Drobnym drukiem: Czy nasza kultura kibicowania zbliża się do NBA?

Wybrałem się wczoraj na rynek, by w strefie kibica obejrzeć spotkanie piłkarskich reprezentacji Polski i Czech. Nie bójcie się jednak, nie mam zamiaru wprowadzać tego sportu na łamy Enbiej.pl chciałbym się tylko odnieść do zachowania kibiców jakie tam spotkałem. Jednocześnie jestem ciekawy jakie są Wasze odczucia na temat jakości kibicowania w Polsce (w różnych sportach).

Pierwsze pozytywne zaskoczenie spotkało mnie już w chili zbliżania się do rynku. Tym samym chodnikiem, bez najmniejszych złośliwości szli kibice obu drużyn. Jedyne pojedynki jakie zobaczyłem to te kto ma głośniejsze gardło. Sprowadzało się to do tego, że gdy szła rozśpiewana grupa Czechów to od razu Polacy próbowali ich przekrzyczeć. Po chwili obie strony biły sobie brawo i się rozchodziły. Bez bójek, przekleństw i poczucia zagrożenia.

Mało tego, po wypiciu paru kufli złotego trunku udało się mi siąść z kolegami i porozmawiać z paroma Czechami. Pomijając oczywistość, że to dość spokojny naród (ale jednym z moich rozmówców był wytatuowany kibic z Teplic o rękach jak Robert Burneika), to całość przebiegała wręcz wzorcowo. W przyjaznej atmosferze się posprzeczaliśmy odnośnie tego kto wygra, by później stuknąć się pokalami i udać się do strefy kibica.

Nawet po (przegranym) meczu nie było widać przejawów agresji. Poza olbrzymimi ilościami śmieci, a przede wszystkim szkła z porozbijanych butelek w spokoju można było wrócić do domu. Wszyscy jechali razem – Polacy i Czesi. Mało tego, nasi rodacy byli dość uprzejmi – bez ociągania się tłumaczyli naszym gościom gdzie mają wysiąść i w jaki tramwaj wsiąść by dojechać do hotelu/dworca.

To wszystko skłoniło mnie do (może dość karkołomnej) tezy, że pod względem kibicowania zbliżamy się poziomem do NBA. Zbliżamy się w sensie jak najbardziej pozytywnym – jako ludzie, którzy potrafią emocjonalnie dopingować swój zespół (czapki z głów przed kibicami w OKC), ale także docenić zespół gości i umiejętności ich poszczególnych graczy (np. brawa dla Jamesa i Bryanta w MSG).

Pomału w naszych głowach zaczyna dojrzewać myśl, że przecież to nic strasznego, że obok nas na meczu stoi kibic w innej koszulce. W USA to rzecz jak najbardziej normalna. Oczywiście są uszczypliwości między fanami, ale to jest też część gry. Najważniejsze, by nie czuć się zagrożonym. Sami wybierając się na mecz – czy to piłkarski, koszykarski, siatkarski czy inny – za granicę też nie chcemy skończyć z wybitymi zębami i wstrząśnieniem mózgu.

Nie jestem częstym gościem na naszych stadionach i halach, ale każdego roku widzę 10-20 spotkań na żywo. Nasi kibice potrafią się już w niektórych miejscach świetnie bawić. W innych (tutaj prym wiedzie klubowa piłka nożna) niestety nie jest tak różowo.

Jak to jest w Waszych stronach? Czy uważacie, że nasza mentalność zaczyna się pomału zmieniać? Czy to w ogóle możliwe by przykładowo kibic Legii i Widzewa, Falubazu i Stali Gorzów, Śląska Wrocław i Anwilu Włocławek czy innych zwaśnionych stron mogły jedną bramą wejść na obiekt, obejrzeć spotkanie i po meczu udać się razem na piwo?

Ps. Oczywiście nie zapominam, że kibice NBA też potrafią być chamscy. W pamięci mam jeszcze choćby wydarzenia z The Palace of Auburn Hills z 1994 roku, ale wychodzę z założenia że w każdym społeczeństwie musi być grupa idiotów.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

16 komentarzy

  1. Kislu27 napisał(a):

    Gadanie przez internet, to co innego niż twarz w twarz. Jakbyśmy mieszkali np. w Bostonie, i przyjechali by kibice np. Oklahomy, to wątpie żeby doszło do bijatyk

    • Mateusz Babiarz napisał(a):

      Ale nawet nie musimy gdybać, bo przecież to częsty obrazek by np. na meczach Sixers z Celtics w Wells Fargo Center było dużo zielonych koszulek.

      Lepszym przykładem może być jeszcze TD Garden gdy Celtics grają z Lakers i na trybunach widać barwy LAL, a mimo wszystko nie dochodzi do nieprzyjemnych incydentów.

  2. GROSZEK napisał(a):

    spoko artykuł, sensowne argumenty, ale błędy ortograficzne w tekście to niedopuszczalne! POMAŁU piszemy razem! jako czytelniczka, proszę o szybką korektę, aby nie kuło w oczy, tym bardziej, że pojawia się w tekście z 3 razy chyba!

  3. croolick napisał(a):

    Masz sporo racji, ale tak naprawdę to o czym piszesz ma miejsce w Polsce od lat a najbardziej widoczne jest na meczach ligi światowej w siatkę. Mamy ogromną rzeszę kibiców-pikników (bez obrazy- sam się do nich zaliczam), dla których ważna jest dobra zabawa, są otwarci na kontakty z obcymi, nie są agresywni nawet po porażce. No i mamy tez stosunkowo małą liczbę kibiców-fanatyków, dla których liczy się wynik jego drużyny- i to jest widoczne szczególnie mocno przy okazji ligowych meczy piłkarskich. Doskonale było to widać na fanzonach. Miałeś 95% ludzi, którzy się bawią i 5% debili, ganiających się po mieście.

    Jeszcze przykład z koszykówki- mistrzostwa europy w Łodzi sprzed kilku lat. Funzone- w którym wszyscy kibice, bez względu na narodowość, wspólnie „przygotowywali się” do meczu, śpiewając i spijając kolejne piwa:)

  4. Max Billewicz napisał(a):

    Sam byłem kibicem Azotów Puławy(piłka ręczna) całkiem spoko doping ale nigdy nie było więcej niż 70 osób śpiewających ;/

  5. t. napisał(a):

    Postawię się w roli „adwokata diabła” gdyż sam jestem przede wszystkim kibicem piłki nożnej, nawet w mniejszym stopniu kibicem co fanatykiem jednej drużyny; chodzę na większość meczy czy to u siebie czy też jeżdżę na te wyjazdowe. Koszykówka a w szczególności nba to dla mnie raczej rozrywka sezonowa, której nie poświęcam tyle uwagi co piłce nożne. Nie mniej mam w nba swoją drużne której sympatyzuje- nie kibicuje gdyż trudno mi nazwać się kibicem gdy mecze oglądam w kapciach, bardzo okazjonalnie przy piwku.
    Jednak wracając do piłki nożnej, kibicowaniem zaraził mnie ojciec i o będąc dzieckiem futbol był dla mnie najważniejszy, sam trenowałem a oglądanie meczy i marzenie o tym, że kiedyś ja będę biegał w koszulce ukochanego klubu było dla mnie czymś ważnym. Jednak wraz z wiekiem „zawiesiłem buty na kołku” (kontuzje, brak wystarczającego talentu, mobilizacji etc.) i wtedy mając ok .15 lat zacząłem inaczej postrzegać całe kibicowanie, mogę powiedzieć, że wchłonęła mnie stadionowa atmosfera. Stadiony wtedy były inne- klimatyczne pozbawione wygód dnia dzisiejszego (patrz- nowo pobudowane obiekty), jednak to i fanatyczny doping tworzyło ich unikalność, ich duszę. Jednak przede wszystkim chcę powiedzieć o atmosferze trybun piłkarskich… fanatycznym dopingu przez 90 minut na który wpływ mają tak przez wielu krytykowane; agresja, niechęć czy wręcz nienawiść do przeciwnika, w nie mniejszym stopniu co pasja i miłość do swojej ukochanej drużny. W mojej opinii bez jednego drugie nie istnieje i choć sam wiem, że wielu się ze mną nie zgodzi to dla mnie wywyższanie dopingu i atmosfery z hal nba z tą ze stadionów ligowych to jak chęć przekonania mnie, że lepsze było by słuchanie porno w radio.
    A nawet jak ktoś nie chce porównań z piłką nożną to polecam filmiki z tym co w halach koszykarskich robią fanatycy z Grecji (np. Panathinaikosu) czy też np. z Serbii. Nie ukrywam, że jestem stronniczy jednak jak głosi hasło jednej z kibicowskich opraw „to trzeba przeżyć, żeby to zrozumieć, żeby w to uwierzyć”.
    I choć nie wszystkie działania na stadionach akceptuje, nie ze wszystkim się zgadzam to wiem, że tego co jest na trybunach w lidze nie zamienił bym za nic w świecie na to co działo się np. na stadionie narodowym podczas meczy kadry.
    Marzę o tym, że za kilka lat będę mógł wziąć syna na stadion, stanąć i pokazać mu ten doping, race i oprawy tak jak zabrał mnie ojciec za co do dziś mu dziękuje.

  6. semja napisał(a):

    Ja ja jednak stane w obronie „ultrasowskiego” stylu kibicowania. Oczywiście nie popieram ganianek po mieście, ale nie wyobrażam sobie ekstraklasy bez „młynów”. Atmosfera przez nie tworzona przyciąga na mecz, pomimo słabego poziomu, a kibicowanie w stylu NBA, czy ligi angielskiej w piłce nożnej, jest w stanie przyjąć się tylko w wypadku najwyższego poziomu rozgrywek. A co do poczucia zagrożenia, to chodzę na mecze już ładne parę lat, a jeszcze go nie uświadczyłem

  7. Finley napisał(a):

    Chodzę na Legię od lat i nie odczuwam przejawów agresji wykraczającej po za kultury rywalizacji. Oczywiście są mocniejsze słowa, ale one dodają smaczku, moim zdaniem takich słów czasem brakowało, by stadion zaśpiewał coś mocniejszego na wsparcie naszej kadry. Ta Januszolandia siatkarsko-małyszowa do mnie kompletnie nie przemawia. Sam jeżdżę też często na turnieje tenisowe i właśnie do tego porównałbym to Euro. Jest miło, przyjemnie, ale to nie to samo co rozśpiewany stadion. Nie wyobrażam sobie sytuacji takiej jak w NBA, gdzie np. w Los Angeles ludzie latają na mecz raz w koszulce Clippers, a raz Lakers…

  8. Mateusz Babiarz napisał(a):

    Hej, ale ja nie chcę broń Boże zabierać tego co dają ultrasi. Wręcz przeciwnie – ich doping jest świetny i każdy kto uprawiał sport na jakimś poziomie wie jak dużo daje.

    Dużo bardziej sobie cenię młyn i coś takiego -> http://www.youtube.com/watch?v=u0rMe2Vyb9E niż niemą kontemplację w stylu kibiców Realu czy Barcy (oj zaraz będzie flame).

    To czego nie chcę to te kilka procent pacanów, którzy podpisują się jako całość ganiając i bijąc ‚cywili’ na mieście. Chcą się ustawić i ponapieprzać po twarzach? Nie ma sprawy – ale jak ktoś nie ma ochoty się tłuc to powinni dać mu spokój i jego szalikowi/koszulce/czapce też.

  9. kredkixd napisał(a):

    Kultura kibicowania jest na w miarę ogarniętym poziomie. Ale jak zawsze jest jakieś „ale”. I są nim idiotyczni, zacofani psychofani którzy psują rozrywkę płynącą z meczu. Jak widzę doping przeciwko jakieś drużynie, a nie dla swojej drużyny to krew mnie zalewa. Ja akurat znam tą sytuacje z doświadczenia: żyje w toruniu podzielonym na apator i elane. Wiem że kibice Aniołów nie są święci, ale to co wyprawiają elanowicze to się w pale nie mieści. Wg mnie takich ludzi powinni postawić przed pluton egzekucyjny i po sprawie.

  10. t. napisał(a):

    Rozumiem argumentacje i o ile na meczach reprezentacji jak jakiś Janusz chodzi w koszulce, czapce czy szaliku swojej drużny to dla mnie jest ok. I okładanie go pięściami nie do końca rozumiem, jednak piłka ligowa to zupełnie co innego niż manifestowanie swojej narodowości. W każdym sklepie sportowym musisz czy jakimś straganie możesz kupić w Polsce koszulkę Włoch, Hiszpanii, Anglii etc. jednak trudno mi sobie wyobrazić by to samo miało miejsce np. w Warszawie gdzie obok koszulek Legii w sklepach wisiały by t-shirty Widzewa, Lecha, Wisły etc. W związku z czym rozsądna osoba wie, że nie manifestuje się swojej miłości do klubu w mieście rywala. Z jednej strony to takie niedemokratyczne ale ja jednak nie chcę być świadkiem gdzie w centrum mego miasta panoszą się kibice rywala. A dzięki tej agresji i niechęci która gdzieś w człowieku siedzi, można na trybunach zdzierać gardła. Dodam też, że analizując problem warto zagłębić się w antagonizmy które są w stosunkach między poszczególnymi miastami przez co spirala się nakręca i likwidacja jest niemal niemożliwa :)
    Właśnie o horto magiko Panathinaikosu mi chodziło – mocna rzecz :)

    A co do kibiców w stanach tam jest inaczej bo kto inny chodzi na mecze, konsumpcjonizm wyparł z hal klasy robotnicze etc. A areny to raczej galerie handlowe i miejsca gdzie „warto się pokazać” dlatego nie da się tego porównać.

    • Ely3 napisał(a):

      Widać że patrzysz na to z punktu widzenia ultrasa a ja ci powiem jak to wygląda z punktu widzenia kogoś kto młodość spędził w młynie a teraz chodzi jako zwykły kibic. Problem jest że grupka i to raczej drobna narzuca reszcie stadionu co ma robić. Są akcje jesienny liść gdzie grupa chodzi po stadionie i sprzedaje liście bo ktoś nie jest ubrany w kolorach klubowych, gdzie chodzą i wymuszają na ludziach zbiórkę pieniędzy na oprawę. Gdzie większość okrzyków jest skierowana albo przeciw drużynie przeciwnej albo własnym kibicom (typu ruszcie d.. itp) albo wręcz własnym piłkarzom jeśli przegrywają a tylko drobna część jako doping właściwy. Mogę ci powiedzieć że w takich Niemczech oprawy są o niebo lepsze niż w Polsce a agresji zdecydowanie mniej (byłem na derbach Shalke -Dortmund to wiem o czym mówię) . To samo masz na żużlu, gdzie ludzie potrafią zdzierać gardło co bieg , oprawy są słabsze ruch ultrasowy słaby ale za to stadiony bardziej wypełnione a ludzie sami z siebie na całym stadionie dopingują. Na dodatek na żużlu może pojechać sobie każdy i prawie każdy kto chce to robi a na piłce wyjazdy są ograniczone tylko do ultrasów bo oni nie dopuszczają nikogo innego. W efekcie czego większość klubów piłkarskich ma kiepską widownię bo coraz mniejsza grupa kibiców się utożsamia z klubem. Powiem więcej to właśnie ruch ultrasowy jest odpowiedzialny za kiepskie wyniki polskich klubów. Bo odstraszają bogatych kibiców którzy kupowaliby znacznie więcej pamiątek klubowych. To nie przypadek że Włoskie kluby gdzie kibicowanie jest zbliżone do nas kiepsko sobie radzą mimo bogatych właścicieli a angielskie kwitną odkąd pozbyły się ultrasów ze stadionów. Istnieją alternatywne sposoby dopingów w stosunku do polskich młynów i nie nazwałbym ich gorszymi

  11. t. napisał(a):

    Zgadzam się, że nie jestem obiektywny jednak co do opraw i atmosfery na stadionach w Niemczech czy Polsce to bym nie przesadzał bo to my w tym temacie jesteśmy światową czołówką i tworzymy trendy. Gdyby Polacy mieli choć w połowie drużynę na takim poziomie jakim mają klimat kibicowski to w każdych większych zawodach walczyli byśmy o mistrzostwo. Wystarczy w youtoube wpisać oprawy; Poland Ultras etc. i każdy to sobie może porównać, przeanalizować. Rozumiem, że ktoś woli oglądać mecz w spokoju i to go razi jednak dla mnie jest to bardzo ważny element każdego meczu. A taka osoba może wybrać się na siatkówkę czy żużel jeśli jej tak to doskwiera lub oglądać przed telewizorem. Zgadzam się także, że mają miejsce patologie o których wspominasz jednak akurat w przypadku mojego klubu są trybuny gdzie możesz sobie usiąść, nikt cie nękał nie będzie, nie musisz ubierać się w barwy klubowe i żadnej afery z tego powodu nie będzie. Jednak jak decydujesz się iść na trybunę ultras, przebywać w młynie to jednocześnie godzisz się akceptować reguły które na niej występują. Bez tego i trzymania dyscypliny efekt nie był by tak okazały. W odniesieniu do wyjazdów to są mecze gdzie limit miejsc jest ograniczony i bilety rozdysponowywane są wśród określonych osób. Jednak ma to swój określony cel; mecz wyjazdowy różni się od meczu u siebie a to wie każdy kto w tej tematyce siedzi. Ilość miejsce jest ograniczona względem chętnych osób w związku z czym pierwszeństwo mają osoby które są z klubem na dobre i na złe jeżdżą od iluś lat, tworzą oprawy czy też udzielają się „sportowo”. Winisz za wszelkie zło ultrasów jednak zwróć uwagę kto chodzi na mecze gdy klubowi jest ciężko gdy nie ma pieniędzy, gdy spada do niższej ligi?! Kibice sukcesu odchodzą, przerzucają się, zmieniają zainteresowania- na trybunach zostają ultrasi. Ile jest przykładów klubów które dzięki tym fanatykom odbudowywały się po upadkach… Każdy ma swoje zdanie ; dla koś ten model kibicowania jest lepszy dla drugiego gorszy… Jednak jest grono osób które na te stadiony bez gwiazd, bez piłki na światowym poziomie przychodzi dla atmosfery a sama piłka nożna w wydaniu np. Cracovia vs. Łks odgrywa drugorzędne znaczenie to atmosfera jest magnesem.

  12. eF napisał(a):

    to o czym mowisz jest normalne..chociazby na finalach Asseco i Trefla, sam siedzialem obok kibicow Asseco czy Trefla i nikt sobie nic nie robil, nie wyzywal..spokojnie, kazdy cieszyl sie z gry swojej druzyny, wypas : )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *