Knicks już myślą o nowym sezonie i kolejnym rozgrywającym.

Nowojorczycy nie mają szczęścia do solidnych i będących w wysokiej formie rozgrywających. Ostatnim wielkim, jakiego pamiętam w Big Apple był Derek Harper, notabene ściągnięty przez Pata Riley’a z Dallas. Kilka lat wstecz klubowi sternicy z Isiahem Thomasem na czele, próbowali zbudować zespół wokół Stephona Marbury’ego, następnie Steve’a Francisa. Następnie po chudych latach, gdy wydawało się, że trafili na porządną jedynkę w osobie Raymonda Feltona wymienili go bez skrupułów do Nuggets, za Carmelo Anthony’ego.

Przed rozpoczęciem rozgrywek pozbyli się klasowego playmakera, jakim był i jest Chauncey Billups po to, aby zaoszczędzić gotówkę potrzebną przy angażu Tysona Chandlera. Brak Billupsa (L.A. Clippers) jak i Feltona jest widoczny dziś gołym okiem a Knicksi borykają się z problemem posiadania prawdziwego przywódcy na obwodzie, który odpowiednio pokieruje poczynaniami kolegów w najważniejszych fragmentach gry.

Obecni gracze Knicks – Mike Bibby (kontuzjowany ciągle jest Baron Davis) oraz Toney Douglas – nie spełniają jak na razie oczekiwań trenerów jak i kibiców, grając nierówno. Stąd też wieść, iż po zakończeniu sezonu klubowi sternicy postarają się sięgnąć po bardziej wartościową osobę, ponadto pasującą do koncepcji ich trenera Mike’a D’Antoniego.

Kandydatów jest co najmniej trzech i kimś takim mógłby być ponownie Raymond Felton (Portland Trailblazers), być może Jameer Nelson (Oralndo Magic) i kojarzony blisko od 2 lat z Nowym Jorkiem – Steve Nash (Phoenix Suns). Pierwszy z nich grał już w NY przed rokiem, imponując wysoką formą i zgraniem min. z Amare’m Stoudemirem. Myśląc jednak o gwieździe Anthony’ego pożegnano się z nim, wysyłając do klubu z Denver, raz z Timofiejem Mozgovem, Danillo Gallinarim czy Wilsonem Chandlerem. Nelson z kolei nie jest typowym kreatorem gry i często stawia swoje zdobycze punktowe ponad osiągnięcia kolegów i przede wszystkim ponad wyniki zespołu. Najbardziej – byłby to powrót do gry przy trenerze D’Antonim i w parze ze STAT’em – pasowałby Knicksom Steve Nash – jednak pamiętajmy, iż ma on już 38 lat oraz coraz częściej boryka się z kontuzjami.

Knicks wierzą, że uda im się któregoś z tych graczy pozyskać na zasadzie mid-level czyli gaża nowej jedynki nie będzie przekraczać 5 mln USD za sezon gry. Co z tego wyjdzie?

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

3 komentarze

  1. Krzysiek pisze:

    Trzeba było myśleć i zostawić Felton’a. Chciwość nie popłaca (nie wiem w jaki sposób oni chcieli pozyskać CP3, wiedząc, że będzie lockout i się zmienią zasady CBA).

  2. dobry ziomek pisze:

    hahaha kryzys ja wiedziałem, że twój komentarz będzie tutaj wisiał jako pierwszy !

  3. czubek23 pisze:

    Czyli co? Kolejny stracony sezon? Patrząc na grę NY wychodzi na to że niestety tak. Szkoda, bo kolana Stata to nie jest dobra długoterminowa inwestycja. Wyniki potrzebne są już teraz, nie ma czasu. Jedyna nadzieja w B-Diddy, że wróci na boisko i szybko zrobi różnice. Przecież celem minimum na ten sezon była w złożeniach managmentu 2 runda. A może wyjść z tego duża kupa. Cel na przyszły sezon to przede wszystkim klasowy TRENER (Jerry S. – to może być to. A przecież przed sezonem do wzięcia był Rick Adelman!!!) i dobry rozgrywający (nie debiutant i nie emeryt – taki który pociągnie zespół od razu w górę – bo naprawdę już nie ma czasu).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *