Wyniki i statystyki dzień #77: Świetne występy środkowych w roli głównej, co z tym Westbrookiem?

9 spotkań za nami. Noc w której dominowali środkowi, jednak nie w każdym przypadku kończyło się to zwycięstwem ich drużyn. Rekord sezonu Gordona Haywarda a także problem Russella Westbrooka, to i nie tylko znajdziecie w poniższym telegramie. Zapraszam.

Charlotte Hornets (18-19) – Dallas Mavericks (18-19) 84:122 (26:42, 15:23, 24:29, 19:28)

Na początek pogrom w Charlotte. Mavericks dali solidną lekcję koszykówki „Szerszeniom” zwyciężając prawie 40 punktami. Luka Doncic (18pts, 10reb) zawody zakończył z double-double. Także 18 punktów zdobył Dennis Smith Jr. który potrzebował na to zaledwie 22 minut. Gospodarze rzucali na słabej 36% skuteczności. Zaledwie 4 zawodników przekroczyło granicę 10 punktów, najwięcej miał Kemba Walker (11pts, 4-14fg, 0-5fg3). Nie zagrał Jeremy Lamb. W jego miejsce wszedł debiutant Devonte’ Graham (10pts, 3-13fg, 2-8fg3).

 

Cleveland Cavaliers (8-30) – Miami Heat (18-18) 92:117 (23:22, 20;36, 30:35, 19:24)

W Cleveland mieliśmy powrót do gry po bardzo długiej przerwie Diona Waitersa (7pts, 11min) w barwach Heat. Nie trudno zgadnąć, że Cavaliers przegrali kolejny mecz (7 z rzędu) a ich najlepszym zawodnikiem był Jordan Clarkson (11pts, 5ast). Debiut (na pewno nie marzeń) zaliczył Patrick McCaw (2pts, 18min). Po stronie gości najwięcej punktów zdobył Josh Richardson (24pts, 9-16fg, 4-7fg3).

 

Washington Wizards (15-23) – Atlanta Hawks (11-26) 114:98 (35:29, 29:24, 24:31, 26:14)

24 punkty Bradley’a Beala okazały się być wystarczające by pokonać u siebie Hawks. Nieźle zaprezentował się także Tomas Satoransky (14pts, 11reb, 7ast) a dublet na swoje konto zapisał Thomas Bryant (16pts, 15reb). Po stronie gości na wyróżnienie zasługuje dwóch zawodników – John Collins (21pts, 8reb, 4-5fg3) oraz inny podkoszowy Alex Len (24pts, 11reb, 11-19fg).

 

Brooklyn Nets (18-21) – New Orleans Pelicans (17-22) 126:121 (39:29, 34:29, 32:29, 21:34)

34 punkty oraz 26 zbiórek… Ogromny dublet w wykonaniu Anthony’ Davisa a mimo to Pels wyjeżdżają z Nowego Jorku z niczym. Po stronie Nets siedmiu zawodników zdobyło dwucyfrową liczbę punktów a najwięcej uzbierał D’Angelo Russell (22pts, 13ast). „Siatki” trafiły aż 16 razy zza łuku na świetnej 52% skuteczności.

 

Boston Celtics (22-15) – Minnesota Timberwolves (17-21) 115:102 (25:21, 35:21, 27:39, 28:21)

Gordon Hayward (35pts, 14-18fg, 4-7fg3) w końcu odpalił notując najlepszy wynik punktowy sezonu. To jego dopiero drugi mecz w barwach Celtics z powyżej 30 punktami. Gospodarze pomimo braku Kyrie Irvinga poradzili sobie z Timberwolves prowadzonym przez Karla-Anthony’ego Townsa (28pts, 12reb, 7ast). Andrew Wiggins (31pts, 10-18fg) podobnie jak Hayward zanotował swoje nowe season-high i podobnie do gracza Celtics był to dopiero jego drugi mecz w tym sezonie z minimum 30 punktami. Oczywiście Tom Thibodeau w swoim stylu – Wiggins 43 minuty, Tyus Jones (14pts, 9ast, 4stl) 40 minut, Towns 37 minut. Covingtona już zdążył zajechać i dziś chłopak nie zagrał.

 

Chicago Bulls (10-28) – Orlando Magic (17-20) 84:112 (16:32, 29:30, 17:28, 22:22)

Magic bez większych problemów ograli Bulls na wyjeździe. Kolejna ekipa w której dominował środkowy – Nikola Vucevic (22pts, 12reb) czyli najlepszy zawodnik gości dołożył sporych starań do tej 17 wygranej sezonu. Podopieczni Steve’a Clifforda rzucali w tym meczu na rzadkich 58% z gry (dla porównania „Byki” tylko 42%). Najlepszym punktującym gospodarzy był Zach LaVine (16pts, 6-10fg) ale i on tym razem nie błysnął specjalnie.

 

Memphis Grizzlies (18-19) – Detroit Pistons (17-19) 94:101 (24:26, 31:25, 12:21, 27:29)

Myślę, że jedyna niespodzianka minionej nocy. Pistons grając dzień po dniu i to na wyjeździe jeszcze ograli Grizzlies, którym forma ostatnio zdecydowania spadła (8 porażek w ostatnich 10 meczach). W głównej roli oczywiście Blake Griffin (26pts, 8reb, 7ast). Rywalizację w emocjach próbował utrzymać rookie Jaren Jackson Jr. (26pts, 10reb) ale koledzy a w szczególności liderzy drużyny specjalnie się do tego nie kwapili – Marc Gasol (11pts, 7reb, 4-10fg, 30min), Mike Conley (! 0pts, 0-8fg, 3to, 28min !).

 

Phoenix Suns (9-30) – Philadelphia 76ers (25-14) 127:132 (32:44, 17:28, 38:32, 40:28)

54 rzuty wolne oddane przez 76ers. 90(!) osobistych oddanych łącznie przez obie drużyny na przestrzeni całych 48minut… Mecz z pewnością do najprzyjemniejszych do oglądania nie należał. Sixers wygrywają mecz dzień pod dniu, tym razem w Phoenix a Joel Embiid (42pts, 18reb, 17-19ft) notuje swój już trzeci mecz w sezonie z 40+ punktów i 15+ zbiórek. 29 punktów miał Ben Simmons (15-23ft!) a 27 w tym pięć celnych trójek dorzucił JJ Redick. Jimmy Butler z powodu choroby nie wystąpił. W ekipie gospodarzy wolnych narzucał się Devin Booker (37pts, 8ast, 15-17ft) a zawody z dubletem ukończył Deandre Ayton (18pts, 11reb).

 

Los Angeles Lakers (21-17) – Oklahoma City Thunder (24-13) 100:107 (25:25, 32:34, 25:19, 18:29)

3-20 z gry Russella Westbrooka ale triple-double (14pts, 16reb, 10ast) jest. I gitara. No właśnie… póki Thunder wygrywają, póki są wysoko w tabeli to można przymykać oko na niemoc strzelecką lidera OKC w tym sezonie ale kibice tej drużyny z pewnością w głębi się zamartwiają bo Russ gra po prostu w kratkę. W poprzednim meczu zaledwie jedna oddana trójka, świetne 32 punkty, nawet z triple-double! a dziś znowu, siedem oddanych rzutów zza łuku zaledwie jeden trafiony. Prawda jest taka, że chłop ma takie waruny, że 70 czy 80% jego rzutów powinno pochodzić spod kosza po dynamicznych wjazdach a nie siekanie trójki czy mida na pałę. Dobra, zostawmy Westbrooka w spokoju, nikt nie wie co siedzi tam w tej jego głowie a może w niej jest problem… Skupmy się na pozytywach drużyny z Oklahomy. Paul George (37pts, 15-29fg, 4stl) zanotował właśnie swój 13 już mecz z minimum 30 punktami. Były zawodnik Pacers notuje zdecydowanie swój najlepszy sezon w karierze zdobywając średnio ponad 26 punktów na mecz. Lakers bez Rajona Rondo a tym bardziej LeBrona Jamesa są po prostu przeciętną drużyną i nie dziwne, że przegrali. Najlepszy w obozie „Jeziorowców” tym razem był niechciany Kentavious Caldwell-Pope (25pts, 6-14fg, 5-11fg3). Kyle Kuzma (4pts, 3stl) rozegrał jedynie 16 minut ponieważ zszedł w trakcie meczu z kontuzją i na parkiet już nie powrócił.

 

Lubisz naszą pracę? Wspieraj nas na Patronite.pl!

Adrian Rojek

Kibic Golden State Warriors. Wielki fan Splash Brothers. Ulubiony zawodnik - Rajon Rondo.

21 komentarzy

  1. fantomas pisze:

    To pokazuje jaką dokładnie drużyną jest LA- Russ 3/20 a oni (LA) przegrywają…. tak jak napisał autor- mocno przeciętna drużyna która jeżeli wygra to tylko przy odrobinie szczęścia. Musi być koniecznie jeszcze jeden all-star który, tak jak teraz w przypadku braku Jamesa pociągnie ten zespół do przodu bo mentalnie to dzieciaki.

    • Woy pisze:

      polecam mecz Wolves Pelicans z przedwczoraj. Zwłaszcza obronę Wolves (brak zainteresowania pomocą w obronie , wzrok w innym kierunku niż piłka oraz ogólnie lajtowe podejście Wilków w obronie). Nie wiem czy Thibs nad czymś tam jeszcze ma kontrolę :-)

  2. sasoo pisze:

    Zostawcie Russela – TD jest? jest. Poplaczcie lepiej nad wolnymi Hardena, jutro znów może być z 20.

    • fantomas pisze:

      No zgadza się, i dobije znów do 40+ i ochy achy będą…. cóż jakie czasy taka koszykówka

    • sasoo pisze:

      To był sarkazm przyjacielu :)

    • pop pisze:

      sasoo – mogłeś się wypowiedzieć a nie teraz pod „tematem Westbrooka” naciągać temat „płakania” z powodu Hardena. Co ma jeden z drugim wspólnego? oczywiście mają, bo grali razem w OKC, obecna forma Westbrooka nijak nie przekłada się na temat „+20 ft’s Harden”, dobre wyniki Thunder są zasłużone, dobre wyniki Rockets to zasługa homecourt adventage, a może powinienem napisać refs adventage

    • sasoo pisze:

      pop nikt Cie tu nie traktuje powaznie, wiec nasmaruj zadek maścią i ciesz swoimi przemysleniami :)

  3. fantomas pisze:

    Zrozumiałem sarkazm przyjacielu;), raczej dołożyłem swoje 5 groszy;) miłego dnia

  4. Knyppo pisze:

    Ja mam takie pytanie. Bo chyba nie do konca rozumiem ciagle dopieprzanie sie o wszystko. Jak rzucaja za 3 to zle jak rzucaja za 1 to tez zle. To maja rzucac tylko za 2? Ja pomijam poziom sedziowania, a raczej przepisy ktore wprowadza NBA jako organizacja bo to tam lezy problem ze z gry dla facetow robia przedszkole, ale to jak juz to trzeba miec pretensje w glownej mierze do tych panow.

    • Woy pisze:

      ale jakie przepisy, kiedy w piątej sekundzie akcji gość rzuca za trzy sprzed nosa rywala…selekcja rzutów, szukanie wolnego partnera i jakieś elementy dyscypliny taktycznej; gdzie to wszystko jest?.Jak powiedział w programie świątecznym Ryszard Łabędź do 40. spotkania sezonu mamy teraz pre-season. Zero obrony, poza końcówkami wyrównanych spotkań, naparzanka niczym na grze komputerowej. Chodzi tu bardziej o podejście, zaangażowanie. Stąd też pomysł by zmniejszyć liczbę spotkań bo szybciej rozpocznie się walka o play offs jest bardzo dobry.

  5. Knyppo pisze:

    Mowie o przepisach dzieki ktorym mamy po 100 rzutow wolnych, ze obroncy nic nie wolno, a jak nie wolno bo bedzie odgwizdany faul no to nie bronia. Nadal tez uwazam ze dzieki temu ze powszechnie wszedl rzut za 3 to trudniej sie broni wiekszy obszar. Nie zrobia mniej meczy, mogliby ewentualnie wprowadzic punktacje jak w NHL, jakies pkt za pirazki po dogrywce, cos co by pozwolilo wlaczyc w kazdym meczu.

    • Woy pisze:

      Napisałem wyżej, to nie do końca kwestia przepisów a bardziej koncentracji i zaangażowania większości graczy czytaj przypadek obrony Wolves przeciwko Pels. Mentalności oraz podejścia zawodników. Część spotkań jest bez barwy i bez wyrazu. Niestety coraz więcej.
      Drugi przykład narzekania graczy Bulls na reżim treningowy nowego trenera…skarga do związku graczy. Komedia

  6. pop pisze:

    pomysł ograniczenia ilości gier jest głupi, każdy mecz jest ważny dla drużyn liczących się, na zabawę mogą sobie tylko pozwolić Warriors, nie wiem dlaczego faceci zarabiający miliony mieliby grać mniej, coś za coś, nie przypominam sobie żeby John Stockton czy inni żelaźni narzekali że muszą grać 82 w sezonie, nie licząc playoffs

    • Woy pisze:

      By włączyć rywalizację i powagę w większości gier. Lata 90 minęły i czas zrobić coś by lajtowe podejście trochę zmienić. Inaczej NBA zacznie przypominać występy Harleemu

    • Wojt pisze:

      Za to Ty wypowiadasz się pod każdym tematem. Najczęściej o niczym.

    • pop pisze:

      Wojt (to chyba do mnie?) zgaduję że ni zgodziliśmy się pod którymś z tych tematów, może uprość sprawę i zarzuć linka, po co ta dziecinada i uszczypliwości, przecież właśnie napisałeś „nic” żeby wytknąć mi że piszę o niczym

  7. kidzi pisze:

    Moze nie zmiejszac ilosci meczow tylko zmienic punktacje.
    Wygrana 2 pkt porazka 0, porazka po dogrywce 1 pkt
    Albo pojsc dalej i dodac pkt bonusowy za wygranie 20 pkt. Kazdy by sie wtedy bardziej staral zeby nie dostac lania, tylko wtedy oczywiscie zaczeloby sie gadanie o podkladaniu…
    I niech zniosa te glupawe konferencje, niech gra 16 najlepszych druzyn. Rozumiem ze tradycja ale nie kazda jest dobra

    • Woy pisze:

      dokładnie. Pamiętajmy, że reguły stosowano i budowano w dawnych czasach. Z nową erą trzeba wprowadzać modyfikację. A podział na 16 najlepszych też jest od dawna dyskutowany.

    • cynik pisze:

      Drużyny tankują też z powodu draftu. Może zrobić odwrotnie? Im wyżej jesteś na koniec sezonu tym, lepszy pick? Wiem, że to spowodowało by podział na słabszych i b. mocnych, ale skoro teraz i tak wcale lepiej nie jest, to co za różnica?

  8. emilioo3city pisze:

    Co z tą naszą znienawidzoną ale ukochaną NBA? Dokąd zmierza? Euroliga ma ją zastąpić? Nie sądzę. Może takie czasy nastały? Albo może ludzie potrzebują tylko rozrywki do zeżarcia popcornu i popicia go piwem? Nie interesuje ich walka o każdą piłkę i obrona własnego kosza? Piękna koszykówki? A może interesują ich tylko rzuty z daleka, szybkie kontry i dunki?

  9. Adi pisze:

    Tak, to już nie jest sport tylko branża rozrywkowa a lepiej się pije browar i wcina popcorn oglądając show niż twardą walkę. No i lepiej się pisze o rekordach strzeleckich niż twardych obrońcach.
    4 rzeczy, które trzeba zrobić żeby uzdrowić tę ligę:
    1) sędziowanie – koniec z gwizdkami za byle co
    2) sztywne salary cap, którego nie ma możliwości przekroczyć – np. 100 baniek rocznie, chcesz mieć 3 koksów w składzie zarabiających 30 baniek to uzupełniasz skład 10 zadaniowcami po milionie
    3) koniec z wyborami w drafcie dla ogórów. 6 pierwszych wyborów dla drużyn z miejsc 9-11, niech średniak weźmie jakiś talent i zostanie kontenderem za rok, a nie czekać aż patologia w stylu Suns czy Phila sprzed kilku lat po iluś tam wysokich wyborach z rzędu zacznie walczyć. Narobił ktoś patologii to niech szuka wolnych agentów, ciekawych trenerów, nowego stylu gry
    4) zakazać oddawania wyborów na kilkanaście lat do przodu, max 2-3 lata – czasem danego zawodnika już nie ma w drużynie, która jest mega słaba i nie ma też wyborów w drafcie, modelowy przykład Nets…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *