Kim jest Arn Tellem i dlaczego kibice Pistons powinni się cieszyć?

Arn Tellen to nazwisko które z łatwością rozpozna zaledwie garstka kibiców NBA. Nie dajcie się jednak zwieść. 61-latek jest jedną z tych osób, które kontrolują ligę z tylnego siedzenia zarządzając portfolio blisko 50 graczy NBA wśród których są m.in. LaMarcus Aldridge, Al Horford, Russell Westbrook, Marc Gasol czy Derrick Rose. Dlaczego o tym piszę? Tellem przed kilkoma dniami porzucił swoje zajęcie na rzecz wskoczenia do zarządu Palace Sports & Entertainment organizacji, która kontroluje Detroit Pistons.

Z pozoru ten ruch niewiele zmienia. Arn zajmie stanowisko vice-prezydenta podlegając bezpośrednio Tomowi Goresowi. Formalnie decyzjami kadrowymi klubu z Mo-Town wciąż będzie zarządzał trener-GM Stan Van Gundy (wchodzi w drugi rok pięcioletniej umowy), ale trudno oprzeć się wrażeniu że Tellem również będzie miał wiele do powiedzenia.

Nie trzeba być blisko sportu by wiedzieć, że agent (a zwłaszcza tak dobry jak Tellem) ma wiele do powiedzenia przy decyzjach kontraktowych swoich podopiecznych. Również w jego interesie jest by zawodnik miał długą i sowicie opłacaną karierę ponieważ otrzymuje procent od jego czeków. O jakich pieniądzach mówimy? Według Wasserman Media Group (firma dla której pracował Tellem) Arm od 2008 roku negocjował umowy warte łącznie 3.5 miliarda dolarów.

google.com, pub-2915109786295953, DIRECT, f08c47fec0942fa0
Lista wybranych klientów Tellema via detroitbadboys.com

Lista (byłych) wybranych klientów Tellema via detroitbadboys.com

Co to wszystko oznacza dla Pistons? Od teraz organizacja będzie miała zdecydowanie łatwiejszy kontakt z długą listą klasowych zawodników. To istotne zwłaszcza, gdy klub jest w przebudowie ponieważ spora część graczy (szczególnie tych w szczytowym momencie swojej kariery) od razu skreśla go z listy myśląc o zdobyciu tytułu. Drużyna z Mo-Town ma już teraz solidne podwaliny. Stabilny i rozsądny zarząd, doświadczonego trenera nie obawiającego się zdecydowanych ruchów (zwolnienie Josha Smitha) i trzon w osobach Andre Drummonda i Reggiego Jacksona.

Nie łudźmy się, Aldridge nie przejdzie do Detroit – ale jeżeli Gores, Van Gundy i Tellem solidnie przepracują zaczynające się za 25 dni okienko transferowe to kto wie czy nie będą jedną z drużyn na które wolni agenci w 2016 roku spojrzą z żywym zainteresowaniem. Ja będę.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *