Thriller w Minneapolis dla Warriors

golden_state_warriors_logotimberwolves-mn-logo-nba2

Świetna postawa rezerwowego rozgrywającego Jarretta Jacka i dwukrotnego All Stara Davida Lee poprowadziła Warriros do trzeciego zwycięstwa z rzędu i pierwszego w czasie rozpoczynającej się 5-meczowej serii wyjazdowej.

Spotkanie lepiej zaczęli gospodarze, którzy już po pierwszych 6 minutach prowadzili 18-6 i trener Warriors Mark Jackson zmuszony był poprosić o przerwę. Ta jednak nie wybiła z rytmu graczy Wolves, którzy po 12 minutach spotkanie prowadzili 14 punktami wygrywając 32-18. Mogliby więcej, ale buzzer beatera na koniec pierwszej kwarty trafił Jarrett Jack.

Z każdą minutą goście prowadzeni przez rezerwowych Jacka i Carla Landry’ego, którzy zdobyli odpowiednio 16 i 12 punktów w pierwszej połowie, zmniejszali straty i po 24 minutach gry zawodnicy Golden State przegrywali już tylko 3 oczkami.

Wolves prezentowali bardzo zbilansowany atak i aż 4 graczy zanotowało na swoim koncie podwójną zdobycz punktową. 11 oczek miał na swoim koncie Andrei Kirilenko, a po 10 Nikola Pekovic, Luke Ridnour i Derrick Williams. Ten ostatni pod nieobecność kontuzjowanego Kevina Love’a gra z każdym meczem coraz lepiej, a jego dwójkowe akcje z Rickym Rubio, które kończą się podaniami na alley oop i efektownymi wsadami są ozdobą każdego spotkania.

Na początku trzeciej kwarty po 8 punktach z rzędu Davida Lee Warriors wyszli na pierwsze prowadzenie wczorajszego wieczoru i wrócili do gry. Minnesota co prawda uciekła jeszcze na początku ostatniej części meczu na 9 punktów, ale goście byli w stanie zniwelować te straty.

O zwycięstwie Golden State przesądziła świetna postawa Jacka w czwartej kwarcie, kiedy to trafił dwa rzuty wolne doprowadzając do remisu, następnie trafiając za trzy, a w kolejnej akcji asystując przy celnym rzucie Stephena Curry’ego, po którym Warriors wyszli na 1-punktowe prowadzenie.

Wolves mieli okazję wygrać to spotkanie, ale w kolejnej akcji trójkę spudłował Kirilenko, a po spudłowanym drugim osobistym przez Harrisona Barnesa wielką zbiórkę na atakowanej tablicy zaliczył Draymon Green. Chwilę później na linii rzutów wolnych stanął Kent Bazemore, wykorzystując jednego z dwóch osobistych i wyprowadzając gości na 3-punktowe prowadzenie.

Piłkę zebrał Rubio, którego faulował Landry. Hiszpan pewnie trafił oba wolne, zmniejszając straty do jednego oczka i piłkę w swoim posiadaniu mieli Warriors. Ta trafił do Jacka, ale jego rzut z 6 metrów naprzeciwko kosza okazał się za mocny. Zbiórkę zaliczył Ridnour i pognał na kosz przeciwników. Niestety jego próba doprowadzenia do zwycięstwa okazała się niecelna i to zawodnicy Golden State mogli cieszyć się z wygranej.

Decyzja Ridnoura może dziwić, ponieważ Wolves mieli jeszcze do wykorzystania przerwę w grze i trener Rick Adelman mógł rozrysować akcję, która mogłaby przynieść więcej korzyści niż szaleńczy atak rozgrywającego Minnesoty. Stało się jednak inaczej i Warriors odnieśli trzecie zwycięstwo z rzędu i pierwsze w czasie 5-meczowej serii wyjazdowej.

Do wygranej poprowadził ich Jack, który w drugim kolejnym meczu był najlepszym strzelcem swojego zespołu. Tym razem zapisał na swoim koncie 23 punkty, trafiając 5 trójek i rozdając do tego 8 asyst. Double-double na poziomie 22 oczek i 13 zbiórek zanotował Lee, a 19 punktów i 9 zebranych piłek z ławki dołożył Landry. Słabo pod względem strzeleckim zaprezentował się obwód gości. Co prawda para Klay Thompson i Curry rzuciła wspólnie 28 punktów, ale potrzebowała do tego 28 rzutów.

W szeregach Wolves cała pierwsza piątka zanotował podwójną zdobycz punktową, a najwięcej rzucił Williams – 23, dodając do tego 12 zbiórek. 21 oczek zanotował Pekovic, a po 14 Kirilenko i Rubio.

Świetne spotkanie rozegrał Rubio, który flirtował z triple-double. Hiszpan rzucił 16 punktów, rozdał 11 asyst i zebrał 8 piłek. Skradł do tego 6 przechwytów, ale również 6-krotnie stracił piłkę. Do tego trafił tylko 3 z 10 rzutów z gry. Był za t o niemal bezbłędny na linii rzutów wolnych, myląc się tylko raz na 11 oddanych prób.

Gospodarze dosłownie zniszczyli Warriors w pomalowanym, rzucając aż 62 punkty przy zaledwie 36 gości i brak kontuzjowanego Andrew Boguta, który ma problemy z dyskiem, był aż nadto widoczny. Minnesota za to fatalnie zaprezentowała się w rzutach z dystansu trafiając tylko 1 z 11 trójek, podczas gdy Golden State przymierzyli celnie przy 7 z 17 prób zza łuku.

Kolejne spotkania obie drużyny zagrają na wyjeździe. Wolves zmierzą się we wtorek z Phoenix Suns, natomiast Warriors tego samego dnia pojadą do Indiany na pojedynek z miejscowymi Pacers.

Golden State Warriors – Minnesota Timberwolves 100:99 (18:32, 34:23, 24:26, 24:18)

[youtube=http://youtu.be/36dfkZvAjp8&w=585]

Liderzy zespołów:

Punkty: Jack 23 – Williams 23

Zbiórki: Lee 13 – William 12

Asysty: Jack 8 – Rubio 11

Przechwyty: Curry 5 – Rubio 6

Bloki: Biedrins 2 – Williams, Pekovic 1

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *