46. Derby Trójmiasta – rozpędzony Trefl czy Arka na przełamanie?

Już jutro kolejne Derby Trójmiasta. Po raz kolejny to Trefl przystąpi do nich w roli faworyta – Sopocianie są niepokonani w tym sezonie Orlen Basket Ligi. Wydaje się jednak, że starcie powinno być bardziej wyrównane niż mecze między tymi zespołami w poprzednim sezonie. 

Trefl zagra w 46. Derbach Trójmiasta w odwzorowanych strojach z rozgrywek 1995/1996, czyli z pierwszego sezonu w historii klubu. 30 lat temu w takich koszulkach występował powołany wówczas Trefl Sopot. Który później stał się m.in. Prokomem Treflem Sopot i, po przenosinach do Gdyni, Asseco Prokomem Gdynia. Z kolei obecny Trefl formalnie powstał w 2009 roku, ale na mocy zawartej wówczas umowy między „nowym” Treflem i Asseco Prokomem obie te trójmiejskie ekipy odwołują się do tych lat drużyny Trefla i Prokomu Trefla, gdy grała ona w Sopocie).
fot. Trefl Sopot

Rok temu Arka zaczęła sezon nie najgorzej – nie została w Derbach na otwarcie zmiażdżona w starciu z Treflem Tabaka (broniącym Mistrzostwa), a potem odniosła w sumie sześć wygranych w pierwszych piętnastu meczach (w dużej mierze to była zasługa zdrowego wówczas Djordjevicia). Bilans 6-9 może nie był wybitny, ale osiągnięcie takiego samego rezultatu w kolejnych starciach dałoby 12 wygranych na koniec rozgrywek. A tyle zwycięstw miały drużyny z miejsc 11-13. Jednak drużyna z Gdyni kończyła rozgrywki jako pośmiewisko Ligi (chociaż nie jedyne, ale chyba w ostatecznym rozrachunku największe). Jako ekipa, której brakowało nie tylko jakości na parkiecie, ale i nawet logiki w zarządzaniu składem. Wczesna rezygnacja z Grzegorza Kamińskiego, zmiany trenerów, pozbycie się, a następnie przywrócenie do składu Jordana Watsona… Nie działo się w Gdyni dobrze. Utrzymanie zapewniła im ostatecznie przegrana Spójni w ostatnim meczu. A tak naprawdę to kluczowa była wygrana w bezpośrednim meczu z ekipą ze Stargardu w siódmej kolejce od końca. Ostatnich 6 spotkań sezonu zaś Arka przegrała, często w bardzo marnym stylu. Chociaż z Ligi nie spadła, pozostawiła naprawdę złe wrażenie.

fot. Mateusz Słodkowski / AWM Arka

Nic więc dziwnego, że gdyńska ekipa przeszła latem rewolucję. W drużynie pozostali jedynie Adam HrycaniukJakub Garbacz oraz młodzi Filip Kowalczyk Jakub Zabłocki. Ściągnięto za to zarówno graczy uznanych na polskich parkietach (Kamil ŁączyńskiJarosław Zyskowski, Courtney Ramey), jak i nowych w PLK, ale w większości dosyć ogranych w Europie (tylko Luke Barrett jest świeżo po studiach w NCAA, zaś Einaras Tubutis, Krešimir Ljubičić i Mike Okauru grali wcześniej po minimum 3 sezony na Starym Kontynencie). Na papierze skład nie wygląda może rewelacyjnie – ale pamiętajmy, że rok temu Arka miała teoretycznie jedną z najsilniejszych polskich rotacji w Lidze, a wiadomo jak się to skończyło. Co jednak chyba najważniejsze, wydaje się, że tym razem w Gdyni postawiono na inny „mentalny” profil zawodników, jeśli mogę tak to nazwać. Chodzi mi mianowicie o to, że wspomniana trójka „uznanych w PLK” to gracze w małym stopniu grający pod siebie. Oczywiście może się to zmienić w trakcie sezonu, ale podstawa jest bardzo dobra. Okej, Ramey miewał rok temu mecze słabe, kiedy rzucał dużo, ale ani dobrze nie punktował, ani nie notował asyst – natomiast potrafił również rozdać ponad 10 kluczowych podań w meczu. Łączyńskiego z kolei chyba nie trzeba tłumaczyć jako kreatora gry dla innych, który do tego, mimo swojego wieku, nie boi się poświęcać dla dobra zespołu. „Zyziu” zaś, chociaż nie notuje wielu asyst, to jednak jest typem gracza „team first” – a przynajmniej takie wrażenie odniosłem w ostatnich latach, gdy grał w Treflu, którego mecze regularnie oglądałem.

fot. Mateusz Słodkowski / AWM Arka

Rok temu zaś wiadomo jak było. Łukasz Kolenda, chociaż potrafił robić świetne liczby, to grał typowo pod siebie, pod własne statystyki. Momentami miało się wrażenie, że również Nemanja Nenadić tak robi. Chociaż w jego przypadku im dalej w las (i im jego rola w zespole rosła), tym było tego mniej. Pod koniec rozgrywek jego liczby wyglądały tak dobrze nie dlatego, że chciał sobie nabijać cyferki, ale dlatego, że w Arce mało zostało wystarczająco dobrych graczy, który mogliby ratować sezon. I próbował robić to Nemanja. Dodając do tego niemal wiecznie zagubionego i jakby będącego obok drużyny Watsona, mających duże problemy ze znalezieniem swojej roli Szymkiewicza i Sewioła oraz trenera Nikolę Vasileva, który nie miał chyba żadnego pomysłu na odwrócenie negatywnego trendu, otrzymujemy drużynę z potencjałem na papierze, która nigdy nie zbudowała kolektywu i której morale w końcówce rozgrywek ciągnęło ją w dół. W tym sezonu zaś, przynajmniej na razie, wygląda to dużo lepiej. I nawet gdyby miało się to trochę pogorszyć, to nie wyobrażam sobie za bardzo, aby ekipa, w której jedną z wiodących postaci jest Kamil Łączyński, miała rozpaść mentalnie się tak bardzo, jak Arka przed rokiem.

fot. Piotr Matusewicz / AMW Arka

Jednak to Trefl przystąpi do meczu w roli zdecydowanego faworyta. Sopocianie wygrali wszystkie pięć spotkań w tym sezonie PLK oraz trzy z czterech meczów w FIBA Europe Cup. Do tego, chociaż całościowy bilans Derbów Trójmiasta, to 25-20 dla ekipy z Gdyni, to Trefl zwyciężył w ostatnich siedmiu starciach między tymi drużynami. Arka ostatni raz wygrała mecz z rywalami zza miedzy w 2021 roku, konkretnie 11 grudnia. Prawie 4 lata temu! Do tego Sopocianie będą grali u siebie. Nie mają może już na ławce trenera Tabaka, który w Derbach Trójmiasta nigdy nie przegrał – ale przypomnę, że obecną zwycięstw serię (którą potem sześcioma kolejnymi zwycięstwami przedłużył „Wielki Ptak”) rozpoczął jako szkoleniowiec „Puzzli” nie kto inny jak Krzysztof Roszyk, czyli obecny asystent Mikko Larkasa.

Po wygranych 45. Derbach Trójmiasta. fot. Wojciech Figurski

Trefl przed tym sezonem również dokonał niemałej rewolucji, zmieniając, prócz trenera, także większość składu. Nowymi gwiazdami są Mindaugas Kacinas, Kasper Suurorg i wracający do Sopotu po rocznej przerwie Paul Scruggs, obecnie najlepszy strzelec zespołu w PLK. Dużo dobrego dają też Ci, którzy pozostali w zespole – Jakub SchenkMikołaj Witliński. Do tego Trefl wydaje się mieć głębszy skład – dziewięciu graczy gra powyżej 10 minut na mecz, a w sumie jedenastu było na parkiecie co najmniej 10 minut w tym sezonie (w Arce byłoby to odpowiednio ośmiu i dziewięciu zawodników). W Sopocie w większym stopniu angażuje się młodych – Szymon Nowicki (20 lat) rozegrał w tym sezonie już 44 minuty, Szymon Kiejzik (lat 19,5) 10 minut, a Franciszek Chac (lat 18,5) 3 minuty. W Gdyni jedynie Filip Kowalczyk (19,5 roku) był na parkiecie przez łącznie 5 minut. Nie chodzi tylko o to, by dawać młodym grać, ale też o to, by wdrażać ich w grę np. na wypadek kontuzji któregoś w liderów. W Arce kadra jest wąska, a do tego jest tam kilku starszych zawodników (Łączyński – 36, Zyskowski – 34, Hrycaniuk – 41, chociaż on to kontuzji nie łapie). W kontekście tych Derbów nie powinno mieć to wielkiego znaczenia, ale odnośnie tych marcowych… kto wie.

fot. Wojciech Figurski

Wracając jednak do jutrzejszego meczu – Sopocianie muszą zdecydowanie zatrzymać Kubę Garbacza, który, gdy ma swój dzień, potrafi niesamowicie pokarać rywali rzutami zza łuku. Ważne też będzie bronienie strefy podkoszowej i zbieranie w obronie. Kresimir Ljubicić może skutecznością nie grzeszy, ale jego zasłony i walka na tablicach, skutkująca ponawianiem akcji, będzie Arce bardzo potrzebna. Główną bronią pod koszem będzie jednak najpewniej Einaras Tubutis – Witlińskiego, Zapałę oraz być może Goinsa i Kacinasa czeka spore wyzwanie. Co ciekawe, w meczu zmierzą się dwaj najlepsi zbierający w ataku w tym sezonie PLK, jeśli chodzi o sumaryczną liczbę takich zbiórek. Witliński ma na koncie 20, Ljubicić 18 (obaj zbierają na razie więcej w ataku niż w obronie). Wyższą średnią na mecz ma tylko Okoru z Czarnych Słupsk, ale rozegrał dopiero 3 spotkania. Interesująco będzie także na obwodzie. Duet Sccruggs-Schenk potrafi mocno uprzykrzać życie rywalom. Z drugiej strony będzie za to zestaw Łączyński-Ramey, który nie wydaje się, aby miał pozwolić się zdominować. Nie ukrywam, że chyba najbardziej czekam na starcie dwóch „boiskowych cwaniaków”, czyli Łączyńskiego i Schenka. Może tam według mnie zaiskrzyć.

fot. Andrzej Romański

A jaki rezultat bym obstawiał? Myślę, że więcej argumentów jest po stronie Trefla. Arka, chociaż na pewno chciałaby się odkuć, to jednak musi jeszcze się „dotrzeć” jako zespół. Ekipa z Sopotu zaś wygląda już bardziej jak zgrana drużyna. Ale nie zapominajmy, że to Derby Trójmiasta. To mecz wyjątkowy, który może przebiegać absolutnie niestandardowo. Mam zatem nadzieję, że dostaniemy emocjonujące i zaciekłe spotkanie. Takie, które rozstrzygnie się dopiero w czwartej kwarcie, a najlepiej w ostatnich minutach. Tego sobie i wam życzę. Udanych Derbów! A jeśli jeszcze nie macie biletów, to koniecznie się w nie zaopatrzcie. Zdecydowanie warto!