Kto dostanie się do PO w przyszłym sezonie? #1 Konferencja Zachodnia

Kiedy jedna dynastia się kończy, druga się zaczyna. Tym samym, układ sił w NBA zmienia się z roku na rok. Jeszcze niedawno (może się tak zdawać) oglądaliśmy dominację Chicago Bulls i najlepszego sportowca jakiego widział świat, potem przyszły lata agonii a teraz „Byki” odradzają się jak feniks z popiołów. O Bulls jednak napiszę w następnym odcinku, gdyż w dzisiaj chciałbym się skupić na Konferencji, która wygrała 7 z ostatnich 10 tytułów mistrzowskich. Dziś mowa będzie o Zachodzie,który według mnie będzie w przyszłym roku prawdziwym „dzikim zachodem”. Jednak i tam wszystko nie jest tak oczywiste.

8. Los Angeles Clippers

Czy jest jeszcze na świecie ktoś, kogo nie przekonał do siebie Blake Griffin? Ten młody chłopak, który ma dynamit w nogach przypominający młodego Shawna Kempa. Już teraz jest w ścisłej czołówce najlepszych zawodników w NBA i w Top 5 silnych skrzydłowych w tej chwili. Za parę lat razem z Johnem Wallem, Derrickiem Rose’m, Kevinem Durantem i Kyrie’m Irvingiem będą rządzić i dzielić ligą. A Blake doprowadzi swoję ekipę do Finałów NBA. Kiedyś.

Rookie of the Year, występ w All-Star Game, zwycięstwo w Slam Dunk Contest i Pierwsza Piątka Debiutantów, czwarty najlepszy zbierający ligi i wielki talent w ataku, zdobywający w swoim pierwszym roku 22.5 punktu na mecz. Jednak tytułu nie wygrywa się w pojedynkę, o czym może poświadczyć LeBron James. Na szczęście Griffin ma obok siebie godnego partnera, którym jest Eric Gordon. EG zdobywał w zeszłym sezonie 22.3 punktu na mecz. Ten duet ma szansę na coś wielkiego. Do tego dochodzi nieoszlifowany talent Al-Faruqa Aminu i DeAndre Jordana.

Management Clippers również trochę ingerował w sprawy drużyny. W ramach wymiany z Cleveland Cavaliers do Ohio powędrował zadziorny i samolubny rozgrywający Baron Davis i pick w drafcie a w drugą stronę powędrował bliski załamania nerwowego Maurice Williams i niegdyś równie skoczny jak Blake, Jamario Moon. Obaj są u schyłku swojej kariery i mają małą wartość jeśli chodzi o wymiany, ale Mo jeśli się przekieruje z bycia 1-2 strzelbą drużny na solidnego 6th mana to ma szansę na stanie się pewną opcją z ławki.

Co mnie mocno zasmuciło jest to, że Clippers byli niezwykle blisko pozyskania Kyrie’go Irvinga. W końcu pierwszy pick Cavaliers pochodził właśnie od Clippers…

7. Houston Rockets

W Houston końca dobiegły dwie dynastie. Tracy McGrady średnio w 25 minut zdobywa mniej punktów niż kiedyś w 35 sekund.Ci którzy liczyli na rychły powrót starego, dobrego T-Maca nie mają już na co liczyć. Kontuzje przemieniły niegdyś „Jordana naszych czasów” na kontuzjogennego weterana mogącego jedynie marzyć o starej szybkości, celności, motoryce.

Drugą zakończoną dynastią jest dynastia Yao Minga. Sprawca wielkiego boom w NBA na Chiny i całą Azję. To głównie dzięki temu przyjaznemu gigantowi największy kontynent świata otworzył się na NBA i odwrotnie. NBA China Games są tego przykładem. Wielkie trasy zawodników NBA- Dwyane’a Wade’a, Carmelo Anthony’ego, Chrisa Paula, LeBrona Jamesa, Kobe’go Bryanta. Jeszcze lepszym przykładem jak Chiny powoli stają się kolebką azjatyckiej k0oszykówki, jest decyzję podjęta przez CBA. Otóż Chinese Basketball Association zabroniła drużynom z tej właśnie ligi popisywać zawodników z NBA, gdyż kluby straciłyby za dużo pieniędzy, w przypadku gdyby lokaut został szybko zażegnany. A kluby z Chin raczej nie narzekałyby na brak ofert. Gdyby nie to postanowienie, chińska liga szybko stałaby się drugą ligą świata, a z czasem może przegoniłaby ligę hiszpańską.

Mimo straty tych dwóch wielkich zawodników i przyszłych członków Basketball Hall-of-Fame, drużyna z Teksasu ma obecnie drużynę na miarę 7 seedu. Niespodziewanie dobrze funkcjonuje tam ofensywa. 3 miejsce w ilości zdobywanych punktów na mecz, i pierwsze miejsce w ilości asyst na mecz? Tak, to Houston. To samo Houston, którego startujący center ma 195 cm wzrostu. Chuck Hayes, Courtney Lee, Kyle Lowry, Luis Scola i Kevin Martin to bardzo dobrzy role-playerzy i stworzyli oni dobrze zgraną grupę zawodników na parkiecie jak i poza nim. Do tego dochodzi Chase Budinger, Patrick Patterson i Marcus Morris. Młoda krew w zmieszaniu z doświadczeniem może dać rezultaty, których kompletnie się nie spodziewamy.

Dzięki temu z mniejszą krytyką możemy podejść do straty Aarona Brooksa i Shane’a Battiera. Aaron przestał być tak efektywny jak w sezonie 2009/10, kiedy to otrzymał nagrodę za największy postęp i obecnie całkiem nieźle radzi sobie jako zmiennik Steve’a Nasha w Phoenix Suns, często kreując sytuację Marcinowi Gortatowi. Jednak oddać takiego walczaka jakim był Shane Battier i otrzymać w zamian niewypał z draftu 2009, Hasheema Thabeeta? To według mnie głupota. Nie wiem czy pamiętacie jego zakrwawioną twarz w Półfinałach Wschodu przeciwko LA Lakers i jego wołanie „No! I’m okay”. Shane wykonywał brudną robotę i był w defensywie kimś z top 5 ligi. To jest taki typ, którego chcesz mieć w szatni.

Utrata tych dwóch zawodników nie jest jedyną stratą. Od „Rakiet” odszedł Rick Adelman, ich head coach. Mimo wszystko w tej drużynie widzę więcej plusów niż minusów. 7 miejsce jest dla nich.

6. San Antonio Spurs

6 seed to duży spadek dla „Ostróg”, które jeszcze w zeszłym sezonie były najlepsze na Zachodzie. To była ich ostatnia szansa, gdyż niewiadomo ile jeszcze mają w baku. Tim Duncan miał najgorszy rok w całej swojej karierze po raz pierwszy nie notując średnio double-double. Manu Ginobili doznał kontuzji łokcia w play-offs, a Tony Parker jest coraz starszy. Trzon zespołu zaczyna się sypać i przyszły sezon może być ostatnim sezonem, kiedy zobaczymy razem tych trzech zawodników. Możliwa jest wymiana Manu za Carlosa Boozera, Timi może odejść na emeryturę a Tony może odejść gdzie indziej w poszukiwaniu pierścienia.

Oprócz tego trzonu jest jeszcze DaJuan Blair. Jeden z najlepszych przechwytów w drafcie z ostatniego dziesięciolecia jest już solidnym zbierającym i niezłym punktującym. Ten zawodnik może być przyszłością San Antonio. Richard Jefferson nigdy tak naprawdę nie był w SA kimś znaczącym, tak jak był niegdyś w New Jersey. Również przyszłością może być Kawhi Leonard wybrany w tegorocznym drafcie. Za jego wybór poświęcony został George Hill, jednak Kawhi powinien być wybrany znacznie wyżej. Jego akcje spadły przed samym draftem, więc Spurs mają szansę na kolejny przechwyt.

Spurs potrzebuję paru ruchów transferowych tego lata, jednak nie można tej drużyny uważać za tak zwanego „underdoga”. Ta drużyna nadal jest w stanie walczyć z najlepszymi.

5. Portland Trail Blazers

Ten wybór jest dosyć niepewny, gdyż tylko zdrowa ekipa Blazers może napsuć krwi najlepszym z najlepszych. Greg Oden, Brandon Roy, to powinni być regularni bywalcy Meczów Gwiazd. Tymczasem kariera obu jest bardzo niepewna z tych samych powodów. Kolan.

Pomyślcie o takiej piątce. Oden, Aldridge, Wallace, Roy, Felton. Z ławki wchodzi Wesley Matthews, Nicolas Batum i Marcus Camby. Nad tym wszystkim czuwa Nate McMillan. Takiej piątce dałbym drugi seed. Tymczasem Blazers według mnie wejdą do fazy pucharowej dopiero z 5 miejsca. Dopiero, bo ta drużyna może osiągnąć znacznie więcej.

Prowadzeni przez najbardziej niedocenianego gracza w całej lidze, LaMarcusa Aldrigde’a. 22 punkty na skuteczności ponad 50%, 9 zbiórek i 1.2 bloku na mecz to statystyki LaMarcusa. Do tego dochodzi Wesley Matthew, największe zaskoczenie Northwest Division. 16 punktów, 3 zbiórki i 1.2 przechwytu na mecz to jego zdobycze. Teraz wchodzi w 3 rok swojej kariery, więc przed nim jeszcze dużo rozwoju.

W ramach wymiany do drużyny z Oregonu trafił również niedoceniany gracz, rozgrywający Raymond Felton. Ten bardzo dobry obrońca i podający w zeszłym sezonie notował niespełna 16 punktów i 8 asyst. Jako zmiennika ma wybranego w tegorocznym drafcie Nolana Smitha. Jedyne czego można życzyć Portland Trail Blazers to zdrowie. Dużo zdrowia.

4. Memphis Grizzlies

Najmodniejszy zespół NBA. „Niedźwiadki” zaskoczyły wszystkich jak niegdyś Golden State Warriors i wyeliminowali potentatów do mistrzowstwa – San Antonio Spurs. Prawie pokonali „Grzmot” z Oklahomy i byli bliscy awansu do Finału Konferencji. Prowadzeni przez Zacha Randolpha, Grizzlies przez długi czas musieli radzić sobie bez najlepszego gracza, Rudy’ego Gay’a. Teraz będąc świadom swoich możliwości Memphis może zajść nawet na 4 seed na Zachodzie.

Zach Randolph, Marc Gasol, Greivis Vásquez, Tony Allen, O.J. Mayo, Mike Conley i Rudy Gay. Na papierze ta drużyna wygląda świetnie. Do tego wsparcie od Shane’a Battiera, którego Rockets oddali praktycznie za nic. „Jak ta drużyna nie może osiągnąć sukcesu” powinniśmy się pytać.

Zach Randolph otrzymał tyle hype’u ile powinien otrzymywać. Jest obecnie jednym z najlepszych podkoszowych gigantów w NBA, zdobywając średnio 20 punktów i 12 zbiórek. Drugi podkoszowy, Marc Gasol, podpisał podczas tego off-season nowy kontrakt z Grizzlies. Rudy Gay podpisał kontrakt dwa lata temu. Drużyna jest kompletna. Teraz tylko wystarczy poczekać na następny sezon.

3. Los Angeles Lakers

„Jeziorowcy” są nadal w ścisłej elicie NBA i porażka w drugiej rundzie z przyszłymi mistrzami NBA tego nie zmieniła. Kobe Bryant, Pau Gasol, Andrew Bynum i Metta World Peace aka Ron Artest i Lamar Odom są bardzo doświadczeni i stanowią zgraną grupę. Jeśli będą tego chcieli tak jak przez poprzednie trzy lata, Lakers zdobędą tytuł. Pierwszy tytuł Kobe’go, bez Phila Jacksona na ławce.

Trenerem, otóż będzie Mike Brown. Brown nie potrafił doprowadzić Cleveland Cavaliers do mistrzostwa NBA, więc czy uda mu się to z ekipą z „Miasta Aniołów”? Kluczowe będą kontuzje, a raczej ich brak. Jeśli nie ma urazu, Czarna Mamba jest najbardziej niezatrzymywalnym zawodnikiem w NBA. Andrew Bynum i Pau Gasol tworzą świetny duet na pozycjach 4/5. Z ławki wchodzą Matt Barnes, Shannon Brown i najlepszy rezerwowy zeszłego sezonu – Lamar Odom. Co musi się zmienić?

Derek Fisher nie jest już na tyle dobrym rozgrywającym, żeby gościć w pierwszej piątce kandydatów do mistrzostwa. Ron Ron również nie jest już takim defensorem jak jeszcze 3-4 lata temu. Matt Barnes najlepsze lata ma za sobą. Parę kosmetycznych zmian, i Lakers są gotowi do rywalizacji. Trzeba jednak pamiętać, że każda dynastia się kiedyś skończy. Jednak nikt chyba nie wierzy, że mistrzostwo w 2010 roku było ostatnim słowem Kobe’go Bryanta.

2. Dallas Mavericks

Dallas pokazało wszystkim w Finałach NBA 2011, że to gra zespołowa wygrywa mistrzostwo. I tak właśnie grali Mavericks. Generałem na parkiecie był Dirk Nowitzki, najlepszy silny skrzydłowy w lidze. Jednak jeśli nawet jemu nie wychodziło, do gry wkraczał Jason „Jet” Terry. Trójka za trójką, czy to pierwsza czy ostatnia kwarta. Zawsze na wolnej pozycji znajdzie go Jason Kidd – mózg całego zespołu. Mimo prawie 40stki na karku, Kidd nadal jest jednym z najlepszych rozgrywających w lidze. Jego koszykarskie IQ, przegląd pola, podania i przymiarka z dystansu była jak gwóźdź do trumny Heat. No i został jeszcze DeShawn „Douchebag” Stevenson, który po cichu znajdował czyste pozycje i trafiał do kosza.

Do sukcesu Mavs poprowadziło jeszcze dwóch gladiatorów. Mały i duży. JJ Barea i Tyson Chandler. Ten pierwszy rozbrajał strefę Heat bezpardonowymi wejściami pod kosz zakończonymi lay-upem, floaterem czy odegraniem na obwód. Natomiast Tyson trzymał defensywę Mavericks w kupie oraz odstraszał Dwyane’a Wade’a i LeBrona Jamesa od pola 3 sekund. Zbierał, blokował i punktował. Chandler był również opcją w ataku Mavericks, którzy na pozycji centra mieli znaczną przewagę nad Miami. To wszystko było. Co będzie w przyszłym sezonie?

Przypuszczam, że zacznie się od komentarzy i zapewnień Marca Cubana o tym, że Mavs bez problemu zdobędą repeat i ponownie staną na najwyższym podium. Ile z tego prawdy? Trochę, bo Mavericks w przyszłym sezonie ponownie będą kandydatem do mistrzostwa. Ekscentryczny Marc Cuban ponownie wyda 70 milionów na drużynę i mając u swego boku świeżo upieczonego MVP Finałów znowu zaatakuje elitę NBA.

Nie wiadomo jednak, czy ta sama grupa zawodników pozostanie ze sobą. Tyson Chandler jest wolnym agentem, Jason Terry mówił że jest już spełniony a Jason Kidd dochodzi do 40stki. Do tego „mały wojownik” JJ Barea kojarzony jest m.in. z Miami Heat.

Co zatem czeka ten zespół? Wielki zawód, lub ponowny powrót do elity.

Stawiam na to drugie.

1. Oklahoma City Thunder

„Grzmoty” z Oklahomy zrobiły, w ciągu 3 sezonów już nie jako SuperSonics, ogromny postęp. Ich siłą jest dwójka Kevin Durant – Russell Westbrook wspomagany przez wielu zadaniowców. Nate Robinson, Serge Ibaka, Thabo Sefalosha, Kendrick Perkins, Eric Maynor, Cole Aldrich, Nick Collinson czy najlepszy z całej tej grupy James Harden – te nazwiska może nie bezpośrednio, ale w pewnym stopniu decydują o sile Thunder.

Kevin Durant i Russel Westbrook tworzą zabójczy duet, który dopiero zaczyna swoją dominację w NBA. Westbrook nie jest tradycyjnym rozgrywającym typu pass first, jego styl gry jest podobny do Derricka Rose’a. Mimo to zdobywa średnio 22 punkty i 8 asyst na mecz. Pod niego można by nawet budować oddzielną drużynę.

Durant natomiast to już jeden z najlepszych graczy w całej lidze i z powodu potencjału, który ma mówi się o nim, że może zostać jednym z najlepszych w historii. To zależy od tego na ile ten dopiero 23 letni zawodnik wykorzysta swój talent. A talent posiada bez wątpienia. Ta dwójka poczyniła ogromne postępy. Razem byli w Turcji na Mistrzostwach Świata w 2010 roku i razem z m.in. Derrickiem Rose’m, Kevinem Love czy Andre Igoudalą zdobyli złoty medal. Czy jest to team na miarę mistrzostwa?

Oczywiście. Thunder w zeszłych play-offs doszli aż do Finałów Konferencji, gdzie musieli uznać wyższość przyszłych mistrzów ligi – Dallas Mavericks. Nie mówię, że Thunder wygrają w przyszłym sezonie mistrzostwo, ale bez wątpienia będą mieli na to największe szanse od czasów duetu Shawn Kemp-Gary Payton.

Mateusz Król

In love with basketball. Go hard or go home.

10 komentarzy

  1. Afek pisze:

    1. Oklahoma
    2. Dallas
    3. Lakers
    4. San Antonio
    5. Memphis
    6. New Orleans
    7. Clippers
    8. Portland

  2. KobeFan pisze:

    1. Oklahoma – Myślę, że brakuje im klasycznego PF
    2. Dallas – Tu jeszcze jeden 2 sezony i trzeba myślec o zmianach, bo oni nie młodnieją
    3. Lakers – Młody rozgrywający. Ktoś za Brown`a i center na ławkę ( np. Wall, Mason, i jakiś młody center, bo doświadczenia to im nie brakuję )
    4. Memphis – Tu rozgrywający lub SG
    5. Portland – Dadzą radę to silna drużyna
    6. San Antonio – Tu młodzi muszą miec więcej szansy na grę
    7. Huston – Coż sam nie wiem.
    8. Clippers – tu nikogo nie potrzeba. Potrzeba cierpliwie czekac, aż Griffin stanie się gwiazdą wśród PF jak Barkley, czy Malone.

  3. mejva pisze:

    1. Dallas Mavericks
    2. Los Angeles Lakers
    3. Oklahoma City Thunder
    4.Memphis Grizzlies
    5. San Antonio Spurs
    6. Portland Trail Blazers
    7. Houston Rockets
    8. Denver Nuggets

    Nie wierze w pierwszy seed Thunder, jeszcze nie w tym sezonie.
    Mavs i Lakers wyprzedzą ich jednym, dwoma zwycięstami. Ta druga drużyna myślę, że może być na fali w RS. Nie wierzę w po Clippers, skończą na 9seedzie. Nuggets po wymianie Melo wyglądali naprawdę ok i myślę, że stać ich nawet na 6 miejsce, zobaczymy. Suns i Warriors myślę, że będą „walczyć” o 9/10 miejsce. Reszta bez zmian. Takie typy moje.

    A faktycznie to liczę na niespodzianki, dobrych rookie, rozwojów drugoroczniaków i dużo ciekawego. A najbardziej to liczę, że sezon w ogóle się odbędzie. Pozdro

  4. Geographic pisze:

    1. Los Angeles Lakers
    2. Dallas Mavericks
    3. Oklahoma City Thunder
    4. San Antonio Spurs
    5. Memphis Grizzlies
    6. Los Angeles Clippers
    7. Phoenix Suns
    8. Denver Nuggets/Golden State Warriors

    (Kolejność przypadkowa)

  5. bulls2006 pisze:

    przesadna wiara w obecne i przeszłe umiejętności Moona:) Mi ogromnie też szkoda numeru LAC oddanego do Cavs.W ogóle nie powinno być tej wymiany, nawet Barona na Mo (co by nie mówic to Davis to rozgrywający, lider, Williams jak ma dzień to potrafi rzucić i trzydzieści pkt, jak nie to w zasadzie nie ma z niego pożytku, no może nie aż tak źle z nim jest, ale Davisa mi żal), a już całkowicie złym pomysłem było oddawanie numeru draftu bez zastrzeżenia pierwszych trzech numerów

  6. rass pisze:

    w mniejszym lub wiekszym nick collison wspol-decydowal o sile thunder, chwilami dobrze bronil dirka. nawet nie wiedzialem kto to jest aldrich, czy bedzie wieksza sila od i tak malo decydujacego collinsona?:D

  7. bulls2006 pisze:

    houston, zastanawiam się nad stratą Adelmana, moim zdaniem to błąd. Z nim, bez kontuzji, mogliby walczyć nawet o piąte miejsce, a tak myślę, że będzie trudniej. Niemniej to jeden z moich ulubionych zespołów i siódme lub ósme miejsce jestem w stanie im przyznać:) Widzę wyżej LAC, niżej Memphis, bardziej zamienę miejsc między nimi, może tak
    1. OCT
    2. Dallas
    3.LAL
    4. Portland – o ile będą zdrowi
    5. SAS
    6. LAC
    7. Memphis
    8. Houston
    walka o play off – pozostałe ekipy. zobaczymy jak zagra Minesota, być może z adelmanem, bedzie wiliams, rubio, będzie ciekawie
    Phoenix, Minesotta, Sacramento, Denver, GSW, Utah, NOH
    będzie jeszcze bardziej wyrównanie, cięzko przewidzieć, zwlaszcza że będą jeszcze zmiany

  8. woy9 pisze:

    A ja postawię inaczej:
    1. Lakers (odbudują się na pewno;)
    2. Mavericks
    3. Spurs (po nieudanych play off czas na rehabilitację)
    4. Thunder (bez wzmocnień na jedynce i ofensywnego gracza pod koszem będzie im ciężko o wyższe lokaty)
    5. Blazers
    6. Grizzlies
    7. Nuggets (sam jestem ciekaw co wymyśli trener Karl i jak poukłada nowe klocki przez cały sezon)
    8. Jazz (Kanter i Favours to melodie przyszłości)

    Bye bye Blake;-)

  9. bargnani7 pisze:

    Przesadzacie z tą Oklahomą. Mogę się założyć o pierścień z 2024 roku, że nie wygrają RS na Zachodzie.

  10. bulls2006 pisze:

    1. LAL, Dallas, OCT
    2. SAS, Portland
    3. LAC, Memphis, Houston
    4. inne
    5. GSW – wydaję mi się, że oni najbardziej odbiegają, a w sacramento i minesocie jest bez liku talentu i powinni grać w końcu lepiej, a GSW, to curry, ellis, lee, oraz jeden z największych postępów poprzedniego sezonu wright aż i tylko tyle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *