Młode głowy z Oklahomy

Kevin Durant spokojnie przymierzył z obwodu i trafił. Jego Oklahoma City Thunder prowadziła w tym momencie 99:84, a zegar pokazywał 5:06 min do końcowej syreny. Trener drużyny przyjezdnej poprosił o czas. Chciał jeszcze zapalić jakąś iskierkę nadziei w swoich podopiecznych. Ekipa „Grzmotów” w tym czasie w bardzo wesołych nastrojach schodziła z parkietu. Rezerwowi szaleli na ławce, a kibice zgromadzeni w „Oklahoma City Arena” nagradzali swoich podopiecznych oklaskami. To przecież piętnaście punktów przewagi i tylko pięć minut do końca. Thunder byli w tym momencie o krok od wyrównania całej serii i myśleniu o wielkim finale.

Pewien znany trener piłkarski miewał jednak, że dopóki piłka w grze to wszystko zdarzyć się może…

Jak widać to porzekadło można również odnieść do koszykarskich aren. Nie wiem co trener Rick Carlise powiedział zawodnikom Dallas Mavericks biorąc czas, ale strasznie to zadziałało. Szczególnie u Dirka Nowitzkiego. U Niemca w sercu nie zapaliła się mała iskierka nadziei, ale od razu wielkie ognisko, które z czasem wchłaniało wszystko, co znajdowało się na jego drodze. Dirk był niesamowity. Trafiał wszystko. Najlepiej zresztą obrazuje to filmik.

Nowitzki niemal w pojedynkę zniwelował stratę do rywali. O samym przebiegu tej końcówki nie ma co pisać, bo doskonale zrobił to już mój redakcyjny kolega. Dirk wyrwał ekipę Thunder z pięknego snu. Co więcej, zamienił ten sen w koszmar. Dlaczego Oklahoma doprowadziła do takiej sytuacji? Fenomenalny Nowitzki to jedna sprawa. Drugą, według mnie bardziej istotną, jest brak doświadczenia. Oklahoma to cały czas młodziutki zespół bez żadnego doświadczenie w grze o najwyższe cele i dlatego roztrwonili taką przewagę. W niedawnej przeszłości też zdarzały im się podobne sytuacje. W konfrontacji z przebojowymi Memphis Grizzlies też na własne życzenie doprowadzali do nerwowych końcówek. Takie przegrywanie, czy chociaż komplikowanie, wygranych meczów to dla mnie tylko i wyłącznie objaw młodych oraz gorących głów.

W końcówce czwartej kwarty Kevin Durant rzucał jeszcze z dystansu, żeby uniknąć dogrywki, ale perfekcyjnie został zablokowany przez Shawna Mariona. Brakowało jeszcze paluszka w stylu Dikembe Mutombo i powiedzenia całej ekipie Thunder „to nie jest jeszcze Wasz czas”. W dogrywce Dallas było już na fali i popłynęło ze swoimi przeciwnikami. „Grzmoty” mogły remisować 2:2 i sprawa awansu do wielkiego finału byłaby cały czas otwarta, ale strasznie to wszystko zawaliły i „Mavs” prowadzą 3:1, więc jest już raczej pozamiatane. Podejrzewam, że mało kto wierzy, aby los tej rywalizacji jakoś się zmienił. Ja również skłaniam się do tej opinii. Oklahoma i tak jednak zrobiła spory krok do przodu. Rok temu odpadli już po pierwszej rundzie Playoffs, a teraz dotarli aż do finału Konferencji Zachodniej. Na dalsze sukcesy chyba cały czas brakuje doświadczenie, ale przyszłość ciągle należy do nich…

PS. Takie mecze pamięta się przez lata!

5 komentarzy

  1. klin pisze:

    rzekłym ze weteran Nowitzki zasluguje na MVP Finalow, nikt z Chi ani Mia nie jest takim morderca i katem w najwazniejszych momentach jak wunder dirk (no moze troche lebron, ale jeszcze mu daleko do tego co wyczynia ten bialas)

  2. adam23 pisze:

    Nie wiem jak wy ale dla mnie Dirk jest strasznie przasny! Nie moge tego ogladac w ogole, takie wygibasy, dziwaczne rzuty, wszystko jakby w zwolnionym tempie ale jaie skuteczne! ;) Ale i tak GO MAVS! Beat Heat

    • klin pisze:

      hehe mam tak samo wlasnie, nie jest taki widowiskowy, atletyczny, ale jaki skuteczny! te jego pump fake czasem to mam wrazenie ze obronca sie tak zakreci ze nie wie z ktorej strony jest dirk :P nigdy jakos nie przepadalem za nim szczegolnie ale w tych PO robi cholernie dobre wrazenie.

  3. sahim80 pisze:

    Może komuś się narażę, ale muszę to powiedzieć. Swoją grą w tych PO Nowitzki przypomina mi bardzo innego gracza, a mianowicie Larryego Birda. Te same wydawałoby powolne ruchy, po których obrońca nie gdzie jest. Rzuty które nie mają prawa wpaść, a jednak po kolei znajdują swoją drogę do kosza. I w końcu widać w nim tą pewność siebie „Chodźcie na mnie, spróbujcie mnie zatrzymać, ja i tak wiem że rzucę swoje”. No i najważniejsze skuteczność w najważniejszych momentach meczu, może cały mecz mieć bezbarwny, ale kiedy będą się ważyć losy spotkania wiadomo, że piłka pójdzie do niego, a on trafi.

    No i kolor skóry i fryz też robi swoje:P

  4. Woy9 pisze:

    Mi niektóre jego akcje i sugestywne zwody przypominają Barkley’a/ zwłaszcza rzut z odchylenia. Również nie było mocnych na te zagrania. pozdro;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *