Amerykanie z trudem ogrywają Argentynę.

20-lat po tryumfie oryginalnego Dream Teamu, kadra amerykańska wróciła na spotkanie do Barcelony. Team Mike’a Krzyzewskiego (który był przed laty asystentem Chucka Daly’ego) na tą okoliczność założył repliki strojów z 1992 roku, niemal identyczne jakie nosili Michael Jordan i Magic Johnson.

Niestety dla fanów amerykańskiego zespołu, który ma być faworytem numer jeden Igrzysk w Londynie, tylko kilka pierwszych minut nawiązywało do występów oryginalnej Drużyny Marzeń..

Amerykanie za sprawą świetnej postawy w obronie, przy dużej tremie Argentyńczyków, objęli szybkie prowadzenie 12-1. W początkowych 10 minutach prym wiódł Kobe Bryant. Biało-błękitni dopiero po przerwie na żądanie trafili z pola. Przewaga faworytów jednak nie malała i za sprawą zespołowej gry team USA powiększył przewagę do stanu 19:3. Podirytowani rywale zaczęli mocniej bronić, a efektem skuteczniejszej defensywy był m.in. blok na Kobem. Bryant następnie zaczął grać bardziej pod siebie i na siłę, a widzący to coach K. podjął decyzję o zmianach w składzie. Warto wspomnieć o znakomitym powrocie do obrony Kevina Duranta, który jedną ręką złapał blokiem nonszalancko biegnącego Andresa Nocioniego.

Zmiennicy kontynuowali świetną passę Teamu U.S. w rzutach dystansowych. Po pierwszej kwarcie mieli oni 7 celnych prób na koncie, a kwartę celnym trafieniem zakończył Deron Williams (31:16). Następnie można było odnieść wrażenie, iż zespół Krzyewskiego nieco zwolnił, zadawalając się wysokim prowadzeniem. Tę sytuację wykorzystał tercet Manu Ginobili, Louis Scola i Carlos Delfino, okazujący coraz mniej respektu dla faworytów olimpiady.

Do bardzo nieprzyjemnego zajścia doszło na 5 minut przed zakończeniem pierwszej połowy meczu. Iskrzyło na linii Scola-Love, Campazzo-Paul aż w końcu do małej przepychanki oraz gry słownej doszło między Nocionim oraz Anthonym i Durantem. Scola również miał coś więcej do powiedzenia Jamesowi. Od tego momentu duch wojownika obudził się w reprezentacji z Ameryki Południowej. Efekt to tylko 45:40 po dwóch kwartach i nawet potężny aley oop Duranta nie obudził Amerykanów.

Wydawało się, iż atletyzm, młodość i szersza rotacja będą atutami Dream Teamu. 35-letni najnowszy nabytek Knicks, Prigioni oraz 34-letni Ginobili i jego rówieśnik Scola, oraz 32-letni Nocioni, którzy przed paroma dniami ulegli 20-stoma punktami reprezentacji Hiszpanii nie odpuścili Amerykanom do końca czwartej kwarty.

Mimo, że złoci medaliści z Pekinu i aktualni Mistrzowie globu odskakiwali na 15 punktów podczas kwarty numer 3, to po momentach solidnej defensywy i udanych akcji pary Ginobili – Scola, Argentyńczycy wracali do gry. Kiedy dwa wsady – na początku 4. odsłony – zaprezentował MVP sezonu i najlepszy gracz finałów, LeBron James to wydawało się po raz kolejny, że USA odskoczą na dobre od przeciwnika. Seria pięciu oczek argentyńskiego Jordana znów skróciła dystans i dopiero dwie celne trójki – Paula i Duranta (trafił aż 7 razy w tym meczu) przypieczętowały wygraną faworytów potyczki (86-80).

Najlepszym graczem spotkania wybrano, zdobywcę 27pkt, Kevina Duranta. Kobe Bryant dodał 18, a LeBron James – 15. Najwięcej wśród pokonanych, bo 23 zdobył Manu Ginobili. Carlos Delfino dodał 15, a Louis Scola – 14.
Kluczem do wygranej okazała się skuteczność w rzutach za trzy punkty. Przy częstej strefie przeciwników, Amerykanie trafili 13 z 34 rzutów.

Smaczku potyczce dodał tuż po meczu Louis Scola, który podkreślił, iż nie jest pewien czy Amerykanie wygrają Igrzyska z podobną grą..
We wtorek USA czeka jeszcze trudniejszy test, z Hiszpanią. Dojdzie zatem do konfrontacji braci Gasolów oraz Serge’a Ibaki z Tysonem Chandlerem i Kevinem Lovem.

Wynik: USA – Argentyna 86:80 (31:16, 16:24, 25:21, 14:19)

USA: K.Durant 27 (7×3, 6 as.), K.Bryant 18 (3×3), L.James 15 (7 zb., 5 as.), C.Paul 5 (5 as.), T.Chandler 0 (8 zb.) – R.Westbrook 13, C.Anthony 4 (5 zb.), D.Williams 3, A.Iguodala 1, K.Love 0.

Argentyna: M.Ginobili 23 (3×3), C.Delfino 15 (3×3, 5 zb.), L.Scola 14 (6 zb., 4 as.), P.Prigioni 8 (6 as.), A.Nocioni 5 (5 zb.) – L.Gutierrez 5, J.Gutierrez 5, F.Campazzo 3, H.Jasen 2.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

2 komentarze

  1. Adik pisze:

    Niestety wychodzi brak centra w ekipie, Chandler to nie wszystko, z Hiszpanią może być jeszcze trudniej wygrać

  2. goandrewgo pisze:

    Hiszpania mistrzem olimpijskim… Gasol x2 + Ibaka niszczą pod koszem. Chyba, że Krzyżewski wreszcie postawi na K.Love

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *