Milionerzy kontra Sombrera. Trzecia runda

Po pierwszych wyborach przyszła kolej na następną rundę. Co sądzicie o nowych zawodnikach Sombreros (wybierał Majkel) i Milionaires (wybierał Bartek Berbeć)?

Wybór Sombreros – Młodość, mości panowie! Po Ripie Hamiltonie i Kenyonie Martinie czas na zawodnika ze znacznie młodszego pokolenia, mojego pokolenia  (a co! Mi też zdarza się czas pograć, choć na trochę … hmmm… niższym poziomie).

Lubię boiskowych twardzieli, facetów z prawdziwymi cojones, którzy nie zlękną się rywala, presji czy uciekających sekund w crunch-time.  A jeśli taki zawodnik jest jeszcze do tego urodzonym zwycięzcą, to trzeba go brać jak najszybciej i cieszyć się ze swoje szczęścia. Trzeba jednak mieć wspomniane już cojones, aby brać zawodnika, który nigdy w NBA nie grał, ale kto nie ryzykuje ten nie wygrywa!

Milos Teadosic zostaje pierwszym rozgrywającym Mexico City! W Meksyku przypomni sobie gorący grecki klimat i miejmy nadzieję będzie tam grał równie dobrze jak w Helladzie. Przecież to w barwach Olympiakosu został  Zawodnikiem Roku w Europie i MVP Euroligi anno domini 2010. Słowo „winner” również nież pasuje do niego jak ulał, no bo jak ma nie pasować do zawodnika zdobywał tytuły mistrza Europy w latach 2003 (U-16), 2005 (U-18) i 2007 (U-20). Takich zawodników,urodzonych zwycięzców, potrzeba naszej drużynie!

Mając Teadosicia nie musimy się też martwić o to do kogo piłka ma trafić w  crunch-time. Wszyscy pamiętamy przecież ten rzut:

A oto kilka możliwych zagrań naszej wciąż budowej ekipy:
1)Pick & roll z Kenyonem
2) podanie Milosa do Ripa wychodzącego zza zasłony od Martina
3) 1vs 1 z dowolnym PG w NBA, w końcu Teodosic ze swoimi 196 cm będzie miał nad większością z nich przewagę wzrostu.

Trzon zespołu powoli się wyklarowuje, potrzebny jest jeszcze center i drugi swingman. Kolejne wybory już wkrótce! Stay tuned!

Gdybym był generalnym managerem jakiejkolwiek drużyny, to po wybraniu dwóch trzonów zespołu – jednego na obwodzie, a drugiego pod koszem, wybrałbym kogoś, kto może zmieniać grę. Kogoś kto może być X-Factorem. Kogoś, kto zaakceptuje rolę rezerwowego i wniesie ten ważny ładunek energii w ten dzień, kiedy nikomu nie idzie. Tych, którzy wchodzą z ławki dzielę na dwa typy – walczaków, odpowiedzialnych za zbiórki w ataku, lock-down defense, hustle plays oraz scorer’ów – którzy nie mają problemu z wejściem na boisko w drugiej kwarcie i zdobyciu w niej 10-12 punktów na jednym oddechu. Gracz, którego wybrałem spełniał będzie właśnie tę drugą rolę. Pure scorera.

Mój wybór padł na nieco zapominany przez kontuzję talent z Dallas Mavericks, a więc Rodrigue’a „Roddy’ego” Beauboisa (czyt. Bo-bua! :). Koszykarz francuskiego pochodzenia jest obdarzony tym czymś od Boga, że czegokolwiek by w życiu nie robił i tak grałby na zawodowym poziomie. Z odrobiną zacięcia musiał trafić do najbardziej atletycznej ligi świata i tak się stało. Nie wiem, czy widzieliście go w grze, bo do tej pory zagrał w NBA tylko 84 razy. W sezonie mistrzowskim występował bardzo mało. Wszystko to przez kontuzję, która jednak wydaje się być przeszłością.

W debiutanckim sezonie pokazywał jednak przebłyski nadludzkiego wręcz talentu. W spotkaniu przeciwko Golden State Warriors trafił 10 trójek i już wiemy, jak idealnie ułożony ma rzut. Co ciekawe, bazuje on na szybkości i to ona jest jego największym atutem. Dzięki eksplozywnemu pierwszemu krokowi łatwo miła rywali. Właśnie ta łatwość punktowania mnie w nim urzeka. Budowę ciała ma strasznie wątłą, taką afrykańską (rodzice emigranci), ale łydki ma jedne z lepszych w NBA. Pewnie zrobiłby karierę w sztafecie francuskiej 4×100, gdyby przekazywał pałeczkę Christophe’owi Lemaitre’owi.

Zawodnik ten potrzebuje piłki, ale planujemy go wprowadzać jako zmiennika „Agenta 0” i z czasem, gdy obrośnie w doświadczenie i ogranie, będzie konkurował o miejsce na parkiecie z Gilem Arenasem. Póki co chcę, żeby był naszym X-Factorem, który po zapaści pierwszej piątki wejdzie niczym Manu Ginobili czy Jason Terry i podtrzyma wynik.

Statystyki z sezonu 2009/10 – 7,1 punktu, 1,4 asysty, 0,5 przechwytu, 0,409% za 3 punkty

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

1 Odpowiedź

  1. woy9 napisał(a):

    Roddy i Arenas z tyłu to mocna para ale czy piłek starczy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *