Okiem kibica: nic się nie stało…

Autor: Przemek Słoniewski

 

Nie ma sensu porównywać skali doniesień medialnych z obozów dzisiejszych przeciwników podczas offseason. To tak, jakby porównywać kampanię marketingową Mc Donald’s  do baru mlecznego – bezsens. Nie każdy jednak woli sklejonego na szybko kalifornijskiego fast fooda, ale każdy ciekaw jest, jak on smakuje. Zaczynajmy.

W pierwszych piątkach pierwsze odpowiedzi. LA z Rondo i Caldwell-Pope obok Lebrona, McGee i Ingrama. Portland obok Dynamic Duo z Nurkicem, Aminu i brazylijskim strzelcem Laymanem.

Co najmniej niesmaczny jest pierwszy faul odgwizdany na Lebronie, ale powiedzmy, że to oczko puszczone od władz ligi dla sprawcy największego transferu w NBA od czasu przejścia.. Lebrona do Miami. The King chwilę później, już bardzo apetycznie wita się z nowym sezonem firmowym Tomahowk Jam.  Odpowiedzią Portland na aktywnie ruszających się bez piłki zawodników Lakers jest zagrywka, gdzie Lillard i McCollum wychodzą po zasłonach z rogów boiska. Ciężko przesunąć akcent defensywny, gdy olbrzymie zagrożenie może nadejść obydwu tych miejsc. Początek dla Lakers, ale mniej skuteczni rezerwowi trwonią przewagę za sprawą przytrzymanego dłużej na parkiecie Lillarda. Nie wróży to dobrze dla Jeziorowców. Tacy zawodnicy jak Kuzma, Hart czy Stephenson grają o udowodnienie swojej wartości i angaż w zespole Lakers na przyszłoroczne rozgrywki, kiedy będzie on  już realnym kandydatem do mistrzostwa, po dojściu kolejnej super-gwiazdy. Im lepiej będą oni wyglądać w tym sezonie, tym mniejsze roszady potrzebne będą w lato. Na pierwsze prowadzenie Portland wychodzą jeszcze pod koniec 1 qw, ponieważ L.A. NIE RZUCILI jeszcze punktów z poza pola 3 sekund i linii osobistych!

Co za wejście Nicka Stauskasa?! Dwie trójki, wkrętka pod kosz, półdystans, i  2 kolejna triple dają w sumie 13 pkt od Kanadyjczyka. Natychmiastową reakcją na trudności Lakers na łuku, jest maksymalne zacieśnienie środka przez Portland. Plus dla trenera Stottsa. Trudności ma nawet Lebron, który nie może znaleźć na obwodzie, ani K-Lova, ani Korvera 😉 Evan Turner przepycha pod koszem Lonzo i okazuje się że PTB wychodzą na 10-cio punktowe prowadzenie podczas, gdy dwaj kozacy siedzą na ławce rezerwowych. Och, jak bardzo brakowało im takiej butli z tlenem w poprzednim sezonie. Świetną robotę wykonuje po obu stronach parkietu Javale Mcgee. 2 mega bloki, 2 piekne kontry – chłopak na dobre zrywa z łatką boiskowego głupca. Zatrważająca jest jednak niemoc rzutowa Lakers. Do przerwy wynik 65-63, a oni nie trafili jeszcze do kosza z półdystansu i dystansu. Opcje, jak zwykle dwie: albo odpalą i odjadą, albo polegną.

Ospały początek drugiej połowy ożywił monstrualną paką Twaróg (skreślone) Al.-Farouq Aminu. Z jednej strony punktują Ingram i Hart, z drugiej Turner i Harkless. L.A. trafiają trójkę dopiero w swojej 16. próbie, ale trzymają się w grze dzięki punktom z kontry, których już w tym momencie mają prawie 2 razy więcej, niż średnio w poprzednim sezonie. Mecz generalnie jest definicją, jakże lubianego u nas określenia, koszykarskie szachy trenerskie. Na problemy rzutowe gości, Portland odpowiadają zacieśnieniem środka. LA z kolei obniżają skład – poprawiają tym samym funkcjonalność i intensywność obrony wyprowadzając kontry. W odpowiedzi Terry Stots zarządza granie pod kosz i wykorzystywanie z premedytacją przewagi siły i gabarytu. Kwartę równo z syreną kończy łapiący wreszcie rytm Hart. 93-91 dla Portland po 3 qw.

Stauskas zamienia 3 rzuty wolne na punkty, a za chwile dokłada piękną trójkę. W zeszłym sezonie ten chłopak notował średnio 4.5 pkt/na mecz.  Dziś ma ich już powyżej 20. Odpowiada James, którego jeśli ktoś chce zatrzymać na otwartej przestrzeni, to powinien wcześniej wykupić sobie solidne ubezpieczenie. Gromkie Beat L.A. podrywa Portland do walki. Odskakują na 10 pkt na 5 minut do końca po trójce McCalluma. Gwizdki sędziów idą w ruch w ostatnich minutach. Mecz rozgrywa się na linii rzutów wolnych, gdzie Portland prezentują się lepiej. Sprawę zamyka nakręcony jak zegarek Lillard akcją And1.

Znamienne jest to, że przeglądając amerykańskie strony, na pierwszym planie pokazane są dokonania Jamesa(26/12/6) w jego debiucie, a nie wynik meczu. To pokazuje o co w tym sezonie grają Lakers. Nie o mistrzostwo. O zrobienie wrażenia, o przyciągnięcie uwagi i przygotowanie gruntu pod przyszły sezon. Ich założenia do końca nie się sprawdziły, bo choć gra z kontry jest godna uwagi to jednak balans inside-outside jest zbyt zachwiany (dawać Ukraińca na parkiet). Obrona oparta na zamianie krycia też jeszcze kuleje, zwłaszcza kiedy Ingram musi przejąć w obronie niższego rywala. Co do Portland, to godnie pożegnali jednego z najbardziej zasłużonych dla klubu ludzi, Paula Allena, któremu dedykować będą wszystkie mecz u siebie w tym sezonie. Ostrzeżeniem dla nich może być to, że duet Lillard&McCollum uzbierał łącznie ledwie 5 asyst. Czekamy na rozwój wydarzeń.

Wynik: La Lakers 119 – 128 Portland

Kozak meczu: Nik Stauskas (24 pkt, 7/11 z gry)
X-factor: Evan Turner (13 pkt, 3 zb, 6 as)

Zagranie: blok i kontra zakończona wsadem Zacha Collinsa

Do poprawy: Kentavious Caldwell-Pope (wyjściowy rzucający obrońca oddaje w meczu 3 rzuty)

4 komentarze

  1. BURN napisał(a):

    Portland w tym 1 meczu naprawdę na duzy plus. Moda Center jak zwykle on fire. Lillarda spokój i profesjonalizm jest niezwykły. Do poprawy na pewno skuteczność CJa. O wiele lepiej niz w zeszłym sezonie wygląda roster Blazers. Curry i Stauskas są o wiele lepszym backupem niz byli to Napier i Pat. Zach Collins również wygląda coraz lepiej, moga być ludzie z tego chłopaka. Mimo ubogiej ilosci asyst rainbros, dobrze wyglądało dzielenie się piłka, widac było tez ze tworzą zespół i to jest duzo siła Portland. Ciekawy jestem jak dalej beda wyglądać, ale mam nadzieję ze bedzie to przełomowy sezon dla Blazers, szczególnie w PO ale do tego dalekaaa droga. Pozdro!

  2. Adi napisał(a):

    Ciężko powiedzieć o co grają LAL, 15 spudłowanych trójek z rzędu a mimo to są meczu dalej na trudnym terenie w Portland. KCP to jest jakieś nieporozumienie. Ciekawe jak się sezon rozwinie, ale gdyby były wyniki to wystarczy w zimę dodać 2 dobrych strzelców i ta drużyna może mieć ogień…

    • Woy napisał(a):

      Wystarczy zamienić KCP na Haarta. O tym już myślą. Btw.nie zawsze Stauskas będzie miał dzień konia

    • Adi napisał(a):

      To akurat racja, z Harta będzie dużo większa pociecha. Ale ogólnie szkoda tych 12mln na KCP, można ten hajs było lepiej wydać, choćby Belinelli albo Jamal Crowford

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *