jak szalony. W obronie nieustępliwy i wygadany jak Iman Shumpert. Kiedy nie gram dla wyniku uwielbiam z kolegami urządzać sobie konkursy rzutów za trzy i bardzo często w nich wygrywam. Przygodę z NBA zacząłem od finałów roku 1996, kiedy Bulls zmierzyli się z Seattle Supersonics. Miłość do tych drugich pozostała we mnie do dzisiaj, tylko, że w miejsce Paytona i Kempa, kibicuję Westbrookowi i Durantuli. Od zawsze jestem też niepoprawnym fanem LALakers i Kobego.

2 komentarze

  1. GPRbyNBA pisze:

    Chyba nic nowego w tej kwestii nie wymysle:
    Beznadziejna skuteczność WE WŁASNEJ HALI.
    Przegrana w zbiórkach.
    Słaba obrona. Bo gdy rywale rzucą 99pkt nie można mówić o dobrej.

    Jeśli po sezonie zrezygnują z usług Boozera to będzie naprawde cieńko. Oprócz podkoszowych (którzy tylko trafiają spod kosza) to właśnie on ma najwyższą skuteczność. Ma najlepiej ułożony nadgarstek.
    Poza tym coś czuje że Hinrich zostaje a Robinson odejdzie co dodatkowo osłabi atak.

    • Kormus pisze:

      A czemu mają zrezygnować z Booza?? Nie ma kontraktu do 2015?? Bo jeżeli chodzi o wymianę to raczej nikt się nie połasi :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *