Spadające zainteresowanie NBA

ESPN opublikował właśnie raport wg którego spada zainteresowanie ligą NBA. Ostatnie doniesienia mówią o spadku oglądalności oraz niższej sprzedaży biletów. Komisarz ligi – Adam Silver – nie bije na alarm, ale daje do zrozumienia, że podobne zjawisko ma miejsce. Kibice nie inwestują w kablówkę pokazującą regularnie NBA, nie wykupują też pakietów streamowych by zasilać konto ligi. Poziom widowiska ma też wpływ na odwiedziny w halach oraz rezygnowanie z karnetów (zwłaszcza u słabo grających drużyn).

W moim przekonaniu liga zmierza w złym kierunku, ale tym zdaniem nie chciałbym wywoływać kataklizmu, ani zwiastować upadku NBA. Nie, nic takiego nie ma miejsca. Ostatnie sezony i rządu Silvera pokazują nam jedno, jednak z drugiej strony obserwujemy fakt: widownia ma swoje zdanie, może wybierać i nie lubi pewnych zjawisk, którym przyjrzę się poniżej.

Gdzie jest obrona?

Charles Oakley, trzon defensywy Knickerbockers z lat ’90-tych
  • takie pytanie zadaje sobie pokolenie wychowane na defensywie New York Knicks, Indiany Pacers, Detroit Pistons czy Miami Heat. Na stylach prezentowanych przez zespoły Pata Riley’a, Larry’ego Browna czy Chucka Daly’ego, które mocno dawały się we znaki gwiazdom ataku lat ’90-tych. Liga i jej zarząd – przez kolejne sezony – doprowadzili do sytuacji w której gracz ataku może zrobić niemal wszystko, a obrońca prędzej złapie faul niż wybroni atak przeciwnika. Z tych przepisów nie raz śmiali się wielcy strzelcy jak Michael Jordan czy Tracy McGrady, sugerując, że dziś 50 pkt w meczu przyszłoby im z wyjątkową łatwością. Więcej zdobywanych punktów, więcej miejsca do gry 1:1 oraz z czasem – większa liczba rzutów dystansowych – miały wpłynąć na widza, przyciągając go do hali lub przed TV. Do tego zespoły wolą mieć na ławce kolejnego, dystansowego shootera niż specjalistę od obrony (typu Tony Allen czy Shawn Marion). Defensywna w NBA staje się mitem, czasami znajdowanym podczas fazy play offs. Hasło „defense brings championships” wpadło do lamusa…


Sędziowanie i jego kiepski poziom

  • jako pierwszy krytykę na sędziów zaczął rzucać Shaquille O’Neal. Podczas jego komicznych odcinków cyklicznych (obok JaVale’a McGee) głównie miejsce znajdowali – potrzebujący okularów – sędziowie. Przeskoki zawodników, rekordowe liczby kroków przy dwutakcie (było i 7), podwójne naskoki czy dodatkowy ruch stopy przy rzucie z odejścia to już „chleb powszedni” dzisiejszej NBA. Takich sędziowskich niedopatrzeń znajdujemy w każdym meczu kilka. Jeszcze kiedy mecz jest już dawno rozstrzygnięty, to nie przejmujemy się takimi wpadkami. Problem pojawia się i zniechęca widza do dalszego śledzenia, gdy błąd sędziowski psuje wynik spotkania i wpływa na losy zwycięstwa jednej z drużyn. Historią tego sezonu pozostaje metrowy aut Kevina Duranta i puszczenie gry przez sędziów w starciu Warriors z Rockets.
  • Dream Teamy
  • wielkie drużyny składające się z co najmniej trzech gwiazd miały swój początek już w latach ’90-tych. Wydaje mi się, że gdzieś te migracje graczy w poszukiwaniu tytułu rozpoczęły się – w większym stopniu – przy nazwiskach Charlesa Barkley’a i Clyde’a Drexlera. Sir Charles próbował z Phoenix, próbował w Houston, ale nic z planów podboju NBA nie wyszło. Z kolei the Glide przeniósł się do Rakiet i swój cel osiągnął. Gdzieś po drodze – z różnym efektem – swojego szczęścia szukali kolejni All(Old)Starzy. Pamiętamy wielką wpadkę z L.A. Lakers, którzy wsparci Garym Paytonem i Karlem Malonem nie zdołali ograć Pistons w finałach 2004. roku. Chwilę później wielkie nazwiska przywędrowały na Florydę by w Miami wspomóc młodego Dwyane’a Wade’a. Potem Danny Ainge, w 2008 roku przebił wszystkich i do Boston sprowadził Kevina Garnetta i Ray’a Allena. Byliśmy świadkami Wielkiej Czwórki. Jednak już za chwilę – nową jakość i w oparciu o wielkie gwiazdy budowano znów w Miami, gdzie swoje siły połączyli LeBron James – Dwyane Wade – Chris Bosh. Od tego czasu zawodnicy dogadują się z między sobą i z agentami próbując jak najszybciej zasiąść na tronie NBA. Ostatnie lata pokazują, że świetnie kiedyś budowani Golden State Warriors mogą mieć w składzie sześciu (byłych i obecnych) All Starów. Co nam zostaje? już na starcie sezonu znamy Mistrza…P.S. Spójrzmy znów na szybką przebudowę Sixers czy kolejne plany Lakers i zastanówmy się nad planem działania, konsekwencją zarządu i systemem gry trenerów i drużyn? Łatwo i szybko można zmieniać. O wiele trudniej budować.

    Brak przywiązania do barw klubowych
  • niestety coraz częstsze zjawisko w NBA. Dawniej zawodnicy budowali swoją legendę w jednym klubie, starając się zostać ikoną zespołu. Ciężko sobie wyobrazić Michaela Jordana przechodzącego z Pistons by zdobyć tytuł z Isiahem Thomasem. Jeszcze ciężej wyobrazić sobie Larry’ego Birda przechodzącego do Lakers by zbudować z Magicem Johnsonem największy zespół z historii koszykówki. Dziś zawodnicy – nieco w pogoni za szybkim sukcesem i nieco w pogoni za dużymi pieniędzmi – decydują się na niespodziewane ruchy. Szokujące transfery Kevina Duranta do Warriors, Kawhia Leonarda do Raptors czy LeBrona Jamesa do Lakers udowadniają nam jak zmieniona jest dzisiejsza NBA w porównaniu do tej z lat ’90-tych. Osobne przypadki Carmelo Anthony’ego czy Jimmy’ego Butlera pokazują nam jak kapryśne potrafią być te gwiazdeczki oraz jak mocno wpływają na chemię w drużynie. Ciekawe jest również rezygnowanie z przyszłych gwiazd, mogących za chwilę rozwinąć swój talent, w drodze do wykonania innego planu (niekoniecznie dobrego dla klubu). Najlepsze przykłady Lakers i Knicks. Takie działania zniechęcają fanów drużyny. Tematem dodatkowym i może nawet na osobną dyskusję pozostaje końcówka zimowego okienka transferowego i tzw. handel ludźmi. Zaskoczeni zawodnicy dowiadują się z mediów społecznościowych o swoim transferze (czasami niechcianym). Swoją „łyżkę dziegciu” dokładają zatem sternicy klubów, brudząc w swoim gnieździe.

Pogoń za pieniędzmi

  • kto wie czy to nie przekleństwo dzisiejszej NBA. Gdy NBA wchodził Glenn Big Dog Robinson (draft 1994) mówiło się, że będzie pierwszym rookie, który zarobi na starcie przygody z ligą 100 mln USD. Do tego nie doszło, liga zmieniła przepisy, ale już dziś – dostać od klubu 100 mln USD za 4 lata – nie jest żadnym problemem. Szybkie i wysokie umowy, czasami już w końcówce trzeciego sezonu zawodowego gracza mocno psuje ambicje zawodników. Spójrzmy w kontrakty Otto Portera, Andrew Wigginsa, Nikoli Jokića czy Karla Anthony’ego-Townsa i zadajmy sobie pytanie : czy ci gracze już w tak młodym wieku zasługują na tak ogromne pieniądze? Pytanie pomocnicze, gdzie znajdą motywację do dalszej pracy?? Co w przypadku kontuzji???? (John Wall)

Jawne tankowanie

  • nie wiem jak jest z kibicami w Stanach czy fanami na całym świecie, ale ja sam obserwując jawne zjawisko spadania w ligowej tabeli przestaję oglądać te najgorsze drużyny. Tak jest w tym sezonie z Knicks czy Suns, które nie goszczą w moim meczowym portfolio. Wspominając jednak odrobinę przeszłości; jawne tankowanie rozpoczął Sam Hinkie, ze swoim : trust the Process. W zeszłym sezonie byliśmy świadkami polowania na DeAndre Aytona a dziś obserwujemy wyścig po Ziona Williamsona. Celowe przegrywanie spotkań, narzucone przez sterników klubów, zniechęca fanów – odwraca publiczność – zaburza zainteresowanie wokół danej drużyny. Dodatkowo zniechęca graczy. Najlepsze i ostatnie przykłady pochodzą z Nowego Jorku, skąd uciekli Enes Kanter oraz Kristaps Porzingis (obaj jawnie krytykujący rządy Jamesa Dolana). Czy lata niepowodzeń i długie wyczekiwania na mesjasza drużyny to nie jest zbyt wysoka cena – popularności czy oglądalności – dla sterników zespołów? Kto wie czy za chwilę któraś z tych słabych drużyn nie zostanie przeniesiona w inny region USA, nie generując odpowiednio wysokich dochodów…

Lepsze wrogiem dobrego (zmiany Silvera)

  • Mecz Gwiazd, który przybrał formę „szopki” , rozdanie nagród indywidualnych dla graczy po zakończonym sezonie – wzorem filmowych Oscarów czy pozwolenie na umieszczenie reklam na koszulkach. To niektóre z kontrowersyjnych pomysłów młodego komisarza. Myślę, że ostatnie spadki mogą być bardziej związane z wyżej przedstawionymi punktami aniżeli tym jednym, ostatnim. Fakt faktem, że jakiś niesmak pozostaje po zmianach z czasów Silvera.

Podsumowując, czasy się zmieniają, zmienia się obraz najlepszej ligi świata, wkraczają nowe pomysły, liga traci starych fanów i zyskuje całkiem nowych. Być może jeszcze nowsze i ciekawsze idee są przed nami i dopiero ujrzą światło dzienne. Jedno jest pewne, kiedy nadchodzi play offs zbliża się uczta dla konesera i o większości przypadłościach sezonu regularnego po prostu zapominamy. Drużyny zaczynają mocniej bronić, sędziowie uważniej wykonują swoją pracę, a na końcu wszyscy czekamy na rywala, który w końcu pokona Golden State Warriors. Nie inaczej będzie i w tym nadchodzącym okresie. Jak długo liga zadowoli się takim schematem i ewentualnie kto go obali? Pamiętajcie, że nawet w tej kosmicznej lidze nic nie trwa wiecznie. Nas najbardziej interesują emocje sportowe i zdrowa rywalizacja.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

31 komentarzy

  1. cynik pisze:

    Przede wszystkim trzeba zacząć od draftu, wypracować taka formułę, żeby nie opłacało się tankować. Druga sprawa, pozwolić na bardziej agresywną obronę. Zrobić porządek z sędziami. Powinni być poddawani surowej ocenie. Odsuwani od prowadzenia meczów, co powodowałoby proporcjonalna utratę zarobków. I ostatnia rzecz płace. Nie dać się terroryzować zawodnikom. Niech sobie robią lock-outy do woli. Oczywiście to musi być uregulowane w umowach, żeby stacje telewizyjne nie mogły spożywać ligi. Albo niech NBA zwraca część straconych pieniędzy przez stacje.

  2. Mike25 pisze:

    Tak jak pisałem 2 sezony temu; niejednoznaczne, dziwne przepisy zwiększające siłę sędziów, hardenowanie (dużo udających mięczaków wzorem z piłki kopanej), szoł, szoł i paszoł. Robienie z NBA wrestligu koszykówki nie wyjdzie na dobre Silverowi.

    Czekam na mecz dobry klub europejski kontra dobry NBA, w/g przepisów europejskich. Bez uprzywilejowania gwiazd, bez kroków. O, i z badaniami antydopingowymi :D

    Wtedy można będzie stwierdzić, czy to nadal „najlepsza na świecie liga”.

    • jumpman pisze:

      również wprowadzić kontrolę antydopingową Dream Teamu na olimpiadzie

    • Mike25 pisze:

      Dokładnie. Też mi to wtedy nie pasowało i rzucało cień na pierwszy Dream Team.

  3. 2utakt pisze:

    Usunąć linie 3pkt?

  4. Fl pisze:

    Prawda, nic dodać nic ująć.

  5. Krzychair pisze:

    Bardzo dobry artykuł. Gdzieś na początku sezonu zwracałem uwagę, że dużo miejsc w halach jest pustych.
    Ja bym jeszcze dodał olewanie kibiców przy wyborach do meczu gwiazd – reguły tych wyborów są chore – skoro ludzie chcieli oglądać np. Derricka Rose a nawet nie został wybrany do rezerw – to sorry – ale to jest przegięcie.

  6. Szuwarek pisze:

    Pierwszy raz od 8 lat zastanawiam się poważnie czy przedłużyć league passa

    • Endergoth pisze:

      Witaj w klubie. Mam od lat max pakiet i pierwszy sezon teraz gdzie…obejrzałem jak dotąd 1 mecz. Rok temu był spadek o 70% w porównaniu do poprzedniego…teraz prawie do zera.

  7. Duch pisze:

    O tym samym kilka dni temu z kolega rozmawialem, gdzie spadek zainteresowania zostal zauwazony u nas samych.. robi sie powoli ASG przez caly rok. Brak zaangazowania(obrony), sedziowanie(przymykanie oka na wszystko i wymyslanie nowych regul[wielokrotnie powtarzane klamstwo staniee sie prawda] byleby tylko pilka wpadla do kosza), coraz wiecej „telenowel” zwiazanych z graczami i ich srodowiskiem no i $$$

  8. Jax pisze:

    Cześć! Pozwól, że zacznę od odrobinki wazelinki – świetny artykuł – bardzo mądrze napisane. W sumie wrzuciłeś dużo tego, co leży człekowi na wątrobie…
    Wydaje mi się, że należałoby zmienić zasadę draftu – niech będzie losowanie – każdy będzie będzie miał równe szanse. Eliminuje to tankowanie i nie premiuje oddawania meczów.
    Dużym problemem są też obecni pato-menedżerowie, czy może właściciele zespołów.
    Ile chorych i dzwinych decyzji było przy Cavs, Suns, Magic, Knicks, Wizzards, Pels – wymieniać można długo, ale popsuli oni całkiem sporo.

    Sędziowie robią, co się im karze – może warto zmienić przepisy, by nie było komediowych omyłek jak w wypadku GSW, czy dziwnych ruchów Hardena, CP3 czy innych artystów wymuszania rzutów osobistych.
    Może należało wprowadzić interpretację, czy przy rzucie robisz ruch ręką do obrońcy, czy nie? Często tak bywa, że spryciarze wykorzystują fakt, że trzymasz rękę np. lekko przed sobą i robią wszystko, by tylko złapać z nią kontakt, by zysakć premię w postaci osobistych. Wiem – pewnie spowodowałoby to wydłużenie gry, ale może wróci ducha walki, zamiast wymuszania fauli.
    Pozdro specjalne dla wszystkich kobiet :* Jest tu jakaś?

  9. jumpman pisze:

    część zmian wynika z darmowych strumyków dobrej i złej jakości; streaming tv i kablówek, które są tańsze niż dodatkowy league pass.
    Za All Star nie obwiniałbym Silvera, to nie on przestał grać… próbuje jakoś to ożywić, widać w konkursie wsadów historycznie to tylko rodzynki się trafiają.. bo ile przerwy między Dr J, Dominikiem, Majkiem, Spudem a Vincem a Natem i Zavinem i Gordonem było.
    Rzut za trzy nie mam problemu, doceniam snajperów, Curry i tych co rzucają a nie wymuszają fauli zaczepiając rękę obrońcy (nie mówię o pump fake i wskoku na spadającego obrońcę, lecz żywcem chwytaniu łokciem pod pachę obrońcę).
    Doceniałem Reggiergo, Raya, Horrego i Currego. Faktycznie lepiej wyglądały rzuty Stepha kilka metrów od lini za 3, z Westbrookiem w ostrej obronie, niż Hardena wpadanie w obrońców na siłę.
    Kroki – tragedia a od kiedy mamy tyle kamer, potórek, smartfonów kibiców na parkiecie kroki i flowy są po prostu żałosne.
    Obrona nie jestem fanem zmiany NBA w NFL czy NHL i wybijanie zębów (patrz AC Green), jednak coś ogarnąć by warto.
    Małe logo reklamowe na koszulce, spoko, to nie ma wpływu na motywację gry.
    Płace – no cóż to otwarty rynek – w sumie dlaczego miałbym mieć problem by gracze zarabiali miliony skoro właściciele i liga zarabiają miliardy??? Jedynie rozwarstwienie, że 2-3 zawodników zbiera 50-60% pewnsji całej 12stki… jednak to wolny rynek i jak się dogadam z Lebronem za 1 milion czy za 50 to wolny rynek i tyle.
    Finały pod rząd GSW – Cavs i te batalie podniosły oglądalność na poziom Lakers 00-03 i były blisko dobicia do oglądalności Bulls 96-98…
    jednak medialnie mamy niebotyczną konkurencję… wtedy nie było neta w takiej skali, social media, darmowych legalnych i nie strumyków, miliona powtórek i skrótów, tylu stacji TV z relacjami ze spotkań, netflixa itp, nowych filmów, produkcji a sportowo liga europesjka w kosza się poprawiła a inne sporty medialnie też nie śpią i to wszystko zabiera % procenty oglądalności.
    Kibice w hali – cóż gospodarka w USA się waha i to też ma wpływ na oglądalność a fakt, że kupując gwiazdę większość drużyn podbija ceny biletów niebotycznie (patrz LAL średnio o 430% po sprowadzeniu Jamesa, to decyzja zarządu nie Lebrona ani ligi ani Silvera).

  10. jumpman pisze:

    i chciałbym dorzucić do dyskusji… subiektywność…
    moje pomysły i upodobania nie będą się podobać części (nawet to was, formumowiczów), jak i na odwrót… tyczy się to właścicieli, komisarza, zawoników, unii zawoników, menagerów, gmów, kibiców (z danych miast, krajów, kontynentów, itd)… stąd zbalansować trend, by zadowolić większość – patrz tego tyczy się trend oglądalności „większość” duże liczby znaczy przypodobać się możliwie jak największej liczbie ludzi, środowisk, „centrów zainteresowań”.
    PS.2. do tej pory liga odnosiła (chyba) sukcesy na bazie legend (pojedynczych zawodników) lub dynastii i tak Lebron wypadając ze wschodu, z cavs, skończył epicką rywalizację z GSW; GSW też potrzebowało czasu (jak i Bulls, Lakers, Spurs) do stworzenia dynastii i szerszej publiki..
    więc przeciętny Smith, Kowalki, Ming mogą mieć inne wizje jak i zapaleni fani basketu..
    wasze przemyślenia? złota era? czy w ogóle coś takiego istnieje, istniało…
    PS.2. może Snoop oferując swoje miejsca vip za 5 dolców spowodował dyskusję ; ) ; )

  11. Jack pisze:

    W ostatnich latach próbowałem wskrzesić swoje zainteresowanie ligą-bezskutecznie!Po odejściu Sterna, z każdym rokiem jest coraz gorzej-ale to nie tylko problem przepisów i niefortunnie zaprowadzonych zmian,lecz również naszych czasów i powszechnie uderzającej do głów sodowy!Lata 90 miały magię,ale.zachowany był duch sportowej rywalizacji z lat wcześniejszych, dziś mamy wątpliwej jakości show a za to masę kalkulacji i biznesu… Cóż,nasz ogromny hammer layupowiec szukający klubu jest tego dobrym.przykladem-watpię czy utrzymałby się w lidze Hiszpańskiej,ale on ma ambicje zdobyć tytuł ot tak,byle szybko,tu i teraz- i to jest mniej więcej przykład zachowań współczesnych zawodników,bo niestety ze sportem NBA zaczyna mieć coraz mniej wspólnego.

    • jumpman pisze:

      a czy to nie jest bardziej kwestia idealizaji i „romantyzacji” dzieciństwa czy młodości o Dr J zrobił wsad z osobistych a potem młodsi mówili, nie nie to Mike wsadził nalepiej z osobitych.. hola to Lavine pod nogą z osobistych…itd. Wg sporo w tym jest tak, że barwniej pamiętamy młodsze lata i wszystkie wydarzenia, nie neguję części zmian nba na gorsze, są też lepsze i skill i poziom zawodników również. Czy show tylko teraz a showtime lakers, każdy mecz w usa to ich rodzaj rozrywki, 1-2 hymny przed, pompatyczność, elektryzujące intro (znamy wszyscy wejścia bulls i sonics lat 90tych), fajerwerki w halach nba od lat 90tych, płomienie, half-time koncerty, sprzedaż gadżetów to zawsze było i będzie show. Kalkulacje no cóż Kareem kalkulował przechodząc co Lakers, Wilt również, Barkley dwa razy takża a i Drexler… względem kasy tak samo Pippen zostawił bulls by odkuć kasę w houston i blazers, Hakeem dla 1-2 mln poszedł na chwilkę do Raptors, Garnett i Shaq wynegocjowali pierwsze niebityczne konktrakty nie patrząc ile koledzy w klubie zarobią, tworząc rozwarstwienie coraz większe pomięszy gwiazdami a resztą, zwłaszcza ławką, MJ również z ostanimi dwoma kontraktami i tym z 98 gdzie 30+ mln przebijając resztę nie kolegów a resztę, bo takie było traktowaine, ale w końcu to wolny i rynek i praca, więc kto wynegocjuje lepiej i jaką ma wartość.
      Profesjonalny sport, to zawsze biznes (=marketing, wolny rynek, negocjacje, w usa to związki zawodowe itd). Dorzucając idealizacja lat 80 tych i 90tych, i Dream Teamu oprócz mega talentu, jednak klauzule o braku kontroli dopingowej i narkotykowej graczy NBA #wink #wink ; ) wiem, że doping nie zrobi za ciebie pracy ani skillów, a pomaga w recovery… jednak nie jest to oficjalnie fair. Nie sądzę, że wcześniejsze lata były bezwarunkowo święte i lepsze, na pewno je tak pamiętamy…
      ?

  12. GPRbyNBA pisze:

    W tenisie jest eagle eye na żądanie, w piłce nożnej wprowadzili var a w NBA nadal mamy durne przepisy które nie pozwalając uchronić się od rażących błędów sędziów.

    • jumpman pisze:

      na żądanie a nie widziałeś przypadkiem spotkania Sereny i kiedyś też Federera, gdzie sędzia odmówił i wyśmiał zawodników, mimo rażącego błędu, raz przy buczeniu kibiców, pic na wodę bym rzekł… piłka nożna gniazdo flopperów, gdzie nie karają mimo powtórek i live powtórek na telebimach, gdzie kilka lat temu na MŚ przy faulach cały stadion wybuczał decyzję, bez miany czy słynne VAR w 1 turnieju… NBA akurat było pierwsze w kwestii używania telewizorków i powtórek w trakcie, zwłaszca w PO… nie kojarzę dynamicznych sportów i lig, które sobie dobrze z tymi problemami poradziły

  13. LarryJ pisze:

    Bardzo dobry artykul, gratulacje dla autora. Ja naleze do tych kibicow NBA, ktorzy zaczynali od szalu z czasow IO Barcelony, Hej hej tu NBA itd. Kochalem i kocham lige lat 90-tych, lubilem rywalizacje, dobra obrone i… mniejszy show. Porownalem sobie chociazby ostatni All Star i jego intro, show w przerwie i moj 1szy pelny All Star nagrany na VHS czyli 1993. Wolalem jak zawodnicy wybiegali po prostu, witali sie na boisku i grali, rywalizowali, zeby udowodnic kto jest lepszy, poza boiskiem tez sie przeciez lubili, ale traktowali sport powazniej. Dzisiaj te niektore mlode gwiazdki dostaja jak autor napisal – bardzo duze pieniadze i woda sodowa uderza do glow. Mnie by pewnie tez uderzyla przy takiej kasie, niemniej jednak szkoda az takiej komercjalizacji ligi i robienia herosow z ludzi, ktorzy jeszcze nie doszli do pewnego poziomu. No to sie wyzalilem, a jesli chodzi o moje propozycje naprawy – na pewno lepsi sedziowie (sytuacje z Durantem lub krokami sa zenujace jak na „zawodowy” sport), byc moze ktorsze mecze – czemu nie 4×10, bo czasem sa nudne po prostu, oddalenie linii za 3 pkt, tak, zeby jednak nie kazdy mogl to rzucic i tak czesto trafic, ulepszyc draft bo tankowanie jest tez zalosne dla widowiska i sam bym wybuczal taki team, moze czestsze podroze w swiat albo nawet rozwazenie wlaczania druzyn spoza USA (jak w NBA 2K mozna sobie zagrac); przykro sie tez czyta o fakcie braku wiernosci klubom i to prawda, nie mowie, ze ktos jest przywiazany i musi, ale naprawde mialem dosyc Davisa i jego historii z Pels i Lakers. Niestety duzo jest tez rozdmuchiwane przez media spolecznosciowe i to sie juz nie zmieni. Kazdy jest analitykiem i chetnie bylby GMem :) Pozdrawiam wszystkich

  14. pop pisze:

    Mam wrażenie że sędziowie są między młotem a kowadłem, za wszystko to oni są obarczani, jednocześnie trochę nietykalni, skoro mamy do czynienia z oczywistymi analogiami do piłki nożnej, to może trzeba było stworzyć „kodeks” upomnień zawodników np. jedno upomnienie, przy drugim odgwizdanie przewinienia, mówię tutaj o zawodnikach wymuszających i symulantach pokroju tego nieogolonego w czerwonym.

    Wiem że niektórzy śmiechną bo niby sprawa jest dla mnie ważna, skąd „przypadkowość” najczęściej rzucających ft’s Joel Embiid 2 miejsce, Kawhi Leonard 6 miejsce?! DeRozan tym czasem (w ostatnich latach 2-3) nagle spada na 20 w rankingu? z średnią mniejszą niż Gobert?!

    Wprowadzono bzdurne zakazy ograniczające grę taktyczną „hakowanie” (żeby nie było tylu osobistych) tymczasem osobistych nie ubyło (wierzę że przybyło!) wraz z systematycznym poszerzaniem swobód gry ofensywnej, kosztem kolejnych ograniczeń defensywnych.

    Władcy NBA stwierdzili że to przyciągnie zainteresowanie, w końcu kolejne rekordy indywidualne są bite bez większych problemów, wręcz z łatwością, wyszło na to że nie tędy droga.

    Nikt nie powie że James jest lepszy od Jordana, nikt nie powie że Harden mógłby stawać w jednym szeregu z Birdem, nikt nie powie że Westbrook mógłby się równać z Wiltem

    Kevin Durant? DeMarcus Cousins? a kto to taki? jeden równie dobrze mógłby podnieść do góry głowę i napluć sobie w twarz, nasrał na własną zawodniczą spuściznę, Drugi ponoć (być może) top 3 podkoszowych, jak dla mnie mógłby grać ze smoczkiem w gębie i w pieluszce na dupie

    Nikt się nie da nabrać na te nowe gwiazdy jeżeli mielibyśmy porównywać do „starych”

  15. k830713 pisze:

    1. Sędziowanie to sprawa przepisów i podejścia ligi, promowane jest zdobywanie punktów i wysokie wyniki. Trochę zabija to rywalizację, ale biznes to biznes.
    2. Draft – za dużo jest kalkulowania i tankowania, w połowie sezonu niektóre mecze są o pietruszkę i nie ma się co dziwić kibicom, że nie chcą tego oglądać. Tankowanie powinno być ograniczone i powiedzmy pierwszy numer draftu by szedł do drużyny z najlepszym bilansem wśród tych co nie weszli do PO (taka wewnętrzna tabela z pojedynkami tych najsłabszych), dodatkowo tankować było by można 5 razy na 10 lat, żeby niektóre drużyny bardziej się starały, a nie czekały na Jordana w drafcie.
    3. Salary cap – powinien być limit wynagrodzeń jednakowy dla wszystkich drużyn, żeby nie robić dream teamów.
    4. Bym wprowadził również nakaz kilku wychowanków w składzie, a nawet zwiększył liczbę graczy z podwójnymi kontraktami.
    5. Na koniec bym ograniczył zwalnianie zawodników przez kluby w trakcie sezonu.

    • jumpman pisze:

      2. może coś w tym jest
      3. przecież istnieje (tylko chęć właścicieli do płacenia kar=podatku od przepłacania=luksusu)
      4. co masz na myśli? jakich wychowanków d-league?podwójny kontrakt d-league i nba?
      pozdr

    • k830713 pisze:

      3. Jest limit, tylko bogate drużyny przekraczają próg i mogą mieć lepszych zawodników, a co za tym idzie mają większe szansę na lepsze wyniki. Na zachodzie najwięcej płacą GSW, OKC i Portland, a na wschodzie Toronto, Milwaukee i Boston, czyli czołówka konferencji. Przy stałym limicie gorsze drużyny by miały więcej szans na podpisanie gwiazdy i zbudowanie silniejszego składu, a lepsze drużyny odwrotnie, czyli poziom ligi by się wyrównał i Managerowie by musieli się bardziej starać, żeby zbudować silną drużynę.
      4. Chodzi mi o to, żeby w klubach było 20 zawodników (15 + 5 na umowach podwójnych, żeby nie było ograniczeń z korzystania z tych zawodników). A co do wychowanków, to chodzi mi o pierwszy klub w NBA (czy ktoś z draftu, czy nie), żeby było po kilku takich zawodników w drużynie, żeby klub cenił i rozwijał zawodników, a nie był nastawiony na gotowych graczy.

    • Janusz1 pisze:

      @k830713

      Kłaniają się przepsiy i znów odbijamy się o salary cap

    • k830713 pisze:

      Ja wiem jakie są przepisy, ale przepisy są takie, że promuje się bogatsze drużyny, a co za tym idzie zainteresowanie zwykłego kibica spada, bo rywalizacja jest kupowana za pieniądze.

    • jumpman pisze:

      a kojarzysz, że często to zarządzanie budżetem się kłania i oczywiście szczęście, gdy 2-3 letni młody zawodnik ma wysoki poziom i ugodowść, ale bodaj w 1-2 lub daleszych finałach gsw nie było w top 3 (czy 5) salary… a np. miami które szorowało dół wschodu czy oczywiście cavs. może to wyjątek, nie wiem, może reguła, nie prowadziłem analizy, jednak nie rzadkość

  16. Behemot pisze:

    Hard cap + jeszcze lekkie spłaszczenie loterii draftu (choć wg mnie już teraz tankowanie trochę spadło).

  17. Szuwarek pisze:

    Hej, mówicie, że liga poszła w kierunku ataku i zdobywania punktów, bo to jest biznes. No właśnie te dane temu przeczą. Ludziom się to nie podoba. Ja jako kibic prawdopodobnie nie przedłużę League Passa, choć mam go od sezonu 2011/2012. Oczywiście, że bardziej podobała mi się koszykówka z lat 90-tych, ale tą z pierwszego dziesięciolecia nowego wieku też lubiłem. I nie narzekam na wielkie dream teamy, bo sam z łezką w oku wspominam big 3 z Bostonu i 2008 rok. Nienawidziłem Miami i jak dziecko cieszyłem się gdy Dallas dało im popalić. Dzisiaj też kibicuje wszystkim przeciwko Warriors i z ich przegranej po sezonie 73-9 będę się śmiał do końca życia. To mi nie przeszkadza. To mogę oglądać. Narzekam na styl gry, w której katuje się nas trójkami. Tego nie jestem w stanie oglądać, bo to dla mnie jest antykoszykówka. Ta gra stała się tak koszmarnie schematyczna. Rekordy Hardena ze step backów i prawie 300 punktów z rzędu bez asysty??? To jest dramat. I w ogóle nie pije do Hardena, który jest super gościem i naprawdę utalentowanym strzelcem. Liga poprzez ustalanie zasad, przepisów stworzyła grę, której w tej chwili nie jestem w stanie oglądać, bo zasypiam w pierwszej kwarcie. Nie ma twardej gry, jest tylko bum, bum, bum podanie i rzut, zbiórka trzy kozły w drugą stronę, podanie i rzut. Gra w post prawie zniknęła. Dominuje penetracja i odrzucanie na obwód. I grają tak powoli już wszyscy. Dzisiaj widziałem przez moment kawałek drugiej kwarty Kings z Knicks. Wjazd, oddanie na obwód i Lance Thomas rzucający za trzy ;). No bo rzucają wszyscy, nawet ci, którzy nie umieją i którzy nie powinni rzucać, bo ich miejsce powinno być pod koszem. Po raz kolejny wyłączyłem mecz w trakcie, bo jedynym zawodnikiem, któremu się chce to Cauley-Stein. I to nie jest wina zawodników. To jest wina ligi, która od wielu lat sukcesywnie taką właśnie koszykówkę premiuje ustalając takie zasady, a nie inne. Dla mnie kryzys nie dotyczy rywalizacji, ale samej wizualnej strony koszykówki, której po prostu czar dla mnie prysł.

    • jumpman pisze:

      osobiście oglądałem kosza lat 90tych, przerwa trwała kilka lat z różnych względów głównie lata 00-10 jakieś skróty pojedynczych meczy lub samych wyników, finałów i może all star. ale zainteresowanie powoli wróciło.
      nie widzę nic strasznego w trójkach, zwłaszcza jak się umie i gra drużynowo, patrz GSW, to były i w sumie nadal są piękne wymiany piłki, często extra pass, obrona drużynowa i skuteczność.
      Zmianę stylu gry widzę już od zawodników typu Sabonis (europejscy trenerzy co rzucali trójki), Dirk przy 213cm mógłby być centrem a grał stylem SG, SF lat 90tych, potem Lebron mógł grać jako 1-4 a z czasem 1-5 w small ball (coś jak Magic grał 1-5), i potem coraz więcej młodych inspirowało się takim stylem bez względu na wzrost i rozmiary a styl przypominał coraz bardziej jak na ulicy, gdzie gra 5 na 5 bez konktretnego podziału, osobiście nie przeszkadza mi, patrz KD, Giannis są tylko kontynuacją stylu gry Magica, Dirka, Lebrona…
      Trójeczki Splash Bros doprowadzili do perferkcji aż coraz więcej zawodników zaczęło próbować, ale to oni są winni a nie Reggie Miller, Mark Price, Ray Allen? Raczej winni są trenerzy i zawodnicy, którzy bez umiejętności ciskają 3ki a nóż wejdzie…
      Brak obrony, w finałach jakoś większość potrafi… a dziwię się jak 3/4 miłośników lat twardej obrony jadą po Greenie czy Conleyu za styl gry…
      A spadek zainteresowania, całkiem możliwe, że to część kibiców z przypadku, co oglądają wiele sportów i drużyn, na bank część kibiców Knicks, Suns, nawet Lakers, Pelikans, Cavs.
      Samo odejście sporej grupy fanów ex-mistrzów, ex-finalistów Cavs powoduje ten spadek.
      Darmowe strumyki, strymyki ze stron bukmacherskich, legalne streamy online tv – to też nie jest ujęte w statystykach nba, bo nie są wyświetlani na py pass nba ani w ratingach TV. No i gospodarka USA i wyższe ceny biletów, w wielu miejscach gdy ludzi nie stać, mają daleko a ceny spore, to może raz na rok lub kilka lat, nawet ludzie z miasta nie każda rodzina kupuje sezonowy, a przerzucą się na tańsze streamy.

    • Szarlatan pisze:

      Popularność NHL bije ostatnio rekordy. A tam też są przecież darmowe streamy, nielegalne źródła i wszystko co uszczupla teoretycznie zainteresowanie koszykówką. Podobnie z odstępnością hali – często koszykarze grają w tym samym budynku co hokeiści. Także to chyba nie to.

      Ja myslę, że rozwiązaniem byłoby połączenie ognia i wody. Ludzie z jednej strony oczekują zaciętej rywalicacjię – nikogo nie interesują mecze czy całe rozgrywki, w których wynik jest znany z góry. Z drugiej strony kibice lubią dynastie co torchę przeczy zaciętej rywalizacji.

      Rozwiązaniem mogłaby być sztywna czapka płac. To pozwoliłoby podnieść zainteresowanie w wielu mniej zamożnych rejonach poprzez większe szanse stworzenia konkurencyjnej ekipy. Jednocześnie utrudniłoby to tworzenie dynastii. Czyli trochę ogień, trochę woda…

  18. Majecha pisze:

    To jest właśnie rzecz, która spowodowała, że rzadziej tu zaglądam. Nie dlatego, ze nie lubię strony. Mniej oglądam, nabrałem dystansu i wszedłem w okres przeczekania tego dzieła Silvera.
    Po prostu Liga jakoś przestała cieszyć.

Pozostaw odpowiedź Behemot Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *