Po półmetku: Pacific Division

Zachód to nie Wschód, LeBronowi już nie tak łatwo do finałów…

W poprzednim tygodniu zakończyliśmy omawianie drużyn z Konferencji Wschodniej i wraz z Jakubem przedstawiliśmy Wam krótki obraz drużyn, które za chwilę zagrają w play offs lub z większymi aspiracjami poczekają do draftu czy okienka transferowego. Na około 20 spotkań przed końcem regular season zabieramy się za Konferencję Zachodnią.

5. PHOENIX SUNS ( bilans 13-51, 8-23 w domu, 5-28 na wyjazdach, tracone 116 pkt na mecz, średnio zdobywane 106 pkt)

Jeśli miałbym wskazać największych przegranych sezonu to nie byliby nimi Lakers, a właśnie opisywani teraz Phoenix Suns. Sami pewnie domyślacie się czemu…

Otóż Suns mieli doskonałą okazję by wybrać najbardziej utalentowanego w ostatnim drafcie – Lukę Doncića – co wydawało się dość logiczne (dla mnie czyli Europejczyka) a nie dla Amerykanina…Zwłaszcza, kiedy na pierwszego trenera rekrutujesz szkoleniowca, który przed chwilą oczarował Mistrzostwem Europę wygrywając trofeum na Starym Kontynencie. Tymczasem postawiono na pompowanego medialnie DeAndre Aytona (jak dla mnie kogoś na miarę Joe Smitha, ex gracza Warriors, Wolves czy Pistons i jeszcze kilku klubów NBA). No ale cóż, nie jesteśmy działaczami, managerami i mimo, że staramy się śledzić sporo spotkań i wyłapujemy większość newsów do nie jesteśmy w stanie przewidzieć ruchów sterników danego klubu.

Dodatkowo Słońca dokonali niejasnych ruchów – pozyskując a następnie wymieniając Trevora Arizę (pojawił się Kelly Oubre), wykupując kontrakt Tysona Chandlera czy oddając Ryana Andersona za Tylera Johnsona. Żaden z tych ruchów nie był na tyle logiczny by wpłynąć na wyniki Igora Kokoskova czy poprawić jakość drużyny. A przecież można było o czymś takim pomyśleć, oddając nawet swój jeden wybór w pierwszej rundzie draftu i pozyskując w zamian rozgrywającego. Patrząc na Arizonę i klub NBA tam trwający przypomina mi się słynny cytat z polskiego filmu: CIEMNOŚĆ WIDZĘ, WIDZĘ CIEMNOŚĆ!

Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, ale kiedy patrzę na Słońca Arizony widzę kolejny z rzędu stracony sezon. Nie dziwią później spekulacje o potencjalnych przenosinach drużyny do Seattle, Las Vegas czy Vancouver.

4. LOS ANGELES LAKERS ( bilans 30-33, 18-13 w domu i 12-20 na wyjazdach, 114 pkt traconych na mecz i średnio 112 zdobywanych)

Uczeń słabszy od wielokrotnego Mistrza, bardzo bliski straty posady

O Lakersach mógłby powstać osobny artykuł na kilka ciekawych tematów: jak przepuścić młodych i rozbić utalentowany zespół. jak być niecierpliwym managerem i nie widzieć znaków, jak prowadzić zespół – kiedy nie ma się większego pomysłu…Jednak przede wszystkim – jak zepsuć chemię w jeden tydzień (niezbędnik psychologii trenera/działacza).

Kiedy dyskutujemy w komentarzach lub wdaję się w wymianę zdań na polskim twitterze, zawsze uderza we mnie „ślepa wiara” kibiców w LeBrona Jamesa. Jednak z perspektywy starszego kibica oraz osoby, która obejrzała najwięcej ze spotkań Lakers w tych rozgrywkach (żadnej innej drużyny nie oglądałem tak często, będąc ciekawym jak to wszystko zostanie zbudowane) już w trakcie ostatniego tygodnia okienka transferowego przewidziałem katastrofę. Magic Johnson i Rob Pelinka zagrali jak swego czasu Mitch Kupchak (Lamar Odom i Pau Gasol za Chrisa Paula), bez szacunku dla graczy i bez większego szacunku dla trenera rozbili zespół od środka i zabili swoje szanse na awans do play offs. Ten plan był celem minimum i miał stanowić wabik na drugą, dużą gwiazdę. Tymczasem, za chwilę, obudzą się z niczym.

Najważniejsze, o czym trzeba powiedzieć, zespół zbudowany bez balansu między obroną a atakiem. Zbyt mała liczba walczaków i zadaniowców, chętnych „gryźć parkiet”. Zbyt mało pewnych opcji w ataku, mogących regularnie wspierać LeBrona Jamesa (Kyle Kuzma i nieregularni Brandon Ingram czy Kentavious Caldwell Pope). Za mało strzelców dystansowych na dzisiejsze realia NBA! W końcu oddanie najlepszego centra, przyszłościowego gracza czyli Ivićy Zubaća (oj Magic, Magic!). Ten „gang LeBrona” czyli McGee – Lancelot – B-Easy -Rondo – od początku budzący wątpliwości oraz rzesze uśmiechów. Zabrakło tylko deseru, „Pączka z Carmelem”.

Matematycznie – Jeziorowcy mają jeszcze szansę. Jednak po sezonie – Pelinkę i Johnsona (któremu nie szło jako trenerowi oraz nie idzie jako managerowi) czeka kolejna przebudowa oraz być może zmiana głównego szkoleniowca (Tyronn Lue już ponoć czeka i to nie jest żart). Do tej ostatniej zmiany brakuje bardzo niewiele.

P.S. oczywiście można powiedzieć, że plany Lakers pokrzyżowała mocno kontuzja Jamesa, ale niejednokrotnie, już z Jamesem Jeziorowcy przegrywali mecze z najsłabszymi drużynami ligi. To świadczy o ich słabości czy brakach, a przede wszystkim niskim zaangażowaniu czy gubiącej ich pewności siebie.

3. SACRAMENTO KINGS (bilans 30-31, 19-13 w domu i 12-18 na wyjazdach, 115 pkt traconych na mecz i średnio 114 pkt zdobywanych)

Jeśli nie wejdą do play offs – choć transfer Harrisona Barnesa miał im w tym pomóc – to i tak Vlade Divać, Dave Joerger i De’Aron Fox oraz Buddy Hield zostaną bohaterami Sacramento. Mi w pamięci utkwił jeden obrazek i praktycznie rzadko spotykany w halach najlepszej ligi świata, gest gorącego wsparcia dla szkoleniowca. Ogromne wsparcie dla trenera Joergera ze strony fanów, kiedy wyszło na jaw, że „miał on na pieńku” z jednym z działaczy – nie chciał „tankować” lub upierał się przy grze Nemanją Bjelića – przejdzie do historii tego sezonu. Fox rosnący w siłę i imponujący w niejednym spotkaniu swoją wszechstronnością, Hield przeradzający się z cichego zabójcę z nabitą strzelbą, joker z ławki – czyli Bogdan Bogdanović i coraz mocniejszy i skuteczniejszy Marvin Bagley.

Królowie z Sacramento podjęli wyzwanie z najlepszymi firmami zachodniego wybrzeża i na złość choćby Lakersom wkroczyli do gry o topową ósemkę, absolutnie zaskakując ligową konkurencję. Znów takie ekipy jak Pels , Mavs, Wolves czy Grizzlies muszą obejść się ze smakiem. A Królowie będą pewnie walczyć do ostatniego meczu regular season, by latem dokonać małych korekt i ruszyć po sezon z jeszcze wyższym bilansem. Dave Joerger będzie wysoko w notowaniach na COTY.

2. LOS ANGELES CLIPPERS #7 Zachodu (bilans 36-29, 18-12 w domu i 18-17 na wyjazdach, 113 pkt traconych na mecz i 114 średnio zdobywanych)

Doktor Rivers i jego akcje na Trenera Roku stoją jeszcze wyżej niż wyżej wspomnianego Dave’a Joergera. Mistrz NBA z Boston Celtics w końcu pokazał swoją klasę i cały kunszt trenerski. Najpierw ustawił Tobiasa Harrisa w roli numer 1. atakującego, robiąc z niego gwiazdę drużyny. Następnie z Montrezella Harrella zrobił kandydata do nagrody Najlepszego Rezerwowego bądź Największy Postęp. W końcu zaufał debiutantowi Shaiowi Gilgeousowi – Alexandrowi, powierzając mu rolę startującego rozgrywającego. Rivers nie zapomniał także o wiecznie groźnym Lou Williamsie, który nie raz ratował LAC mecz, trafiając w kluczowych momentach, najtrudniejsze rzuty.

Co najważniejsze w tej całej clipperowej układance, oddał swoich ważnych graczy – czyli Harrisa (do Sixers), Bobana Marjanovića (do Sixers), Avery’ego Bradley’a (do Grizzlies) oraz zrezygnował z usług Marcina Gortata (wykupiony kontrakt) i Milosa Teodosića (poszedł w tzw. odstawkę i już myśli nad powrotem do Europy) i nadal wygrywa! Rivers nie ma problemu z wystawieniem trzech niskich obrońców SGA – Shameta – Temple’a/Beverley’a w drodze po kolejne wygrane, które najprawdopodobniej zaniosą drużynę do play offs.

Osobna historia, Jerry West (legenda Clippers Lakers) tak wyczyścił salary cap by w lato pokusić się o dwie gwiazdy wielkiego formatu np. Kawhia Leonarda i Kevina Duranta (lub Kyriego Irvinga). Dodatkowo, Clippers dysponują niemałym workiem draftowych picków. Magic Johnson mógłby przejść się na drugą stronę hali na korepetycje ;-)

W Clippers widać plan działania, rysują nam się spore perspektywy na przyszłość, a zwolnienie Riversa z obowiązków managerskich plus koncentracja trenera na zadaniach szkoleniowych wyszły klubowi tylko na dobre. Jeśli rzeczywiście latem dołożą do składu All Stara to wówczas pieniądze na nową halę szybko się zwrócą Steve’owi Ballmerowi.

1.GOLDEN STATE WARRIORS #1 Zachodu (44-19, w domu 23-8, na wyjazdach 21-11, 112 pkt traconych na mecz, 118 średnio zdobywanych)

Kiedy oglądamy GSW mamy wrażenie, że nie grają na maksymalnych obrotach. Dodatkowo, można odnieść wrażenie, iż tylko i wyłącznie czekają na play offs, by zdobyć trzeci z rzędu tytuł Mistrzów. Steve Kerr spokojnie się wszystkiemu przygląda i czeka na optymalną dyspozycję DeMarcusa Cousinsa. Gdzieś po drodze do play offs z urazem kolana walczy Klay Thompson. Daleko od drużny toczą się spekulacje na temat nowego klubu Kevina Duranta (Knicks? Clippers?? Lakers ???). Przy kolejnych gwiazdach czyli Thompsonie i Cousinsie również rodzą się znaki zapytania.

Steph Curry bijący kolejne rekordy trójek (najwięcej celnych w historii NBA i najlepszy sezon w ilości celnych w historii swoich występów), Klay Thompson – może nierówno grający, może nieco ospały – ale nadal imponujący seryjnie zdobywanymi punktami (fani Chicago coś więcej mogą powiedzieć). Kevin Durant walczący o nowy kontrakt i być może transfer do innej drużyny, po nowe wyzwanie? Ale też najsłabsza od lat ławka rezerwowych, często kontuzjowanych i już nie aż tak elektrycznych. Czy to może okazać się piętą Achillesową Warriors podczas play offs?

Najważniejsze pytania; który zespół – i czy taki istnieje w lidze NBA – jest w stanie wygrać serię do 4. zwycięstw nad aktualnymi Mistrzami ligi. W moim przekonaniu są dwie takie ekipy. Jednak czy to starć tych drużyn w ogóle dojdzie to materiał na osobną dyskusję i już nieco bliżej play offs.

C.D.N.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

4 komentarze

  1. jumpman pisze:

    Woy fajne podsumowanie.
    Czy przypadkiem Magic Johnson Executive VP nie jest a Rob Pelinka GM?? ; )

    Przejście Suns do Seattle, Las Vegas czy Vancouver… a potem za kilka lat znowu ruchy oddajcie nam Phoenix, podejrzewam coś jak Sacramento z merem Kevinem Johnsonem nie puścili Kings tak i Phoenix nie puści klubu.
    Kings i Clippers imponują prowadzeniem i zespołowością. Warto by oba dostały się do PO. Kings zamiast dno ligii, walczą o PO szacuneczek dla trenera i wsparcie kibiców. Odnośnie Clippers – czy na pewno warto gwiazdę (zależy od charakteru), bo na przykładach Bostonu widać, że lepiej radzili sobie jako drużyna, gdzie każdy był odpowiedzialny i z 7 gości było twarzami zespołu a z KI i Haywardem po przerwie nie do końca się klei, tak pewnie Lebron z Clippers radziliby sobie lepiej… jednak może właśnie cały rozwój młodych, presja i żadania wszystko by rozsypały jak w Lakers…

    • Woy pisze:

      A vice president is an officer in government or business who is below a president (managing director) in rank. It can also refer to executive vice presidents, signifying that the vice president .

      Magic jest ponad Pelinką i zarówno jak on odpowiadał za rozmowy i przejście LeBrona, tak i on naciskał na transfer Davisa. Dodatkowo, to on musiał wyrazić zgodę na transfery młodych Lakers do Pels. Bez jego aprobaty ruchy nie przechodzą.

  2. jumpman pisze:

    Woy korzystając z okazji pytanie czy GSW będą inwestować w 1 zawodnika na ławkę? patrz centrzy (włącznie z Gortatem, Lopezem, Bogutem – doniesienia z Australii) czy kimś z D-league?
    pojawiły się sugestie, oczywiście media (espn, fox), że bardziej Boogie pasuje niż Green… ja bym bardziej spytał, jak Igła się starzeje mając ten i przyszły kontrakt, czy właśnie nie potrzeba trzymać takiego obrońcy jak Green a wręcz dorzucić kogoś (zadania specjalne)…

  3. Gregor pisze:

    Harris i Marjanovic zostali graczami Sixers a nie Detroit …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *