Znani nieznani – zapomniani (1)

Przyczynkiem do powstania tej serii jest niewątpliwie nostalgia i moje niedawne spotkanie z przyjacielem z dzieciństwa. Kolega, o którym tu mowa, to jeden z tych znajomych, który w dzieciństwie miał wpływ na ukształtowanie mojej osoby. Zdarza się to zapewne dość często gdy starszy kolega mający szersze horyzonty pokazuje nam rzeczy, o których nie mieliśmy pojęcia.

 

Kiedyś to było lepiej. Ten truizm nie do końca prawdziwy, siedzi w głowach wielu z nas, a przywoływany jest niewątpliwie przez większość miłośników NBA. Kiedyś to naprawdę potrafili bronić, kiedyś koszykarze mieli przywiązanie do barw, kiedyś nie do pomyślenia była dominacja jednej drużyny (choć w tym przypadku większość z nas ma raczej wybiórczą pamięć).

Moje kiedyś to lata 1993 – 1996  mój przyjaciel zapoznawał mnie z muzyką Prince’a czy Jacksona, to okres kiedy MTV I VIVA były stacjami prawdziwie muzycznymi, a na drzwiach wyżej wymienionego przyjaciela wisiał kolorowy plakat z napisem NBA  (jeszcze wtedy nie bardzo wiedziałem co oznacza ten dziwny skrót).

 

Jak czarodziejski ogród – magia, takie uproszczenia roją się dziś w mojej głowie i mógłbym tę rzeczywistość wekslować bez końca, ale nie o nostalgii ma być ta seria. Znani, Nieznani,  Zapomniani – ma na fali wspomnień przybliżać sylwetki tych, którzy w moim idyllicznym okresie tworzyli NBA. Nie będę ściśle przestrzegał narzuconych sobie ram czasowych, chciałbym jednak na nowo wskrzesić czar tamtych dni. Nie przedłużając już i tak przydługiego wstępu, zapraszam do zapoznania lub przypomnienia sobie mojego pierwszego bohatera.

Mój wybór podyktowany jest tym, że z wiekiem robię się sentymentalny, zanim powiem o kogo chodzi, kilka wypowiedzi związanych z jego osobą, może ktoś z was da radę rozszyfrować:

 

„who is who”.

Boiskowa ksywka: Big O;

Przez niemal całą karierę gra z numerem 00 w sezonie 2000- 2001 dostaje koszulkę z numerem 39;

Posiada tatuaż Freda Flinstona na nodze;

Oddał nerkę by ratować swoją siostrę;

Trenerzy wspominają go, jako wielki niewykorzystany w pełni talent;

Znajduje się  na niechlubnej liście 20 najcięższych koszykarzy w historii NBA;

Prasa obchodziła się z nim może trochę zbyt bezpośrednio:

„To kolejny przykład na to, jak przeciętny amerykański Joe może również awansować do ligi. O tak, jeśli ma się 7,2 stopy, staje się to wtedy dość łatwe”

W październiku 2004 r. wstając z łóżka, złamał sobie prawą rękę i stało się to zaraz po pierwszym jego treningu z Sacramento Kings

O sobie:

 „Chciałbym móc wrócić i zrobić to z wiedzą, którą mam teraz”

„Mogłem być lepszy to jest oczywiste, mam 7,2 stopy (218 cm), a nie pracowałem wystarczająco ciężko, mogłem iść dalej i dalej”

Moi drodzy przed wami:

 

 

Gregory Donovan Ostertag

Pozycja na boisku: Center 

Urodzony: 6 marca 1973 r. w Dallas w stanie Texas

College: Uniwersytet w Kansas

Szkoła średnia: Duncanville w  Duncanville, w stanie Texas

Draft:  Utah Jazz pierwsza runda 28 pick Draft NBA 1995 

NBA Debiut: 3 listopada 1995 r.

Sezony w NBA: 11 ( 9 play-offs)

 

 

Droga do NBA Grega Ostertaga

  • Krok pierwszy szkoła średnia

Początki Grega z poważną koszykówką to występy w Panterach i szkoła średnia w Duncanville na przedmieściach Teksasu. Tam też stał się wyróżniającą postacią zdobywając średnio 22,5 punktu i 13 zbiórek na mecz – ponadto w pierwszym roku gry Ostertag razem z panterami zdobywa mistrzostwo stanu. Jest rok 1991 a 40 tysięczne Duncenville jest w euforii, ukochana drużyna pierwszy raz w historii zdobywa stanowe laury, a nasz bohater jest jednym z ojców sukcesu. Czy już wtedy przeczuwano, że to „wielki talent”? Pantery w sezon mistrzowski kończą z imponującym bilansem 37-2, Final Four tego roku przechodzą jak burza odnosząc wszystkie zwycięstwa, a każde minimum 20 punktową przewagą – w meczu decydującym o mistrzostwo niszczą San Antonio Jay. Ostertag finałowy pojedynek okrasił 35 punktową zdobyczą przy czym cały meczowy dorobek San Antonio to jedynie 33 oczka – jednym słowem dominacja.

The 1991 Duncanville boys basketball team

 

Nie wiem jak u was ale moja szkoła średnia choć miała niezłą drużynę (jak na warunki naszego kraju), to nie może poszczycić się wielkimi gwiazdami (chociaż jakby na to spojrzeć z innej strony to do równoległej klasy chodził menadżer Gortata – zawsze to blisko NBA) Czy to kwestia szkolenia, czy podejścia do sportu, trudno jednoznacznie to orzec, nie  o tym jednak ten artykuł. Dodam tylko, że z Duncenville do NBA trafili także Chris Owens wybrany w drugiej rundzie przez Milwaukee Bucks w drafcie z 2002 r. a także Perry Jones wybrany z 28 numerem przez Grzmoty w 2012 r. Na marginesie ciekawe czy kojarzycie tych gości?

  • Krok drugi Uniwersytet w Kansas

 

 

Po sukcesie w szkole średniej Greg przenosi się na uczelnie w Kansas i do drużyny Jayhawks. Początki na uczelni nie były łatwe, pierwsze dwa sezony to niewiele minut na parkiecie i niezbyt imponujące zdobycze punktowe średnio 5 na mecz. W tym okresie Ostertag wciela się w rolę zadaniowca mającego twardo bronić w pomalowanym i dawać przewagę na tablicach. Trzeba jednak oddać Gregowi, że nie miał łatwo podczas pobytu w Kansas musiał rywalizować z innymi naprawdę potężnymi graczami takimi jak Raef LaFrentz czy Scot Pollard. Wraz ze wzrostem minut pojawiły się i lepsze indywidualne statystyki. W najlepszym roku Greg notował 10,3 punktów i 8,8 zbiórek na mecz. Niewątpliwie zapisał się na stałe w historii uczelni podczas 4 letniego pobytu na KU ustanowił rekord bloków (258) pobity dopiero przez Jeffa Witheya (311). Taka gra zaowocowała zainteresowaniem scoutów z NBA, w rezultacie Greg Ostertag został wybrany jako 28 pick przez UTAH JAZZ w drafcie w 1995 r.

 

  • Krok trzeci Gra w NBA

 

 

Nowo pozyskany Ostertag miał w Utah wesprzeć Karla Malon, a także załatać dziurę, po tym jak swoją karierę zakończył Mark Eaton. Dzięki swojej dobrej grze Greg już w drugim sezonie zaczynał mecze w pierwszej piątce. Następnie mamy dwa sezony ’97 i ’98 i dwa finały w których wielkolud z Dallas odgrywa ważną rolę. Pierwsze finały z ’97 r. w meczu numer 5 nasz bohater zbiera aż 15 piłek a w całych play offs stanowi silną część zespołu dając mocną obronę, bloki i sporo zbiórek. Jazz przegrywają finałową rywalizację 4-2. Wreszcie przychodzi „legendarny” sezon 98, dla Jazzmanów miał to być payback time i zemsta za poprzednie finały. Sezon zasadniczy Big O i spółka kończą imponującym wynikiem 62-20, dodatkowo pokonując dwukrotnie ekipę Jordana w sezonie zasadniczym. Bulls natomiast w finale konferencji niemiłosiernie męczą się z Indianą, a Utah ma 10 dni odpoczynku przed wielkim finałem. To co działo się później, pewnie pamięta każdy kibic NBA, Greg ociera się o historię koszykarskiej ligi za oceanu – ostatni mecz Jordana w koszulce Byków, najważniejszy game winner w historii NBA. Powiem więcej Greg zostawił  po sobie namacalny ślad w  tej historii, gdy w meczu numer trzy tych finałów ” w sławetnej akcji” uczepił się szyi Jordana, a i tak MJ trafił layupa z faulem. Ok żarty na bok. Na marginesie dodam tylko, że Jazz ten mecz przegrali 95-54 – zdobywając najmniej punktów w historii finałów NBA, a całą rywalizację 4-2.

 Te dwa sezony to także szczyt kariery Big O, one także definiowały dalsze wykorzystywanie go przez sztab szkoleniowy Jazzmanów. W drodze do obu finałów Ostertag pokazał się jako naprawdę niezłe zabezpieczanie obręczy, a także solidnie radząc sobie z takimi tuzami jak Tim Duncan, Hakeem Olajuwon czy Shaquille O’ Neal . Nic więc dziwnego, że sternicy drużyny z Salt Lake City zaproponowali „potencjalnej przyszłej gwieździe” długoletnie przedłużenie umowy i kontrakt, który za sześć lat gry gwarantował spore jak na tamte czasy 39 mln. Pokładanych nadziei jednak nigdy nie spełnił Greg nigdy nie rozwinął w żaden sposób swojego repertuaru ofensywnego, kibiców irytował straszną indolencją na linii rzutów  wolnych. Do tego doszły mniejsze urazy i kontuzje, które również przyczyniły się do zahamowania jego kariery. Greg z czasem dostawał coraz mniej minut na parkiecie i z roli dominującego obrońcy, jaką miał pełnić „przeistoczył” się w zadaniowca grającego kilka kilkanaście minut. Wreszcie po dziewięciu sezonach spędzonych w Utah, przenosi się jako wolny zawodnik do Sacramento Kings. W Kalifornii nie udało mu się jednak odbudować kariery. Tu jednak w wieku 31 lat po raz kolejny jego nazwisko trafiło na zawsze na karty historii NBA – 2 sierpnia 2005 r. stało się coś o dziś wydaje się niemożliwe, pięć organizacji wymieniło miedzy sobą 13 graczy w tym między innymi  Antoine Walkera, Jasona Williamsa i właśnie Grega Ostertaga. Tym samym na ostatni sezon swojej kariery Greg powrócił do Jazz. W nim jednak nie pokazał wielkich fajerwerków, grał solidnie na miarę swoich możliwości – nieźle w obronie i bardzo słabo w ataku. Ostatni mecz w karierze zagrał 19  kwietnia 2006 r. przeciwko Golden State. Niech klamrą spinającą jego karierę będzie moment zejścia z boiska w tym spotkaniu. Greg otrzymał owację na stojąco, a publiczność doceniła tych dziesięć sezonów w trykocie Utah Jazz.

 

SUMMARY /  G     / PTS / TRB / AST / FG% / FT% / eFG / PER  / WS   /

Career       / 756 / 4,6  / 5,5 / 0,6   / 10% / 56,9  / 48,6 / 13,1 / 33,8 /

Dla bardziej wnikliwych i zainteresowanych pełne statystyki Ostertaga podczas pobytu na parkietach NBA

https://www.basketball-reference.com/players/o/ostergr01.html#per_game::none

 

  • Co po NBA

 

 

Odpoczynek od  profesjonalnego sportu w przypadku Ostertaga trwał naprawdę długo, bo prawie pięć lat. W międzyczasie były gracz Utah zajął się łowieniem ryb i myślistwem. W 2011 r. próbował  powrócić do NBA, a na przetarcie podpisał kontrakt z drużyną z D-League Texas Legends tam rozegrał jedynie 10 spotkań i zrezygnował z dalszej gry ze względu na problemy z kolanami.

Jak nie NBA to może NHL mówi stare porzekadło – no dobra nie ma takiego powiedzenia, ale Greg zdawał się tym wcale nie przejmować, bo z czterdziestką na karku zaczął grać w dwóch amatorskich ligach hokejowych w Arizonie.  W wywiadzie którego udzielił USA Hockey Magazine powiedział ” Nie robię tego żeby utrzymać formę. Robię to bo ponieważ, jest fajne. Uwielbiam grać w hokeja i uwielbiam być wśród chłopaków. Robił bym to pięć dni w tygodniu gdybym mógł i gdybym miał na to czas”.

Czyżby ktoś tu minął się z powołaniem? Jedno jest pewne chciałbym zobaczyć tego wielkoluda na lodowisku!

W przeciwieństwie do wielu graczy z NBA Greg Ostertag nie roztrwonił majątku zdobytego dzięki grze. Prowadził swojego czasu kilka firm sygnowanych własnym nazwiskiem.  Od jakiegoś czasu jest dyrektorem do spraw sprzedaży w Smokehouse Salt CO – firma zajmuje się dystrybucją przypraw, głównie soli (w swojej ofercie mają sól z habanero czy sól węzdona

 

 

Jak spojrzeć na Grega Ostertaga, czy przez pryzmat niechęci fanów i prześmiewczego podejścia mediów do jego osoby? Czy może faktu, że dwukrotnie zagrał w finałach NBA? Łatwo jest szydzić, ale ten gość był starterem w najlepszej drużynie Jazz w historii. Wiemy dobrze, że Amerykanie lubują się we wszelkich statystykach i wszelkich zestawieniach, a Greg jest uważany za jeden z największych steeli Jazzmanów wszak przyszedł do drużyny dopiero z 28 pickiem. Inne zestawianie mu przychylne, umiejscawia go wśród 5 najlepszych centów Jazz, a to już chyba coś!

Gdybym  miał ocenić Ostertaga to dla analizy przywołał bym osobę Gortata. Nie są może to dwaj bardzo podobni gracze, ale w pewnym sensie to, co ich wyróżnia to specyfika zadaniowca z tym, że ex gracz Jazz dużo lepiej radził sobie na deskach, lepiej też potrafił blokować, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że lepiej radził sobie w pomalowanym, a na pewno dysponował twardszą obroną.Czy był dobrym graczem – trudno to jednoznacznie stwierdzić był dobry jeśli weźmiemy pod uwagę jego określoną role w zespole, dobry gdy potrzebuje się kogoś na 5-10- 20 minut dobrej zbiórki i zaangażowania w obronie, dobry jako plaster na innego centra. Czy gość który spełnia w zespole rolę zadaniowca i nawet jeżeli robi to dość jednowymiarowo (ale robi to dobrze) nie jest cennym graczem – Co wy o nim sądzicie?

39 komentarzy

  1. pop pisze:

    Jazzmanów dużo pokazywali więc nie był anonimowy. Fajny art.

    • Woy pisze:

      Co Ty gadasz ? Jazz manow oglądaliśmy w telewizjach typu DSF. I to tylko przy okazji WCF i Finałów.Pierwszy finał Jazz był w TVP. Drugi już bez TVP w DSF.

    • pop pisze:

      co ty gadasz? w czasach NBA w tvp czy DSF Jazz byli akurat dosyć popularni i pokazywani, do czego zmierzasz? bo nie wiem o co chodzi…

    • Woy pisze:

      No właśnie niepopularni. Panowały Byki. Potem Sonics ze Schrempfem. Zachwycano się Dream Teamem z Houston z Olajuwonen Barkleyem i Drexlerem. Przed Jazz jeszcze Knicks Heat czy Pacers. Lakers z Shaquiem. Jak napisałem Jazz pokazywano w ostatecznych rozgrywkach .

    • pop pisze:

      ja to jakoś inaczej pamiętam, na pewno Bulls, Pacers, Magic, Sonics, Rockets ale też Jazz czy Pistons, w ogóle to mam wrażenie że w polskiej tv sporo Pacers się trafiało, no i faktycznie Sonics bo się wkurzałem że znowu oni ;-)

    • pop pisze:

      później jak wlazły dobre roczniki Minny, Spurs, Lakers, powyżej zapomniałem wspomnieć o Hornets, jedna z najbardziej lubianych ekip w Polsce, takie miało się wrażenie

    • mic pisze:

      przed finałami Jazz kojarzę z tv Hornets, Magic, Suns (ps.chyba najwięcej czapek starter i podróbek w PL, potem więcej Byków)

  2. cynik pisze:

    To dziwne, ale z wielu nazwisk w NBA, jego nazwisko utkwiło mi w pamięci, a pewnie było wielu w tym okresie dużo lepszych zawodników na jego pozycji. Jak by ktoś mnie zapytał , kto to, to od razu bym odpowiedział. Ciekawy artykuł.

  3. Shrek pisze:

    Bardzo fajny pomysł na serię artykułów. Poprawić tylko literówki i będzie dobrze.

    A co do samej treści – gdyby Gortat trafił na Stoctona i lata 90, to byłby jednym z czołowych centrów tamtych lat – dzieki umiejętności grania p&R, w której Jazzmani się lubowali. Jasne, nie byłby takim rim protectorem jak Greg, ale dużo więcej dawałby w ataku, a i w obronie dzięki mobilności miałby szansę postawić się dobrym technicznie centrom – Olajuwanowi, czy Robinsonowi, lub Ewingowi (ale przegrałby z nimi siłową walkę).

    Greg za to był fantastycznym plastrem na wszystkich byków,którzy używali siły, jako swojej głównej broni podkoszowej. Bardzo dobrze pomagał, nieźle podwajał, dobrze współpracował z Malonem i pierwszą linią obrony, niestety na uczelni osiągnął szczyt swoich umiejętności, których w NBA więcej nie rozwinął, dlatego jako gracz nieperspektywiczny poszedł dopiero z ostatnim numerem w pierwszej rundzie draftu.

    • M pisze:

      Olajuwon zjadłby Gortata na śniadanie, a Ewing z Robinsonem zabiegali. Nie ten poziom, zwłaszcza w ataku. Faktem jest, że Stockton ładnie by go uruchomił, ale czy przekroczyłby to co do tej pory grał? Wątpię. Nash był graczem bardzo do Stocktona podobnym i wyciągnął z Gortata tyle, ile się dało, zapewniając mu zresztą dostatnie zarobki.

  4. pop pisze:

    Moje propozycje do następnych z cyklu
    Tom Gugliotta
    Rony Seikaly

    • cynik pisze:

      A ja proponuję ” Polaka” Brickowskiego. Chyba tak mu było.

  5. majecha pisze:

    Świetny artykuł, kibicuję serii.
    Mój typ na jednego z bohaterów serii – Roy Tarpley!

  6. Turtles86 pisze:

    Cynik a moze chodzilo Ci o Ericka Piatkowskiego ? Ja bym zaproponowal damon stoudamire , Christian Laettner lub Chris Mullin . Swietny felieton wincyj prosze ;)

  7. Arkon pisze:

    Bardzo fajny artykuł, mimo że ja go znakomicie pamiętam. Może ze względu na jego rozmiary. :)

  8. Przemysław pisze:

    Pop – kojarzę obu i na pewno rozważę na ten-moment na na celowniku mam dwóch koszykarzy o pierwszy imię odziedziczył po bohaterze filmowym (mam już sporo napisane) drugi gościł w meczu gwiazd i nie wiem do końca czy pasuje do tej serii.
    Dzięki za zwrócenie uwagi, o poprawienie literówek

    • Isiah pisze:

      Swietny pomysł i dobrze się czytało!
      W temacie nostalgicznych wspomnień ja sięgam przełomu lat 80/90 – „niezapomnieni” Bad Boys w starciach z LA, czy Portland i „zapomnieni” już niektórzy gracze z tamtych serii jak Vinnie Johnson, John Salley, Rick Mahorn, Jerome Kersey, czy Buck Williams…

  9. Mike40 pisze:

    Suns tez czesto w tvp pokazywali jak Barkley gral….. Atlanta, Orlando. Na DSF to roznie bywalo, na wizja tv tez mieszanka byla meczow.

    • pop pisze:

      ja jak przez moment miałem wizja tv to na kanale Sport Italia, dużo Spurs pokazywali, i słusznie ;-) to chyba były czasy Netsów z Martinem-Kiddem-Jeffersonem, no albo coś mylę może to było wejście LeBrona do ligi

  10. M pisze:

    Sorry, że się czepiam, ale nie powinno być zapomniani zamiast zapomnieni?

  11. Przemysław pisze:

    Jasne, że tak forma zapomniani jest poprawna, ale ktoś z redakcji poprawił na złą :)
    Nasz język choć tak piękny, trudnymi zwodniczym bywa kto z nas nie popełnia błędów
    Dzięki za miłe słowa już biorę się za następną część.

  12. mic pisze:

    fajny artykuł!
    Dan Majerle, Rex Chapman, Doug Christie, Hersey Hawkins

  13. Leniu pisze:

    Matko – Ostertag, jako fan byków nie cierpiałem tego barana – to jest właśnie jeden z tych słabych graczy, których mimo wszystko się pamięta całe życie. Pewnie głównie z tego powodu, że Jazzmani byli wtedy niezwykle mocni i grali w finale. Tylko Hornacek wkurzał mnie bardziej ;). Po latach jednak docenia się takich „białasów”, że potrafili oni grać przeciwko Jordanom, Magicom czy Ewingom. Szczególnie Johna Stocktona doceniłem po latach, bo za młodego nie można było się jarać grą typu pick and roll. A to był kawał gracza.
    Czekam na artykuł, o graczu którego faktycznie nie pamiętam (ale tych z lat 90+), ciężko będzie mnie zaskoczyć ;). Pozdrawiam

    • troy pisze:

      heh miałem podobnie ale podejrzewam, że nie dla tego jaki był kiepski tylko jednak coś tam pokazywał inaczej byśmy go nie zapamiętali, pamięta się graczy, których lubisz i tych, którzy coś tam zrobili przeciwko ulubionej drużynie – Hornacek jak się głaskał po policzku co osobisty to było wkurzające :) a na Ostertaga gadaliśmy drewno i kloc – wojna nerwów.
      zapomnianych chociaż nie wiem czy pasuje :
      Elden Campbell – mój pierwszy ulubiony gracz
      Eddie Jones

    • Leniu pisze:

      Eddie Jones – oj fajny gracz przy którym Kobe stawiał 1 kroki.No i Lakersów się wtedy fajnie oglądało (chociaż do Shaqa musiałem się trochę przekonywać). Elden za to straszne drewno podkoszowe :).
      Denis Scott siekał te trójeczki w Orlando. Rex Chapman – pamiętam jak wczoraj game winnera za 3 pkt … z dwutaktu. Dan Majerli walił trójki jak porypany, Doug Christie od czarnej roboty w super widowiskowych Kings (i Mr 55 na rozegraniu). Hawkinsa to pamiętam z Seattle, ale to bardziej nazwisko się kojarzy niż sama gra. Tam się oglądało duet Payton-Kemp! To były czasy cholerka !!! Pozdro dla wszystkich co pamiętają te czasy.

    • mic pisze:

      jeszcze przypomnieli mi się Bob Sura czy Terell Brandon z CAVS a Rex Chapman pamiętam jak ustanawiał rekord trójek w play offach (co przy Currym obecnie żodyn rekord się nie uchowa, żodyn ; ) czy solidny rozgrywający Mookie Blaylock z ATL czy Damon Stoudamire (młodszy, bo draft 95) czy Kerry Kittles i Keith Van Horn…czy bracia Barry

  14. Bartek pisze:

    A ja proponuję Denisa Scotta :)

  15. k44 pisze:

    Moim zdaniem Cliff Robinson to ciekawy typ do tej serii a drugi kandydat Otis Thorpe.

  16. Grifin pisze:

    No A może Larry Johnson, i Alonzo mourning

  17. Grifin pisze:

    Albo Webber

  18. Grifin pisze:

    Clyde Drexler

    • sasoo pisze:

      Gdzie ta ostatnia trojka jest nieznana albo zapomniana? Toz to członkowie Hof przyszli lub obecni. Nie zrozumialeś sensu serii? :)

  19. Beskid pisze:

    Może Shareef Abdur-Rahim, Darrell Armstrong?

  20. sad pisze:

    Theo Ratliff. To było beztalencie, które ładowało bloki na każdym. Zjawiskowy Gość.

  21. Ash pisze:

    Najlepszy artysta od wielu miesięcy. Dzięki. Już prawie przestałem tu zaglądać

  22. Trader pisze:

    Musicie koniecznie przedstawić sylwetkę Centra Bulls z finałów z 1997 , niestety to tragiczna historia idealna na film ta osoba to … Bison Dele Williams, w finałach dobrym był zmiennikiem Longleya pisał wiersze grał na saxie zainteresujcie sie nim

  23. jagger pisze:

    Wiem, że na gracza Utah pewnie już nie będzie miejsca, ale jeśli, to ja proponuję (choćby za rok :) – Bryon Russell. I od razu głosowanie, czy w ostatniej akcji finałów Jordan odepchnął Bryona przed rzutem popełniając faul w ataku, czy nie? Do dziś toczą się na ten temat debaty… :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *