NBA Finals 2019, G#3: Raptors korzystają z problemów zdrowotnych Warriors i ponownie obejmują prowadzenie

Toronto Raptors – Golden State Warriors 123:109 (2-1)

Dziesiąty(!!!) raz w playoffs 2019 Steve Kerr posłał w bój inną wyjściową piątkę. Stało się, Klay Thompson mógł jedynie bezradnie przyglądać się z ławki jak jego drużyna odnosi porażkę w trzecim meczu finałów. To był pierwszy opuszczony mecz w playoffs w karierze Klay’a. Raptors wygrali zasłużenie, prowadzili przez całe spotkanie ciągle mając zapas minimum tych trzech czy czterech posiadań. Stwierdzam otwarcie, jako fan i skrupulatny obserwator Golden State Warriors, że mistrzowie nie obronią tytułu gdy za zdobywanie punktów będzie odpowiedzialny jedynie Stephen Curry (47pts, 8reb, 7ast).

Potrzebny jest Klay Thompson lub Kevin Durant a najlepiej obaj. Według mnie samo widowisko tych finałów tylko na tym cierpi ale taki jest sport, w zapowiedzi pisałem, że słabą stroną Warriors jest zdrowie, że jedynie kontuzje mogą pokonać ich w walce o tytuł, no i się nie myliłem. Czekamy na dalsze raporty o urazach, tymczasem jeszcze parę słów o samym spotkaniu. Goście zagrali fenomenalnie. Rzucali na 52% skuteczności z gry oraz trafili aż 17 razy zza łuku (45%fg3). Najwięcej trójek trafili Danny Green (18pts, 6-10fg3) oraz Kyle Lowry (23pts, 5-9fg3). Kawhi Leonard (30pts, 7reb, 6ast, 2stl, 2blk) dziś mógł nieco spasować bo jego koledzy byli wybitnie dysponowani ale i tak były zawodnik San Antonio Spurs osiągnął linijkę niczego sobie. Czwarty mecz finałów z piątku na sobotę o tej samej porze (3:00).

Adrian Rojek

Kibic Golden State Warriors. Wielki fan Splash Brothers. Ulubiony zawodnik - Rajon Rondo.

28 komentarzy

  1. Krzychair pisze:

    Ten mecz dokładnie pokazał że trzeba zapłacić dużo by Klay został w GSW o że konieczne trzeba to zrobić.

  2. August pisze:

    Napiszę to co przy poprzednim spotkaniu – wygrała gra drużynowa. Dzisiaj był jecz samitny Curry kontra ekipa Toronto. Wynik oczywisty, szczególnie że Raps wpadało dzisiaj wszystko. A Warriors nie kończyli nawet spod samo ego kosza. Świetny mecz wysokich Toronto w obronie własnego kosza – Ibaka nie ddo przejścia. Wysokich Warriors nie było – Cousins znowu nic nie pokazał, szkoda Looneya. Zgaśli mocno Green i Iguodala. Rzeczywiście jeśli nie wrócą Klay i Kevin to możemy mieć pierwszy tytuł dla Kanady. Ale ja nadal wierzę że Golden State jeszcze się nie poddali.

  3. Tony pisze:

    Oby Klay i Durant wrócili i były zacięte 4 mecze

  4. pop pisze:

    nie oszukujmy się, nikt nie chce tego mistrzostwa dla Warriors (poza samymi Warriors) ludzie już mają dość i chcą świeżości

    • cynik pisze:

      A gdyby to byli Spurs, to pewnie nikt by tego mistrzostwa nie chciał oprócz SAS i Ciebie ;-D

    • pop pisze:

      pewnie tak ;-)

    • jumpman pisze:

      hehe „ludzie” = „pop” ;)
      kibicuję dynastii GSW i liczyłem na 2-3-4 peat, niejako też wspierałem Toronto i Milwaukee jako świeżynki.

    • Marek pisze:

      Nie wypowiadaj się za innych.

  5. August pisze:

    @pop pisz za siebie… Kibicuję Warriors od czasów Chrisa Mullina i życzę im żeby zdobyli tyle tytułówile dadzą radę. I liczę na to że latem ich skład się nie zmieni i w przyszłym roku znowu powalczą o mistrza. Go Warriors!!!

    • Woy pisze:

      ja wolałem i uwielbiałem tamte run and gun. Hardaway Mullin to moi idole z lat ’90tych. Szkoda, że z Webberem nie wypaliło.

    • pop pisze:

      wiesz zawsze mnie trochę zastanawia jak to było z tym „kibicowaniem od czasów…”, NBA w polskiej tv można było zacząć oglądać chyba od 90 może 91 roku, potem Olimpiada w Barcelonie bardzo się przyczyniła do zwiększenia popularności NBA ale żeby powiedzieć że się było od zawsze fanem Golden State, hmmm

      Bulls, Rockets, Magic, Hornets, Spurs, Jazz, Blazers, Pistons, Pacers, Knicks, Lakers, Sonics, Suns, te drużyny jakoś bardziej mi utkwiły w pamięci i wydaje mi się że mecze tych drużyn najczęściej pokazywano ale Golden State? widocznie pamięć nie ta…

      no chyba że mieszkasz w US i więcej oglądałeś

    • jumpman pisze:

      dokładnie

    • benito pisze:

      Mylisz się pop. (pop 06/06/2019 o 12:01)
      Już w latach osiemdziesiątych były relacje (bardzo rzadkie co prawda), z meczów NBA i turniejów MCDonalada. Miałem kilka takich meczów (mam do dziś jeden) na kasecie VHS. Były też kasety z meczami NBA ze Stanów w obiegu.
      A zacząłem kibicować GSW kiedy taki mały litwin z ’13-ką’ zaczął tam grać. Sarunas mu było…

    • SB pisze:

      @pop, taka stacja jak screensport pokazywała w latach 89-92, potem wchłonął ją eurosport i było po nba w satelicie do czasów dsf. Pokazywali m.in. 2 mecze serii z 91 lakers-warriors 4-1, mecz nr 2 w L.A. można na youtube obejrzeć, świetna sprawa. I może będziesz zaskoczony, ale nie wszystko co się tobie wydaje ma pokrycie w rzeczywistości:)

    • pop pisze:

      ależ panowie, skąd to zdziwienie (że mi się wydaje)? w 89r. to nawet kolorowego telewizora u mnie w domu nie było a wy mi tu o kasetach vhs i jakimś programie z satelity…

      poddaje w wątpliwość polskie możliwości bycia kibicem „od czasów…” pradawnych, ale jeżeli ktoś takowe posiadał to widocznie jest starym dziadem z roczników najpóźniej 72-75 a anteny satelitarne i magnetowidy nie są mu obce od przynajmniej 88roku, w 88 to ja mogę powiedzieć że jak przez mgłę mogę pamiętam otwarcie Olimpiady w Seulu transmitowane w tvp a nie jakieś spotkania Warriors bo tego nie było

    • Woy pisze:

      W Sportowej Niedzieli oglądałem za łebka finały Pistons Lakers z odtworzenia. Od tego się zaczęło. W poniedziałki wieczorem też czasami puszczali w dwójce. Potem było NBA w Dwójce w soboty przez 45 minut w porze obiadu. Z zagranicznych Screen Sport, pierwszy Ale Star i pożegnanie Magica, dalej DSF*Na żywo w niedzielę i 2 mecze w tygodniu czy SAT1 *W soboty i Jumprun.

    • benito pisze:

      Znowu się mylisz pop. Jestem rocznik 71. A to, że poddajesz w wątpliwość, że tobie się wydaje, to po prostu młody jesteś i tyle. Od roku 89/90 można było śmiało wyjeżdżać na zachód, a tam już ‚cuda’ były…
      Nie chcę być tutaj nostalgiczny i wracać do starych czasów, ale już od roku 90, można było w sklepach z prasą kupić wydawnictwa z NBA – np. Petersen’s. Trzeba było tylko dobrze poszukać w Warszawie, albo Wrocławiu. Miałem 4 albo 5 rocznych almanachów.

  6. cynik pisze:

    Ciekawe co zrobi Kawhi, jeżeli Raptors zdobędą mistrzostwo? Czy będzie to dla niego motywacją, żeby zostać, czy powie ok. mam miśka idę dalej.

    • Woy pisze:

      nie wiem czy bym nie odszedł z Misiem. Za rok będzie ciężko to powtórzyć (kontuzje Warriors). Wartość marketingową będzie miał ogromną. Wybrałbym Clippers.

    • gniewkosynrybaka pisze:

      Wlasnie! zgadzam sie z Woy’em. Pokretnie myslac wlasnie z misiem bedzie mial otwarte o wiele wiecej drzwi i o wiele wieksze mozliwosci i $$.

  7. August pisze:

    @Woy ja zawsze płaczę jak myślę o zmarnowanym potencjale tamtych Warriors – Mullin, Gatling, Hardaway, Webber potem jeszcze Sprewell (chociaż on już chyba doszedł jak Tima nie było). Z takim składem powinni regularnie bić Portland, Lakers czy Utah. Może to nie była drużyna na mistrza ale radość z ich oglądania była niesamowita…

  8. jumpman pisze:

    ławka GSW tym razem poległa totalnie, ale też Green liczyłem na więcej asyst i 20+, słabo punktowo Iggy, Livingston, Boogie. Do wygranej Steph musiałby rzucić 62 punkty… nie mówię, że niemożliwe w następnym spotkaniu, ale mając jedndego scorera nawet obrona Raptors jest łatwiejsza, bo skupia się na nim

  9. adam pisze:

    Boogie dzisiaj antybasket. Czego się nie dotknął to sknocił. Ławka mizerne wsparcie (Jerebko to nieporozumienie- jakby zapomniał jak się rzuca?). Do tego- jak wyżej było napisane- przeciętnie zagrał Green; Iggy i Shaun słabo. Cook też nic nie wniósł. Pocieszające że pomimo tak słabej gry niemal całego zespołu GSW byli w grze prawie do samego końca. Mam nadzieję, że w sobotę będzie 2:2.

    • gniewkosynrybaka pisze:

      Boogie sie rusza jak tona cegiel. Juz lepiej Bogut wygladal. Nie daje sobie rady Cousins z run-and-gun, a przynajmniej jeszcze nie doszedl do diebie bo tak dlugiej przerwie.

  10. gniewkosynrybaka pisze:

    Interesujaca sytuacja kiedy po 3 meczach finalow GSW jeszcze nie prowadzili w serii. Ciekawe czy sa psychicznie na to przygotowani? Toronto swietna obrona wczoraj, dopuszczali w zasadzie do rzutow „niemozliwych” i Kura nie do upilnowania. Wyrazny brak shooting power w GSW, a z 3 All-Starow Warriors bedacych na boisku tych 2 wyzszych sie wygladalo marnie. Mam nadzieje jednak na powrot chociaz 1 dodatkowej strzelby inaczej sukces Toronto moze miec nieco skisly posmakpo wygranych z przetrzebiona ekipa z Golden State.

    • Krzychair pisze:

      jak się GSW przejechało kiedyś po SAS przy kontuzji Leonarda to mieli „skisły posmak po wygranych”?
      Nikt nie będzie pamiętał okoliczności za dwa trzy lata tylko to kto zdobył mistrzostwo.

    • wEvE pisze:

      GSW w 2015 też wygrało z Cleveland którym ze składu wypdał Love i Irving. A pewnie ich fani skisłego posmaku w ustach nie mieli, a cieszyli się z tytułu ;)

  11. Endergoth pisze:

    Mecze 1&2 super ciekawe. Scena gdy Kawki wpadł w Looneya a ten poleciał jak kręgiel trafiony 14stką…nie zapomnę tego chyba…co za siła…Mecz #3 dla mnie był dziwny. Toronto wchodziło wszystko to jedno a GSW z przyczyn dla mnie niezrozumiałych nie broniło…prawie wcale. Kerr eskperymentuje aż miło składem, Curry w god mode znowu ale tego dnia ich nie było. Do tego Ibaka grał tak, że moja żona spytała „zawsze mówiłeś, że to zawodnik mizerny i bez wyrazu a zobacz dzisiaj jak gra”… Ciekawa była obrona Kawhiego bez K.T. – całkiem i to szło, ale zapomnieli o całej reszcie ;-) hehe no ale Dlatego gramy best of 7 a nie jak w piłce nożnej 1 lub 2 mecze. Niech wygra lepszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *