Zapowiedź sezonu 2018/19 – Boston Celtics – przyszli mistrzowie?

Witajcie! Dawno nie pisałem ale to wiadomo, mamy w tym momencie taki okres, że niewiele się dzieje w naszej ulubionej lidze. Do tego dochodzi fajna pogoda za oknem, której jest niewiele a chciałoby się ją w jak najlepszy sposób wykorzystać, niekoniecznie siedząc przed komputerem.

Czas jednak zabrać się do pracy bo 73 sezon NBA startuje już za niewiele ponad miesiąc. Zobaczycie, zleci moment. Rozpoczynamy z tej okazji serię zapowiedzi, w której dokonamy dokładnej analizy każdej drużyny począwszy od przypomnienia jak dany zespół radził sobie w poprzednim sezonie, poprzez poczynania w offseason i kończąc na prognozie na nadchodzące miesiące. Na pierwszy ogień idą finaliści konferencji wschodniej – Boston Celtics.

 

 

No właśnie, finaliści wschodu. Teoretycznie wynik bardzo dobry ale na pewno cele i marzenia były większe. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że poprzedni sezon był bardzo pechowy dla Celtics przede wszystkim pod względem zdrowotnym to myślę, że Brad Stevens wycisnął absolutne maksimum z tego zespołu. Przypomnę tylko, że po meczu otwarcia przeciwko Cleveland Cavaliers wielu (w tym ja) zwątpiło w jakiekolwiek osiągnięcia tej drużyny w sezonie 17/18. Nikt jednak wtedy nie przypuszczał, że Jayson Tatum okaże się tak dojrzałym zawodnikiem oraz, że geniusz szkoleniowca C’s jest na aż tak wysokim poziomie.

55 zwycięstw w sezonie regularnym co dało ostatecznie drugie miejsce, jedynie za plecami Raptors. W porównaniu do sezonu 16/17 jest progres, dwa zwycięstwa więcej, niby niewiele ale jednak. Główny atut Celtics to przede wszystkim defensywa. Tracili dokładnie 100.4 punktów na mecz co jest trzecim najlepszym wynikiem w całej lidze. Królem strzelców zespołu był naturalnie Kyrie Irving, który wystąpił w 60 spotkaniach i notował średnio na mecz 24.4 punktów. Jest to aż 10 „oczek” przewagi nad drugim Jaylenem Brownem (14.5ppg). Wspomniany wcześniej Tatum plasował się na miejscu numer trzy z wynikiem 13.9 punktów na mecz. Prawdziwy popis debiutant dał w postseason, gdzie jak dobrze wiemy do kontuzjowanego Haywarda dołączył jeszcze Irving i młody tym samym miał większe pole do popisu. 20 letni były gracz Duke z 18.5 punktami na mecz był najlepszym punktującym zespołu.

Ostatecznie Boston Celtics odpadli dopiero na ostatniej prostej do wielkich finałów. Po istnej batalii, która trwała 7 meczów ulegli Cleveland Cavaliers. Wcześniej dość gładko poradzili sobie z 76ers (4-1) oraz w nieco trudniejszych warunkach pokonali Bucks (4-3).

 

 

Robert Williams, 20 letni zawodnik wybrany z numerem 27, to właśnie na niego postawili w tegorocznym drafcie Celtics. Silny skrzydłowy z dobrą zbiórką, twardą i fizyczną obroną pod koszem oraz z przede wszystkim fantastycznymi warunkami motorycznymi co wydaje się być idealnie pasującym elementem do tej układanki. Trójki nie umie ale jak Brook Lopez dał radę się nauczyć to każdy jest w stanie, hehe. Na uczelni rozegrał dwa sezony, w obu niewiele zabrakło do double-double ze średnich (11.9ppg & 8.2rpg oraz 10.4ppg & 9.2rpg). Skuteczność z gry na wysokim poziomie, dokładnie 56% oraz 63%. Na uwagę jednak zasługuje rubryka gdzie znajdują się bloki na mecz, odpowiednio 2.5bpg oraz 2.6bpg. Zawodnik został wybrany pod koniec pierwszej rundy i mimo, że w takim zespole ciężko będzie mu się przebić i zaistnieć jakoś poważniej to czuję, że w przyszłości będzie to solidny gracz. Ważne by mocno i ambitnie pracował na treningach, wykorzystywał każdą szansę, którą dostanie od trenera i będzie dobrze bo potencjał jest, z resztą sami zobaczcie.

 

 

Kto oprócz Williamsa? 2 lipca zakontraktowany na rok został niejaki Brad Wanamaker – na pewno znacie. Nie? To już rozjaśniam nieco temat. Amerykanin liczący sobie 29 wiosen mogący występować na jedynce oraz dwójce. W NBA nigdy nie grał, występował jedynie w G League w roku 2012 w dzisiejszych Austin Spurs (wtedy to byli Austin Toros z którymi swoją drogą zgarnął mistrzostwo zaplecza najlepszej ligi świata). W poprzednim sezonie reprezentował barwy tureckiego Fenerbahce z którymi zgarnął mistrzostwo kraju a dodatkowo został wybrany MVP finałów. Nie oszukujmy się, kariery to on już w NBA nie zrobi, sprowadzony został także jako uzupełnienie składu, taki głęboki bench warmer, jakkolwiek to brzmi.

Zdecydowanie najważniejszym wzmocnieniem jest jednak Gordon Hayward, bo tak to trzeba nazwać mimo, że w drużynie jest już przecież od roku. Ostatnio Brad Stevens powiedział, że Gordon wygląda dobrze. Wcześniej Danny Ainge podał informację, że gdyby obóz przygotowawczy rozpoczynał się w tym momencie to i Hayward i Irving (który też jest po długiej rehabilitacji) trenowaliby z zespołem na pełnym obciążeniu. Dodał on także, że obaj są w pełni gotowi pod względem zdrowotnym na nowy sezon co jest oczywiście wyśmienitą informacja dla wszystkich fanów C’s. Trzeba przyznać, że pierwsza piątka robi wrażenie a i ławka jest niczego sobie bo znajdują się na niej zawodnicy, którzy byli bardzo ważnymi postaciami w zeszłym sezonie pod nieobecność kluczowych zawodników.

  • PG – KYRIE IRVING / TERRY ROZIER / BRAD WANAMAKER
  • SG – JAYLEN BROWN / MARCUS SMART / JABARI BIRD
  • SF – GORDON HAYWARD / SEMI OJELEYE
  • PF – JAYSON TATUM / MARCUS MORRIS / GUERSCHON YABUSELE / ROBERT WILLIAMS
  • C   – AL HORFORD / ARON BAYNES / DANIEL THEIS

 

 

No to jak będzie? Trofeum wróci do TD Garden po dekadzie? Na pewno podopieczni Stevensa są wymieniani w gronie faworytów, na pewno są możliwości oraz potencjał. To jest realne ale pytanie brzmi jak bardzo realne? Konkurencja nie śpi, rywale również rosną w siłę. By odnieść wymarzony sukces potrzebnych jest wiele aspektów ale z pewnością jednym z najważniejszych jest zdrowie. Tacy zawodnicy jak Irving, Horford czy Hayward muszą pozostać zdrowi i być w formie w najważniejszej części sezonu. Kadra wydaje się być idealna. Młodzi, głodni sukcesów (Tatum, Brown), największe gwiazdy ligi (Irving, Hayward), lekka nutka cennego doświadczenia (Horford) oraz wartościowi zmiennicy (Rozier, Smart). Do tego fachowiec absolutny u sterów czyli oczywiście Brad Stevens.

Subiektywnie rzecz ujmując to uważam, że nadchodzący sezon będzie jeszcze lepszy niż ten ubiegły. Wygrany wschód (+/- 60 zwycięstw) do tego finały NBA. Zdobytego mistrzostwa jednak nie przewiduję, jeszcze nie teraz przynajmniej. Pamiętajcie jednak, że to tylko i wyłącznie moja opinia, chętnie poczytam Wasze na dole w komentarzach, jestem ciekawy jak Wy widzicie obecną sytuację Celtics.

Dzięki za uwagę i do kolejnego!

 

 

 

Lubisz naszą pracę? Wspieraj nas na Patronite.pl!

Adrian Rojek

Kibic Golden State Warriors. Wielki fan Splash Brothers. Ulubiony zawodnik - Rajon Rondo.

8 komentarzy

  1. majecha napisał(a):

    Zgadzam się z autorem. Wszystko poniżej finału będzie rozczarowaniem. Główni rywale? Wschodzący i fajnie budowani Pacers i Bucks, 76ers, wieczni pretendenci Raptors i Wizzards z teoretycznym wzmocnieniem, które może być katastrofą dla chemii w szatni. Wszyscy mają mniej zbilansowany skład, gorszą defensywę (ok, Pacers i Bucks są mocni ale bywają nierówni). Do tego drużyny, które chyba nie wyjdą poza 1 rundę PO – Heat, Pistons, Hornets? Reszta stawki na wschodzie się nie liczy.
    Także chyba Celtics zbudowali team na lata i teraz muszą jak w kasynie – „skeszować” to na co postawili kilka lat temu.

  2. Szuwarek napisał(a):

    Potencjałem dorównuje im na wschodzie tylko 76ers. Patrząc jednak na zachód to Warriors z Boogiem są poza zasięgiem dla wszystkich i chyba tylko kontuzje mogą to zmienić.

  3. zenek1909 napisał(a):

    Brad Wanamaker w Polsce znany jest z takich oto zagrań:

  4. sugarray napisał(a):

    Witam po przerwie, Celtics wracają zdrowsi i silniejsi, o chemię w zespole się nie martwię bo praktycznie będzie grał ten sam zespół co przed rokiem, podobnie do przedmówców wszystko poniżej finału wschodu będzie wielkim niedosytem. Taktyka ze wszystkim Zdrowymi graczami będzie tu kluczem do osiągnięcia sukcesu, no ale Kto jak nie Brad ! :)
    Pomimo, że wielu z nas uważa wschód za łatwy ja jednak widzę tutaj spory potencjał i fajne rywalizacje. 76rs, Bucks, Pacers i mimo wszystko Raptors. Jak tylko Leonard będzie miał chęci grać to widzę ich wysoko. Mam nadzieje też na sporo Obrony na Wschodzie, bo takie mecze uwielbiam najbardziej, Zachód jest nie dla mnie … :)
    Go Green, Go Celtics !!!
    P.s Czekam aż enbijej.pl i Typer odpali bo bez Was, nie mam co robić w pracy, szczególnie rano :):)
    Pozdrowienia dla całej redakcji.

  5. Voyager napisał(a):

    Po tym co zobaczyłem w ostatnich play-offs w wykonaniu bostończyków wcale nie przekreślałbym ich szans w starciu w finałach z Golden State (jeśli oczywiście dojdzie do takiej konfrontacji).
    Podstawowa sprawa – mają w składzie graczy o wybitnym basketball IQ, w tym dwóch młodych przyszłych All-starów (Tatum i Jaylen Brown), a ponadto ich system gry jest rewelacyjny.
    Na tą chwilę wyglądaja mi na nowych Spurs tylko ze wschodniej konferencji.

  6. cynik napisał(a):

    Celtom wcale nie będzie łatwo na wschodzie, jak się niektórym wydaje. Jeżeli Raptors nie przehandlują Leonarda, to mogą być w finale wschodu. A tam wszystko jest możliwe. Do tego Bucks i Pacers. Ja bym się skupił na tej czwórce. Reszta będzie walczyć o miejsca 5-8

  7. Długowłosy napisał(a):

    Jeśli będzie chemia w szatni, to Wizards mogą namieszać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *