Wyrównany mecz Heat z Hawks. James znowu bliski triple-double.

 

Wczorajszej nocy został rozegrany między innymi mecz Hawks z Heat. Nie spodziewałem się tak zaciętego i równego meczu po obu stronach parkietu. Drugi raz w sezonie Miami zostało zatrzymane na mniej niż 100 punktach, ale mimo dobrej obrony przeciwników, wygrali.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Miami Heat 5-1 25 17 30 23 95
Atlanta Hawks 2-2 25 21 25 18 89


W pierwszej piątce Miami Heat zabrakło wczoraj Dwyane’a Wade’a, który jest przeziębiony. W jego miejsce wszedł Mike Miller, który rozpoczął mecz w starting 5. Mecz rozpoczął się bardzo równo, przez całą pierwszą kwartę żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć przeciwnikowi na kilka punktów. Prowadzenie zmieniało się co akcję, a wynik ciągle był w granicach remisu. Pierwsza kwarta zakończyła się równym wynikiem 25-25.

Kyle Korver z Hawks i Mike Miller wraz z Ray’em Allenem z Heat rzucali sobie nawzajem trójki. Druga kwarta wyglądała niemal identycznie jak pierwsza i powiem szczerze, że zaczynałem się nudzić oglądając to spotkanie. LeBron z Boshem utrzymywali Heat w grze, a po drugiej stronie parkietu najbardziej widoczni byli Jeff Teague i Josh Smith. Rozgrywający Atlanty zdobył nawet double double z 20 punktami i 11 asystami. Na mniej niż minutę przed końcem drugiej kwarty LeBron James przy „wjeździe” na kosz zderzył się kolanami ze Smithem. Obaj zawodnicy zmuszeni byli do wrócenia do szatni. Już w tym momencie naszło mnie deja vu. Przed oczami miałem mecz Heat z Hawks (zbieg okoliczności, że Heat w tamtym meczu też byli na wyjeździe), w którym też zabrakło i Wade’a i Jamesa. Tylko Bosh był dostępny z wielkiej trójki i dał radę. To on doprowadził wtedy do pierwszej z trzech dogrywek swoim rzutem za 3 przez ręce obrońcy. Modliłem się, żeby ten mecz nie był taki sam. Ostatnia kwarta przed połową ostatecznie należała dla Hawks, ale wygrali ją tylko 4 punktami. Ciągle był równy mecz.

Druga połowa rozpoczęła się wynikiem 46-42 dla Hawks, a zakończyła, w porównaniu z poprzednimi kwartami, wielkim runem Heat. LeBron James wrócił na boisko, tak samo jak Smith. Drużyna z Florydy zdobyła w tej kwarcie 30 punktów, a najwięcej w ten wynik włożyli James, Bosh i Allen, ale ważne punkty dodali też Lewis czy Chalmers. U przeciwników Anthony Morrow zdobył w 15 minut 17 punktów z ławki. Był to drugi najlepiej punktujący zawodnik w drużynie.

Ostatnia i najlepsza kwarta to ponowna dominacja Miami. Bosh musi lubić grać z Hawks w crunch time, bo zmienia się w innego, lepszego zawodnika. U Hawks Teague próbował gonić mistrzów i nawet dobrze mu to wychodziło, a Mario Chalmers nie potrafił go bronić. Na 1:30 przed końcem spotkania był remis 89-89. Po podaniu od LBJ, Ray Allen wbiegł pod kosz i trafił bardzo trudny rzut z odchylenia. To dało Miami prowadzenie. Josh Smith chwilę później został faulowany i miał dwa rzuty wolne. Wybaczcie mi fani Hawks, ale wybuchłem śmiechem, gdy przy takim wyniku Smith nie trafił ani jednego wolnego. Później rzut oddali Miami, ale nie trafili, tak samo Hawks i piłka znowu jest w posiadaniu drużyny LeBrona. 20 sekund do końca, LBJ ma piłkę i kozłuje aż czas na akcje zejdzie do około 5 sekund. Szybki zwód, rzut i Miami są już na 4-punktowym prowadzeniu. Co mnie bardzo zdziwiło, w Philips Arena, w ostatniej kwarcie kibice krzyczeli zamiast „Go Hawks”, to „Go Heat”.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=IO-YaIGaWWU&feature=g-u-u&w=585]

James, gdyby zdobył jedną asystę więcej to miałby triple-double. Zakończył mecz z 21 punktami, 11 zbiórkami i 9 asystami. Bosh miał 24 punkty i 5 zbiórek, ale co ciekawe miał też 100% skuteczność z linii rzutów wolnych (10/10). Ray Allen rzucał 3/5 za 3 i zdobył ostatecznie 17 punktów.

W Hawks, tak jak już pisałem, Teague 20 punktów, 11 asyst, a Morrow 17 punktów z ławki.

Miami ma teraz kilka meczy na wyjeździe z rzędu. Następne spotkanie zagrają w Memphis w niedzielę Atlanta od następnego spotkanie też będą mieć 4-meczowy road trip. Następny mecz grają z Clippers już jutro.

Adam Wiśniewski

Fan NBA i Miami Heat od 2006 roku, kiedy to D-Wade (mój ulubiony zawodnik) zdobył pierwszy tytuł. Z niegrających już zawodników jestem wielkim fanem Iversona. Obecnie staram się z dnia na dzień polepszać swoją grę. Wciąż czeka na telefon od menadżera drużyny z NBA.

3 komentarze

  1. flappjack pisze:

    Zastanawiałem się przed tym sezonem, czy po wzmocnieniach Rayem, Rashadem, przy lepszym zgraniu i bez tej spinki, że Bronek nie ma pierścienia – będzie stać LeBrona na staty w pobliżu triple double.
    Jak myślicie?

  2. ciabaz pisze:

    Lebron gra w tym roku ok 33mn na mecz. Gdyby grał te 37-39 miałby tripledbl lajtem

  3. shw pisze:

    Głupoty, póki co grając nawet 40 minut nie byłby tego bliski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *