Znakomity Beal i wygrana Wizards

Tak jak obok innych spotkań drużyn z dołu tabeli większość przechodzi raczej obojętnie, a wieść o wynikach gdzieś zanika to tak pojedynkiem Washington Wizards i Toronto Raptors mogliśmy się mocno zainteresować. Obydwie drużyny pomimo słabej pozycji na Wschodzie są aktualnie w gazie i prezentują całkiem wysoki poziom.

W Toronto po 7 wygranych w ostatnich 10 potyczkach zaczęto głośno rozmawiać o awansie do PlayOffs i wykluczenia z nich drużyn takich jak Milwaukee czy grających ostatnio bardzo słabo 76ers, którzy po wypuszczeniu Andre Iguodali i wciąż kontuzjowanego Andrew Bynuma zatracili gdzieś siebie z poprzedniego solidnego sezonu. Rudy Gay wprowadził do Dinozaurów coś czego Kanadyjczycy już dawno oglądać nie potrafili – dostali swojego lidera.

Widać to już nie tylko po wynikach, ale i po bardzo ciekawej grze, która jest miła dla oka. Myślę, że aktualnie z graczami takimi jak Gay, DeRozan czy Ross fani nie powinni się nudzić przed odbiornikami.

W Waszyngtonie jest bardzo podobnie jak w Toronto. Do zespołu wrócił po kontuzji John Wall, który dał „życie” Czarodziejom i kompletnie odczarował ze złego snu swoich kolegów. Szczególnie Bradley Beal zaczął grać jak mocny kandydat do nagrody Debiutanta Roku i, kto wie, może zacznie zagrać w wyścigu Damianowi Lillardowi.

Wracając jednak do meczu – Toronto Raptors mimo wszystko przystępowali do tego spotkania jako faworyci. Aby potwierdzić swoją wartość i to, że wciąż mierzą w PlayOffy, a nie w zaledwie wyższy numerek w drafcie musieli pokonać Wizards. Tak się jednak nie stało, a mł0dziutki, bo zaledwie 19-letni Brad Beal poprowadził swoją drużynę do wygranej na trudnym terenie w Toronto i zwycięstwa numer 18. w tym sezonie

Mecz raczej przez cały czas był dosyć wyrównany. Mogliśmy oglądać efektowne i składne akcje po obu stronach parkietu zarówno Wizards jak i Raptors. Dopiero w trzeciej kwarcie Washington Wizards wyszli na minimalne prowadzenie, którego już nie oddali.

Największy powód porażki Raptors? Gra Rudy’ego Gaya. Tak jak w poprzednich meczach zachwycał, tak dziś zawalił zupełnie spotkanie. Był jakiś nieobecny, a swoje pierwsze punkty z gry zdobył dopiero w czwartej kwarcie. To jednak niczego nie zmieniło i Rudy zakończył mecz ze skutecznością 1/11. Miał zaledwie 7 punktów, 6 zbiórek 4 asysty, 4 przechwyty i aż 5 strat. Gdyby były gracz Grizzlies zagrał na swoim dobrym poziomie to myślę, że Wizards nie mogliby konkurować z ekipą Dwane’a Casey’a.

Przez słabą dyspozycję Gaya zabłysnąć mógł DeMar DeRozan, który zaaplikował 25 punktów po oddanych 17 rzutach i trafionych z nich 9. Było to jednak za mało na debiutanta z uczelni Florida, który po 8/13 z gry miał 20 „oczek”, 6 zbiórek i 2 asysty. Swoje dołożył również John Wall – 10 punktów, 7 asyst i 5 zbiórek – który napędzał każdą akcję Czarodziei.

Ważnym ogniwem był z ławki A.J. Price – autor 12 punktów, 4 zbiórek i 3 asyst, ale i podkoszowe duo Okafor-Nene, którzy razem zebrali 21 piłek i zdobyli 19 punktów co mocno zaważyło na zwycięstwie drużyny przyjezdnej.

Następne spotkanie Washington Wizards rozgrywają na własnym parkiecie z Detroit Pistons i mogą pokusić się o kolejne, bo już czwartą wygraną z rzędu. Toronto Raptors czeka wyjazd do Cleveland, gdzie spotkają się z Kyrie Irvingiem i jego Cavaliers i inny wynik niż zwycięstwo może mocno zaburzyć obraz Dinozaurów o wejściu do fazy finałowej.

Rafał Kamieński

Prawdopodobnie największy fan New Orleans Pelicans w Polsce. Uwielbia twardą obronę i shooterów urywających się jej po zasłonach. Tęskni za czasami Alexa Fergusona w Manchesterze United. Twitter - @rkamienski pelicans.pl

2 komentarze

  1. Stasiek pisze:

    „Gdyby były gracz Grizzlies zagrał na swoim dobrym poziomie to myślę, że Wizards nie mogliby konkurować z ekipą Johna Walla i Brada Beala.”

    ?
    ?
    ?

    • Rafał Kamieński pisze:

      Dzięki wielkie, rozpędziłem się najwidoczniej. Już poprawiam :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *