Zapowiedź sezonu 2013/14: Philadelphia 76ers

Sixers w ciągu jednego sezonu przeszli drogę od czarnego konia do czerwonej latarni rozgrywek. Motywacja klubu z Filadelfii jest jednak jasna. Po nieudanej próbie reaktywacji Andrew Bynuma chcą w tym sezonie zamknąć tabelę i złapać jeden z czołowych wyborów w drafcie by dokonać gruntownej przebudowy.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od poprzednich rozgrywek.

Podsumowanie sezonu 2012/2013

Tak jak wspomniałem, wchodząc w sezon 2012/2013 jako fan 76ers byłem autentycznie podekscytowany. W głowie układałem sobie warianty jakie będzie stosował Collins (dwie wieże Bynum – Hawes, Bynum – Young i strzelcy, Bynum + strzelcy) i nie mogłem się doczekać dwójkowego grania Drew – Jrue.

Gdy dowiedziałem się, że rehabilitacja Bynuma się przedłuża podobnie jak większość fanów drużyny z Filadelfii liczyłem, że to tylko wybój na prostej drodze do sukcesu. Nie przejmowałem się gdy Iguodala szybko wkomponował się do składu Nuggets. Przynajmniej początkowo nie przeszkadzało mi to jak szybko swój talent zaczął udowadniać Vucevic.

Mimo tego wszystkiego Sixers na fali ekscytacji dobrze zaczęli rozgrywki. W pierwszym miesiącu mieli bilans 10-6 i udział w PO, a może nawet rozstawienie wydawało się niezagrożone. Seria trudnych wyjazdów w grudniu i styczniu szybko pokazała im jednak miejsce w szeregu.

Najjaśniejszą postacią tych pierwszych trzech miesięcy był Jrue Holiday, który zerwał etykietę „młodego – zdolnego” i stał się autentyczną gwiazdą zespołu.

Brakowało mu jednak wsparcia ze strony Evana Turnera (niesamowicie nierówny, co staje się chyba jego zmorą) i Spencera Hawesa (to typ podkoszowego którego najbardziej nie lubię – traktuje linię pomalowanego jakby była podłączona do prądu).

Bynuma wciąż nie było, a z jego obozu zaczęły dochodzić coraz bardziej niepokojące wieści. Czarę goryczy przelała „afera z kręglami” – w skrócie rehabilitujący się wciąż środkowy miał pójść na kręgle i kontuzjować dotychczas zdrowe kolano…

W tym momencie dla mnie było już oczywiste, że nie zobaczę go w sezonie 2012/2013 w koszulce Sixers. Miał po prostu zbyt wiele (pieniędzy) do stracenia. Jakby tego było mało w końcówce stycznia zespół stracił jeszcze przez kontuzję Jasona Richardsona.

Tego dla młodej drużyny było już za wiele. Dodatkowo już wtedy było widać, że Doug Collins stracił panowanie nad zespołem.

To wszystko sprawiło, że na przełomie lutego i marca Sixers zaliczyli serię 12 porażek w 13 meczach i przy bilansie 23-39 powinni już dawno zamawiać bilety na wakacje.

Konferencja Wschodnia ma jednak to do siebie, że o ile „góra” jest bardzo mocna, o tyle za szóstym miejscem mamy równy peleton. Przez to praktycznie do ostatniego tygodnia rozgrywek Sixers mogli liczyć na awans do PO. Chyba na całe szczęście im się to nie udało (mogłoby to zaciemnić obraz słabego sezonu), bo i tak z góry było wiadomo że w starciu z Heat nie mają szans.

Ostatecznie rozgrywki zakończyli z bilansem 34-48 (41.5 % wygranych), dziewiątym miejscem na wschodzie, rezygnacją z funkcji trenera Collinsa i większą ilością znaków zapytania.

Transfery, wymiany, przetasowania

Przyszli: Brett Brown (trener, poprzednio asystent w San Antonio Spurs), Royce White (skrzydłowy, poprzednio operator konta na Twitterze), Tony Wroten (rozgrywający, Memphis Grizzlies), James Anderson (obrońca, Houston Rockets)

Draft: Nerlens Noel (środkowy, 6. wybór pierwszej rundy pozyskany w wymianie z Hornets za Holiday’a), Michael Carter-Williams (rozgrywający, 11. wybór pierwszej rundy)

Odeszli: Jrue Holiday (Hornets), Bynum (Cavaliers, wolny transfer), Dorell Wright (Trail-Blazers, wolny transfer), Nick Young (Lakers, wolny transfer), Charles Jenkins (szuka klubu)

Z szansą na angaż (są na obozie treningowym, część ma już propozycje niegwarantowanego kontraktu): Salomon Alabi (25 lat, środkowy), Vander Blue (21 lat, obrońca), Mac Koshwal (25 lat, skrzydłowy), Gani Lawal (24 lata, skrzydłowy), Darius Morris (22 lata, rozgrywający), Tim Ohlbrecht (25 lat, skrzydłowy), Hollis Thompson (22 lata, skrzydłowy), Rodney Williams (22 lata, obrońca), Khalif Wyatt (22 lata, obrońca)

Skład zespołu

Nr.Imię i nazwiskoPoz.WiekWzrost [cm]Waga [kg]UczelniaRoczne zarobki
18Solomon AlabiC25216113Florida State$830,000
50Lavoy AllenPF24206102Temple$3,060,000
9James AndersonSG2419898Oklahoma State$916,099
17Vander BlueSG2119391Marquette
54Kwame BrownC31211122$2,945,901
1Michael Carter-WilliamsPG2119884Syracuse$2,200,920
00Spencer HawesC25216111Washington$6,500,000
16Mac KoshwalPF25208116DePaul
99Gani LawalPF24206106Georgia Tech$788,872
7Darius MorrisPG2219386Michigan$1,046,269
5Arnett MoultriePF22208111Mississippi State$1,089,240
4Nerlens NoelC19211103Kentucky$3,172,320
20Tim OhlbrechtPF25211109$788,872
23Jason RichardsonSG32198102Michigan State$6,204,250
31Hollis ThompsonSF22203193Georgetown$473,604
12Evan TurnerSG2420198Ohio State$6,679,867
30Royce WhitePF226-8260Iowa State$1,719,480
33Rodney WilliamsSG226-7205Minnesota
8Tony WrotenPG206-6205Washington$1,160,040
11Khalif WyattSG226-4205Temple
21Thaddeus YoungSF256-8230Georgia Tech$8,850,000

Gwiazda

Thaddeus Young – król w okresie bezkrólewia. 25-letni skrzydłowy w większości klubów NBA byłby 3-4 opcją. W Sixers jednak to na nim będzie spoczywał ciężar zdobywania punktów i dbania o dobrą atmosferę w szatni.

Young jest specyficznym skrzydłowym. Jest zbyt niski i słaby fizycznie by rywalizować z większością silnych skrzydłowych. Jednocześnie jest zbyt wysoki i mało zwrotny by pilnować uciekających na dystans SF rywali.

Jego ofensywa koncentruje się na łatwych punktach z kontry (biega jak gazela), korzystaniu z bardzo dobrej lewej ręki (półhaki + dziwnie wyglądające manewry pod koszem) i wątpliwego rzutu z półdystansu.

Wciąż to jednak najbardziej wiarygodny strzelec Sixers, który notował w poprzednim sezonie 14.8 ppg i 7.5 rpg.

W tym sezonie za cel powinien postawić sobie ocieranie się o granicę 20 ppg. Dobra gra może mieć dla niego jeszcze jedno znaczenie – będzie czynnikiem pomocnym przy transferze do innego klubu.

To może być jego sezon

Evan Turner – drugi zawodnik 76ers, który nie ma do końca przypisanej pozycji. Turner w zależności od potrzeby może grać od SF po PG. Jak na swój wzrost świetnie zbiera i najlepiej radzi sobie z piłką w rękach. Ostatnia cecha może sprawić, że ten sezon będzie dla niego przełomowy.

W zakończonych rozgrywkach ciężar kreowania gry spoczywał prawie wyłącznie na Holiday’u. Turner musiał wiele grać bez piłki i odnajdywać się w sytuacjach złap-i-rzuć. To nie jest jego gra.

Nie dajcie się zwieść. To nie jest point-forward w stylu Jamesa czy nawet Iguodala’i. Z piłką w rękach, mniejszą presją i zielonym światłem może być jednak rewelacją sezonu.

Trener

Brett Brown – właściwy człowiek na właściwym miejscu? Chyba tak.

Jeśli organizacja chce gruntownej przebudowy i stosowania odpowiednich wzorców to czerpanie z doświadczenia San Antonio Spurs jest dobrym pomysłem (zwłaszcza jeśli nie jesteś jednym z klubów z tzw. Big Market).

Brown trenerskie szlify zbierał w Australii gdzie asystował w drużynach Tigers i Giants. Później przyszedł czas na samodzielną pracę z tymi drugimi i przenosiny do Sydney Kings by w końcu powrócić do USA po otrzymaniu oferty od Gregga Popovicha.

W 2009 roku otrzymał stanowisko trenera kadry Australii (wcześniej pomagał w niej w charakterze asystenta). Pod jego wodzą zespół zaliczył bardzo udane Mistrzostwa Świata w 2012 roku (przegrany ćwierćfinał z USA), który miejscowi kibice przyjęli jako duży sukces (kadra grała bez Boguta).

Wracając do pracy w NBA – w San Antonio Brown pełnił początkowo rolę trenera odpowiadającego za rozwój graczy. Z biegiem czasu jego rola jednak wzrastała. Sam Popovich oficjalnie chwalił jego zaangażowanie i etykę pracy. Dodatkowo Brett potrafił szybko złapać kontakt z zawodnikami i to bez znaczenia czy chodziło o weteranów czy o debiutantów.

Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione przymioty wydaje się, że Brown jest dobrym trenerem dla przebudowywanego zespołu. Z pewnością ma wiele do udowodnienia, ale może się okazać takim strzałem w dziesiątkę jak Thibodeau (oczywiście przykładając odpowiednią skalę, bo Thibbs dostał zupełnie inny zespół).

Podsumowanie

Kibice Sixers – nie spodziewajcie się fajerwerków. To będzie długi i bolesny sezon ze sporą ilością wysokich porażek.  Klub z Filadelfii powinien być w nadchodzącym sezonie traktowany podobnie jak Bobcats w 2011/2012 – porażki z nimi będą traktowane jak ujma na honorze.

Szukając jednak powodów dla oglądania 76ers warto wymienić kilka otwartych pytań:

  • jak karierę w NBA rozpocznie rzucony na głęboką wodę Carter-Williams?
  • czy Royce White zagra choćby jeden mecz?
  • czy Turner i Young w końcu pokażą pełnię potencjału?
  • jak po powrocie do zdrowia/formy będzie prezentował się Nerlens Noel?

Typując bilans na zakończenie rozgrywek stawiam na 15-67 i „zapracowane” ostatnie miejsce w lidze. Rozbicie drużyny może jednak w dłuższej perspektywie wyjść Sixers na dobre.