All Stars sprzed lat: Arvydas Sabonis

Autor: Andrzej Łęgowski

„Jednorożec zza żelaznej kurtyny”

Arvydas Sabonis sternikiem litewskiej koszykówki (sport.tvp.pl)

Przenosimy się za ocean, a konkretnie do Stanów Zjednoczonych. Lata 50-te kiedy to koszykówka była zdominowana przez tzw. ”The Big Ones” (Wielkich graczy). W ogólnym skrócie chodziło o to aby oprzeć filozofię budowania zespołu na wysokim graczu z pozycji centra. Dlatego dzisiaj kiedy wspominamy zawodników z lat 50-70 i wymieniamy najwybitniejszych graczy to są to: Wilt Chamberlain, George Mikan, Bill Russell czy Kareem Abdul Jabbar. Wszyscy byli centrami najlepszych zespołów tamtej epoki, razem wspólnie mają na koncie 24 tytuły mistrzowskie.

Wraz z nadejściem lat 80-tych i 90-tych system gry w lidze uległ kompletnej rewolucji gdzie postawiono na graczy z niższych pozycji. Gra skupiła się na takich zawodnikach jak Larry Bird, Michael Jordan, Clyde Drexler czy Magic Johnson. Już tylko nie liczne zespoły posiadały dominujących centrów w swoich szeregach. Należy tu wspomnieć na pewno o Patricku Ewingu, Hakeem Olajuwon, który z Houston zdobył 2-krotnie mistrzostwo czy też Shaquille O’Neal, który wraz z Kobem Bryantem zdominował ligę przez kolejną dekadę.

Wraz z nowym tysiącleciem przyszła kolejna rewolucja w grze, którą kierowało się większość drużyn. Chodziło o to, aby mieć wszystko co najlepsze, czyli: dużych facetów pod koszem, którzy łatwo mogliby grać na obwodzie gdy zachodzi potrzeba ale przede wszystkim podstawa to posiadać graczy niższych tzw. „obwodowych”, którzy są groźni w rzutach z dystansu oraz potrafiący zagrać pod koszem. Założenie spełniło się w połowie. Mianowicie pierwsza dekada roku 2000 wyczyściła ligę z „prawdziwych” centrów i mocno skupiła się na graczach obwodowych. Wszyscy byli wychowani w erze Jordana i chcieli być jak Mike a rzadziej niż Olajuwon czy David Robinson. Początek 21 wieku przynosi wysyp takich talentów jak Allen Iverson, Kobe Bryant, LeBron James, Carmelo Anthony, Dwyane Wade. Byli to zawodnicy z pozycji 1-3. Trend ten utrzymuję się do dziś chociaż jest kilku nieszablonowych graczy z pozycji 4-5. Kristaps Porzingis, Anthony Davis, Giannis Antetokounmpo, Karl Anthony Towns czy Nikola Jokić, to są zawodnicy, którzy są obdarzeni bardzo dobrymi warunkami fizycznymi i nie sprawia im żadnej różnicy gra blisko jak i daleko kosza. Te pokolenie graczy nazywane jest z ang. „The Unicorn” czyli „jednorożec”. Chodzi o to, że tego typu zawodnicy są rzadką, mityczną bestią, która okaże się bezcenna jeśli ją tylko odkryjesz. Słowo te jako termin w koszykówce jest nowe, zyskało na sile dopiero w ostatnich latach.

Świat jednak odkrył swojego „Unicorna” 40 lat wcześniej w innej części świata…

Arvydas Sabonis bo o nim mowa, urodził się w 1964 roku w Kownie na Litwie, która w tamtych czasach była jedną z Republik Radzieckich ZSRR. Litwa od lat uznawała koszykówkę jako swój sport narodowy. Koszykówka jest tuż po Bogu. Basket jest wszechobecny w szkołach, na boiskach osiedlowych i w mentalności Litwinów. Porównując jest popularny na taką skalę jak w Polsce piłka nożna.

Sabonis swoją przygodę z koszykówką na poważnym poziomie zaczął w wieku zaledwie 13 lat. Jego niesamowite warunki fizyczne oraz umiejętności techniczne dały mu szansę zaistnienia w kadrze ZSRR do lat 15. W dzisiejszych czasach taki zawodnik w tym wieku już dawno byłby w samolocie do Stanów Zjednoczonych z podpisanym kontraktem w ręku. W tamtym okresie stosunki miedzy USA a Związkiem Radzieckim były dosyć mocno napięte i jakakolwiek podróż z chociażby Litwy zza ocean była w sferze marzeń. Miało to też swój plus bo dzięki temu, że nie wyławiano najlepszych zawodników z tamtego regionu co uczyniło Ligę Radziecką najlepszą na Starym Kontynecie. Sabonis mając 16 lat(!!) debiutuje w seniorskim zespole Żalgirisa Kowno. Co więcej, wywalczył sobie tam od razu miejsce w pierwszej piątce. Rok później jest czołowym zawodnikiem drużyny narodowej ZSRR, z którą zalicza swoje pierwsze spotkanie z ukochaną Ameryką. Zagrali tam kilka sparingów z drużynami akademickimi, które zebrały niesamowity łomot od przyjezdnych. Młodzian z Kowna zaprezentował się na tyle dobrze, że trafił do notesów praktycznie wszystkich działaczy. Skutkuje to tym, że kilka miesięcy po tym fakcie włodarze Atlanty Hawks w drafcie 1985 powołują go do swojego teamu. Mimo to,  wybór zostaje uznany za nielegalny gdyż w momencie loterii draftowej Sabonis nie miał ukończonych 21 lat, a taki wtedy obowiązywał przepis. Mimo to, rok później, Portland Trail Blazers pamiętają o tym zawodniku i wybierają go z numerem 24. Wydaje się, że drzwi do bram nieba są otwarte, wystarczy zrobić tylko krok aby być za ich progiem. Życie jednak depczę wyobraźnię i minie od tego momentu aż dekada póki będzie dane tej lidze zobaczyć u siebie Sabonisa.

Scottie Pippen says Arvydas Sabonis was the best-dressed Blazer ...

W latach 1985-1987 doprowadził drużynę Żalgirisu do 3 kolejnych mistrzostw dominując wtedy w Lidze Radzieckiej. Porównywano ich dotychczas analogicznie z Bostońskimi Celtami, którzy za oceanem święcili  również sukcesy pod batutą m. in. Larrego Birda i Kevina McHale’a. Oprócz gry w klubie dodatkowo dostawał regularne powołania drużyny narodowej Związku Radzieckiego co powodowało, że żył na pełnych obrotach. Obowiązki klubowe i kadrowe nakładały się na siebie nie dając możliwości odpoczynku. Pojawiły sie spekulacje, że jest to nawet zamierzone działanie, gdyż trenerem kadry był Alexander Gomelsky, który jednocześnie prowadził drużynę narodową i klubową CSKA Moskwa. Największym rywalem CSKA w rozgrywkach klubowych był właśnie Żalgiris. Wyznawcy teorii spiskowych głosili, że Gomelsky celowo gra Sabonisem w kadrze najwięcej jak się da aby tylko go osłabić na mecze klubowe a równocześnie przynieść korzyść drużynie narodowej. Patrząc na to wszystko z boku ciężko w to nie wierzyć tym bardziej, że Litwa i Rosja pozostawały w trudnych relacjach. Przekładało się to też na stosunki międzyludzkie, te nacje nie przepadały za sobą.  Mimo to, Sabonis pokazywał klasę na parkiecie jak i poza nim. Pytany publicznie zawsze wychwalał Gomelskyego jako trenera, który go ukształtował i zrobił uniwersalnego zawodnika pozwalając grać w kadrze jak tylko chce, beż żadnych schematów. Nie robił na siłę z niego podkoszowego giganta tylko pozwalał grać wszechstronnie co w tamtych czasach w tej dyscyplinie uchodziło za co najmniej szalony pomysł .

Wiosna 1986 to jeden z gorszych okresów kariery, Sabonis zrywa ścięgno Achillesa. Ciągłe granie, zgrupowania i katorżnicze treningi nie mogły się obejść bez konsekwencji. Co gorsza, rekonwalescencja po odbytej kontuzji była zbyt krótka, gdyż włodarze ZSRR wymusiły jego udział w Mistrzostwach Świata w 1986 roku, prowadząc zespół do ostatecznego triumfu. Rok później świętuje kolejny tytuł Ligi Sowieckiej. Wiosną 1988  roku lekarzom z Portland udaje się ściąnąć Sabonisa do siebie aby w pełni wyleczyć jego ścięgno. Zależało im aby w końcu litwin mógł zagrać dla nich gdyż cała liga widziała jak sobie radzi na wschodzie Europy. Niestety siła sprawcza jego „kraju” jest na tyle silna, że decyduje się powołać go na Igrzyska Olimpijskie, które mają się odbyć w sierpniu a przypomnijmy, że dosłownie 4 miesiące wcześniej przeszedł zabieg, który wymagał od niego nawet półrocznej przerwy w treningach ! Mimo sprowadzenia go po drugiej operacji Sabonis daje z siebie po raz kolejny wszystko, nawet zdrowie i  doprowadza Związek Radziecki do złota Olimpijskiego w Seulu. W półfinale Sabonis mierzył się z drużyną USA. Na przeciw siebie miał Davida Robinsona z San Antonio Spurs, legendę ligi NBA. Litwin zdobył 13 punktów i zebrał 13 piłek a po wygranym spotkaniu ledwo zszedł z parkietu wyraźnie utykając na źle wyleczoną nogę. Kilka dni później wychodzi na spotkanie finałowe i doprowadza swój zespół do wygranej nad drużyną Jugosławii. Człowiek cyborg.

Rok 1989, ma miejsce osłabienie Związku Radzieckiego i sowieckie władze ustępują pozwalając swoim najlepszym graczom opuścić Ligę Radziecką i podpisać umowę poza granicami kraju. Pierwszy skorzystał z tego litwin Sarunas Marciulonis, który podpisał kontrakt z Golden State Warriors i notował świetne statystyki osiągając średnio 12 pkt na mecz w swoim debiutanckim sezonie. Sabonis nie czuł się jeszcze gotowy aby posmakować tego kuszącego owocu. Przede wszystkim nie czuł się na tyle dobrze fizycznie aby rywalizować na równi z olbrzymami z NBA. Na początek obrał sobie kurs na ligę hiszpańską, podpisał kontrakt z Valladolid a następnie przeniósł się do Realu Madryt, gdzie świętował dwukrotnie zdobycie tytułu tamtejszej ligi. W międzyczasie upadł definitywnie Związek Radziecki. Sabonis w kocu mógł zgodnie z głosem serca zagrać dla swojej drużyny narodowej pod flagą Litwy. Igrzyska Olimpijskie w USA w 1992 roku i ówczesne rozgrywki koszykarskie kojarzą się kibicom wyłącznie z „Dream Teamem” z USA, który w cuglach wygrał ten turniej. Litwa natomiast, która miała zaledwie rok na odbudowanie drużyny zajęła 3 miejsce. Mecz o 3 miejsce miał dodatkowy smaczek bo był rozgrywany przeciwko drużynie Rosji, która stanowili w większości byli gracze drużyny Związku Radzieckiego. Sabonis brylował w tym spotkaniu zdobywając 26 pkt i 16 zbiórek. Zwariowana na punkcie koszykówki Litwa po tej wygranej przeżywała takie emocje jak po odzyskaniu niepodległości. Bohater narodowy zapytamy o to, który medal jest dla niego ważniejszy, czy ten złoty z Seulu z 1988 r zdobyty z ZSRR czy aktualny brąz z Litwą? Rzekł: „Medal w Seulu był złoty, ale ten brąz jest naszą duszą”.

Damon Stoudamire calls Arvydas Sabonis the best big man passer to ...

Po olimpijskiej przygodzie Sabonis wraca do Realu, jednocześnie ciągle mając w sobie nie gasnącą chęć gry zza oceanem. Przez cała wiosnę i lato w 1995 roku zawodnik był w stałym kontakcie  ze sztabem medycznym Portland Trail Blazers. Medycy klubu twierdzili, że jedyne co mogą wydać dla litwina to nie pozwolenie na grę w lidze NBA a przepustkę do parkowania na miejscach dla osób z niepełnosprawnością. Zdjęcia rentgenowskie zużytych kolan, pleców i kostek Sabonisa stawiało pytanie „jak ten gość jeszcze się samodzielnie porusza”?. Wszystko to było skutkiem źle wyleczonej kontuzji ścięgna Achillesa. Mimo to,  dostał szansę od losu i zaproponowano mu kontrakt spełniający jego wielkie marzenie o grze w NBA. Po raz kolejny twardziel z Kowna pokazał charakter, kiedy to po debiutanckim sezonie załapał się do Pierwszej Piątki Zespołu Pierwszoroczniaków Ligi w wieku 31 lat !!  Został w Portland na kolejne pięć sezonów. Podczas tej przygody nie notował mniej niż 10 pkt na mecz. W sezonie 97-98 wykręcił swoje najlepsze statystyki notując w sezonie średnio 16 pkt i 10 zbiórek i 3 asysty na mecz. Dwukrotnie Blazers dochodzili z Sabonisem w składzie do finału konferencji zachodniej, oba przegrywając. Po każdym meczu spędzał godziny w gabinetach masażystów, którzy walczyli z jego bólami. Zyskał tym szacunek kolegów z drużyny, którzy wspominają jego poświęcenie. Grał w NBA do 38 roku życia! Na koniec kariery postanowił wrócić do Kowna, gdzie wykupił udziały w klubie Żalgirisu i jednocześnie grając tam jeszcze przez 2 lata. Oficjalnie kończy karierę w roku 2005.

Podczas swojej kariery w USA, był w stanie pokazać światu to z czego słynął i dzięki czemu dominował już wcześniej. Widowiskowe wsady, niesamowite podania, kluczowe bloki, rzuty z odległości, nie rzadko za 3 pkt i mądre decyzje, które go charakteryzowały. „Sabas” jak go nazywano, stał się kolejnym graczem, o którym się mówi ” a co jeśli?”. Stał się zawodnikiem, o którym się mówiło, że osiągnął by znacznie więcej gdyby szybciej trafił do ligi. Zarówno zawodnicy jak i analitycy zachwycali się Sabonisem nad wachlarzem jego umiejętności. Wielka postać o wielkim charakterze, który swój talent wykuł w trudnych czasach dla niego i jego ojczyzny.

Obecnie mieszka w Kownie pełniąc rolę dyrektora klubu. Jego nazwisko na nowo próbuje wskrzesić jego syn Domantas, który obecnie gra w NBA w drużynie Indiana Pacers i jest jednym z liderów. Młody „Sabas” gra na innej pozycji ale widać, że geny odegrały dużą rolę bo jest równie wszechstronny co jego ojciec.

Dzisiejsi nowożytni „jednorożce”, których tak podziwiamy za szeroki wachlarz zagrywek  wcale nie są pionierami tego stylu gry. To Arvydas Sabonis był pierwszym centrem, który pokazał całemu światu, że wysoki może wyjść spod kosza i zrobić coś więcej niż tylko użytek z własnych warunków fizycznych.

*** z tym wpisem witamy na naszej stronie nowego autora – Andrzeja Łęgowskiego***

1 Odpowiedź

  1. lysypk pisze:

    a Unicorn to czasem nie jednorożec, a Rhino – nosorożec?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *