Lillard i s-ka zafundowali Spurs drugą najgorszą, domową porażkę w historii

portland trail blazers800px-San_Antonio_Spurs_logo.svgW dniu, w którym Spurs oddawali hołd swoim żołnierzom sami zapomnieli obronić swojego parkietu. Porażka 30 punktami w AT&T Center jest drugą najgorszą SAS w historii.

Prowadzeni przez Damiana Lillarda (35 punktów, 9 asyst) goście z Portland zbliżyli się od osiągnięcia Toronto Raptors z pierwszego sezonu Gregga Popovicha w San Antonio. Wówczas, jeszcze w Alamodome, pozbawieni kontuzjowanego Davida Robinsona Spurs przegrali 33 oczkami, ale ostatecznie zły sezon wyszedł im na dobre – z pierwszym numerem w drafcie trafił do nich Tim Duncan.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Portland Trail Blazers 29-32 27 30 33 46 136
San Antonio Spurs 48-15 29 28 25 24 106

Przebieg spotkania

Pierwsza połowa w niczym nie wskazywała na to, że może się zakończyć takim blamażem. Spurs grali nieźle, a najwięcej uwag można było mieć do obrony w pomalowanym, która dopuszczała do dużej ilości wsadów Aldridge’a i Hicksona po wejściach graczy obwodowych.

Na drugiej połowie gra przypominała to co standardowo swoim rywalom aplikują SAS. Było dużo podań i gry inside-out, ale widać było brak jeszcze jednego (poza Ginobilim) gracza, który jest w stanie regularnie kreować grę po dryblingu. Co prawda coraz większe postępy w tym elemencie robi Kawhi Leonard, ale to jeszcze nie jest to.

Ostatecznie oba zespoły do szatni schodziły przy wyniku 57-57, a poza tym na wzmiankę zasługuje uraz Meyersa Leonarda, który podkręcił kostkę i już nie powrócił na boisko.

W trzeciej kwarcie Trail Blazers poprawili obronę i wykorzystywali straty miejscowych. To w połączeniu z ofensywnymi zbiórkami sprawiło, że już wkrótce ich przewaga zaczęła się zbliżać do dwucyfrówki.

Po Spurs widać było trochę zaskoczenia faktem, że tak ciężko muszą pracować by uporać się z niewygodnymi rywalami. Mało tego, PTB karali ich ulubioną bronią drużyny z San Antonio – rzutami z dystansu.

Przez ostatnią minutę trwał pojedynek Mills i Ginobili vs Lillard i to pierwszoroczniak wyszedł z niego zwycięsko. Mimo wszystko wciąż wydawało się, że wystarczy dociśnięcie gazu by odrobić straty, a na pewno nic nie zapowiadało tego co się miało stać w czwartej odsłonie.

W niej mieliśmy popis już tylko 3 graczy. Zaczął Maynor (14 punktów w kwarcie), kontynuował aktywny na desce Hickson, a skończył Lillard (14 punktów i 36 w sumie). Trail Blazers wyglądali jak zespół, którego nie można zatrzymać, a trzeba pamiętać że zupełnie obok meczu przeszedł Nicolas Batum (1/5 z gry, ale niezła obrona + 8 zbiórek i 5 asyst).

Nie pamiętam kiedy ostatnio Spurs tak się rozsypali w kluczowej kwarcie. Nie wyciągałbym jednak z tej porażki długofalowych wniosków. Trail Blazers zagrali po prostu niesamowite zawody, a przy takiej skuteczności (61.6% z gry (!), 61.9% za trzy (!!) i 81.0% z wolnych) SAS nie mogli zbyt wiele zrobić.

Co ta porażka oznacza dla walki na szczycie Konferencji Zachodniej?

Po wczorajszej wygranej Thunder, Spurs mają już tylko 1.5 spotkania zapasu. Wciąż przez kolejne 2-3 tygodnie będą grać bez Tony’ego Parkera i mają dość trudny terminarz: w marcu m.in. mecze z Thunder (dom), Rockets (wyjazd), Nuggets, Clippers i Heat (wszystkie dom).

Czy OKC wyprzedzą ich przed powrotem Parkera? Możliwe, ale patrząc na ostatnią grę Lakers nie wiem czy to nie byłoby dobre. Gdybym miał do wyboru pojedynek z Rockets, Warriors lub Lakers to mimo wszystko jako kibic Spurs wolałbym uniknąć Bryanta i spółki.

Warto jednak pamiętać, że Spurs po takich porażkach jak wczoraj zwykle na kolejny mecz wychodzą podwójnie zmotywowani, a tym meczem jest head-2-head z Thunder. Będzie ciekawie.

Pozostałe notatki:

  • Kawhi Leonard w ciągu 1 minuty trzeciej kwarty zrobił krzywdę Batumowi (poster) i Hicksonowi (próba postera, niestety faul w ataku). Jak to mówią broadcasterzy Spurs – Kawhi doing KaWow.
  • Trail Blazers w drugiej połowie zgromadzili 10 ze swoich 13 celnych trójek.
  • Cory Joseph rozwija się w błyskawicznym tempie. Widać, że to kolejny przemyślany transfer Spurs. Jest opanowany, nie forsuje zagrań i bardzo mocno pracuje w obronie. Żadna organizacja w NBA nie potrafi tak dobrze oceniać talentu jak SAS.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/69tykrz7lfc&w=585]

Boxscore

Trail Blazers: Aldridge 26, Batum 2, Hickson 23, Lillard 35, Matthews 15, a także Jeffries 0, Freeland 6, Babbitt 3, Claver 3, Leonard 0, Maynor 20, Smith 0, Barton 3

Spurs: Duncan 18, Leonard 16, Splitter 9, Joseph 13, Green 10, a także Bonner 6, Jackson 5, Blair 2, Diaw 5, Mills 6, Neal 0, de Colo 0, Ginobili 16

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

3 komentarze

  1. duncan_25 pisze:

    PTB to jedna z tych drużyn przeciwko której SASom zwykle ciężko się gra. Po prostu nam „nie leżą”. Aldridge zwykle wciela się w rolę kata, bo jest to jeden z tych podkoszowych, na których mamy słabą odpowiedź. Meczu nie widziałem, ale domyślałem się, że przeciwny pg rozegrał bardzo dobre spotkanie (taki system obrony). Porażka nie zaskoczyła, ale rozmiar blowoutu – już tak. Z drugiej strony śmieszą mnie opinie, że klub mierzący w mistrzostwo nie może sobie tak pogrywać. Wierutna bzdura.

    Tym, którzy mają krótką pamięć przypomnę, że sezon temu od „Świetlistych Smug” SAS dostali 40-punktowe lanie (mniejsza z tym, że BIG THREE miała wówczas wolne). Pod koniec sezonu soczyście się zrewanżowaliśmy 35-punktową wiktorią. Może i tym razem będzie podobnie? Kto to wie…

    Wolałbym, że „Ostrogi” dowiozły pierwszy seed. Przewaga parkietu to zawsze handicap (lepiej grający role-playersi ; mniejsze szanse na kontrowersyjne gwizdki, pamiętamy game 6 z OKC). Lakersi nie stanowią dla nas poważnego zagrożenia. Straszą nazwą, historią, osiągnięciami, ale w tym sezonie imho w normlanych okolicznościach (zdrowy roster) nie są w stanie pokonać SAS w serii best of seven.

    Leonardzik pięknie się rozwija. Future all-star? 50/50. Myślę, że pełnie rozpostarcie skrzydeł nastąpi w momencie odejścia BIG THREE na zasłużoną emeryturę. Czyli 2-3 latka i wtedy będziemy mądrzejsi.

    Joseph dostał szanse, bo rezerwowy pg to nasz aktualnie największy mankament. G. Neal non stop na coś narzeka, a nawet jeśli jest zdrów to walczy z Blairem o zaszczytne miano najgorszego defensora. Ma jednak tą jedną niewątpliwą zaletę – big time scorer i dlatego warto mieć go do dyspozycji. Mills, słabiutkie warunki fizyczne, energizer z ławki. Ale na pg- nie oszukujmy- to on się nie nadaje.
    Nie mam wiedzy czy COJO zostanie etatowym członkiem rotacji już w tym sezonie. Brak doświadczenia i straty każą spojrzeć na jego występy sceptycznym okiem. To chyba nie jest jeszcze jego czas… Bądź co bądź, bacznie obserwujemy.

    Podoba mi się relacja. Poukładane jak należy. Syntetycznie zaprezentowane. Zdroworozsądkowy pkt widzenia. Ale chyba wykształcenie wszystko tłumaczy :-)Będę czytał od czasu do czasu.

  2. pdxpl pisze:

    zwyciestwo nad SAS zwlaszcza w takich rozmiarach cieszy. uciszyc AT&T center, bezcenne. w 3 i 4 Q PTB wychodzilo juz wszystko.Lillard i Hickson to bohaterowie tego meczu. Batum w ofensywie nie istnial za to w obronie wykonal gigantyczna robote. Go! Blazers Go!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *