Mecz życia Parsonsa – Knicks zdemolowani w Teksasie

Zupełnie nie udał się wyjazd drużynie New York Knicks do Toyota Center. Notujący najlepszy start sezonu od lat goście dość łatwo przegrali z miejscowymi Rockets 103-131, a najjaśniejszym graczem na parkiecie był Chandler Parsons, który rozegrał mecz życia i ustanowił  rekord zdobytych punktów w swojej karierze. Przeciw Knicks rzucił ich trzydzieści jeden.

Mało kto spodziewał się, że Rakiety tak łatwo poradzą sobie z będącą jedną z czołowych na wschodzie ekipą Nowego Jorku. Niektórzy gracze z Houston przeżywają swego rodzaju Deja Vu grając ostatnio przeciw swym byłym zespołom. W środę Omer Asik miał okazję pokazać się na tle Chicago Bulls, których barwy prezentował rok temu. Dzisiejszy mecz był szczególny dla Jeremy Lina, którego talent błysnął w czasie gry dla dzisiejszych oponentów jego drużyny. Byłym graczem Knicks jest także Toney Douglas.

Sama spotkanie od początku układało się po myśli gospodarzy, którzy dzięki dużej liczbie punktów spod kosza bardzo szybko objęli prowadzenie. W końcówce I kwarty dzięki indywidualnym akcjom J.R Smitha nowojorczycy tracili do Rakiet tylko 3 punkty ( w pewnym momencie Rockets prowadzili różnicą 11 pkt). Bardzo dobrze w prezentował się Carmelo Anthony, który już w połowie drugiej odsłony miał na swym koncie 20 oczek. Niestety jego indywidualne popisy nie mogły być skuteczną odpowiedzią na znakomitą zespołową grę rywali, którzy ponownie zaczęli odskakiwać z wynikiem. Rewelacyjnie prezentował się Chandler Parsons, który wcale nie prezentował się gorzej od gwiazdora Knicks. Po 24 minutach gry biały skrzydłowy zdobył dla Rockets 26 pkt. Rakiety zresztą prezentowały niesamowitą skuteczność, a trójki Dequana Cook’a, Jamesa Hardena i wspomnianego Parsonsa w ostatnich czterech minutach II kwarty pozwoliły gospodarzom zejść do szatni z prowadzeniem 72-57.

Kolejne dwie kwarty to już powolne dobijanie kompletnie bezradnych Knicks. Rakiety grające na niesamowitej, oscylującej w granicach 50% skuteczności za trzy punkty nie dawały nawet na chwilę jakichkolwiek nadziei ekipie przyjezdnej na wygraną. Walkę na tablicach całkowicie zdominował Omer Asik. Turek zbierał, blokował, punktował, a Tyson Chandler wyglądał przy nim jak dziecko we mgle. Najlepszy obrońca minionego sezonu dał się całkowicie zepchnąć w cień gracza z nad Bosforu, który wyrasta na prawdziwą bestię pod koszami (o czym już wspominałem przy okazji wcześniejszych relacji, ale on z każdym meczem potwierdza ten fakt coraz dobitniej).

Rakiety już po III kwartach przekroczyły granicę 100 pkt, a ich niesamowita gra w ofensywie wyraźnie odebrała ochotę na koszykówkę graczom przyjezdnym. Ostatnia kwarta to już dobijanie rannego, ale kolejne trójki Cooka czy Hardena musiała bardzo boleć Mike Woodsona i jego podopiecznych.  Ostatecznie zakończyło się wynikiem 103-131 i tym samym Knickerbockers będą w smutnych nastrojach wracać do domów.

Kluczem do wygranej była znakomita gra w ataku zespołu z Houston. Zagrali na 51 % skuteczności z gry (w tym rewelacyjne 56% celnych rzutów zza linii 7,24!!!).  Doskonale spisali się jednak także w walce na tablicach, gdzie okazali się lepsi od rywali o 18 zbiórek (36-54).

Bardzo niezadowolony z postawy swych graczy był trener NYK, który miał ogromne pretensję o grę obronną:

„They beat us in every way you can beat a team. … Our effort on the ball guarding — one-on-one positions — was awful. It started in Dallas. … This is unacceptable. We got the record that we had because we were defending … and now we’re just trying to outscore teams.”

Wśród gości brylował Carmelo Anthony, który rzucił 37 pkt, ale miał także aż 7 strat. Dobre spotkanie zaliczył też Raymond Felton, który miał 17 pkt oraz 8 asyst (w tym 4 na 6 za 3 pkt).   Co ciekawe Knicks wcale nie rozegrali słabego meczu. Mieli bardzo dobrą skuteczność 43% z gry oraz niemal identyczną w rzutach trzy punktowych. Problem ich polegał na tym, że nie potrafili zatrzymać świetnie dysponowanych tego dnia rywali. Szwankowała gra w obronie, co podkreślał w powyższej wypowiedzi trener Woodson, ale nie można stwierdzić, że rozegrali beznadziejne spotkanie, na co wskazywałby wynik.

W szeregach Rockets najlepiej wyglądał  Chandler Parsons. Jego dorobek to 31 pkt 5 zbiórek i 4 asysty. Niesamowitą pracę wykonał także Omer Asik, który zebrał 14 piłek oraz rzucił 18 pkt. James Harden najwyraźniej powrócił już do dawnej formy po chorobie i dzięki 33 punktom był liderem strzelców w swojej drużynie.

Warto wspomnieć o dwóch byłych graczach Knicks występujących dziś w barwach gospodarzy. Jeremy Lin zanotował 7 asyst oraz zdobył 13 pkt będąc pewnym punktem swojej drużyny. Solidne zmiany dawał także Toney Douglas, który trafił trzy trójki na cztery próby, a mecz zakończył z 11 punktami.

Po meczu zadowolenia nie krył Parsons, który w następujących słowach skomentował dzisiejszą wygraną:

„I thought, going into tonight’s game, we had an advantage in transition, and if we played defense the way we were capable of playing, we could get out and do what we do best.”

 

NEW YORK KNICKS (8-3) – HOUSTON ROCKETS (6-7) 103-131

(32-35, 25-37, 23-32, 23-27)

C. Anthony 37 pkt, R. Felton 17 pkt, J.R Smith 12 pkt – J. Harden 33 pkt, Ch. Parsons 31 pkt, O. Asik 18 pkt

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

1 Odpowiedź

  1. goandrewgo pisze:

    Pierwsza piątka Rockets ma 22-26 lat. Jeśli będą grali ze sobą jeszcze parę lat (choć rzadko się takie rzeczy zdarzają) to mogą dużo osiągnąć..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *