Nuggets zatrzymali rozpędzonych Grizzlies

8 spotkań. Tyle trwała zwycięska seria Memphis Grizzlies. W tym czasie wygrali m.in. z Miami Heat, Oklahomą City Thunder i New York Knicks. Receptę na literujących do wczoraj Niedźwiadków znaleźli dopiero koszykarze Denver Nuggets

Memphis przystępowali do tego spotkania jako jedna z czterech niepokonanych drużyn na własnym parkiecie. Obok Grizzlies ta sztuka udała się do tej pory jeszcze New York Knicks, Miami Heat i Utah Jazz.

Mecz praktycznie od początku do końca był bardzo wyrównany i żadna z drużyn nie osiągnęła na tyle znaczącej przewagi, by myśleć spokojnie o dowiezieniu zwycięstwa do końca. Prowadzenie w spotkaniu zmieniało się 12 razy i tyle samo razy na tablicy wyników widniał remis. Najwyższą przewagę jaką udało się uzyskać Nuggets to 7, a Grizzlies 6 punktów.

Mecz sam w sobie był mało atrakcyjny, a emocje jak to zwykle w przypadku takich spotkań bywa zaczęły się dopiero w crunchtimie. Jeszcze na 4 minuty do końca spotkania mieliśmy remis po 87. Od tego momentu zawodnicy Memphis zdobyli jednak 5 punktów przy 12 Denver, fatalnie rozgrywając ostatnie 2 minuty. Kiedy Zach Randolph zdobywał punkty na 92-88 pomyślałem sobie, że kolejna wygrana na koncie drużyny  Niedźwiadków jest więcej niż pewna. Po raz kolejny przekonałem się, że w NBA nie ma nic pewnego, dopóki zegar odmierzający czas nie dobiegnie końca.

Punkty Randolpha były ostatnimi jakie zdobyli zawodnicy gospodarzy w meczu. Od tego momentu na boisku rządzili już tylko Nuggets, a Grizzlies popełnili kilka prostych błędów, które najlepszemu dotąd zespołowi w lidze zdarzyć się nie powinny. Run 9-0 na koniec meczu, którego głównym autorem był Danilo Gallinari, zdobywając wtedy 6 ze swoich 26 punktów w całym meczu przypieczętował zwycięstwo Denver. Zaczęło się od wykorzystanych 3 z 4 rzutów wolnych. Później było już tylko lepiej, bo na faul ofensywny został złapany Marc Gasol i piłka znowu wróciła w posiadanie drużyny gości.

Piłkę długo kozłował Ty Lawson, a jego próba penetracji zakończyła się podaniem do Andre Millera, ten jednak spudłował lay up z drugiej strony kosza. Na szczęście dla Nuggets na atakowanej tablicy znalazł się Javal McGee i jego zbiórka w ofensywie została zamieniona na łatwe punkty. Grizzlies wzięli czas i piłkę na prawym łokciu dostał Rudy Gay. Skrzydłowy gospodarzy był jednak bardzo dobrze kryty przez Andre Iguodalę i nie miał w ogóle miejsca na oddanie rzutu. Ratował się więc podaniem do Jerryda Baylessa, ale było ono za krótkie i padło łupem Gallinariego. Piłka znów powędrowała do Lawsona, a ten odegrał ją do niepilnowanego za linią za trzy punkty Włocha, a ten pewnie trafił zza łuku.

Kolejny akcja została ponownie źle rozegrana przez Memphis i złe podanie Baylessa nie zdołał przechwycić Gay i było już po meczu. Ostatnie punkty w zdobył jeszcze z linii rzutów wolnych Iguodala ustalając wynik spotkania na 97-92 dla Nuggets.

O zwycięstwie Denver zadecydowały niuanse, a mianowicie lepsze egzekwowanie zagrywek w crunchtimie. W całym meczu goście lepiej zbierali, a ich łupem padło 47 piłek, z czego aż 21 w ataku, przy tylko 33 Grizzlies. Zdobyli także więcej punktów z pomalowanego niż rywale 50-44.

Denver kolejny mecz zagrają na wyjeździe z Minnesotą Timberwolves, natomiast Memphis w piątek gościć będą u siebie koszykarzy Los Angeles Lakers.

Denver Nuggets – Mepmhis Grizzlies 97:92 (27:26, 25:23. 17:21, 28:22)

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

1 Odpowiedź

  1. Kubarobson pisze:

    Cieszy zwyciestwo, meczu niestety nie ogladalem wiec nie moge nic powiedziec. Teraz tylko nie zawalac meczow z tymi „slabszymi” druzynami i bedzie dobrze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *