Russell Westbrook prowadzi Thunder do zwycięstwa w Staples Center

250px-Oklahoma_City_Thunder.svg05ClippersW ten niedzielny wieczór mieliśmy okazję obejrzeć dwa bardzo ciekawe spotkania o „normalnej” dla nas porze. Obok świetnie zapowiadającego się meczu w Nowym Jorku odbył się pojedynek między samą czołówką Zachodu. Los Angeles Clippers podejmowali u siebie Grzmoty z Oklahoma City.

Przed tym niezwykle zapowiadającym się meczem, Clippers mieli tylko o jedno zwycięstwo więcej niż Thunder, aczkolwiek przegrali dwa spotkania więcej i to ostatecznie zawodnicy OKC zajmowali wyższą pozycję w tabeli. Dzisiejszy pojedynek był już trzecim i ostatnim spotkaniem tych drużyn w tym sezonie i za każdym razem lepsze były Grzmoty. Przed meczem mogliśmy oczekiwać wielu pojedynków indywidualności w obu zespołach m. in. starcie Paul – Westbrook lub Griffin Ibaka.

To spotkanie lepiej rozpoczęli Thunder, bowiem prowadzili już 5:0. Na początku zarówno ze strony Clippers jak i Thunder mogliśmy narzekać na skuteczność. Gracze podkoszowi gospodarzy bardzo szybko łapali łatwe przewinienia, a po niespełna 5 minutach gry zawodnicy z Oklahoma City prowadzili już 13:4 i w tym momencie o czas prosił Vinny Del Negro. Po jego timeoucie za 3 trafił Lamar Odom, a po kolejnych punktach przewaga wynosiła już tylko 2 punkty.

Po pięknym zagraniu i punktach zdobytych przez Russella Westbrooka obie drużyny zaczęły grać agresywniej, z czym nie radzili sobie Clipps, lecz mimo to gra była bardzo wyrównana i zapowiadał się nam ciekawy pojedynek. Pod koniec pierwszej odsłony już trzecie przewinienie złapał Lamar Odom, przez co na długi czas był zmuszony opuścić boisko. Zawodnicy Clippers grali bardzo chaotycznie i robili niepotrzebne straty, a wraz z syreną kończącą pierwsze 12 minut gracze z Los Angeles na swoim koncie mieli ich aż 10. Po tej kwarcie Thunder prowadzili 27:20.

Drugą kwartę zaczęły dwa punkty Jamala Crawforda a jego zespół powoli starał się odrabiać wywalczoną przez gości przewagę, lecz po „trójce” Kevina Martina OKC wygrywali 32:24. Gdy na parkiet powrócił Blake Griffin (opuścił boisko przez faule) strefa podkoszowa Clippers od razu zaczęła lepiej funkcjonować. W ciągu kilkunastu sekund zarówno w ekipie gości jak i gospodarzy mogliśmy oglądać po jednym niezwykłym dunku.

Na ponad 4 minuty do końca kwarty przewaga sięgnęła już nawet 10 punktów a niespełna minutę później o jeden punkt więcej. Clipps było bardzo ciężko zorganizować sobie dobrą i spokojną akcję, co skutkowało niecelnym rzutami. Niezbyt dobrą dyspozycją popisywał się Chris Paul. Clippers nie trafiali nawet z czystych pozycji. Ostatecznie po pierwszej połowie Thunder prowadzili już 13 punktami.

Po dwóch kwartach najlepszym strzelcem w ekipie Grzmotów był Kevin Durant. Po 24 minutach na swoim koncie miał 20 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty i przechwyt, a tuż za nim uplasował się Russell Westbrook z 17 punktami, 2 zbiórkami i 4 asystami. Po stronie zawodników z Miasta Aniołów ciężko było wybrać najlepszego zawodnika, ale ostatecznie był nim Blake Griffin (10 pkt, 2 zb, 2 ast) oraz Caron Butler (10 pkt, 1 zb, 1 prz).

Początek trzeciej odsłony był równie nieskuteczny po obu stronach jak we wcześniejszych minutach spotkania a obrona Clipps była zbyt łatwa do przejścia. Po trafieniu najpierw za 2 Griffina a później za 3 Paula miałem nadzieję, że gra znowu będzie wyrównana i między zespołami nie będzie takiej punktowej różnicy. Wszystko było już na dobrej drodze do spełnienia moich marzeń, lecz 7 punktów z rzędu Serge’a Ibaki zrobiły swoje.

Podczas gdy rozgrywający Clipps przeżywał kryzys formy, świetnym wsadem popisał się Kevin Durant a gospodarzom brakowało tego lidera, którym zazwyczaj był właśnie CP3. Pod koniec trzeciej kwarty ponownie można było zauważyć lekkie przebudzenie w wykonaniu Clippers i przewaga sięgała 12 punktów a w Staples Center zrobiło się gorąco. Świetnym zagraniem And One w ostatnich sekundach popisał się nie kto inny jak Paul, który jeszcze kilka minut temu był kompletnie bez formy. Ostatecznie po trzeciej odsłonie Thunder wygrywali 82:73.

W decydującej kwarcie Clipps i Grzmoty nie mogli się odnaleźć i oba zespoły miały problemy ze skutecznością. Gośce z Oklahomy oddawali bez sensowne rzuty zza łuku, które oczywiście nie kończyły się punktami, natomiast zawodnicy z Los Angeles wykorzystała ich chwilowe załamanie formy i odrabiała kolejne punkty, przez co na 7:25 do zakończenia meczu Thunder prowadzili już tylko 87:81. W połowie czwartej odsłony cała hala wraz z ławką rezerwowych szalała kiedy Chris Paul zdobywał kolejne punkty.

Zrobiło się jeszcze głośniej gdy celnym trafieniem za 3 popisał się Jamal Crawford. Wtedy przewaga wynosiła już tylko jeden punkt! Na 2 minuty przed końcem tego świetnego spotkania drugą „trójkę” z rzędu trafił Matt Barnes i po wyjściu gości na kilku punktową przewagę, zmniejszyła się ona do 3 „oczek”. Przy tym rzucie Serge Ibaka popełnił bezsensowny faul, który skończył się dwoma rzutami osobistymi oraz posiadaniem po stronie Clippers. Blake Griffin trafił 1 z 2 rzutów, a później po dwóch niecelnych próbach oraz po dwóch zbiórkach trafieniem za 3 w niezwykle ważnym momencie popisał się Crawford i wtedy gospodarze wyszli na jednopunktowe prowadzenie.

Na 59 sekund przed końcem świetnego spotkania Thunder prowadzili 104:100. Zdecydowanie już od kilku minut można było odczuć, że ten mecz przypomina atmosferę z fazy Playoffs. Gdy Jamal trafił obydwa rzuty wolne przewaga wynosiła tylko 2 punkty, lecz kolejne „oczka” na konto swojego zespołu dorzucił Westbrook. W ostatniej akcji gospodarzy Chris Paul nie potrafił wypracować sobie miejsca do rzutu, przez co Clipps stracili sporo czasu i ostatecznie, po ciężkiej walce drużyny z Miasta Aniołów, Grzmoty z Oklahoma City po raz trzeci w tym sezonie byli lepsi wygrywając to spotkanie 108:104.

Zdecydowanie najlepiej punktującym zawodnikiem w zespole przyjezdnych był Durant. Miał on 35 punktów (10-25 z gry), 9 zbiórek, 4 asysty oraz 2 przechwyty, natomiast bohaterem tego spotkania w tym zespole był Westbrook. W tym pojedynku zdobył on 29 punktów (11/20), 6 zbiórek i 10 asyst.

W zespole przegranych dzisiaj Clipps najlepszym strzelcem był Paul, bowiem skończył on ten z 26 punktami (8/21 z gry), 6 zbiórek, 8 asyst i 4 przechwyty. Tuż za nim najwięcej punktów zdobył Griffin (2o pkt, 9 zb, 5 ast) oraz Crawford (20 pkt, 4 ast).

Boxscore:

Thunder: Durant 35, Westbrook 29, Ibaka 16, Martin 10

Clippers: Paul 26, Griffin 20, Crawford 10, Butler 10

Skrót z meczu:

[youtube=http://youtu.be/LG_52hSCD2Y&w=585]

Mateusz Musiał

Fan NBA od 2010 roku. Najbardziej oddany jest młodym zespołom takim jak Clippers. Wierny fan Chrisa Paula i Derricka Rose'a. Mimo niższego poziomu często bywa na meczach PLK. Miłośnik serii gier NBA 2K.

2 komentarze

  1. kosmos111 pisze:

    Imponujące, jak Ibaka poprawił półdystans. Nawet trójki już trafia…

  2. sadevrian pisze:

    A mnie w tym meczu zaimponował Del Negro – zawsze miałem go za słabego trenera. W sumie nie wiem na ile to jego pomysł a może Paula? Od 3 kwarty o ile dobrze pamiętam zaczęli bronić strefą.
    Tak jak autor te bezsensowne rzuty z dystansu nie wzięły się znikąd po prostu Clippers zostawali im tam tylko miejsca -bo wiedzieli że będzie Thunder gorzej szło. I prawie doprowadziło to do wygranej- a przegrywali już ponad 20 punktami.

    Gwoździem do trumny był głupi moim zdaniem faul Blake – dał 2 + 1 Thunder no i Blake wyleciał przez to w końcówce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *