Lakers (częściowo) bez Bryanta wywożą zwycięstwo z Indiany

Los_Angeles_Lakers_Alternate_Logo        Pacers

Los Angeles Lakers pokonali wczoraj drużynę Indiany Pacers na wyjeździe. I to pomimo tego, że tylko w pierwszej kwarcie wystąpił Kobe Bryant, który grał wczoraj ze skręconą lewą kostką. Wobec jego braku w rolę lidera wcielił się Dwight Howard, autor 20 punktów i 12 zbiórek.

To było wielkie zwycięstwo Lakers. Nie dość, że pokonali drugą drużynę Wschodu i to na ich parkiecie, wygrali dopiero po raz trzeci w bieżących rozgrywkach na wyjeździe z zespołem z bilansem powyżej 0.500, zagrali jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy mecz pod względem obrony w tym sezonie, to zrobili to wszystko bez Kobe Bryanta. No może nie do końca, ponieważ lider Jeziorowców zagrał co prawda w pierwszej kwarcie, gdzie i tak nie zdobył punktów i spudłował wszystkie 4 rzuty z gry, jednak później wcielił się w rolę asystenta trenera Mike’a D’Antoniego.

Po 12 minutach gry Kobe usiadł na ławkę, gdzie spędził już resztę spotkania, ale na tym nie zakończył się jego udział w grze. Motywował kolegów, mówił im jak się mają ustawiać, pomagał im w czytaniu obrony Pacers,  a nawet rysował coś w notesie dla Dwighta Howarda.

– Powiedziałem przed meczem kolegom, że nie wiem ile będę mógł z siebie dać, ale dam wam tyle ile mogę – powiedział Bryant. Zrobił naprawdę wiele i nie chodzi tu wcale o jego grę.

– Był wielki, był  zaangażowany i chciał nam pomóc wygrać – mówił po meczu Steve Nash. – Dlatego mieliśmy dużo energii z ławki.

Bez Kobego na parkiecie Los Angeles powiększyli swoją przewagę na dziewiątymi w tabeli Konferencji Zachodniej Utah Jazz do jednego spotkania, a teraz przed nimi trzy łatwe mecze, z Sacramento Kings (dom), Phoenix Suns (wyjazd) i Washington Wizards (dom). Teoretycznie powinni utrzymać 8 miejsce, ale od teorii do praktyki jeszcze daleka droga.

Wobec braku Bryanta przez większość spotkania, liderem, nie tylko pod względem punktowym, był Howard, autor 20 oczek i 12 zbiórek. Co prawda center Lakers już w pierwszy pięciu minutach złapał 2 faule i jedno przewinienie techniczne i udał się na ławkę rezerwowych, ale później grał już tylko lepiej ograniczając jego vis-avis Roy’a Hibberta do tylko 7 punktów i tylko 3 celnych rzutów z gry na 12 prób. Środkowy Indiany nie będzie mógł zaliczyć tego spotkania do udanych, ale trafił wczoraj nawet rzut za trzy w trzeciej kwarcie. To jego pierwsza celna trójka od sezonu 2009/10 i 4 celna w karierze na 15 oddanych.

Lakers zaczęli mecz od spudłowania pierwszych pięciu rzutów, a od stanu 5-5 Pacers zanotowali run 14-3 i wyszli na 11-punktowe prowadzenie. Następnie jednak dwa razy z rzędu zza łuku przymierzył Metta World Peace, a Steve Blake w ostatnich sekundach pierwszej kwarty został sfaulowany przy rzucie z dystansu, wykorzystał dwa osobiste i Jeziorowcy zmniejszyli starty do 3 oczek.

Ponadto od momentu 19-8 na dwie i pół minuty do końca pierwszej ćwiartki goście rzucili 31 punktów przy tylko 9 Indiany przez następne 12 minut, zatrzymując ich na 4/25 z gry i wychodząc na najwyższe w meczu 11-punktowe prowadzenie 39-28. Pacers udało się później zmniejszyć straty i na drugą połowę tracili do Lakers tylko 5 oczek.

Trzecią kwartę gospodarze zaczęli od runu 15-4 i D’Antoni musiał wziąć czas, żeby Indiana za bardzo im nie odskoczyła. Przerwa w grze podziała na zespół z Miasta Aniołów, którzy odrobili straty i do końca spotkania walka toczyła się punkt za punkt.

Mecz rozstrzygnął się w ostatnich półtora minutach meczu przy wyniku po 87. Najpierw akcję dwa plus jeden wykorzystał Howard, David West spudłował swój rzut, a w kolejnym posiadaniu za trzy trafił Antawn Jamison i Lakers wyszli na 6-punktowe prowadzenie.

Zza łuku pomylił się Paul George i zawodnicy Indiany zaczęli faulować graczy gości. Jednego z dwóch wolnych wykorzystał Jamison powiększając przewagę swojego zespołu. O czas poprosił trener Fran Vogel i następnie celną trójką starty zmniejszy George Hill. Pacers w kolejnej akcji nie wrócili jednak do obrony, Jeziorowcy rozegrali szybką akcję zakończoną wsadem Howarda i było po meczu. Wygraną Lakers przypieczętowały celne rzuty Blake’a i Nasha.

Hill zdobył 27 oczek, George dodał 20, a Lance Stephenson zanotował double-double na poziomie 12 punktów i 11 zbiórek, czym wyrównał swój rekord kariery. Indiana trafiała jednak tylko 37,4 proc. swoich rzutów, nie mogła zatrzymać Howarda i pozwoliła Lakers na 13 celnych rzutów za trzy punkty, z czego większość z czystych pozycji.

Pacers pomimo porażki utrzymali pozycję wicelidera Konferencji Wschodniej, ale po wygraniu pierwszych 20 z 23 spotkań w Bankers Life Fieldhouse, w ostatnich 11 mają słaby jak na nich bilans 6-5.

19 punktów rzucił World Peace, 15 i 9 asyst Nash, a 35 z ławki i 9 celnych trójek na 14 prób dodali Jamison i Blake. Ten pierwszy zanotował 17 oczek, a ten drugi najwięcej w sezonie 18.

0 punktów rzucił dziś Jodie Meeks, który rozpoczął drugą połowę w miejsce Bryanta. Kobe również nie zapisał się na liście strzelców i był to jego 15 mecz w karierze bez punktów, a pierwszy od 5 marca 2004 roku, kiedy zagrał tylko minutę przeciwko Seattle SuperSonics.

Kolejny mecze Pacers zagrają już dziś na wyjeździe z Philadelphią 76ers, natomiast Lakers zmierzą się w niedzielę na własnym parkiecie z Sacramento Kings.

Los Angeles Lakers – Indiana Pacers 99:93 (16:19, 30:22, 22:28, 31:24)

[youtube=http://youtu.be/lPr1FaH9NYA&w=720]

Liderzy zespołów:

Punkty: Howard 20 – Hill 27

Zbiórki: Howard 12 – Stephenson 11

Asysty: Nash 9 – Stephenson 5

Przechwyty: Blake 4 – George 2

Bloki: Howard 4 – 6 graczy po 1

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

19 komentarzy

  1. Misiek pisze:

    Kobe w przyszłości to może być mega Head Coach !

  2. NBAfan pisze:

    LAL w końcu zagrali jak DRUŻYNA. Był dobry ruch piłki. Było sporo rzutów z czystych pozycji no i w końcu była defensywa na wysokim poziomie.

    Widać, że Dwight powoli zapomina o kontuzji pleców. Może w ataku jeszcze nie wszedł na swoje normalne obroty ale w obronie już jest bestią i myślę, że to jest najważniejszą przyczyną poprawy gry LAL.

  3. twkarol pisze:

    Bez Kobiego jak widać tragedii nie ma. Obalony został mit, że bez niego Lakers nie są w stanie nic zdziałać.

    • Woy pisze:

      polecam Ci obejrzeć mecz co Kobe robił z ławki, dowodząc lepiej niż D’Antoni. Jak radził graczom i jak ich ustawiał (nawet Sacre dostało się po wejściu na boisko).

  4. twkarol pisze:

    Woy zastanów się tylko czy tego typu sytuacja powinna mieć miejsce. Wiem, że życzysz Lakers i Kobiemu jak najlepiej i masz do tego pełne prawo ale moim zdaniem w ten sposób odbiera się autorytet trenerowi i jego sztabowi. Stawiam więc otwarte pytanie: Kto rządzi w tej drużynie?? Koby jako doświadczony zawodnik jak najbardziej powinien dzielić się swoimi uwagami, tylko niech nie wchodzi (jeszcze) w rolę trenera. Zanim się na mnie rzucą fani Lakers powiem tylko, że właśnie Koby chcąc być alfą i omegą na boisku, za linią boiska i w szatni często rozbija chemię w drużynie.

    • Misiek pisze:

      A Ty się zastanów czy ktoś taki jak MDA może tą drużynę zaprowadzić wysoko? Zastanowiłeś się już ? Pomogę Ci NIE, NIE MOŻE !. Kobe zapewne lepiej by dowodził tą drużyną, niż ten burak. I bardzo dobrze, że to on głównie ustawiał akcję i rozmawiał z kolegami co mają robić na boisku.

    • woy9 pisze:

      a myślisz ,że Jordan siedziałby obojętnie z kontuzją, kiedy drużyna walczy o życie? Pytanie, kto rządzi w tej drużynie powinno być dla Ciebie retorycznym. O rozbijaniu chemii to raczej brednie, bo takie mecze, z Kobem kibicującym budują chemię w 100%.

  5. twkarol pisze:

    Panowie, odrobinę powagi i logicznego myślenia. Nie po to chyba władze tak potężnego klubu jak LAL zatrudniają trenera żeby był figurantem, który nie ma nic do powiedzenia. D’Antoni też jest dla mnie średnim trenerem ale jak ktoś pisze ze Koby to w zasadzie trener pełną gębą i zawodnicy mają się go słuchać bo inaczej przegrają to nie powiem żebym nie poczuł się rozbawiony. Rolą trenera jest trenować a zawodnika wypełniać jego założenia taktyczne. Po drugie D’Antoniemu pomimo ogólnej niechęci możemy chyba przypisać odrobinę wkładu w ostatnie sukcesy drużyny.

    • woy9 pisze:

      znasz realia NBA ,że piszesz coś o trenowaniu? D’Antoni jest coachem, czyli gościem, któremu wszystko przygotowują asystenci (a tych jest 10-12 począwszy od Persona, Jordana i Hama – bo każdy zawodnik ma swojego trenera i każdy element gry jak atak i obrona czy gry sytuacyjne lub rzuty mają swoich trenerów) Jest nadzorcą-strategiem (Bickerstaff pokazał w paru spotkaniach ,że tak naprawdę sam to może poprowadzić), ma mieć gotowych ludzi wg nakreślonego planu, bez brudzenia rąk. On ich tak naprawdę nie trenuje jak innych 29ciu w tej lidze. Reszta po prostu dopasowuje się do jego planu i systemu gry (tak samo było u Jacksona) co widać podczas absencji – zespół gra ciągle tym samym systemem mimo, że prowadzący jest poza drużyną. W NBA każda ekipa to osobny system gry.

      Wiesz co się stało ,że drużyna ma wyniki? Przebudził się Kobe i zaczął grać zespołowo, następnie przebudził się Howard i zaczął grać na wysokim poziomie. Reszta się po prostu odnalazła w sytuacji, dopasowując się.

  6. twkarol pisze:

    Woy dzięki za krótką analizę systemu treningowego w NBA ale o dziwo znam go całkiem nieźle:) Sztab jest ogromny i tak jak napisałeś każdy ma swoją rolę do odegrania. Tylko że na końcu wszystko sprowadza się do jednego – decyzja. A decyzję odnośnie kto i jak i tak podejmuje ostatnie ogniwo czyli head coach. Reszta doradza i podpowiada ale roi to w granicach wizji systemu gry głównego trenera. W ogóle to nie uważasz, że dziwna jest sytuacja w której za złe wyniki karcisz D’Antoniego a chwalisz za fachowość jego doradców. Czy to się aby nie wyklucza? I nikt mi nie powie, że płaci się 12 milionów dolarów za 3 lata trenerowi roku 2005, którego głównym zadaniem powinno być udzielenie wywiadu o grze drużyny po meczu.

    • woy9 pisze:

      Nie do końca decyzję podejmuje head coach, bo to gracz na boisku decyduje z przebiegu akcji, co w końcu zagra-wykona dana drużyna. Nie raz widziałem jak Chris Paul, Steve Nash, Deron Williams, Kobe Bryant, Manu Ginobili, Tony Parker czy dawniej Michael Jordan brali deskę trenerską i sami rysowali ostatnią akcję drużyny. Trener z asystentami kreślą plan. Czasami – niestety – plany trenera trzeba zweryfikować i często niekonwencjonalne zagrania, odczytanie zamiarów obrony, lub oddanie piłki koledze jest wynikiem improwizacji i czytania gry, bo rywale nie śpią. Zwłaszcza na tym poziomie.

      Dodam, iż nie raz wyrażałem swoje zdanie we wpisach, że D’Antoni nie pasuje mi do tej drużyny i tak jak większość fanów Lakers uważam ,że nie doprowadzi Lakers do tytułu. Są lepsi trenerzy dostępni na rynku, a wczorajszy mecz dobitnie wszystkim pokazał kto rządzi drużyną L.A. Jeśli D’Antoni miałby na ławce obok siebie dłużej kontuzjowanego Bryanta, to moglibyśmy zobaczyć ,że to gwiazdy rządzą drużyną, a w końcu, iż Kobe ma większy szacunek u graczy niż trener bez tytułu.

  7. flappjack pisze:

    Woy skoro piszesz, że:

    „Wiesz co się stało ,że drużyna ma wyniki? Przebudził się Kobe i zaczął grać zespołowo, następnie przebudził się Howard i zaczął grać na wysokim poziomie. Reszta się po prostu odnalazła w sytuacji, dopasowując się.”

    To znaczy, że ten zawalony sezon to wina Bryanta, a w nieco mniejszym stopniu Howarda????

    Mam nadzieje, że nie będziesz twierdził, że jak Lakersi przegrywają to jest wina Browna, Gasola i Howarda, a potem słabego trenera DAntoniego, a jak wygrywają to to jest zasługa Bryanta.

  8. woy9 pisze:

    Każdy kto ogląda regularnie Lakers widzi metamorfozę Kobego i zmianę jego stylu gry.
    Zaczęło się od meczu w Salt Lake City z 25. stycznia
    http://espn.go.com/nba/player/gamelog/_/id/110/kobe-bryant

    Kto powiedział ,że zawalony? przecież się nie skończył. Prawdą jest natomiast fakt, że Brown i Bryant nie dogadywali się i to raczej Kobe ciągnął za sznurki przy zwolnieniu ex trenera Lakers.

    Na pewno formę i budowę drużyny zakłóciła kontuzja Steve’a Nasha.

    Nie można też powiedzieć, że formą błyszczeli Gasol i Howard. Tak jak widzimy Dwight na dobre przebudził się po rozmowach z Philem Jacksonem i znalazł motywację przy bardziej zespołowej grze Kobego. Jednak zmiana stylu gry Kobego jest kluczowa przy coraz lepszych wynikach Lakers.

    • twkarol pisze:

      Woy gdybyś oceniał całą sytuację nie z punktu widzenia fana to może przyjąłbyś kilka argumentów drugiej strony. Od początku sezonu słyszę non stop, że trener, że kontuzje, że Howard, że Gasol, że ławka itp. A w stosunku do Kobiego przyjęto zasadę co złego to nie ja. Skoro wszystko zaczęło się od jego metamorfozy to znaczy że przed nią był tak samo winny porażek drużyny co pozostali. Czy zawodnik potrafiący oddać w meczu 33 rzuty nie odpowiada za porażkę drużyny?? Oprócz świetnych spotkań i wygrywaniu w pojedynkę meczów zdarza mu się wiele tych słabszych więc nie róbmy z Kobiego nietykalnego. Przeceniasz też powrót Nasha. Z nim czy bez niego piłkę i tak holuje Bryant przez co potencjał Kanadyjczyka został ograniczony tylko do rzutów dystansowych.

    • Woy pisze:

      Karol od początku coś tu nie gra w Twoich wypowiedziach – albo jesteś hejterem Kobego ,albo rozgoryczonym fanem?
      NBA to nie gra 2K , wielu młodych fanów tego nie rozumie. Co z tego ,że wzięli Nasha (zobacz ile pauzował – a pauzował też jego zmiennik Blake), nie w pełni sprawnego i rehabilitującego się Howarda (wiedzieli co robili!) , w dodatku przecież zmienili system na princeton offense. Chwilę później zmienili trenera i system ataku (znów).

      Pisałem o tym wszystkim:
      http://www.enbiej.pl/2013/01/25/z-gwiezdnych-wojen-all-starowe-granie-w-los-angeles/
      http://www.enbiej.pl/2012/08/10/trzy-kubly-zimnej-wody-na-glowe-przy-transferze-howarda/
      http://www.enbiej.pl/2012/10/04/zmiana-systemu-gry-jeziorowcow-nash-nowym-liderem/

      Dodam jeszcze ,że przy budowach Dream Teamów zawsze jestem sceptyczny i kilku fanów naszego bloga potwierdzi to ,kiedy negowałem wiarę w tytuł Heat w pierwszym sezonie LeBrona na Florydzie (brak wysokich wartościowych, brak zadaniowców – shootera oraz stopera). Przeżyłem w NBA kilka Dream Teamów od Drexlera, Barkley’a i Drexlera z Olajuwonem poprzez JailBlazers z Pippenem, Sabonisem, Smithem i Wallacem po Lakers z 2004 z Malonem i Paytonem. Uważam ,że czas-> cierpliwość i chemia są najważniejsze.

      Dodam jeszcze jedno, oglądam NBA od 1988 roku i finałów Pistons z Lakers. Zgadnij komu kibicowałem? (BTW. Mam wpisane pod tekstem fan Magica Johnsona – to było jeszcze przed erą Bulls). A wiesz co było potem, masa fanów i hejterów Michaela Jordana z tekstami Jordan rzuca zbyt wiele, nie widzi kolegów, oraz nie podaje gdy Pippen, Grant czy Paxson są na wolnej pozycji.

      Pointa: Kobe jest największym shooting guardem od czasów MJ’a. Jest też ikoną-legendą klubu. Zdobył 5 tytułów i ma szacunek i poważanie każdego gracza ligi (łącznie z MWP nazywającym go Bogiem Koszykówki!!) A kim jest Mike D’Antoni? i kogo posłuchają gracze na boisku, bardziej Mistrza Kobego czy nie sprawdzającego się coacha D??
      Napisałeś Kobe jest nietykalny, oczywiście ,że TAK . Zobacz też jak Kobe współpracuje z Nashem , jeden słucha drugiego, robią akcje dwójkowe i nawzajem stawiają sobie zasłony (widziałeś coś takiego z Fisherem, Sessionsem, Blakem oraz Duhonem?). Wolny Nash na obwodzie, piłka przy Bryancie i superstrzelec nie waha się podać do starszego – 2krotnego MVP ligi.

      Na koniec w kwestii chemii: wiesz kto zepsuł chemię w Lakers? Mitch Kupchak – biznesman bez skrupułów i sentymentów. Gość, który bez rozmów z liderem zatrudnia Mike’a Browna. Gość, który z najlepszym rezerwowym ligi nie rozmawia o jego transferze. W końcu gość , który za plecami Paua Gasola dyskutuje jego transfer. Ale nie Kobe, pragnący wygrywać, zawodnik grajacym z kontuzjami, walczący o najlepszy wynik dla klubu. Ratujący zespół i potrafiący przestawić się na inne granie, z korzyścią dla zespołu (od stycznia 2013 z całkiem innym nastawieniem).

  9. Misiek pisze:

    To jest polecenie MDA, nakazał Nashowi, aby oddał piłkę Kobiemu i skupił się na roli strzelca. Nash mówił to w wywiadzie. Nikt nie jest maszyną , Kobe ma wielkie mecze i słabsze, ale na szczęście tych pierwszych jest ogromna większość…

  10. Maniek pisze:

    Ej,chłopaki,to naprawde drużyna Kobiego(za którym nie przepadam).Nash nie ma piłki, jeśli Kobe jest na parkiecie(rozegranie),Brayant daje instrukcje z ławki,jego ego jest ogromne:)Raz z pożytkiem dla ekipy a raz nie.Cały tegoroczny sezon jest z dupy dla LA,jak można tak nie wykorzystać Nasha i Howarda.Miki to tam by się nadał gdyby wszyscy mieli po dziesięć lat mniej:)

  11. Maniek pisze:

    btw Koby jest wielkim koszykarzem,to nie podlega dyskusji i świetnie wygląda pod względem atletycznym w tym wieku.Ale on zasysa,nie tyle nawet piłke jak to jeszcze niedawno Melon robił, co wciąga nosem pozostałych graczy:)

  12. twkarol pisze:

    Wojtek aby zakończyć tą dyskusję, która pewnie i tak powróci przy podsumowaniu rundy zasadniczej czy play-off odpowiem na kilka kwestii. Z racji wieku nie mogę poszczycić się oglądaniem meczów NBA z końca lat 80. Moja przygoda z najlepszą ligą świata rozpoczęła się od finałów z 1995 roku gdzie Rakiety z Olajuwonem na czele rozbiły Orlando. Nie byłem wielkim fanem Jordana, ale wynikało to po prostu z faktu że kibicowałem innym drużynom, a także z założenia że Bykom i tak kibicowało 90% ludzi interesujących się koszykówką, wieć ja postanowiłem być trochę na przekór tej tendencji. Przyjąłem taktykę, że Jordana nie tykam, pod tym względem, że zrobił on tyle dla koszykówki, iż próba krytyki tego zawodnika mija się z celem. Uważam również, że w porównaniu do Kobiego był zawodnikiem bardziej wszechstronnym i dużo lepszym obrońcą. Nie jestem hejterem Kobiego, przez wiele lat kibicowałem mu dzielnie ale zauważyłem też po pewnym czasie na czym opiera się jego filozofia gry. A mianowicie – pojmowanie dobra drużyny przez pryzmat własnego dobra, własnej korzyści. Konflikt z Shaqiem był tego dobrym przykładem. Po drugie: skąd się bierze tak dużo tytułów dla Jeziorowców i ile z tych 5 tytułów miałby Koby gdyby nie polityka transferowa władz zespołu. Lakers będą dla mnie klubem, który z racji umiejscowienia w Los Angeles ma po prostu duzo łatwiej przy budowaniu drużyny. Duży marketingowo rynek, wyrobiona na całym świecie marka powoduje, że jest lgną tam najlepsi zawodnicy ligi. Znowu więc nie idę na łatwiznę i nie rezerwuje tej drużyny jako jednej z moich ulubionych. Po trzecie wracając do Kobiego – tak jak napisała to jedna z osób powyżej – jego ego jest przyczyną sukcesów jak i porażek drużyny. Będę więc szanował tych zawodników , którzy grają w imię dobra wspólnego jakim jest zwycięstwo przy zachowaniu chemii w drużynie, która musi zaistnieć by osiągnąć kolejne wygrane. Będę szanował tych, którzy nie robią tego od czasu do czasu, nie patrzą na własne cyferki. Zachowują pokorę wobec własnej gry i szacunek dla gry i umiejętności kolegów z zespołu, trenerów i władz klubu. Pytanie, czy Koby jest tego typu zawodnikiem pozostawiam otwarte…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *