Detroit Pistons 1989-90 – Bad Boys

badboys-6735Dziś chciałem Wam przybliżyć drużynę, która zapisała się w annałach ligi najtwardszą koszykówką w historii. Tak bezpardonowo i brutalnie grającej drużyny w dziejach tej ligi nigdy wcześniej, ani nigdy po erze legendarnych „Bad Boys” już nie było. Styl ten pozwolił im dwukrotnie sięgnąć po mistrzostwo w latach 1989 i 1990, a po drodze pozostawiali w pokonanym polu takie gwiazdy jak Michael Jordan, Magic Johnson, Larry Bird czy też Clyde Drexler. 

#53 JAMES EDWARDS

Środkowy z pierwszego składu, który bardzo dobrze raził sobie w ofensywie będąc trzecim strzelcem zespołu ze średnią 14,5 punktu na mecz. Zadanie miał o tyle ułatwione, że w z walki na tablicach odciążali go Dennis Rodman i Bill Laimbeer, przez co nie za bardzo imponował osiągnięciami obronnymi, którymi imponował na początku swej kariery.  Mentalnie jednak nie za bardzo pasował do tego zespołu, a może wręcz odwrotnie można zaryzykować tezę, że uzupełniał tą ekipę siłą spokoju. Nosił on bowiem pseudonim „Buddah” i znany był ze studiowania filozofii stoicyzmu oraz filozofii dalekiego wschodu. Wnosił do ekipy Tłoków także spore doświadczenie, bowiem w NBA grał od 1977 roku, kiedy to Los Angeles Lakers wybrali go z dalekim 46 numerem w drafcie. Charakterystyczną cechą wyglądu tego zawodnika były długie wąsy wokół górnej wargi ust, czym najbardziej zwracał uwagę kibiców.

#11 ISIAH THOMAS

Największa gwiazda zespołu i jeden z najlepszych graczy jacy kiedykolwiek pojawili się w NBA. Pierwszy strzelec i najlepszy podający w ekipie Pistons w sezonie 1989-90. Do tego zaliczał największą liczbę przechwytów ze wszystkich graczy Chucku Daly’ego. Dysponował niesamowitym panowaniem nad piłką, czym wielokrotnie upokarzał swych rywali. Charakteryzował go znakomity przegląd pola, a do tego niebywały instynkt strzelecki. Przy wzroście oscylującym w granicach 180 cm nie miał też problemu, żeby kończyć akcje efektownym wsadem, co tez często czynił. Prócz gry w ataku imponował także grą w defensywie. Niezwykle twardo grający i nie patyczkujący się z przeciwnikami. Bardzo często zaliczał efektowne bloki na o wiele wyższych rywalach. Jego nieustępliwy charakter często dawał się we znaki jego oponentom, ale to tylko potwierdza fakt, że mało kto lubił grać przeciw niemu. Największy wróg na parkietach NBA samego Michaela Jordana. Ta dwójka się po prostu nienawidziła, co zaowocowało tym, że Thomas nie pojechał na igrzyska olimpijskie do Barcelony ze słynnym Dream Teamem w 1992 roku. Zresztą historia ich konfliktu to temat na osobny artykuł. Thomas nie był najsympatyczniejszym człowiekiem z ekipy „Bad Boys”, wręcz przeciwnie – był jednym z głównych inicjatorów bójek czy też utarczek słownych , w których ten zespół wiódł absolutny prym chyba na przestrzeni wszechczasów.

#10 DENNIS RODMAN

Tutaj mamy do czynienie z Dennisem kilkanaście tatuaży mniej i jakieś kilkaset kolorowych fryzur wcześniej. Z wyglądy prezentował się całkiem … normalnie. Najlepsze jest to, że w czasie gry w Detroit Rodman wcale nie był największym Bad Boy’em. Gorszy był w dalszych latach w Spurs czy zwłaszcza w Chicago, ale to wiadomo dopiero patrząc przez pryzmat całej jego kariery. Niemniej jednak w zespole ze stanu Michigan idealnie wpisał się w obraz walki, który prezentowała ta drużyna. Rodman w Pistons to maszynka do zbierania piłek i chyba najtwardszy obrońca jakiego kiedykolwiek ta liga widziała. Rodman w Pistons to zawodnik, który jeśli nie także wyprowadzał rywali z równowagi, obrażał ich, a także wielokrotnie rzucał się na nich z pięściami, choć akurat w przypadku ostatniej opcji było tak, że jego prowokacje powodowały, że to on był celem graczy, którym puszczały nerwy. Może nie czynił tego z taką bezczelnością jak w finałach NBA przeciw Karlowi Malone’owie czy w 1996 przeciw Shawnowi Kempowi i Frankowi Brickowskiemu, ale wystarczyło to, żeby wypełniać swoje zadania defensywne ponad normę. Jego trudna psychika była bardzo tonowana przez trenera Chucka Daly, który był dla niego niczym Cus D’amato dla Mike Tysona. Przy nim Rodman swoją agresję wyładowywał na parkiecie, chociaż często w sposób sprzeczny z przepisami. Zawsze „Robak” podkreślał ogromny szacunek dla tego szkoleniowca.  

#4 JOE DUMARS

Zawsze imponowała mi skromność tego gracza. Nigdy nie pchał się na świecznik i nie starał się być gwiazdą numer jeden. Dumars tak najzwyczajniej w świecie wychodził na boisko i robił swoje. Wyśmienity strzelec dystansowy – stworzył z Thomasem najlepszy backcourt , który przeszedł do annałów ligi. Myślę, że to właśnie skromny charakter Dumarsa pozwolił mu znaleźć wspólny język z legendarnym playmakerem Tłoków. Swoją grą jednak potrafił usunąć w cień bardziej słynnego kolegę z zespołu, co też pokazuje tytuł MVP finałów z 1989 roku. Nigdy też specjalnie nie prowokował rywali, a wręcz przeciwnie, do każdego podchodził z szacunkiem. To on krył do spółki z Rodmanem Michaela Jordana w legendarnych starciach pomiędzy Pistons i Bulls i czynił to niezwykle skutecznie. W przeciwieństwie, do Thomasa, którego MJ nie znosił, o Dumarsie Michael wypowiadał się w samych superlatywach, twierdząc, że był to najlepszy obrońca przeciwko jakiemu kiedykolwiek grał. Fakt, że obrońcą był nieprzeciętnym i jego ciche i spokojne usposobienie mogło być bardzo mylące w tym aspekcie. Dziś Dumars jest Generalnym Managerem Tłoków i to dzięki jego wizji drużyny tytuł mistrzowski powrócił do Detroit w 2004 roku.  

#40 BILL LAIMBEER

Najbardziej znienawidzony gracz w lidze. Zasłużył sobie na to miano swoją postawą na boisku. Nie było chyba w historii ligi większego zakapiora. Ron Artest nawet się nie umywa do tego co wyczyniał Laimbeer. Gdyby była taka możliwość to Chuck Daly wypuszczałby go w kagańcu na parkiet, chociaż w play offs pewnie i tak ten kaganiec by mu zdjął. Gracze, którzy w jakikolwiek sposób ogrywali i upokarzali tym samym tego gracza mogli być pewnie, że ten im się odwdzięczy w mało wysublimowany sposób. Przekonywali się o tym Kevin McHale, Kurts Rambis, Larry Bird, Charles Barkley, Robert Parish czy Scottie Pippen, zresztą lista jego ofiar jest bardzo długa. Niemniej jednak był to najlepszy obrońca tej drużyny.  W walce na tablicy czuł się jak ryba w wodzie. On to po prostu kochał i brutalna podkoszowa rzeczywistość napędzała tego gracza. Należy jednak pamiętać, że znakomicie rzucał też za trzy punkty. Był bardzo pożytecznym graczem w ofensywie, bowiem dostarczał średnio 12,4 punktu tej drużynie. Zresztą we wcześniejszych latach czterokrotnie uczestniczył w meczach gwiazd ( w latach 1983-85 i 1987 roku).  Idealnie też odnajdywał się w kreowaniu pozycji dla dwójki Dumars – Thomas poprzez robienie zasłon dla tych graczy. Wykorzystywał przy tym swoja posturę, ale też niezwykły spryt i czytanie gry. Zgadza się, bo chociaż był to wróg publiczny numer jeden w NBA to także należy przyznać mu miano jednego z najbardziej inteligentnych graczy tamtych czasów. Bill był taką zbieraniną samych kontrastów, które w efekcie stworzyły nieprzeciętnego zawodnika.

#22 JOHN SALLEY

Kolejny ze znakomitych defensorów w zespole z Detroit. Po odejściu z drużyny Ricka Mahorna znacząco wzrosła jego rola w drużynie. Jego ogromne dłonie sprawiały, że z niezwykłą łatwością łapał piłki, dzięki czemu zyskał pseudonim „pająk”. Zmiennik Dennisa Rodmana, którego bardzo dobrze zastępował. Bardzo agresywny i waleczny na tablicach. Najlepiej blokujący zawodnik w historii Detroit Pistons. Prywatnie bardzo dobry znajomy znanego aktora komediowego Eddie Murphy’ego. Zresztą mogliście zobaczyć go w filmie „Bad Boys” z Willem Smithem i Martinem Lawrencem, gdzie grał rolę hakera. Jakże tytuł filmu idealnie pasuje do ekipy, z którą święcił największe sukcesy.

#23 MARK AGUAIRRE

Najlepiej punktujący z graczy rezerwowych, chociaż w jego przypadku ciężko go nazwać graczem drugiego składu. Zagrał on bowiem niemal połowę spotkań w pierwszej piątce. Typowy strzelec, który bardzo dobrze potrafił sobie znaleźć miejsce do rzutu na niewielkiej przestrzeni. Skuteczny zarówno na dystansie jak i w wejściach pod kosz. Podobnie jak każdy z tej ekipy bardzo lubił grę na kontakcie z rywalem. Potrafił także zajść za skórę rywalom, choć nie z taką regularnością jak Thomas, Rodman czy zwłaszcza Laimbeer.

#15 VINNIE JOHNSON

Urodzony na nowojorskim Brooklynie zawodnik grał w Detroit od 1981 roku, dokąd trafił z Seattle Supersonics. Nie zachwycał skutecznością trafionych trójek, ale bardzo dobrze radził sobie w penetrowaniu strefy podkoszowej. Bardzo fajnie prezentował się także w obronie, co stawiało go bardzo wysoko w hierarchii drużyny. Często dawał zmiany Joe Dumarsowi i jego obecność wcale nie ujmowała jakości gry podopiecznym Chucka Daly’ego. Zasłynął buzzer beaterem w piątym meczu finałowym przeciw Portland Trail Blazers, dzięki któremu jego zespół wygrał mecz 92-90. Jego trójka na 0,07 sekundy przed końcową syreną dała mu pseudonim 007. Jego numer, podobnie jak numery Thomasa, Dumarsa, Laimbeera czy też Rodmana zostały zastrzeżone przez władze klubu.

#12 GERALD HENDERSON

Gracz, który miał dawać zmiany Isiah Thomasowi. W NBA grał od 1979 roku, a więc był dość doświadczonym graczem. Przed przyjściem do ekipy z Michigan dwukrotnie zdobywał mistrzostwo ligi z Bostonem.  W obliczu prime time’u Thomasa nie dostawał zbyt wielu minut gry, bo na boisku spędzał średnio 7,3 minuty. Z Detroit został zwolniony w 1991 roku.

TRENER: CHUCK DALY

Legendarny trener, jeden z najlepszych w historii ligi. W Detroit stworzył najtwardszy zespół, który kiedykolwiek grał na boiskach najlepszej ligi świata. Bardzo szanowany przez zawodników, którzy byli w niego wpatrzeni jak w obrazek. Miał w kadrze bardzo wybuchową mieszankę (przypomnę, że rok wcześniej w rosterze Pistons był także Rick Mahorn) niełatwych charakterów, z których stworzył drużynę nie do złamania. Wola zwycięstwa i walka, którą prezentowali to model niedościgniony do dziś. W 1992 roku był trenerem reprezentacji USA na igrzyskach w Barcelonie. Zmrł w 2009 roku na raka w wieku 78 lat.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

2 komentarze

  1. saturn pisze:

    To rzeczywiście była niesamowita koszykówka i nie chodzi tu wcale o sam poziom sportowy, ale o atmosferę i zaangażowanie, walkę o każdą piłkę. Thomas będąc MVP finałów ligi zarabiał mniej niż większość przeciętnych zawodników dzisiaj.
    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=CEYIlS5OjLE#!
    Pamiętam finały z sezonu 88/89 między Detroit a LA Lakers i te emocje na boisku. Jedno co trzeba było przyznać: Bad Boys na przestrzeni lat 87-91 gwarantowali widowisko i dramaturgię. Dzisiejsza koszykówka stoi na wyższym poziomie, zawodnicy są silniejsi, sprawniejsi i lepiej wyszkoleni ale znacznie więcej tu forsy, gwiazd, statystyk i brakuje często prostych emocji. W tamtych czasach najważniejszy był zespół i zwycięstwo, a nie statystyki i walka o kontrakt.

    Kilka jednak ważnych sprostowań do fajnego artykułu:

    Thomas miał 6’1″ czyli 1,85 m wysokości, przy 6’5″ (196 cm) rozpiętości ramion, oraz całkiem duże dłonie (zwróćcie na to uwagę bo przy wywiadach często gestykuluje), co umożliwiało mu takie znakomite panowanie nad piłką. Właściwie to wszyscy kojarzą go jako boiskowego spryciarza i prowokatora, ale jest to bardzo mylące. Może wyglądał na delikatnego i niezbyt dynamicznego faceta, ale jego szybkość i wyskok… sami zobaczcie jeden z moich ulubionych filmów:
    http://www.youtube.com/watch?v=FUwcdmx9cy4
    Thomas kilkakrotnie podczas kariery rozwalił sobie głowę o obręcz kosza, co sprawia, że musiał oderwać się od ziemi na ponad 1,2 m.
    Warto zwrócić uwagę na to, że miewał sezony mając średnio 14 asyst na mecz
    Thomas nie był tak wybitnym obrońcą jak wielu jego kolegów z zespołu. Nie był ideałem, popełniał masę błędów, ale jednocześnie miewał błyskotliwe mecze. Był zapalczywym skur…. ale każdy młody chłopak/zawodnik powinien obejrzeć taki film żeby zrozumieć co to jest zaangażowanie w mecz
    http://www.youtube.com/watch?v=mcGqJ1tAClw

    Mało kto wie, że Rodman wybrał koszykówkę ze względu na pieniądze, choć wcześniej trenował skok w wzwyż i pewnie dlatego miał taką nietypową motorykę i pewną nieporadność w ofensywie. Był chyba jedynym w historii NBA zawodnikiem, który zbudował swoją pozycję gwiazdy w oparciu o grę w obronie. No ale średnio 18 zbiórek na mecz mają 6’7″ wzrostu to nie jest przeciętność.
    http://www.youtube.com/watch?v=sh0wTrJjAVQ

    John Salley miał jedne z największych dłoni w historii NBA, bo ponad 12 cali, ale mało tego miał nieprzeciętny zasięg ramion chyba 7’8″ co daje 9 cali więcej niż jego wzrost 2,10 – 2,32 m. Ale uczciwie trzeba przyznać, że Spiderowi trochę brakowało krzepy i masy, żeby być postrachem na środku.

    Laimbeer był niesamowitym, bardzo kompletnym graczem, bo podobnie jak Jordan pracował nad każdym elementem gry i zawsze starał się motywować kolegów. Był prawdziwym liderem i wielkim wojownikiem.
    http://www.youtube.com/watch?v=ZenCOljfSzU
    Gdy z powodów problemów z kręgosłupem przestał być takim postrachem pod koszem wypracował sobie znakomitą klepę za 3 punkty. Na obwodzie ciężko pokryć strzelca o wzroście 211 cm. Zwróćcie uwagę jaką metamorfozę przeszedł Kevin Love, gdy pracował z Laimbeerem w Minnesocie.

    Dumars był zawsze moim ulubionym zawodnikiem w zespole, dlatego, że był nieustępliwym obrońcą i tak naprawdę ostrym zawodnikiem, choć potrafił się nieźle maskować i trzymać nerwy na wodzy. Po za tym prawie zawsze musiał grać drugie skrzypce w zespole, ale grał rewelacyjnie, stale zmieniając pozycję z PG na SG, zależnie od potrzeby.

    Z współcześnie grających zawodników to do ówczesnych Detroit bardzo pasował by J. Noah – podobne zaangażowanie i energia.

  2. jj pisze:

    Świetnie się czyta.
    Będziecie robili więcej takich serii-drużyny z lat 90/00?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *