Half-Man, Half-Amazing – artysta w ciele koszykarza

Po 22 sezonach na parkietach NBA, nadszedł koniec kariery dla Vince’a Cartera. Z pewnością nie taki jaki sobie wymarzył, również nie taki jaki wymarzyłby sobie każdy fan jego popisów. Podczas ponad dwóch dekad w lidze nie zdobył pierścienia, niekiedy zawodził w kluczowych momentach Playoffs, a innym razem „kończył kariery” kolosom nad którymi przeskakiwał w niemożliwy sposób. Przed Wami historia gracza, który spędził na parkietach NBA najwięcej sezonów w historii i ponad połowę swojego życia.

POCZĄTEK

Warto tutaj zacząć od założenia zespołu, w którym Vince grał w NBA – w 1995 roku liga dokonała ekspansji i doszło do powstania dwóch nowych drużyn, do tego w Kanadzie! Mowa tutaj oczywiście o Toronto Raptors oraz Vancouver Grizzlies. Początki były niezwykle trudne, nawet mimo tego że pierwszym generalnym menadżerem zespołu został dwukrotny mistrz NBA z Detroit Pistons, Isiah Thomas. Pierwszy sezon Dinozaury zakończyły z bilansem 21-61, a jedynym jasnym punktem ekipy był Damon Stoudamire, wybrany z siódemką w drafcie rozgrywający, który zdobył nawet tytuł najlepszego debiutanta roku ze średnią 19 punktów i 9 asysty na mecz. Wartym odnotowania jest również fakt, że w tymże sezonie Raptors sprawili ogromną niespodziankę pokonując Chicago Bulls, którzy pobili rekord NBA w ilości wygranym spotkań w sezonie regularnym (72-10). Jednak przed pojawieniem się pewnego kuzynostwa w Toronto, drużyna ta była raczej pośmiewiskiem w lidze, naśmiewano się z ich wielkiego dinozaura na koszulkach, które po tych kilkudziesięciu latach moim zdaniem wyglądają fantastycznie. Ekipa Raptors miała bardzo małą rzeszę fanów, bilety były bardzo tanie, a w Kanadzie nadal królował hokej.

KUZYNI

Tracy McGrady dołączył do Raptors w 1997 roku, od razu po liceum i w wieku 18 lat nie mógł dogadać się z większością zespołu ze względu na różnice wieku. Sam McGrady wspomina, że w 1995 roku, gdy był w liceum, to Carter otrzymał nagrodę najlepszego zawodnika w stanie Floryda, tzw. Florida Mr. Basketball, w tym samym roku wziął też udział w prestiżowym meczu McDonald’s All-America, obok takich nazwisk jak Kevin Garnett czy Paul Pierce. Wtedy też po raz pierwszy pokazał większej publiczności co potrafi robić w powietrzu. W wieku 18 lat został okrzyknięty przyszłym mistrzem wsadów, o czym już niedługo później mieli dowiedzieć się fani NBA.

Po tych wydarzeniach trafił na Uniwersytet Północnej Karoliny, gdzie spędził 3 sezony, grał u boku między innymi Antawna Jamisona, z którym dzieli również ciekawą historię z Draftu w 1998 roku. W tamtym roku Raptors posiadali #4 wybór w Drafcie, z którym wybrali Antawna Jamisona, z kolei #5 wybór należał do Golden State Warriors, a Ci postanowili postawić na Cartera. Jednak za kulisami już wcześniej doszło do wymiany, gdyż GSW bardzo zależało na pozyskaniu Jamisona. Poprosili zatem ekipę z Kanady o wybór Jamisona, sami wybrali Cartera którego chcieli Raptors, a oprócz tego drużyna z Kalifornii dorzuciła nieznaną kwotę pieniężną. Tak oto pochodzący z Florydy Vince, trafił na północ, gdzie miał grać ze swoim kuzynem.

Tracy był spokrewniony z Carterem, ale w czasach licealnych jeszcze o tym nie wiedzieli, wypadło to w zwykłej rozmowie na temat nadchodzącego zjazdu rodzinnego, okazało się że babcia T-Maca, Roberta była kuzynką babci Cartera. W sezonie 98-99, który zakończono lock-outem ekipa Raptors poprawiła wyniki, wygrywając 23 z 50 spotkań, ten bilans nie pozwolił jednak na udział w Playoffs. W debiutanckim sezonie Cartera najważniejsze było to, że kibice częściej i chętniej przychodzili na mecze Raptors z uwagi na elektryzującą grę dwójki kuzynów. Sam Carter zdobył w tamtym roku tytuł najlepszego pierwszoroczniaka w lidze, jego średnie 18 punktów ponad 5 zbiórek , 3 asyst, a także nieco ponad 1 bloku i przechwytu robiły spore wrażenie na fanach NBA. A to był dopiero początek.

W kolejnym sezonie Vince zaliczył lekki progres w statystykach, ale przede wszystkim Raptors z bilansem 45-37 po raz pierwszy w swojej krótkiej historii dostali się do fazy Playoffs. W lutym 2000 roku Vince po raz pierwszy grał w krajowej telewizji. Było to spotkanie przeciwko Phoenix Suns, w którym Raptors zwyciężyli 103-102, a Air Canada odleciał rywalom i rzucił aż 51 punktów (rekord kariery), pokazując fanom NBA że jego ekipę stać na wielkie rzeczy. W Playoffs byli rozstawieni z numerem #6 i trafili na New York Knicks, seria ta była bardzo wyrównana, jednak Knicks zwyciężyli w niej 3-0. Pierwszy mecz dla Cartera był okropny, trafił w nim tylko 3 z 20 rzutów, a mimo tego jego drużyna przegrała zaledwie 88-92. W drugim spotkaniu Carter miał przebłyski, ale na 30 sekund przed końcem spudłował rzut z dystansu, który mógł dać jego ekipie dwupunktowe prowadzenie. Trzeci mecz był już dla Knicks formalnością, Vince niestety znów zawiódł, a Raptors odpadli z Playoffs.

WIRTUOZ

Popularne Vinsanity – określenie, którego po raz pierwszy użył Chuck Swirsky miało na celu podkreślenie niemożliwych akrobacji powietrznych, których od początku swojej gry w NBA dokonywał Vince. Można pokusić się o stwierdzenie, że Carter był artystą, w każdym wsadzie doszukiwał celu i sensu, nie robił tego tylko po to by zaskoczyć publiczność, chciał w ten sposób wyrazić siebie. Było to czymś w rodzaju baletu, przenosząc go w całej okazałości na parkiety NBA.

20 lat temu doszło do niezwykłego konkursu wsadów, w którym oprócz Cartera wystąpił Tracy McGrady. Sam Tracy w filmie „The Carter Effect” opowiada, że kuzyn zmusił go do udziału w tym konkursie, bo wiedział że tak jak on ma wiele do zaoferowania. T-Mac był jednak pewien, że w bezpośrednim starciu jego starszy kuzyn wypadnie lepiej. W tamtym konkursie Vince w końcu mógł spełnić swoje kolejne marzenie po grze w NBA, pokazanie całego światu swojej przepięknej sztuki.

Dzięki swojej postawie na boisku, a także poza nim, sprawił, że koszykówka w Toronto mogła zostać na stałe. Ilość reklam, współprac z markami, oraz chociażby posiadanie nocnego klubu przez Vince’a przekonało Kanadyjczyków do piękna koszykówki, a wraz ze wzrostem popularności fani liczyli na sukcesy drużyny.

 LE DUNK DE LA MORT

Czyli Wsad Śmierci, którego autorem jest rzecz jasna bohater tego tekstu. Po zakończonym sezonie 99-00, Vince wraz z kadrą Stanów Zjednoczonych poleciał na Igrzyska Olimpijskie w Sydney. W spotkaniu przeciwko reprezentacji Francji, Carter przechwycił piłkę podczas trzeciej kwarty i dokonał czegoś, co dzisiaj nazywamy „plakatem”. Mierzący 198 cm Carter przefrunął nad Fredericem Weisem, który miał 2 metry i 18 centymetrów! Wyglądało to jakby Francuzowi po prostu nie chciało się skakać do bloku, ale w rzeczywistości po prostu go zamurowało, nie mógł uwierzyć że ten człowiek próbuje zrobić to co zrobił. Sam Weis w 1999 roku został wybrany w drafcie przez Knicks, może i mógł stać się centrem na poziomie NBA, jednak ten wsad zabrał mu całą pewność siebie i jak sam wspomina ta chwila była i jest dla niego największym koszmarem życia.

NAJWAŻNIEJSZY RZUT

Po nieudanym występie w Playoffs w 2000 roku, Tracy McGrady postanowił wrócić na Florydę i stworzyć własną legendę, nie będąc w cieniu Cartera. W wielu mediach mówiło się wtedy o rzekomym konflikcie, McGrady był tym który odszedł dla sławy i pieniędzy, z kolei Carter miał czuć się zdradzony przez swojego krewnego. Prawda jest taka, że obaj darzyli się dużą sympatią i pomimo smutku Vince zrozumiał decyzję T-Maca.

W sezonie 2000/2001 Vinsanity zanotował najlepsze w karierze 27.6 punktu i doprowadził swoją drużynę do półfinałów Konferencji Wschodniej. Wcześniej w pierwszej rundzie Raptors pokonali Knicks po 5-meczowej serii wynikiem 3-2. W kolejnej fazie trafili na Philadelphie 76ers z Allenem Iversonem, MVP sezonu zasadniczego. To była swoista batalia dwóch młodych gwiazd ligi, gdzie w drugim, trzecim i piątym meczu na zmianę rzucali po 50 punktów, a seria potrzebowała siódmego spotkania. W dniu meczu, Vince postanowił jednak polecieć na rozdanie dyplomów na swojej uczelni UNC, a w Philly zjawił się zaledwie 5 godzin przed meczem. Bill Simmons wspomina w swojej książce, że Vince przedłożył swoje dobro nad dobro drużyny. Nie mnie to jednak oceniać. Zarówno Carter jak i Allen w Game 7 pudłowali sporo rzutów i może właśnie dzięki temu spotkanie było niezwykle wyrównane. Na 2 sekundy przed końcem 76ers prowadzili jednym punktem, ale to Raptors mieli piłkę. Dell Curry podał do Vince’a, ten po zamarkowaniu oddał rzut, których oddawał w swojej karierze tysiące razy, jednak tym razem spudłował.


KONTUZJE

Vince był zawodnikiem, którego styl gry w początkowej fazie kariery polegał na bliskim kontakcie z rywalami, co wiązało się z częstymi faulami, bolesnymi upadkami, które w końcu powodowały kontuzje. Ostatnie 22 spotkania sezonu 01-02 opuścił przez urazy, a Raptors przegrali w pierwszej rundzie Playoffs z Detroit Pistons. Sporo kontuzji w kolejnym sezonie sprawiło, że rozegrał tylko 43 mecze, a Raptors mieli fatalny bilans, 24-58. W rozgrywkach 03-04 Raptors drugi raz z rzędu nie dostali się do Playoffs i organizacja postanowiła wprowadzić zmiany. Generalnym menadżerem został Rob Babcock, który chciał nowej filozofii drużyny. Carter nie był zadowolony z nowego zarządu i mówi się, że swoją mizerną grą wymógł na władzach transfer. Sam zainteresowany twierdzi jednak, że nigdy nie chciał opuszczać Toronto. 17 grudnia 2004 roku doszło w końcu do wymiany na linii Raptors-Nets, w wyniku której Carter trafił do New Jersey, a w drugą stronę polecieli Alonzo Mourning, Eric Williams, Aaron Williams oraz dwa przyszłe wybory w drafcie. Ówczesny Prezydent Raptors, Richard Peddie po latach uważa, że ten transfer był krokiem w tył dla Raptors.

Ciarki na całym ciele

NETS

W ekipie z New Yersey spędził 5 sezonów, 3-krotnie meldując się z Siatkami w Playoffs (2005-2007). Wielu twierdzi, że były to najlepsze lata w jego karierze, z uwagi na to, że był w swoim prime. U boku miał takie gwiazdy jak Jason Kidd czy Richard Jefferson, a razem stworzyli wielkie trio Nets. Osobiście pamiętam plakat ich trójki (BRAVO SPORT) wiszący w moim pokoju właśnie w tym okresie. Najwięcej co razem osiągnęli to jednak dwukrotny półfinał Konferencji Wschodniej, odpowiednio porażka z Miami w 2006 roku (późniejszym Mistrzem NBA) i Cavaliers w 2007 roku (Tak, to ta ekipa w której z pierwszej piątki znasz pewnie tylko LeBrona). Nets mieli wszystko by zdobyć mistrzostwo, ale ich gwiazdy nie lśniły w Playoffs tak mocno jak w sezonie regularnym. Warto tutaj odnotować historyczny mecz dla duetu Kidd-Carter, w którym obaj panowie zdobyli triple-double. 7 kwietnia 2007 roku w wygranym po dogrywce meczu przeciwko Wizards, Carter zdobył 46 punktów, 16 zbiórek oraz 10 asyst, z kolei Jason Kidd zdobył 10 punktów, zebrał 16 piłek i rozdał aż 18 asyst. Po tamtym sezonie Vince podpisał nowy kontrakt z Nets, 4-letni, opiewający na kwotę niespełna 62 milionów dolarów. W trakcie rozgrywek 2008-09 Nets wymienili swojego rozgrywającego do Dallas Mavericks, za paczkę zawodników, między innymi młodego Devina Harrisa oraz Jerry’ego Stackhouse’a. Wtedy Vince po raz kolejny musiał wejść w buty prawdziwego lidera, jednakże nie udało mu się wprowadzić Nets do Playoffs.

BIG? 3 NETS

JEDYNE FINAŁY

W czerwcu 2009 roku Carter został wymieniony do Orlando Magic. Warto wspomnieć że Magic byli wtedy świeżo po przegranych Finałach z Los Angeles Lakers, a zarząd uważał że Howard potrzebuje wsparcia na obwodzie w postaci Cartera, który na przestrzeni lat gry w Nets zredefiniował swój styl gry tak, by nie być aż tak podatnym na kontuzje, w skrócie – zaczął więcej rzucać niż penetrować. W swoim jedynym sezonie w Magic, Carter był już bardziej drugą opcją w zespole niż liderem. Rzucał wtedy średnio 16.6 punktów na mecz. Potrafił jednak odpalić, tak jak 8 lutego 2010 roku kiedy zdobył 48 punktów, w tym 34 w drugiej połowie w wygranym spotkaniu przeciwko Charlotte Hornets. W Playoffs Orlando najpierw przejechało się po Charlotte, a w drugiej rundzie po Atlancie, by ostatecznie ulec w Finałach Konferencji Wschodniej ekipie Celtów po 6-meczowej batalii.

SUNS

W grudniu 2010 roku Carter został pozyskany przez Phoenix Suns. Miał przyjemność grać w jednej ekipie ze Stevem Nashem czy Jasonem Richardsonem. Warto wspomnieć o tym, że to w ich trykocie zdobył swój 20000 punkt na parkietach NBA. Jednak jego przygoda w Arizonie trwała bardzo krótko, rozegrał tam tylko 51 spotkań, by następnie zostać przez Słońca zwolniony.

REUNION

W 2011 roku Carter podpisał 3-letni kontrakt z Mavericks i po raz kolejny miał okazje grać w jednej drużynie z Jasonem Kiddem. Mavs byli Mistrzami NBA, jednak i tym razem Vince’owi nie udało się zdobyć pierścienia. W 2012 roku Mavericks odpadli w pierwszej rundzie z późniejszym finalistą, Oklahomą City Thunder, w 2013 się nie dostali, a w kolejnym sezonie, w którym Vince grał w roli sixth-mana stoczyli 7-meczową serię z San Antonio Spurs. W trzecim meczu tej batalii, Carter trafił zwycięską trójkę równo z syreną końcową. Pamiętam do dziś jak w tamtym momencie wyskoczyłem razem z Vince’m w powietrze, po prostu wiedziałem że to wpadnie. Mavericks objęli wtedy prowadzenie w serii (2-1), jednak ostatecznie w Game 7 przegrali różnicą aż 23 oczek. To był niestety koniec marzeń dla Cartera o tytule z Mavs.

INNE PODEJŚCIE

Carter nie jest typem zawodnika, który goni za pierścieniem, przynajmniej sam tak o sobie twierdzi. W wywiadzie z 2018 roku podkreślił, że podpisanie umowy z Hawks oznaczało dla niego walkę o jak najwięcej minut na parkiecie. Wolał po prostu do końca czuć rywalizację o wejście do składu, zamiast w lepszej drużynie pełnić role wyłącznie mentora. Po podpisaniu kontraktu z Grizzlies w 2014 roku, 38-letni Carter nadal walczył o minuty na boisku. W listopadzie tego samego roku podczas meczu przeciwko Toronto Raptors w Kanadzie, został puszczony tzw. tribute video dla Cartera za jego ogromny wpływ na wzrost popularności koszykówki w Toronto. Był to pierwszy moment, w którym Carter po swoim odejściu z Raptors otrzymał owacje na stojąco. Sam Vince nie krył łez wzruszenia, czekał na ten moment wiele lat.

Z Miśkami trzy razy z rzędu meldował się w Playoffs – dwukrotnie odpadali w pierwszej rundzie i raz w półfinałach. W barwach Grizzlies Carter pobił niezliczoną listę rekordów – między innymi jako pierwszy 40-latek rzucił 6 trójek w meczu w Playoffs! Oczywiście nie miał już tego gazu, ale nadal potrafił nieźle rzucać z dystansu.

PODSUMOWANIE

Kolejny rok Vince jak wiemy spędził grając dla Kings, by następnie dwa ostatnie lata spędzić w Atlancie. Nie wierzę w to, że nie otrzymał ofert od drużyn aspirujących o tytuł, gdzie grałby w roli mentora, jednak Cartera do końca interesowała rywalizacja o minuty. 22 listopada 2018 roku przekroczył barierę 25000 punktów jako 22-gi zawodnik w historii. W ostatnim sezonie opuścił zaledwie 7 z 67 spotkań Jastrzębi, a to wszystko w wieku 43 lat! Grał w jednym składzie chociażby z dwukrotnie od siebie młodszym Trae Young’em, tak naprawdę dla większości składu Hawks mógłby być ojcem. Ogromna szkoda, że nie mógł mieć oficjalnego pożegnania na boisku, ale być może przyjdzie jeszcze na to pora.

P.S Jak myślicie, która z ekip w której grał zastrzeże jego numer?

Dziękujemy Ci, Vince!