Wyniki i statystyki dzień #179: Giannis z tytułem MVP, Lakers dominują

Greek Freak po raz drugi z rzędu zostaje najbardziej wartościowym graczem sezonu regularnego w NBA.

Giannis stał się tym samym trzecim zawodnikiem w historii NBA, który dwukrotnie był MVP przed 26-stym rokiem życia. Wcześniej dokonali tego Kareem oraz LeBron. Sam LeBron nie był zachwycony wyborem ligi. Uważał, że to mu należy się ta statuetka. Co więcej, skrzydłowy Bucks otrzymał wcześniej nagrodę za najlepszego defensora ligi, czym dołączył do równie elitarnego grona (Hakeem Olajuwon, Michael Jordan) zdobywców tych dwóch indywidualnych trofeów w jednym sezonie.

Antetokounmpo otrzymał 85 ze 101 pierwszych głosów i łącznie 962 punkty od globalnego panelu 100 dziennikarzy i nadawców sportowych, a także w głosowaniu fanów. Lider Los Angeles Lakers, LeBron James, otrzymał pozostałe 16 pierwszych głosów i zajął drugie miejsce z 753 punktami. James Harden (367 punktów) zajął trzecie miejsce, a za nim Luka Dončić (200 punktów) z Dallas Mavericks na czwartym miejscu, na piątym był Kawhi Leonard (168 punktów).

Denver Nuggets (0-1) – Los Angeles Lakers (1-0) 114:126

Wynik może nie odzwierciedla dominacji wspomnianej w tytule, jednak Jeziorowcy trzymali to spotkanie w garści od samego początku. Co ciekawe, obaj trenerzy mogli całkowicie polegać na swojej ławce rezerwowych, w szeregach Lakers zagrało ich aż ośmiu, po stronie Nuggets siedmiu. Anthony Davis zakończył mecz z potężnym dubletem w postaci 37 punktów i 10 zbiórek, do których dołożył 4 asysty. Drugim strzelcem Lakers był tej nocy KCP (18pts, 3/5 3PT). LeBron dodał od siebie 15 punktów i 12 asyst. Liderzy Nuggets, Jamal Murray i Nikola Jokic zdobyli po 21 punktów na niezłej skuteczności, ale nawet to nie wystarczyło na zespołową koszykówkę podopiecznych Franka Vogela. Oprócz nich double-double dołożył Michael Porter Jr, autor 14 punktów, 10 zbiórek oraz 4 asyst.

Damian Wełna

Dwudziestolatek zakochany po uszy w NBA, do tego student dziennikarstwa. Zainteresowanie tą ligą rozpoczęło się z otrzymaniem nowego komputera w 2008 roku. Nie wiedzieć czemu na tym urządzeniu zamiast FIFY była zainstalowana nowa wersja gry NBA od 2K, najwidoczniej ktoś "z góry" kazał mi zmienić obiekt kultu sportowego. Wierny kibic Chicago Bulls. Bezapelacyjne najlepszy koszykarz - Michael Jordan.

8 komentarzy

  1. aquari pisze:

    I teraz komu tu kibicować. Z jednej strony Bronek, który buduje sobie pominik za życia jako prawdziwy gladiator. Z drugiej Majami, których nigdy wcześniej specjalnie nie lubiłem, ale teraz nie sposób Ich nie lubić. Moim zdaniem grają obecnie najładniejszą koszykówkę. Do tego jeszcze Denver, które chyba jednak nie da rady poklejonym w przedziwny sposób Lakers. Najmniej podoba mi się Boston, który z kolei również może wygrać tak tę, jak i serię w finale. Ciekawe 😉

    • Woy pisze:

      Mam takie same odczucie na temat Heat. Ciężko ich mie lubić, charakteru i młodości. Riley i Spo wykonali kapitalną robotę.

  2. k830713 pisze:

    Lakers – Denver
    Wynik może nie odzwierciedla pracy sędziów, ale w drugiej kwarcie tak sędziowali, że żadna drużyna nie dała by im rady. Później to już poszło z górki i Lakers sobie jakoś poradzili. Nie lubię jak sędziowie wypaczają wynik meczu, a Lebron płacze przy każdej akcji. Jednak powinno być więcej powtórek, a faule techniczne powinny być sprawdzane. Wiadomo, że jak zawodnik jest faulowany, a sędzia a nie reaguje to powie kilka cierpkich słów, wtedy dostaje technika i zespół traci podwójnie. Gdyby Lebron dostawał techniki za swoje płakanie, to by grał max 10 minut w meczu.
    Mam nadzieję, że Lakers odpadną jak najszybciej…

    • fantomas pisze:

      A ja pomimo wielkiej sympatii do Miami, życzę sukcesu LeBronowi. Tak jak wcześniej wspomniałem, być może to jego ostatnia szansa na zdobycie pierścienia. Teraz droga wydaje się dużo łatwiejsza, nie ma GSW, którzy tak mu „napaskudzili”, ma grajka o którego tak mocno zabiegał( czytaj AD), w dodatku dobry wybór trener/asystent, i co najważniejsze zwłaszcza patrząc na jego wiek, ma ławkę rezerwową, która umie i potrafi nie tylko przytrzymać wynik.

    • bartosz pisze:

      Zgadzam się z tobą, niestety aby wygrać z Lakers i sędziom Denver musi mieć duże prowadzenie w meczu do samego końca aby z nimi wygrać i jeśli będą mecze na styku to Denver nie ma szans. Lebronowi nie są gwizdane ofensywne faule, taranuje przeciwnika jak leci, a za taki sam faul inni zawodnicy mają od razu ofensywny faul. Lebron może grać na zasadach futbolu amerykańskiego i przepychać kogo chce. Niestety liga musi podtrzymać status supergracza Lebrona z kosmicznymi liczbami. Nie hejtuję Lakers, ale ewidentnie nie mogę patrzeć na stronniczość sędziowania. W normalnej sytuacji Lebron złapał by kilka fauli i nie wchodziłby w kontakt i cyferki by się zmniejszyły.

  3. Jatoja pisze:

    Ja też kobicuję Lebronowi i sam się sobie dziwie bo z drugiej strony jest MIAMI ktòre gra super i naprawdė przyjemnie się ich ogląda – widać zaangażowanie a nie jak w przypadku Clippers.
    Piszecie o sędziowaniu i tu można by teoszkę polemizować na temat Lebrona -ok może i czasami nie odgwizdają mu faula ofensywnego ale ròwnie często nie gwizdają jak jego faulują – mam na myśli na przykład Hardena ktòry „połowę” swoich punktòw zdobywa z lini…a to że Lebron wymusza coś na sędziach to normalne – ma status gwiazdy i „pracuje” u tego „pracodawcy – czytaj NBA” już jakieś 17 lat jak dobrze liczę więc może pozwolić sobie na wiėcej -to tak jak ktoś pracuje w jednej firmie przez 17 lat to też ma jakąś tam pozycję…tym bardzjej jeśli przez te 17 lat jest najważniejszym i nakbardziej rentownym „pracownikiem”tej firmy.

  4. aquari pisze:

    Co do LeBrona to fakt, strasznie marudzi ale… No właśnie taką egzaltowana płaczliwość bywa cechą charakterystyczną wielkich sportowców. Może to płacze, a jak jeszcze korzysta na tym on sam i drużyna to poprostu integralny element gry. Trochę z przekory, trochę z powodu specjalnego traktowana przez sędziów nie lubiłem kiedyś Jordana czy Bryanta. Po latach jednak z łezką w oku oglądam Ich popisy z przeszłości. I do dzisiaj nie rozumiem jaką potworną motywację i dyscyplinę trzeba mieć, żeby mając już wszystko nadal stawiać sobie nowe wyzwania. To się chyba nazywa pasja. Można LeBrona lubić bardzo, trochę albo wcale, niemniej jednak nie można mu odebrać tej właśnie pasji…pasji wygrywania.

  5. Jatoja pisze:

    Dokładnie w samo sedno „Aquari”. Ja za Lebronem nigdy nie przepadałem ale z roku na rok coraz bardziej go lubię i życzę mu sukcesòw…to ostatni „wielki” zawodnik z mojej młodości ktòry jeszcze gra -reszta już zawiesiła buty – Kobe, Iverson, Wade, Duncan, Garnet, Allen itd.itp… Na dodatek jakoś nie widzę kolejnego jego następcy – niby jest Antek, Curry i jeszcze kilku by sie znalazlo ale jakos nikt z.nich mnie nie przekonuje…
    Może Doncic ale on jest jeszcze młody i nie wiadomo jak jego kariera sie rozwinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *