Zapowiedź sezonu 2018/19 – Houston Rockets – cel jest jasny

Witam wszystkich! Jedziemy z kolejną zapowiedzią. Dziś przyjrzymy się bliżej drużynie, która występuje w południowo-zachodniej dywizji czyli Houston Rockets. Kolejny team, który kandyduje do mistrzostwa w tym sezonie. Ekipa występująca na co dzień w Toyota Center funkcjonuje od 1971 roku. Na koncie mają dwa tytuły zdobyte odpowiednio w roku 94 oraz 95, czyli dosyć odległe czasy. Także w Teksasie chrapka na mistrzostwo jest z pewnością ogromna w szczególności, że są na to realne szanse.

 

 

Ubiegły sezon regularny zakończony sukcesem. Zwycięstwo konferencji mimo, że nie byli przed startem głównym faworytem do wygrania jej (Warriors). 65 zwycięstw na koncie, to aż 10 więcej w porównaniu z rozgrywkami 16-17. Jedyną drużyną, która była w stanie zatrzymać mistrzów NBA przed zdobyciem kolejnego tytułu byli właśnie oni. Było blisko, sprawili wiele kłopotów rywalom i z podniesioną głową mogli żegnać się z playoffs ponieważ ostatecznie ulegli 4:3 w finale konferencji. Wcześniej poradzili sobie w pięciu spotkaniach z Timberwolves oraz Jazz. Ważnym wydarzeniem (dla wielu wręcz kluczowym) była kontuzja Chrisa Paula w finałach zachodu. „Rakiety” przez absencję swojego rozgrywającego straciły wiele jakości i porządku w swojej grze i Golden State Warriors skrzętnie to wykorzystali.

Głównym autorem sukcesów Rockets w minionych rozgrywkach był rzecz jasna James Harden. Król strzelców (30.4ppg) rozegrał 72 spotkania (średnio 35.4mpg) i do wspomnianych punktów dokładał 8.8 asyst na mecz (trzeci w lidze) oraz 5.4 zbiórek na mecz. Pamiętamy jak w sezonie 16-17 bił się łeb w łeb o statuetkę MVP z Russellem Westbrookiem. Wtedy ostatecznie nie udało się jej zdobyć ale w ubiegłych rozgrywkach osiągnął już ten swój wymarzony indywidualny sukces. Zanotował on progres w punktach na mecz, przechwytach, tracił mniej piłek oraz rzucał na lepszej skuteczności z wolnych, z gry oraz zza łuku. To co? Teraz pora i na sukces drużynowy?

 

 

Nie można jedna zapominać o jego kolegach z drużyny. Przede wszystkim Chris Paul, który tworzył z nim jeden z najlepszych duetów obwodowych w tym sezonie. 32 letni zawodnik jednak zaczyna mieć coraz częstsze problemy ze zdrowiem. W sezonie 17-18 wystąpił w 58 spotkaniach, to druga najmniejsza ilość w całej jego karierze (sezon 09/10 – 45 meczów). Nie licząc rookie season były to rozgrywki w których także notował najmniej asyst na mecz w karierze (7.9).

Innym ważnym elementem w układance D’Antoni’ego jest Clint Capela. Z pewnością fakt, że środkowy ostatnio związał się na dłużej z Houston ucieszył fanów tej drużyny. Dla Clinta był to czwarty sezon w NBA ale dopiero pierwszy w którym rozegrał wszystkie spotkania (74) w pierwszej piątce. Szwajcar był liderem w skuteczności z gry (65%) oraz w blokach na mecz ustępował jedynie Davisowi z Pelicans (1.9bpg).

 

 

De’Anthony Melton wybrany w drafcie przez Rockets w drugiej rundzie z szesnastym numerem. Rozgrywający z bardzo dobrą rozpiętością ramion jak na swój wzrost (6ft3). Wybór daleki, prawdopodobnie pierwszy raz słyszycie to nazwisko, życzę mu wszystkiego dobrego ale nie wróżę mu nie wiadomo jakiej kariery. Z resztą ów zawodnik został już oddany do Suns.

W Houston, podczas offseason zdecydowanie najbardziej gorącym tematem było przyjście Carmelo Anthony’ego. Weteran parkietów NBA po nieudanej przygodzie z Oklahomą City Thunder dołączył do „Rakiet” by wspomóc ich w walce o tytuł mistrzowski. Osobiście uważam, że styl gry preferowany przez D’Antoni’ego bardziej będzie pasował „Melo” niż ten, którym grał Donovan w OKC. Wydaje mi się jednak, że Carmelo wkrótce będzie musiał się pogodzić z tym, że będzie wchodził z ławki. Uważam, że dla zespołu taki scenariusz byłby najlepszy. Swoje najlepsze lata ma już zdecydowanie za sobą ale takim przewodniczącym drugiego składu byłby idealnym. Może, źle to trochę ująłem… W Rockets nie ma czegoś takiego jak drugi skład. D’Antoni gra małą rotacją, korzysta z niewielkiej ilości zawodników. Zatem, Anthony mógłby być takim drugim dostarczycielem sporej ilości punktów z ławki (obok Gordona). Największą i chyba jedyną przeszkodą w tym planie może się okazać charakter zawodnika, który niechętnie przychyla się ku tej opcji co można wywnioskować po jego wypowiedziach z różnych wywiadów.

Z rynku wolnych agentów zatrudniony został rozgrywający Michael Carter-Williams, czyli kolejna dobra opcja z ławki. To będzie już piąty klub w karierze 26 latka. James Ennis III również dołączył do Rockets w taki sam sposób jak „MCW”. Do tego z Phoenix Suns przyszli Marquesee Chriss oraz Brandon Knight. Z zespołem rozstał się natomiast Ryan Anderson (w wymianie z Suns). Do tego szeregi Phoenix zasilił jeszcze Trevor Ariza a Luc Mbah a Moute wybrał Los Angeles Clippers. Skład odmłodzony i to bardzo. Anderson, Ariza i Mbah a Moute to zawodnicy, którzy mają 30 lat lub więcej a gracze, którzy dołączyli do „Rakiet” albo dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tą ligą albo są w idealnym, wciąż młodym wieku. Jakością wcale nie ustępują swoim starszym kolegom z pracy a kto wie czy nie okażą się nawet lepszym wzmocnieniem. Owszem, Ariza oraz Mbah a Moute to przede wszystkim duża strata w defensywie ale myślę, że aby chociaż w jakimś stopniu załatać po nich lukę w obronie sprowadzeni zostali Ennis oraz Chriss. Co do upgrade’u w defensywie można się spierać tak co do ofensywy trzeba przyznać, że została wzmocniona jeszcze bardziej, przede wszystkim tym „Melo”.

Wspomniałem już, że Rockets przedłużyli umowę z Capelą. Do tego nowe umowy podpisali także Chris Paul oraz Gerald Green.

  • PG – CHRIS PAUL / BRANDON KNIGHT / MICHAEL CARTER-WILLIAMS
  • SG – JAMES HARDEN / ERIC GORDON
  • SF – P.J TUCKER / GERALD GREEN / JAMES ENNIS
  • PF – CARMELO ANTHONY / MARQUESEE CHRISS / ZHOU QI
  • C   – CLINT CAPELA / NENE

 

 

Jeśli chodzi o moje przewidywania na nadchodzący sezon dla tej ekipy to powiedziałbym, że będą groźni, nawet może jeszcze bardziej niż w poprzednim sezonie ale jest jeden warunek. Chris Paul nie może się znowu „połamać” w najważniejszym momencie. „Melo” nie będzie zawodnikiem kluczowym, decydującym o losach serii w playoffs. On będzie tylko ulepszeniem dla tej drużyny, która przy dobrej dyspozycji oraz zdrowej kadrze jest w stanie zdobyć mistrzostwo NBA, ale mówię… forma w playoffs musi być najlepsza. Jeżeli nie będzie lub wypadnie Paul lub co gorsza Harden to Warriors nie pokonają a i mogą mieć problemy nawet z innymi drużynami na zachodzie.

Dajcie znać na dole co myślicie, dzięki!

 

Adrian Rojek

Kibic Golden State Warriors. Wielki fan Splash Brothers. Ulubiony zawodnik - Rajon Rondo.

1 Odpowiedź

  1. Gregor16 napisał(a):

    Z Melo Rakiety będą miały gorszy sezon niż 17-18. W wariancie bardzo optymistycznym 2 miejsce na Zachodzie jest możliwe, ale bardziej prawdopodobne jest moim zdaniem 3-4. Obstawiam 2 rundę play off.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *