Za kulisami: John i Russ

Wracamy do wspomnień z przeszłości. Dziś o spotkaniu z „trenerem wszechczasów” i wygłupach z Russellem Westbrookiem.

Poniższy tekst jest tłumaczeniem na język polski. Oryginalny tekst znajdziecie na playerstribune.com

Pierwszą rzeczą którą zauważyłem w domu Johna Woodena, był ogromny stos listów na jego ganku. Niemożliwy do przegapienia. Nie było nawet zwykłej skrzynki na listy. Zamiast tego ktoś zrobił dziurę w płocie, byle tylko listy mogły się pomieścić.

Listy i paczki były wszędzie. Mówię o ilościach jakie otrzymują gwiazdy rocka. Jak byłem mały, John Wooden był dla mnie gwiazdą rocka. Czarodziej z Westwood. Bóg koszykówki akademickiej. Jeden z najczęściej wygrywających trenerów w historii całego sportu. Człowiek który właściwie to wymyślił sportowe kwestie.

170px-johnwooden

Kiedy pierwszy raz odwiedziłem trenera Woodena w jego domu w Encino, California, poniekąd oczekiwałem, iż to spotkanie będzie jak on sam: niezapomniane. Może w tym domu będzie parkiet do koszykówki, pomnik Kareema i basen olimpijski. Czemu nie?

Ale dom nie był taki jak sobie wyobrażałem. Żadnego parkietu. Żadnego basenu. Żadnych pomników. Zwykłe mieszkanie w bloku z jedną sypialnią, będące niedaleko ulubionej knajpy coacha Woodena, gdzie niemal codziennie chodził na kawę i rozmawiać z sąsiadami.

Coach Wooden powitał mnie i moją rodzinę w drzwiach. Pierwszą rzeczą o którą go zapytałem była cała ta poczta.

„Czytasz wszystkie te listy?” zapytałem.

„Koniec końców, tak” odpowiedział z uśmiechem, „ale moja praca domowa wciąż się nagromadza”

Salon Coacha Woodena był niesamowity. Wszędzie coś było. Nie był to bałagan, ale wyglądało to tak, jakoby każdy cal jego podłogi był zakryty jakąś pamiątką z jego życia: koszulki UCLA, zdjęcia Kareema i Billa Waltona, wraz z innymi wielkimi uczelni, figurki i inne cacka, pudełko Wheaties, flaga, puchary, stosy taśm wideo, obramowane zdjęcia jego zmarłej żony Nell i innych członków rodziny.

I książki. Dużo książek. Te które się nie mieściły na regałach, były układane na ziemi.

W pewnym momencie podniósł jedną z książek. Była o Wojnie Secesyjnej.

„Lubisz historię?” zapytał.

Powiedziałem mu, że historia była jednym z moich ulubionych przedmiotów w liceum. Nagle znikąd zaczął recytować mowę Abrahama Lincolna, i to nie tylko parę słów, ale cały paragraf. Mogłem tylko odpowiedzieć wzrokiem.

Trener nie chciał rozmawiać o koszykówce, albo o nim samym. Zamiast tego, chciał poznać mnie. Mój charakter, moich znajomych, rodzinę, zainteresowania pozasportowe. Zadał mi setki pytań, a ja starałem się odpowiedzieć na nie najlepiej jak to możliwe. Będąc świeżo po świetnej karierze w liceum, z ambicjami na NBA, byłem grubą rybą w małym stawie w Lake Oswego, Oregon. Ale tego dnia, to ja byłem tym który wydawał się mały. Jedyne na czym mi zależało, to na zdobyciu szacunku Coacha Woodena.

Był przenikliwy. Może i miał ponad 90 lat, ale wciąż mógł biegać wkoło ciebie z jego dowcipnością i intelektem. Oto jeden przykład. Moja siostra i ja siedzieliśmy naprzeciw niego w jego salonie. Moja siostra była bardzo wstydliwa, więc przez cały ten czas nic nie powiedziała. Każdorazowo, co parę minut podczas naszej rozmowy, Coach Wooden po prostu się zatrzymał i spojrzał na moją siostrę.

„Co takiego powiedziałaś?” powiadał, udając jakoby moja siostra właśnie zadała pytanie. Oczywiście ona nie powiedziała ani słowa.

Po tym uśmiechał się szeroko i kontynuował rozmowę.

Myślę, że lubił aby wszyscy wkoło byli skupieni. To było tak jakby za każdym razem pytał: nie możecie za mną nadążyć?


Pierwszym kolegą z zespołu jakiego poznałem w kampusie był Russell Westbrook. Byłem na Bruin Walk. Byłem świeżo po liceum i miałem nową fryzurę, pierwszą od lat której nie zrobiła moja mama. Wszystkim na czym się znałem była koszykówka, co w sumie mówi, że nie miałem żadnego stylu.

Russ uczęszczał na swój drugi rok, mając zarówno styl jak i pewność siebie, niebotycznych rozmiarów.

„Hej” powiedział. „Skąd wytrzasnąłeś ten plecak?”

Ludzie się zatrzymywali posłuchać jak Russ wbija się we mnie. Russ zawsze przyciągał tłumy, wtedy też. Uśmiechał się od ucha do ucha. Mogłem śmiało powiedzieć, że niekoniecznie to był komplement.

Zanim cokolwiek powiedziałem, Russ się odpalił.

„Cholera, jak duże są te Jordany?”

Z marszu mnie sprawdzał. Wiedziałem, że go polubię.

Ostatecznie zostaliśmy współlokatorami na wyjazdy. Od razu zawiązała się między nami więź, między innymi dlatego, iż wychodząc z liceum mieliśmy identyczne cele. Leżeliśmy w naszym pokoju i rozmawialiśmy o przyszłości w NBA.

Czasami Russ bywał upartym współlokatorem. Kłociliśmy się, ponieważ chcieliśmy wygrywać we wszystkim. Walczyliśmy w grach wideo. Graliśmy setki rozdań w karciankę „13” (wciąż upieram się, że to ja wygrywam jednym punktem). Chodziliśmy na treningi wcześniej (w jakiś sposób zawsze był przede mną), by podnosić ciężary, oglądać materiały wideo i trochę porzucać.

Walczyliśmy nawet o temperaturę pokoju.

Znacie ten odcinek Curb Your Enthusiasm („Pohamuj entuzjazm”), w którym postać Vivici leży chora w łóżku, a Larry ciągle poprawia termostat? To byliśmy ja i Russ.

Nasze bitwy o termostat przebiegały tak:

„minimum 23” powiadał.

Potrzebowałem chłodnego pokoju, 20 stopni było idealne.

W nocy, Russ wstawał z łóżka i podkręcał termostat. Po czym ja, 5 minut później, podkradałem się i obniżałem temperaturę.

Swego czasu zaoferowałem kompromis – „Może 21,5?”

„22 i pół” odpowiedział. „Ostatnia oferta.”

Widzicie o czym mówię? Gość jest uparty.

Z czasem, ujrzałem inną twarz Russa. Pierwszy raz opowiedział mi o dziewczynie imieniem Nina. Grała w żeńskim zespole koszykówki. Nawijał o niej bez przerwy.

Ostatniego lata, było mi dane ujrzeć ślub Russa i Niny. To wszystko podsumowuje nasz zespół Bruins. Po tylu latach, wciąż jak rodzina.


Po mojej wizycie w Westwood jako 17-latek, otrzymałem jedną z książek Coacha Woodena – „Wooden: A Lifetime ov Observations and Reflections On and Off the Court” jako prezent. Nosiłem ją w plecaku cały juniorski rok w liceum, raz na jakiś czas przeglądając ją.

Ale wciąż nie podjąłem ostatecznej decyzji co do college’u. Szczególnie, Karolina Północna, która wyjawiła zainteresowanie moją osobą.

Pamiętam podróż z Oregonu do Chapel Hill, wyciągnąłem książkę Woodena i raz jeszcze zacząłem czytać jej fragmenty. Dla wielu dzieciaków spotkanie Roya Williamsa (trener UNC przyp.red.) i wizyta na uczelni Michaela Jordana byłaby marzeniem.

Ale zanim zdążyłem wylądować, podjąłem ostateczną decyzję.

Kiedy wracam myślami do mojego roku na UCLA, to wracam myślami do jednego z najlepszych okresów mojego życia. I choć przyszło i odeszło dosyć szybko, to było pełne świetnych wspomnień z parkietu. Niesamowity rzut Johna Shippa przeciwko Cal. Heroiczna postawa Darrena Collisona w drugiej rundzie March Madness, kiedy poprowadził nasz comeback przeciwko Texas A&M. Trójka Luca Richarda Mbah a Moute przeciwko Maryland w Kansas City. Pełen odwagi występ Russa przeciwko naprawdę silnemu Memphis w Final Four.

Nie wygraliśmy mistrzostwa, które było naszym celem, ale ważniejsze były dla mnie relacje stamtąd wywiezione. Byliśmy jak rodzina, cały ten zespół. Z każdą osobą z tego zespołu, mogę się spotkać za 20 lat i dogadywać tak samo jak w tamtym pamiętnym sezonie.

UCLA zawsze będzie moim domem. Dlatego zamierzam mu oddać, to co oni dali mi. To słuszny postępek, odwdzięczenie się miejscu które ukształtowało moją karierę. Dlatego w tym roku przekazuję donację na rzecz budowy Mo Ostin Basketball Center – zwłaszcza na siłownię. Cieszę się niezmiernie, iż zostanie ona nazwana moim imieniem.

Chcę oddać w tym wszystkim którzy pewnego dnia trafią do UCLA. Chcę im pomóc w dowiedzeniu się, jak wyjątkowa ona jest.

UCLA's Kevin Love ponders the basket during Friday practice, April 4, 2008 in the Alamo Dome in San Antonio, Texas. UCLA faces Memphis Saturday night in the Final Four. (Photo by Ron T. Ennis/Fort Worth Star-Telegram/MCT via Getty Images)

UCLA’s Kevin Love ponders the basket during Friday practice, April 4, 2008 in the Alamo Dome in San Antonio, Texas. UCLA faces Memphis Saturday night in the Final Four. (Photo by Ron T. Ennis/Fort Worth Star-Telegram/MCT via Getty Images)

Kevin Love

Dominik Kędzierawski

Człowiek od draftu i ligi akademickiej. Na dobre i na złe z New Orleans Pelicans i New Orleans Saints.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *