Podsumowanie sezonu 2017-18 w pigułce: Zachód

Za nami jeden z najlepszych sezonów NBA ostatniej dekady. Sezon regularny, który przyniósł nam wiele wrażeń oraz historii związanych z niespodziewanymi rozstrzygnięciami. Houston Rockets z najlepszym bilansem rozgrywek oraz swoim własnym rekordem organizacji. Znów z kontuzją Chrisa Paula, która wpłynęła na wynik zachodniej rywalizacji. Trójka wielkich debiutantów przy osobach Bena Simmonsa, Jaysona Tatuma oraz Donovana Mitchella – w dużej mierze – prowadząca zespoły do fazy play offs. Powrót Indiany Pacers do play offs z – dwójką mocno rozwijających się graczy – Victorem Oladipo oraz Domantasem Sabonisem czy w końcu wielka walka Boston Celtics mimo braku kontuzjowanych Gordona Haywarda oraz Kyriego Irvinga. Brad Stevens o krok od finału NBA, z młodymi i bardzo perspektywicznymi zawodnikami. Osobną historią wydaje się być podbicie Wschodu przed Toronto Raptors (ale Jurassic Park zawsze na czasie:-) chwilę po tym – zwolnienie Dwane’a Casey’a. Jeszcze ciekawsze i niesamowite play offs z rosnącymi w hierarchii drużyn New Orleans Pelicans (mimo kontuzji DeMarcusa Cousinsa i transferem Nikoli Mirotića) oraz słabnącymi i nie tworzącymi monolitu OKC Thunder. Gdzieś w tle przewijała się historia przebudowy Cleveland Cavaliers, a my zastanawialiśmy się czy plan LeBrona się powiedzie (minimum awans do finału)? Na Zachodzie fani Minnesoty doczekali się powrotu Wilków do ósemki, ale fajerwerków przy tym nie zobaczyliśmy (i wewnętrznie jakiś niesmak pozostał). Mieliśmy też problemy San Antonio Spurs z niesfornym Kawhim Leonardem; nadal nie wiemy co z tego wynikie? Nuggets natomiast – rzutem na taśmę – odcięli się od upragnionej cześci sezonu, trochę na życzenie ich trenera. Wielkiego show nie zrobił też Lonzo Ball, a jego Lakers znów nie zbliżyli się do poziomu play off, mimo pijarowych historii Magica Johnsona i Roba Pelinki. Progresu nie doczekali się również fani najdroższej organizacji, New York Knicks (Moda na sukces nadal trwa). Gdzieś w środku tego wszystkiego najgłośniejszy transfer środka sezonu z Blakem Griffinem w tle, który ani nie przyniósł play off Tłokom ani Clipperom (obie drużyny dziś przypominają plac budowy). To wszystko w wielkim skrócie, bo do każdej historii możnaby było dorzucić kilka linijek opowieści. Co czeka nas w najbliższej przyszłości?

Wielki ruch transferowy, który może znacząco przebudować układ sił na Wschodzie. Chodzi tu oczywiście o migrację Króla. Już słyszymy o lawinie kolejnych ruchów, które może wywołać „efekt transferu Jamesa”. Kolejka klubów szukająca możliwości rozmowy z LeBronem Jamesem, by rozważył ich ofertę, który mógłby odmienić ich przyszłość (Sixers, Lakers, Rockets to najgłośniejsze plotki). I Cavs rzuceni w otchłań, zostający nadal z Tyronnem Lue (który już się zapowiedział, iż wraca do roboty po off-season) i miejący w zamyśle transfer Kevina Love’a (za wysoki pick w drafcie). Handlujący lub nie handlujący ósmym wyborem draftu z 2018.

Warriors stabilizujący skład, przedłużający kontrakty ze Stevem Kerrem oraz Kevinem Durantem. Szukający uzupełnień na wypadek kontuzji Andre Iguodali, choćby przy nazwisku Trevora Arizy. I myślący o nowym kontrakcie dla Klay’a Thompsona oraz Draymonda Greena. Plotką numer 1 jest chęć dokoptowania Anthony’ego Davisa.

Rockets próbujący ominać maksymalny kontrakt Chrisa Paula, być może dodający do składu DeAndre Jordana, na wypadek odejścia mocno rozkładającego skrzydła Clinta Capeli (30 mln za sezon?). Być może polujący jednak na Paula George’a lub LeBrona Jamesa…Szukający – nadal – nowego klubu dla wysokiego kontraktu Ryana Andersona.

TrailBlazers czekający. Co zrobić z Terrym Stottsem? Co wymyśli Damian Lillard, czy nie poprosi o transfer? Czy nadszedł czas na wymianę CJ McColluma?? W końcu chyba z odchodzącym Jusufem Nurkićem. To może być trudne lato dla Traperów.

Thunder polujący na nowy kontrakt Paula George’a, ale równie dobrze mogący zostać z dwoma samcami – alfa Westbrookiem i Anthonym. Sam Presti ma o czym myśleć. A może już czas na wytransferowanie Russella?

Pelicans czekający na ruch DeMarcusa Cousinsa, skłaniający się ku krótszej i nie do końca – maksymalnie – wysokiej gaży dla DMC. Walczący na wzmocnienia na pozycjach 2 i 3. By poprawić obronę w perspektywie kolejnych bojów z najlepszymi na Zachodzie. Alvin Gentry zostaje na 2 kolejne lata. Zasłużył.

Jazz, szukający kolejnych talentów w drafcie. Czekający na powrót do gry Ricky’ego Rubio.  Rozwijających się poprzez grę w lidze letniej zmienników Quinna Snydera. Z Joe Inglesem udzielającym się na klinikach trenerskich. Gdzieś pojawiają się plotki o kolejnym Europejczyku, Nemanji Blejićy.

Spurs, czekający na koniec sagii z Kawhiem Leonardem. KL ponoć szuka możliwości ucieczki do L.A. Czekający na powrót Gregga Popovicha, wychodzącego notabene z żałoby po stracie żony. Na pewno szukający uzupełnień dla swoich weteranów – Parkera, Ginobiliego i Gasola. Czy doczekamy się kolejnego solidnego wyboru gracza poprzez draft? A może Ostrogi przemeblują skład z wielkim rozmachem po transferze Leonarda?? Ettore Messina zostaje i czeka na emeryturę Popa.

T’Wolves, myślący – gdzieś w oddali – o zmianie trenera. Próbujący poprawić pozycję Karla Anthony’ego Townsa, by uwierzył, że zespół budowany jest wokół niego. Bo w końcu kto z zgrai Młodych Wilków ma być liderem na lata i tzw. franchise playerem? (Chyba nie Jimmy Butler a na pewno nie Taj Gibson). Co dalej z Andrew Wigginsem? Jimmy Butler już się rządzi, negując wspólną przyszłość jego z Wigginsem (btw. czy to nie JB mieszał w szatni Bulls pokazując fochy?).

Nuggets, pozostający z Mikem Malonem i szukający kolejnych talentów z Europy na miarę Nikoli Jokića. Paul Millsap mający coś więcej do udowodnienia. Gracze pokroju Burtona i Murray’a rosnący do miana gwiazd drużyny, jak i liderów z prawdziwego zdarzenia. Kenneth Faried jest do wzięcia, do wymiany. Samorodki zmieniły logo.

Clippers, z nową umową Doca Riversa. Z nową umową Lou Williamsa. Z Bobanem Marjanovićem robiącym karierę w Hollywood (u boku Keanu Reevesa). Być może tracący DeAndre Jordana. Szukający nowej umowy dla Avery’ego Bradley’a (jeśli nie LAC to kto?). Jerry West główkujący jak dowartościować zespół (LeBron, Leonard czy PG13 siedzący w jego głowie). LAC = wielkie wróżenie z fusów. Aaa chcieliby wyższy numer draftu i Lukę Doncića…

Lakers, polujący na Króla i marzący o przybyciu LeBrona Jamesa (smaczku dodaje fakt wielkiego remontu w posiadłości LBJa w L.A.). Dalej, szukający możliwości przechwycenia z OKC – Paula George’a czy z SAS – Kawhi’ego Leonarda. Mierzący nie tylko w play off, ale o walce o najwyższe laury. Trochę niecierpliwi i nadal żyjący wielką przeszłością z czasów mistrzowskich. Co dalej z talentami Ingrama czy Kuzmy?

Kings, nadal szukający stylu. Nadal poszukujący odpowiednich elementów do drużyny. Vlade Divać i Peja Stojaković podróżujący na europejskie finały – ligi hiszpańskiej czy Euroligi. Mający w budżecie dodatkowy rok umowy Imana Shumperta. Wahający się między Bagley’em, Donćiciem czy Aytonem. Myślący o Michealu Porterze Jr.

Mavs, dalej z Rickiem Carlisle i dalej z Dirkiem Nowitzkim. Z coraz mocniejszym Dennisem Smithem Jr . Z odchodzącym Nerlensem Noelem (mówi się , że za minimum może dołączyć do Lakers, z LeBronem). Polujący na DeMarcusa Cousinsa i Juliusa Randle’a. Myślący co dalej z Wesem Matthewsem? Wydaje się, iż Mavs nadal potrzebują nowego lidera, który przejmie schedę po WunderDirku.

Grizzlies, JB Bickerstaff pozostał trenerem. Dostał jednak wsparcie – w marzącym o roli pierwszego – Jerry Stackhouse’ie. Grizzlies szukają możliwości wymiany Chandlera Parsonsa (i jego wysokiego kontraktu) i chętnie wydadzą z nim 4.wybór w drafcie. W nowy sezon mają nadzieję wejść już ze zdrowymi – Gasolem i Conley’em. Właściciel klub zapowiada nawet 50 zwycięstw.

Suns, trenerem został pierwszy Europejczyk – Igor Kokoskov. Nie jest jednak do końca pewne, iż wybór bałkańskiego trenera przyniesie Słońcom Lukę Doncića. Kierownictwo klubu bardziej patrzy w stronę Deandre Aytona. Niewykluczone, że przyjście rozgrywającego poruszy kolejne trybiki w machinie transferowej jednej z najsłabszych drużyn zakończonego sezonu. Słońca polują na Clinta Capelę (30 mln USD za sezon), ale może skończyć się na dużo mniejszych nazwiskach…

Sny o potędze Lakers, sny o odbudowie Mavericks, powrót do walki o play offs ze strony  Kings oraz Nuggets (znów) wracają. Przynajmniej przez następne kilka tygodni do zakończenia transferów z największymi nazwiskami. Jak wszystko się potoczy, zaobserwujemy w następnych paru tygodniach.

Najpierw jednak draft, który może znacząco pomóc młodym – chętnym by się odbić od dna – ekipom z Phoenix, Sacramento czy Memphis. Napływ gwiazd na miarę Simmonsa, Mitchella oraz Tatuma czyli Luki Doncića, DeAndre Aytona, Marvina Bagley’a oraz Mo Bamby. Być może przy drafcie już doczekamy się spektakularnej wymiany z udziałem jednej z gwiazd ligi?

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

10 komentarzy

  1. BURN napisał(a):

    Ciekawie znowu zapowiada się offseason. Ja jakoś wyjątkowo w tym roku nie mogę doczekać się draftu, licze że Kings odbiją się od dna. Może jakiś artykuł zrobicie o nadchodzącym drafcie? ;D

  2. Trzmielutek napisał(a):

    A co w ogole myslicie o transferze LBJ do Lakersow? Pytam z perspektywy patrzenia na to jak bardzo BaLeron stara sie dogonic Legende MJ’a. Przeciez Lakers kojarza sie ciagle jako druzyny Magica a potem duetu Shaq&Kobe. MJ jest Legenda jako Byk. Z marketingowego punktu widzenia transfer z Cavs gdziekolwiek to blad, to poddanie sie, to brak charyzmy. A wszelkie statystyki mozna odlozyc miedzy bajki – bo obawiam sie, ze za 10 lat LeBrona postawi sie w szeregu z Barkley’em, Pippenem i innymi wielkimi. Ale nie z MJ. I po co bylo przybierac „King” na drugie? :)

    • mic napisał(a):

      zarówno osobiste osiágnięcia LBJ jak i drużynowe stanowczo kilka poziomów ponad Barkleyem i Pippenem (dlatego dyskusja jest pomiędzy MJ, LBJ, Magic, Bill Russell, Wilt a nie LBJ czy Pippen).
      co LBJ może pokazać, że w każdej drużynie zdobędzie tytuł…MJ w Wizards nawet do play offów nie wszedł…LBJ ma tytuły z dwoma drużynami.
      Wilt czy Kareem też grali dla kilku klubów (nawet wymieniony Shaq ma tytuły w 2 klubach a szukał jeszcze w Cavs i Celtics) a nikt ich nie wyzywa, nie umniejsza, nie naśmiewa się, bo nie powinno…tylko czemu tak dużo żółci teraz do obecnych topowych ligii

  3. nosferatu napisał(a):

    @Trzmielutek…serio??? LeBrona na równi z tymi grajkami? Barkley bez pierścienia a Scotti bez MJ’a błyskotek miałby zero! LeBron jeszcze nie skończył kariery ale już jest i będzie jednym z największych GRACZY w historii tak czysto obiektywnie tylko patrząc przez pryzmat tych PlayOff…i trzech pierścieni przy powrocie w finałach z 1-3!!! No i z uwielbieniem amerykanów do statystyk to dłuuuugo będą porównywać wiele z nich do LBJ bo na horyzoncie lepszego nie widać

    • pop napisał(a):

      serio??? Pippen to grajek? Pippen to najwyższa półka w NBA, MJ bez Pippena „błyskotek miałby zero”

      nie piszę tego po to żeby wywołać kolejne jałowe shitstormy – po prostu fakt

    • cynik napisał(a):

      Ciekawe ile bronek miałby pierścieni gdyby grał w czasach MJa. Bez Wade’a, Bosha, i Irvinga mógłby tylko pomarzyć o tytule. Przestań trolować!!!

    • Trzmielutek napisał(a):

      @nosferatu – Chyba nie do końca zrozumiałeś o co mi chodzi. Mówiłem o błędzie marketingowym przy gonieniu legendy. Nie umniejszam tego, że LBJ jest najlepszym i najbardziej kompletnym graczem obecnie. Nie podważam tego, że pracuje na treningach nad niemal każdym elementem swojej gry. Kłopot jest tylko taki, że charyzmy na treningu nie wyćwiczysz. Po prostu ją masz lub nie. A ona ma tutaj decydujące znaczenie.
      A z Barkleyem i Pippenem to potuptałeś kapkę za daleko… :)

  4. nosferatu napisał(a):

    @cynik to samo pytanie można zadać w drugą stronę…lecz uważam że porównywanie czasów z przed dwóch dekad to teraźniejszości jest totalnie bez sensu. Inne czasy inna koszykówka.
    Pippen i Barkley to oczywiście byli dobrzy zawodnicy ale sami nie robili takiej różnicy na parkiecie jaką stanowi LBJ…

    • buzinga napisał(a):

      Ależ nie ma problemu z takimi porównaniami. Wręcz zaryzykuje twierdzenie że my kibice lubimy porównywać rożne rzeczy. MJ jest najlepszym koszykarzem wszech czasów właśnie dlatego że zdominował ligę kiedy tą rządzi wysocy. To jest niesamowite. Z jego skillsetem dziś jeździł by jeszcze lepiej. Lebron ma tą przewagę że ligę chcąc i to bardzo zmieniono przepisami w coś takiego żeby umożliwić bicie jak największej ilości rekordów. Już nawet nie chodzi o miękką obronę, ale nawet spójrz np na tolerancje na kroki. Jakby tego mocniej pilnować LBJ czy Harden, żeby nie robić strat musieliby zacząć gęściej kozłować. To jest zwolnienie akcji o jakieś pół tempa. Wystarczająco, żeby dać obronie większą szansę na zakontestowanie rzutu. Świadomie liga obrała taki kierunek, bo to jest bardziej opłacalne marketingowo.

    • Woy napisał(a):

      Barkley nie ? Ja Cię proszę. Jego transfer do Suns przyniósł mu MVP.przy wzroście 195cm był fenomenem na czwórce. Suns wrzucił w grono faworytów do tytułu. Barkley nie miał obok siebie takich gwiazd jak LeBron.
      P.S. ile tytułów zdobyłyby Byki bez Pippena?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *