Nets pogrążyli jeszcze bardziej Suns. P.J. Carlesimo z Nets już 7-1

Phoenix Suns przegrali już 11. z ostatnich 12 meczów, a tym razem ich pogromcami okazali się znajdujący na fali Brooklyn Nets, którzy wygrali 99-79. Marcin Gortat zanotował 9 punktów i 8 zbiórek, ale miał spore problemy ze skutecznością, podobnie zresztą jak cały zespół z Arizony.

pj

P.J. Carlesimo jako trener Nets ma już bilans 7-1 i jest jednym z największych wygranych ostatnich tygodni w NBA, a jedyne co może go niepokoić to urazy jego podopiecznych. Już w szóstej minucie spotkania z Suns, P.J. Tucker próbował tak zablokować składającego się do rzutu z kontrataku Geralda Wallace’a, że ten padł na parkiet jak kłoda i długo nie mógł się z niego podnieść. Do końca spotkania nie powrócił już do hali, a pierwsze diagnozy mówią o mocnym stłuczeniu żeber. Z kolei Deron Williams (15 pkt, 6 ast) zderzył się w trzeciej kwarcie z Goranem Dragicem (12 pkt, 3 ast, 3 str) i prawdopodobnie mocno zbił mięsień czworogłowy, przez co także musiał opuścić boisko w Barclays Arena.

Samo spotkanie było ciekawe, a nawet zaskakujące ze względu na dobrą postawę Suns, ale tylko do połowy trzeciej kwarty, kiedy to gospodarze zaczęli stopniowo odjeżdżać pogrążonym w kryzysie „Słońcom”. Podopieczni Alvina Gentry’ego prowadzili nawet do przerwy 53-46, a przez moment, po akcji 2+1 Dragica, przewaga urosła do 11 punktów. Niespodziewanie dobrze w drugiej kwarcie spisywali się rezerwowi Suns, którzy rzucili w tym czasie 20 punktów, z czego sam Shannon Brown 13. Marcin Gortat nieźle bronił na Brooku Lopezie, a Suns rzucili aż 26 oczek z pomalowanego, ograniczając Nets o zaledwie 14. Wielką pracę w defensywie na Joe Johnsonie wykonywał P.J. Tucker, któremu za to przewinienie został odgwizdany zwykły faul:

[youtube=http://youtu.be/1o7jgGvtBjY&w=585]

Iso Joe w pierwszej połowie, naciskany przez Tuckera oddał tylko 5 rzutów z gry i ani raz nie stawał na linii rzutów wolnych, jako jedyny obok Keitha Bogansa zawodnik Nets w pierwszych 24 minutach. W tym okresie sędziowie odgwizdali aż 16 przewinień Suns, dzięki którym Nets oddali aż 22 rzuty z linii i głównie dzięki łatwym 17 punktom nie przegrywali do przerwy wyżej.

I kiedy wydawało się, że drużyna Marcina Gortata będzie w końcu w stanie przełamać fatalną passę meczów bez zwycięstwa, druga połowa ukazała totalną bezsilność Suns po obu stronach parkietu. Przytoczę tylko kilka cyferek:

9-38 z gry (23.7%)

26 punktów

14 fauli

10 strat

6 punktów z pomalowanego (32 Nets)

To statystyka „Słońc” w drugich 24 minutach. Obraz nędzy i rozpaczy oraz zupełnej niemocy, niezależnie od tego, kto akurat przebywał na parkiecie. W trakcie meczu podśmiewałem się nieco z Brooka Lopeza (13 pkt, 8 zb, 5-16 z gry), którego w pierwszej połowie Gortat ograniczył do jednego trafienia na osiem rzutów, po czym Polak w trzeciej kwarcie spudłował 4 z 5 prób, pozwalając jednocześnie na kolejne trafienia graczy Nets z pomalowanego.

Przewaga miejscowych rosła stopniowo w trzeciej kwarcie, kiedy 16 punktów z ławki do spółki zdobyli Marshoon Brooks (17 pkt, 5-9 z gry) i Andray Blatche (15 pkt, 8 zb, 6-14 z gry), którzy w trzeciej odsłonie przebywali na parkiecie w sumie 8 minut i 30 sekund. 16 punktów w nieco ponad 8 minut…

Przed ostatnią kwartą było 74-66, a ostatnią, Nets rozpoczęli od runu 10-0, kiedy Joe Johnson odpuszczony w obronie przez Jareda Dudleya (gdzie byłeś P.J.?) dwukrotnie z rzędu trafił za trzy z 45 stopni po prawej stronie. Dagger x 2, 84-66 na 7:41 przed końcem, Alvin Gentry powoli może zbierać manatki. Nie chce mi się wierzyć, aby w klubie z Phoenix nie myślano nad zmianą szkoleniowca. 11 porażek w 12 meczach, sorry Alvin, nic cię nie broni…

Dudley był najlepszym strzelcem Suns, rzucając 18 punktów, a wszystkie jego cztery próby za trzy dotarły do celu. Właśnie pięć trójek w pierwszej połowie robiło sporą różnicę w pierwszej połowie. W całej drugiej Suns oddali cztery rzuty zza łuku… Michael Beasley wszedł na ostatnie niespełna cztery minuty, spudłował wszystkie cztery próby z gry. Stop.

Reggie Evans zebrał 15 piłek, z czego pięć w ataku, pokazując Suns co znaczy grać przez całe spotkanie z maksymalnym zaangażowaniem. Zaangażowaniem, którego ewidentnie brakuje w ekipie z Ariozony w tym sezonie, a większość akcji wygląda na zupełnie przypadkowe. Dragic rozdał 3 asysty w 27 minut i zarówno on, jaki Sebastian Telfair nie potrafili dostarczyć piłki pod kosz, gdzie w drugiej połowie, Nets mocno zacieśniali grę, uniemożliwiając łatwe zdobywanie punktów.

Suns rzucają w styczniu średnio 85,5 punktów na mecz. Koniec.

 

 

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

7 komentarzy

  1. hydro 12 pisze:

    ładny blok

  2. Marcin 23 pisze:

    Gentry musi wylecieć, bo to już są szopki.

  3. Sadevrian pisze:

    Ja w to nie mogłem uwierzyć, jak kładłem się spać mieli bodaj + 10. To że nie wygrają to jedna sprawa ale taki łomot dostać to już przesada. Choć wczoraj to mecz comebacków Hawks też z – 15 na +8. Portland i Knicks gonili ale czasu zabrakło. Działo się działo :)

  4. kosmos111 pisze:

    A ja w przerwie zastanawiałem się czy Suns dadzą radę to jeszcze zjebać, bo ich ostatnie 2. połowy to są rozgrywane na poziomie D-League. Ale Gentry zapewne wszedł do szatni, zakrzyknął „Yes!! Yes, we can”.
    I miał rację, dali radę.

    • GPRbyNBA pisze:

      Kosmos – masz (jak to się mówi) soga za tą wypowiedź. DObry humor na dobry początek dnia :-)

  5. michal pisze:

    nowa taktyka SUNS – fauluj do kontuzji najlepsych graczy , napewno wygramy :)

  6. tomm pisze:

    Brooklyn zbliża się do I miejsca w Atlantic Div! Jeszcze tylko dwa wygrane mecze!:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *