Wyniki i statystyki dzień #71: Wysoka forma Hardena, game-winner Bogdanovica i Lillarda

Houston Rockets (19-15) – Boston Celtics (20-14) 127:113 (35:24, 22:31, 35:31, 35:27)

Powrócił temat Jamesa Hardena (45pts, 9-18fg3) w kontekście MVP. Lider Rockets jest ostatnio w wybornej formie i bezsprzecznie z obecną dyspozycją jest najlepszym zawodnikiem ligi. 8 meczów z rzędu z minimum 30 punktami, do tego jego gra przekłada się na wyniki drużyny (Rockets wygrali 8 z ostatnich 9 meczów). Minionej nocy „Rakiety” pokonały u siebie Celtics a Hardena dzielnie wspierał Clint Capela (24pts, 18reb). Goście solidnie przegrali zbiórkę bo aż 54-38 do tego chociażby Jayson Tatum zdobył tylko 4 punkty na skuteczności 2-7 z gry. Najlepszym zawodnikiem w szeregach C’s był Kyrie Irving (23pts, 11ast).

 

Milwaukee Bucks (24-10) – New York Knicks (9-27) 112:96 (24:28, 29:20, 34:29, 25:19)

Bucks nie mieli problemów z powtórzeniem wyczynu, który dokonali w święta. Ponownie okazali się lepsi od Knicks tym razem we własnej hali. W roli głównej Giannis Antetokounmpo (31pts, 14reb, 8ast). Szkoleniowiec gości dokonał zmiany w pierwszej piątce jak się okazało była to słuszna decyzja. Enes Kanter (8pts, 5reb, 14min) usiadł na ławce a w wyjściowym składzie znalazł się Luke Kornet (23pts, 7-11fg3).

 

Sacramento Kings (19-16) – Los Angeles Lakers (20-15) 117:116 (32:34, 29:33, 23:28, 33:21)

Bez LeBrona Jamesa, JaVale’a McGee oraz Rajona Rondo musieli radzić sobie Lakers w starciu z Kings. Niewiele brakowało a do domu wracaliby ze zwycięstwem. Najważniejszą akcję w spotkaniu celnie wykończył rzutem za trzy oraz na zwycięstwo Bogdan Bogdanovic (23pts, 9-16fg, 30min). De’Aaron Fox (15pts, 9reb, 12ast) stoczył ciekawy i wyrównany pojedynek z Lonzo Ballem (20pts, 9reb, 12ast) i oboje byli zbiórkę od triple-double. Najlepsze w meczu 33 punkty miał Kyle Kuzma a Brandon Ingram (22pts, 8-19fg) w końcówce meczu trafił tylko jedną próbę na dwie z linii rzutów wolnych co miało swoje konsekwencje nieco później o czym już wspominałem.

 

Utah Jazz (17-19) – Philadelphia 76ers (23-13) 97:114 (29:22, 23:35, 27:38, 18:19)

35 punktów zdobyte w drugiej kwarcie i 38 w trzeciej przez 76ers mocno przyczyniło się do domowej wygranej nad Jazz. Piąte w sezonie triple-double uskładał Ben Simmons (13pts, 14reb, 12ast). Dobry mecz rozegrał także Joel Embiid (23pts, 15reb, 6ast, 5blk). Warto również wspomnieć o 24 punktach i 6 celnych trójkach JJ Redicka. Jazz rzucali na jedynie 38% skuteczności. Donovan Mitchell zdobył 23 „oczka” a Rudy Gobert miał double-double (17pts, 15reb). Dante Exum, który wchodził z ławki w 21 minut zapisał na swoje konto 20 punktów.

 

Golden State Warriors (23-13) – Portland Trail Blazers (20-15) 109:110 (28:27, 18:25, 25:23, 31:27, 7:8)

Warriors rozegrali jedno z najsłabszych spotkań w tym sezonie. Poprzednie zdanie tyczy się głównie gry ofensywnej bo w obronie było w normie. Rywala mieli jak na tacy niemal przez cały mecz. Blazers pudłowali rzut za rzutem (36%fg). Jedyną ich przewagą był silny pod koszem Jusuf Nurkic (27pts, 12reb), który nie miał rywala przez cały mecz i za każdym razem był podwajany. „Wojownicy” popełniali bardzo głupie straty jak chociażby uderzenie piłką w twarz Klay’a Thompsona (15pts, 8reb) przez Draymonda Greena (15pts, 11reb, 7ast). Do tego skuteczność z linii rzutów wolnych to zaledwie 40% (6-15ft). Warto dodać, że do pewnego momentu było to 10% (1-10ft) a pudłowali tacy zawodnicy jak Stephen Curry (29pts, 1-3ft) czy Kevin Durant (26pts, 10reb, 11ast, 2-4ft), czyli gracze 90% w tej statystyce. W końcowych minutach spotkania gdy wydawało się, że goście wyjdą zwycięsko z tego pojedynku ujawnił się indywidualny kunszt Duranta, który niemal w pojedynkę doprowadził do remisu trafiając dwie ważne trójki. Dogrywkę dobrze rozpoczęli gospodarze ale pojawiły się błędy, które były popełniane przez mistrzów przez całe wcześniejsze 48 minut. Ostatecznie na 5 sekund do końcowej syreny Damian Lillard (21pts, 5ast) rzutem za trzy punkty zamknął mecz. W ostatniej akcji ponownie swoich sił w akcji izolacyjnej spróbował „KD” ale tym razem nieskutecznie.

 

Lubisz naszą pracę? Wspieraj nas na Patronite.pl!

Adrian Rojek

Kibic Golden State Warriors. Wielki fan Splash Brothers. Ulubiony zawodnik - Rajon Rondo.

5 komentarzy

  1. emilioo3citi pisze:

    Witam szanownych kolegów. Z enbiej.pl jestem już od wielu lat ale wciąż bez komentarza. Czas to zmienić. Ostatnio zrobiła się posucha w dyskusji. Może moderatorzy coś wymyślą nad przywróceniem ożywieniem dyskusji?

    Co się dzieje w szeregach mistrzów? Christmas? Obżarstwo? Słaba forma? Celowe działanie ze strony sztabu szkoleniowego, oszczędzanie zawodników? Czy może konflikt wewnętrzny a co za tym idzie słaba gra?

    • Beskid pisze:

      Być może to właśnie świąteczne obżarstwo forumowiczów doprowadziło do zastoju we wpisach :)
      Uważam, że Warriors wrzucą wyższy bieg we właściwym czasie, tj. w PO. Sezon regularny w tej chwili to roller coaster i trudno jednoznacznie stwierdzić, jakie są realne możliwości poszczególnych kontenderów (vide: tabela Zachodu). A Warriors muszą się w końcu zmobilizować, bo stawką – w ich przypadku – jest nie tylko three peat, ale byt tej drużyny w obecnym kształcie. Uważam, że ewentualne niepowodzenie (brak mistrzostwa) uczyni rozpad tego teamu niemal pewnym.

  2. Knyppo pisze:

    Mysle ze GSW przy takim mysleniu moga sie niezle zdziwic, wiadomo potencjal najwiekszy w lidze, ale… Przy jechaniu na pol gwizdka i przy wyrownanej tabeli zachodu moze byc zdziwko jak zajma 3 albo czwarte miejsce w konferencji. Uwazam tez ze fajnie by bylo gdyby sie troche towarzystwo przewietrzylo jezeli chodzi o sklad w PO, mowie tu o Sacramento czy Dallas, nawet LAL ponownie bedzie dobrze zobaczyc. Takie jeszcze jedno moje pytanie, czy ktos ma jakies luzne przemyslenia i przewidywania odnosnie ktore druzyny zaczna spadac a ktore piac sie w gore, mowie o calym NBA, i co myslicie na temat Brooklyn Nets?

  3. pop pisze:

    sprawa jest prosta, Warriors olewają wszystko i wszystkich a Durant w międzyczasie gada jakieś głupoty w wywiadach, na parkiecie cyrk, czyli nie odchodzą znacząco od normy

    Lakers bez JaVale’a nie mają szans, nawet James to widzi i czeka na ławce na powrót mistrza, chyba był to jeden z poważniejszych ludzi w GSW

    a na poważnie, liga stwarza pozory równowagi ale nie umknęło mojej uwadze, że mimo wszystko kilka razy pomogli wygrać Warriors, śmiało mogli mieć 3 porażki więcej, z Duranta taki lider że kapkę trza było pomóc

    Sacto mega pozytywna niespodzianka, jeszcze napsują krwi niejednemu „faworytowi”

    gdybym miał wybierać mvp na teraz to zdecydowanie Grek

  4. RIPCITIZ3N pisze:

    I tak zdobędą mistrzostwo.Przynajmniej Zachodu.Sędziowie o to zadbają.niestety…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *