Michael Beasley zrobił psikusa Lakers

Los Angeles Lakers byli bardzo blisko odniesienia czwartego z rzędu zwycięstwa, ale mimo trznastopunktowego prowadzenia nie zdołali pokonać Phoenix Suns. „Słońca” wygrały 92-86, a bohaterem okazał się zawodzący wcześniej Michael Beasley.

biisi Po 38 minutach tego meczu miałem już właściwie w głowie tekst, który będziecie mogli przeczytać na enbiej. Co w nim miało być? Kolejne, zasłużone zresztą pochwały kierowane w stronę Lakers za konsekwentną grę. Antawn Jamison zdobył pięć punktów na zakończenie trzeciej kwarty, kolejne pięć dołożył na początku czwartej i Lakers prowadzili już 78-65. Co stało się później? Dobre pytanie.

Przełomowym momentem wydaje się być sytuacja, która miała miejsce na 6:56 przed końcem meczu, kiedy to Dwight Howard zebrał piłkę po niecelnym rzucie Metty World Peace’a i został zablokowany przez Shannona Browna. Zawodnik Suns właściwie energicznie wybił piłkę z rąk Howarda, któremu w tej sytuacji odnowiła się kontuzja barku i już do końca meczu, oglądał zmagania z poziomu ławki rezerwowych.

Suns wygrali ostatecznie czwartą kwartę 29-13, od momentu 13-punktowego prowadzenia Lakers na początku czwartej kwarty, zanotowali run 15-2, a po dwóch kolejnych trafieniach, najpierw Michaela Beasleya po penetracji oraz jumperze Luisa Scoli z piątego metra, było 86-82 dla gospodarzy na 1:54 przed ostatnią syreną. Co prawda Kobe Bryant szybko rzucił cztery oczka, wyrównując stan meczu, ale kolejne akcje ponownie należały do Beasleya i Scoli, którzy ostatecznie przechylili szalę zwycięstwa na stronę Suns, mających na własnym parkiecie bilans 12-11.

Lakers mieli od początku spotkania problemy ze zbyt dużą ilością strat, czego jednak nie potrafili wykorzystać Suns. Po remisowej pierwszej połowie (41-41), podopieczni Mike’a D’Antoniego wyszli na trzecią kwartę z duetem Howard-Gasol, zdecydowanie górując na Suns pod koszami. Kobe Bryant kontynuował swój serial meczów granych jako rozgrywający, rozdał 5 asyst w pierwszej połowie, cztery w trzeciej kwarcie i wydawało się, że Lakers weszli na właściwe tory. LAL wygrali tę część meczu 32-22, trafili 65% rzutów z gry i 4 z 5 trójek.

Zawodnicy z LA mimo 9 strat w pierwszej kwarcie wyglądali całkiem dobrze, imponując – zwłaszcza w drugiej kwarcie – twardą defensywą, pozwalając Suns rzucić tylko 15 oczek w drugich 12 minutach. 8 z nich zdobył Marcin Gortat, który pierwszy raz od dawna, a może i od początku sezonu tak dobrze współpracował z Goranem Dragicem. Polak zanotował w sumie 14 punktów, 12 zbiórek i 3 asysty, ale trafił tylko 1 z 4 prób w trzeciej kwarcie, w czwartej nie pojawiając się już na parkiecie.

Bryant rozpoczął mecz od tradycyjnego w ostatnich grach rozgrywania, ładnie obsługiwał kolegów, niemalże na siłę pokazując, że potrafi poświęcić się dla drużyny:

[youtube=http://youtu.be/49W_r6syV3c&w=585]

Jednak z każdą minutą ostatniej kwarty i w miarę odrabiania strat przez Suns, powracał stary Kobe, Kobe który chce sam rozstrzygać wynik. Nie przyniosło to jednak pożądanego skutku. Black Mamba spudłował 5 z 7 rzutów z gry w czwartej ćwiartce, Lakers w sumie 17 z 2, oddając sześć piłek na rzecz Suns. Lakers zanotowali w sumie 20 strat, z których Suns rzucili 19 łatwych oczek.

Bryant miał 17 punktów, 9asyst, 5 zbiórek i fatalne 6 strat. 15 punktów dołożył Metta World Peace, ale potrzebował do tego aż 17 rzutów z czego 10 oddał zza łuku, trafiając 3. Fakt, MWP trafił w ostatnich czterech meczach 12 trójek, ale zwłaszcza w drugiej połowie przeciwko „Słońcom”, patrząc na jego grę, czułem się, jakbym oglądał w akcji bardziej Raya Allena, który ma jednak gorszy dzień.

Suns mieli też dużo szczęścia, bo najlepszy mecz w sezonie rozegrał wyraźnie ożywiony po zmianie trenera, Michael Beasley. B-Easy rzucił 27 punktów (12-20 z gry), miał 6 zbiórek i 5 przechwytów, co ważne – trafiał w najważniejszych momentach. Rzucał celnie z półdystansu, po akcjach 1 na 1 i penetracjach, przy których miał dodatkowe szczęście, ponieważ aż trzy razy zaliczył akcję 2+1.

Co stanie się teraz z Lakers? Wybaczcie, kolejny raz jestem skołowany.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

7 komentarzy

  1. Mike pisze:

    E, a po ostatnim meczu miałem większe nadzieję. Jak NOH dogonili Lakers, to nie włączył mu się jakoś ‚hero mode’ Tym razem Howard się kontuzjował, ale naprawdę szło końcówkę inaczej rozegrać. Może dzięki temu Kobe jeszcze raz zobaczy, że samymi rzutami meczów nie wygra.

    P.S. wygrana Phoenix to taki szok, że nawet w TOKfm o tym mówią :P

  2. hydro12 pisze:

    przez zaskoczenie wygrali te 3 mecze. Teraz są już materiały do analizy i sztaby szkoleniowe rozpracowują taktykę. Muszą wymyślić coś nowego albo będzie im z każdym meczem ciężej.

  3. q69 pisze:

    Kobe wrócił

  4. Woy9 pisze:

    Dodam tylko, że Beasley odżył od czasu przejęcia sterów przez Huntera.

  5. kosmos111 pisze:

    Jedyna szansa Lakers na PO to….. co 2 mecze zmieniać trenera!!! Jak widać „tymczasowi” niszczą system w tym sezonie, czy to w LAL, czy w Nets czy teraz w PHX. Last chance…

    :D

  6. Vector pisze:

    Dobry mecz Marcina. Kilka razy ładnie ograł Howarda, który był mało aktywny w tym meczu. Przez Trzy kwarty był lepszy od Howarda niz ten przez cztery :)

  7. bartol86 pisze:

    mike przegrana lakers to taki szok ze nawet na onecie byl artykul o tragicznej sytuacji lakers. Dobry mecz gortata cieszy mnie to ze goran 2 czy 3 razy ladnie podal gortatowi oby ich wspolpraca dalej sie tak rozwijala

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *