Okiem kibica : po meczu Sixers z Celtics

Autor: Przemek Słoniewski

„WRÓÓÓCIIIIIŁAM !!”
NBA kopniakiem otworzyła drzwi wejściowe oznajmiając, że trwające ponad 4 miesiące wakacje właśnie dobiegły końca, a kibice na całym świecie mogą już zacząć przestawiać swoje zegary na czas zimowy meczowy. NBA, jak ta dobra ciocia, kiedy się wreszcie pojawia, zawsze ma ze sobą coś specjalnego na podarunek. Nie inaczej i tym razem. Specyficznie skonstruowany rynek transferowy powoduje, że mniej więcej 2 tygodnie po zakończeniu sezonu, po pierwszych większych ruchach kadrowych, kibice tuptają w miejscu już na samą myśl o nadchodzących rozgrywkach, a przygotowane na począteksmakowite dania rozgrzewają fanów do czerwoności na kilka dni przed. Co jak co, ale Amerykanie wiedzą jak zrobić otoczkę. Ale do rzeczy!

Przed nami rewanż za zeszłoroczne półfinały konferencji wschodniej. Wzmocniona dwoma All-starami ekipa gospodarzy oraz wzmocniona nową, (ponoć) lepszą wersją nr 1 draftu 2017 drużyna Sixters. Poza absencją Baylessa, brak istotnych nieobecności. Obie drużyny świadome zeszłorocznych wyników i tego, że w tym sezonie należy je poprawić, aby zadowolić siebie i fanów. Obie chcą także mocno wejść w regular season meczem, który może stworzyć przewagę psychologiczną nad rywalem z dywizji. I co? I pierwsze 2 minuty to chaos porównywalny z lekcją wf-u w gimnazjum w Szczękocinie. Festiwal niecelnych rzutów, nieprzygotowanych akcji, złych decyzji i absurdu. Z bodaj 15-stu oddanych w tym fragmencie rzutów, wpadły może 2. Jak widać lekka trema omija nawet największych kozaków, choć może to zapowiedź całego sezonu w coraz szybciej grającej NBA? Zostawmy te dywagacje na inną okazję.

Brad Stevens mówi dość i po time-oucie widać, jak Celtics mocno pracowali nad rozwiązaniami taktycznymi przez wakacje. Rytm, jako pierwszy łapie Tatum. Step back 3, Jumper z okolic linii rzutów wolnych, chłopak przez wakacje trenował z Kobe, a to jak pisać doktorat z koszykówki. Twarda obrona Bostonu przywitała się z Embidem tak, jak pożegnała go w zeszłorocznych play-off, The Process ma w 1 qw już 2 otrzymane bloki (w 2 qw jeszcze piękna czapa od Roziera). Po pierwszych 12-stu minutach mamy remis po 21, choć warto zwrócić uwagę na dorobek punktowy gwiazdorskich duetów: Hayward&Irving 0 – 11 Simmons&Embid. Szeroki skład vs. Starpower?

W drugiej ćwiartce Philadelphia szuka swojego rytmu gry, czyli wykorzystywania przewag fizycznych i balansu pomiędzy inside&outside trójki Simmons-Embiid-Redick. Choć patrzenie jak JJ korzysta z zasłon i z jaką intensywnością pracuje na dogodne pozycje strzeleckie to przyjemność, to jednak Sixters stoją przed dwoma fundamentalnymi zadaniami w nadchodzących rozgrywkach. Aby wejść level wyżej muszą wyzbyć się grzechów poprzedniego sezonu, czyli niewymuszonych strat i stateczności w ataku po dograniu na low post. Druga sprawa to implementacja Markella Fultza, jako dostarczyciela punktów. Na razie wygląda to średnio, choć to nie czas na oceny. Z drugiej strony Boston imponuje głębią składu. Z rzucającym za 3 Baynes’em, dającym radę grać na silnym skrzydle Tatumem i człowiekiem-orkiestrą Horfordem stali się po cichu być może najbardziej UNIWERSALNĄ drużyną NBA. A już na pewno mają nabardziej pewną siebie ławkę rezerwowych z nieustępliwym Smartem, i będącymi po kapitalnych sezonach Rozierem i Morrisem. Żeby jednak nie było tak cukierkowo to Celtics także mają swoje zadanie do odrobienia i chodzi oczywiście o implementację Kyrie i Haywarda. O ile ten drugi widać, że krok po kroku będzie nabierał pewności w grze, ale w tym momencie istotne dla niego jest, aby nie burzyć rytmu drużyny o tyle Kyrie do przerwy jest najsłabszym obok Covingtona graczem na boisku. Po dwóch kwartach nieznacznie prowadzi Boston.

google.com, pub-2915109786295953, DIRECT, f08c47fec0942fa0

Aha, patrzenie na grę Simmonsa na otwartej przestrzeni to jak podziwianie górskich widoków w słoneczny dzień – czysta przyjemność.

Trzecią kwartę Hayward tym razem rozpoczyna na ławce, co podyktowane jest ograniczeniami minutowymi. Kyrie po pierwszej od 4 lat I połowie bez punktów, z niedowierzaniem kreci głową, bo trafił dopiero w 10. próbie. Brad Steven weźmie go na pomeczowej konferencji w obronę mówiąc, że wszyscy wiedzą, że Gordon pauzował 12 miesięcy, ale zapominają, że Kyrie 6. W eksperymentalnym zestawieniu Philadelphii, co ciekawe dużo dobrego wnosi TJ Mcconell, który jest jak ten młody chłopak z podstawówki, który stawia się dzielnie starszakowi. Choć wygląda z pozoru jak sprzedawca w sklepie z zabawkami, to od kilku lat potrafi ogrywać większych i silniejszych rywali sprytem i zwinnością. Dwie trójki Covingtona i około 12 pkt więcej z kontry dostarczone przez gości trzyma ich w grze po 3. kwarcie, choć wynik to 66-77 na korzyść Bostonu.

Czwartą kwartę rozpoczyna – nieco cichszy niż zazwyczaj – Jaylen Brown od szybkich 5-ciu punktów i m.in. potężnym wsado-rzucie(?) nad Embidem. Btw, znacie inną ligę,gdzie gracz zakłada
na otwarcie sezonu buty w różnych kolorach? Na 9 minut do końca przewaga Bostonu sięga 17-stu punktów co zwiastuje mało emocjonującą końcówkę. Gwiazdorzy Sixters wyrobili swoje statystyki, ale jeśli chodzi o przydatność dla drużyny Baynes nakrył Kameruńczyka czapką i choć jestem fanem obu, to nie ukrywam, że uśmiecham się gdy to widzę, ponieważ pokazuje to, że w sporcie nie ma nic z urzędu, a swoją „wyższość” należy pokazać w każdym meczu na boisku. Co godne uwagi, Celtics 2 razy pod rząd ustawiają set play na rzucającego z rogu za 3 Baynes’a. Australijczyk trafia jedną trójkę, ale zgodzicie się chyba, że Stevens powoduje wzrost wiary we własne umiejętności u swoich zawodników? Reakcje Browna i Tatuma w kierunku Embida po udanych akcjach pokazują, że pomiędzy oboma zespołami iskrzy, a Philadelphia z pewnością będzie żądna rewanżu.

Wynik końcowy Philadelphia 87-105 Boston
Kozak meczu: Jason Tatum (23 pkt, 9 zb)
Zagranie meczu: podanie Simmonsa za siebie do ścinającego Fultza
Do poprawy: Foul trouble Sarica utrudniło grę Sixers, na pewno będzie dawał więcej

4 komentarze

  1. Tony pisze:

    Bardzo fajnie napisany tekst, nie trzeba oglądać meczu, aby wiedzieć co się zdarzyło i o to właśnie chodzi. Trzymaj tak dalej !

  2. PseudoZnawca pisze:

    Pomijając wszelkie aspekty samego meczu, chciałem tylko napisać, że Ben zrobił się diabelsko szybki po tych wakacjach. Dużo pracował nad zrzuceniem zbędnych kilogramów.

  3. JoNTeK pisze:

    Fajny tekst. Ale czemu autor się upiera przy „Sixters”?

  4. ps pisze:

    Skoro oni popełniają 20 strat w meczu, to tu też mógł się zdarzyć błąd ;)
    A poważnie, to do poprawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *