Zapowiedź sezonu 2018/19: Brooklyn Nets – Jeszcze jeden rok

Brooklyn Nets w najbliższym Drafcie będą w końcu wybierali ze swoim numerem. Wiem, brzmi to nieprawdopodobnie. Ale to nie wszystko! W organizacji chyba wreszcie zmądrzeli – i zaczęli budować drużynę od podstaw, z głową. Niebawem mogą nawet powalczyć o awans do Playoffs.

 

Nie będę po raz 10542752 opowiadał o tym, jak Nets stracili swoje wybory w Drafcie w ostatnich latach. Tak czy siak – byli najgorszą drużyną Ligi, a nie mieli nawet swojego Picku. W ostatnich latach jednak postanowili zatroszczyć się o przyszłość – i patrzeć w dal, zamiast krótkowzrocznie próbować wygrać coś tu i teraz.

Dodatkowo, nie robili tego tak, jak Blazers, którzy zapchali sobie całe Salary Cap kontraktami średniaków. Oj nie. Zaczniemy nietypowo, bo właśnie od rzutu okiem na ich umowy:

To nie żart. Za rok naprawdę będą mieli tylko 63 miliony w kontraktach. Ba, powiem więcej. Gwarantowanych jest jeszcze mniej – bo przecież nie muszą przedstawiać wszystkich ofert kwalifikacyjnych itd. Będzie zatem baaaaardzo dużo miejsca na nowych zawodników. Najpewniej przedłużenie podpisze D’Angelo Russell (będzie zastrzeżonym wolnym agentem), być może również DeMarre Carroll. Kto wie, czy nie zostanie Allen Crabbe (zarabia niezłe pieniądze, gdzie indziej może tyle nie dostać). Z samych kontraktów Howarda, Farieda i Dudleya zyskają „na czysto” 42 miliony – a to już jest jakiś maks + trochę powinno zostać na jakiegoś rezerwowego. Zakładając, że Carroll odejdzie, zostanie Crabbe, a nowe umowy podpiszą D’Angelo i Rondae Hollis-Jefferson – nadal będą mieli sporo do wydania. Swoje może też wziąć Spencer Dindiwiddie, który rok temu bardzo udanie zastępował kontuzjowanych Lina i Russella.

Tak naprawdę w kontekście Nets ciężko przewidzieć, co będzie za rok czy dwa. W teorii są w genialnej sytuacji. Za rok wielu topowych graczy będzie wchodziło na rynek. Pytanie tylko – czy obecny zestaw jest w stanie skusić tych najlepszych do dołączenia do Nets? Pieniądze, jak wiemy, to nie wszystko. Potrzebny jest jeszcze potencjał, bo przecież tym najlepszych zależy głównie na pierścieniach.

Rzućmy okiem na ich prawdopodobny depth chart za rok:

PG: D’Angelo Russell / Spencer Dinwiddie / Shabazz Napier

SG: Allen Crabbe / Caris LeVert / Joe Harris

SF: ???

PF: Rondae Hollis-Jefferson / ???

C: Jarrett Allen / ???

 

Pozycje obwodowe wydają się nieźle obsadzone. D’Angelo powoli wyrasta na gwiazdę, Spencer, nieco jak Terry Rozier z Celtics, jest dużym wsparciem z ławki, zaś o ile Crabbe nie jest gwiazdą, to solidnie wypełnia swoje zadania. LeVert ma najpewniej rozwijać się (dopiero 24 lata) i za dwa lata wskoczyć do pierwszej piątki. Harris to nieco wątpliwy punkt do podstawowego składu – ale jako zmiennik powinien dać radę. Podobnie ma się sprawa z Napierem.

Od lewej: Hollis-Jefferson, Russell, Dinwiddie

Z kolei problemy pojawiają się „u góry”. Zakładając, że Carroll nie przedłuży kontraktu, zostają tam dwa pewne punkty: Hollis-Jefferson i Allen. To oni kreowani są na przyszłość organizacji (wraz z D’Angelo) – mają wszach odpowiednio 23 i 20 lat. Potrzebują zatem gwiazdy na pozycję niskiego lub wysokiego skrzydłowego (bo Rondae może grać zarówno na SF, jak i na PF), a także dobrych zmienników. Nie jest to niewykonalne. Może nie skuszą ani Leonarda (chociaż kto go tam wie), ani Duranta – ale Tobias Harris, Harrison Barnes, Paul Millsap czy Rudy Gay to też znaczące nazwiska. A kto wie, może nawet Jimmy Butler byłby opcją? Naturalnie wielu z powyższych graczy ma lepsze drogi do wyboru (np Barnes – duża rola w odrodzonych Mavs). Millsap i Gay są już w wieku, w którym bardziej pasowaliby jako zmiennicy. Ale co będzie – zobaczymy. Tak czy siak, najbliższe lato będzie bardzo aktywne dla GM-a z Brooklynu.

 

Tak naprawdę ten sezon powinien być kolejnym „przejściowym” – tylko, że tym razem będą już mieli swój własny wybór w Drafcie. Co prawda tankowanie mniej się opłaca – ale jednak „lepiej” być najgorszym niż zająć, powiedzmy, 10-11 miejsce i nie mieć ani wysokiego wyboru, ani Playoffów. Ich skład w tym sezonie nie przedstawia się imponująco, ale nie jest też tragicznie:

Z czterech najbardziej doświadczonych dużą rolę powinien odgrywać jedynie Carroll, który spokojnie może grać w pierwszej piątce. Dobrze byłoby go nakłonić tymi rozgrywkami do pozostania, gdyż wyraźnie odżył na Brooklynie (najlepszy w karierze sezon w punktach, zbiórkach i asystach). Gdyby pozostał – odpadło by szukanie jednego gracza na skrzydło. Pytanie jednak, czy zaakceptowałby rolę zmiennika: bo najpewniej przy ściągnięciu gwiazdy numerem 2 na SF/PF byłby Hollis-Jefferson. Ale kto wie, może uda się im dogadać. Więcej tu pytań niż odpowiedzi, ale jak się ma tak mało ważnych kontraktów na najbliższy rok i tyle pieniędzy do wydania, to ciężko cokolwiek obstawić.

Kenneth Faried i Ed Davis również powinni dostać trochę minut, bo w Nets nie ma wielu typowych podkoszowych (z centrów jest tak naprawdę tylko Allen). Nie wydaje mi się jednak, by za rok mieli wrócić do drużyny. Jeżeli tak – to jako zmiennicy, na niskich umowach. O Jaredie Dudleyu nawet nie mówię, bo o ile nie jest złym zawodnikiem, to jakoś nie widzę, by miał grać i kraść minuty innym. Raczej się pojawi, ale za rok najpewniej odejdzie. Chyba, że także skończy na niskiej umowie jako „ten trzeci” na SF. Ponownie – nic nie wiadomo.

W tym sezonie tak naprawdę będzie to ogrywanie młodych – i sprawdzanie kto z nich może ewentualnie pozostać w składzie w następnym sezonie. Może Graham, może ktoś z debiutantów? Nie wiadomo też, co pokaże Shabazz Napier, który w Lidze przecież już kilka lat jest, ale jeszcze „nie odpalił”. Miał niezły poprzedni sezon w Blazers, zatem pytanie, czy da radę przebić się do rotacji. Za rywala ma Dinwiddiego, także nie będzie mu łatwo.

Ta zapowiedź jest nieco krótsza niż poprzednie – ale tak naprawdę nie widzę, nad czym można by się tu rozwodzić. Nie chcę zbytnio gdybać ani snuć teorii, bo na to będzie dużo czasu za rok. Ten sezon będzie wyraźnie na przeczekanie, rozwinięcie młodych, zagranie najważniejszych elementów przyszłości (Russell, Hollis-Jefferson, Allen) – a za rok, być może, wejdą w nowy okres. Skrycie kibicuję, by udało im się zbudować porządną drużynę, gdyż na razie robią to mądrze i z rozwagą. I jakoś przyjemnie mi się ogląda tych młodych w akcji. Ponadto bardzo lubię słuchać Iana Eagle’a, który komentuje większość meczów Nets – więc tym chętniej włączam ich mecze. Może nawet wygrają nieco spotkań w najbliższym sezonie. Nie wydaje mi się, by mieli włączyć się do walki o ósemkę, ale mogą napsuć krwi wyżej notowanym rywalom.

 

Mój typ: 13 miejsce na Wschodzie

 

Wyprzedzą Bulls i Hawks, zaś skończą za Knicks.

 

A wy – jak oceniacie? Dobrze idzie im budowanie składu, jest nadzieja na przyszłość? Czy za rok nikt nie będzie chciał do nich przyjść i przepłacą jakiegoś gracza średniego kalibru (jak np Mavs zrobili z Barnesem kilka lat temu)? A może ściągną np Butlera i Millsapa, przez co włączą się do walki nawet o pierwszą czwórkę Wschodu? Dajcie znać co myślicie – i do następnego.

 

Mam nadzieję, że uniknąłem poważnych błędów. W razie czego – dajcie znać. 

Kubala

Pasjonat gier planszowych, karcianych, fabularnych, książek, podróżowania, Snookera, Wiedźmina, piłki nożnej oraz, oczywiście, koszykówki. Z NBA od Finałów w 2013 roku. Ulubione drużyny: Warriors i Spurs. Na co dzień student w rodzinnym Trójmieście. Kibic (aktywny) Asseco Gdynia.

2 komentarze

  1. majecha napisał(a):

    Świetną sprawą na ten sezon będzie oglądanie rywalizacji Russela i Dinwiddie o rolę lidera. Spencer wykorzystał swoje 5 minut i brał wszystkie posiadania w clutch-time. Pokazał, że umie prowadzić drużynę i wygrał min. mecz z Pistons. Trafiał ważne rzuty na sekundy do końca wiele razy – miał chyba około 30 prób na około 40% skuteczności – nie pamiętam. Po prostu jak była piłka meczowa to Dinwiddie miał zielone światło – to świadczy o pewności siebie i zaufaniu trenera.

    Co do transferów to widać, że załatali dziurę na tablicy – Faried, Williams i Davis to czołówka rolsów dobrze zbierająch w ataku. Dudley to właściwie stretch 4, też coś czego brakowało (RHJ nie za dobrze rzuca za 3). Szkoda tylko jednego, że niektórzy gracze odchodzą – Jarret Allen to kopia Milesa Plumlee, Booker dawał serducho i teraz jest podobny Faried.

    Osobiście też troszkę przeżyłem stratę Whiteheada, który nie dostał (znów Dinwiddie) pełnej szansy w NBA i poleciał do Rosji.

    W ogóle kibicuję Nets już ładnych kilka lat i zgadzam się, że fajnie się słucha transmisji. Fajne są też quizzy, cała otoczka meczowa i inne wrzutki prowadzących transmisje.

  2. BURN napisał(a):

    Za ten wybitny trade 10lecie nie ma co ich juz krytykować po raz 100 bo od tamtego czasu Nets się nieźle zmienili. Począwszy od składu po zarzad. Sean Marks od jakiegie czasu robi madre ruchy i za rok Nets moga w końcu odzyc. Niech teraz rosnie w siłę młodzież Russel, Hollis Jefferson, Allen, Musa, a za rok podpiszą jakiegoś ciekaego FA i w koncu się bedzie coś działo! Niech ten sezon przetankuja po top6 draftu bo sa ciekawe prospecty do wyciągnięcia w przyszłej klasie draftu. Zobaczymy, maja duze pole do popisu za rok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *