Sweep Warriors na Cavs, Curry i spółka ponownie mistrzami NBA

Stało się! Kolejny sezon dobiegł końca. Golden State Warriors zdobywają swój szósty mistrzowski tytuł, trzeci w ostatnich czterech latach oraz drugi z rzędu. Ostatnią drużyną, która obroniła mistrzostwo byli Heat, pięć lat temu. Kevin Durant drugi rok z kolei zdobył nagrodę dla najlepszego zawodnika finałów i nie przeszkodziła mu w tym bardzo dobra dyspozycja kolegi z drużyny – Stephena. Czy byliśmy świadkami ostatniego występu LeBrona w barwach Cavaliers? Jeśli tak to trzeba przyznać, że na pewno nie tak wyobrażał sobie pożegnalny mecz. Schodząc z boiska dostał owację na stojąco oraz jak na pełnego profesjonalistę przystało wykonał ładny gest w stronę rywali gratulując im osiągniętego sukcesu.

4-0. Myślę, że mimo wszystko niewielu obstawiało taki wynik. Wydawać się mogło, że Cavaliers są w stanie urwać w tej serii jeden czy nawet dwa spotkania bo o zwycięstwo wiadomo było, że będzie bardzo ciężko. Była na to szansa. Dla mnie te finały, w ogóle całe playoffs były na bardzo fajnym poziomie. Pomimo tego jednostronnego wyniku w ostatniej serii to pojedyncze spotkania były zacięte, mam tu na myśli game 3 oraz w szczególności game 1 gdzie gdyby Cavs wygrali to scenariusz tych finałów mógłby być całkowicie inny. Moim zdaniem Warriors zagrali świetne playoffy ale nie tak wybitne jak rok temu. Wystarczyło to jednak do zdobycia tytułu i to się liczy. Bardzo ważne było tutaj oszczędzanie się w końcówce, próba gonienia Rockets po to tylko by wygrać zachód mogłaby okazać się kosztowna właśnie w późniejszym etapie a tak, nie dość, że GSW mądrze się oszczędzali to jeszcze dali niektórym do zrozumienia, że można w tym roku ich ograć i nie są już tak mocni, dali taką nadzieję, która dla ich rywali stała się największym wrogiem. Wracając… dlaczego nawiązałem do zeszłego roku? 16-1, jedyna porażka właśnie w finałach, z Cavs. Pomimo, że „Wojownicy” wyglądali jak rozpędzona lokomotywa, która nie miała zamiaru nawet na chwilę się zatrzymać to LeBron James zdołał poprowadzić swoją drużynę do jednego zwycięstwa. W tym roku to się nie zdarzyło a przecież (według mnie) Warriors byli słabsi niż 12 miesięcy temu. Wniosek nasuwa się sam. Cavaliers zaszli tak daleko w bardzo głównej mierze dzięki Jamesowi ale drużynowo są najgorsi od lat. No wystarczy spojrzeć na punktujących tej drużyny w playoffs: Pierwszy James 34.5 punktów na mecz potem ogromna przepaść i następnie Kevin Love z 15 punktami na mecz. Dalej? Szkoda słów, reszta poniżej 10 punktów. Do tego „LBJ” liderował w drużynie jeśli chodzi o asysty (9.0apg), przechwyty (1.4spg) oraz bloki (1.0bpg). Zbyt wiele było uzależnione od jednego zawodnika. Mimo, że koszykarzem jest wybitnym to sam meczu nie wygra przeciwko piątce rywali. Można być liderem, prowadzić w większości statystyk, wyróżniać się na tle innych ale reszta musi też coś od siebie dawać a nie pozostawać biernym.

Czwarty mecz finałów. Cavs chcieli godnie pożegnać sezon, dać radość kibicom oraz uniknąć bądź co bądź niezbyt miłej sytuacji by nie powiedzieć kompromitacji jaką jest przegrać do zera. Warriors nie musieli wygrać. Oni wiedzieli (każdy to wiedział), że różnica klas obu drużyn jest na tyle widoczna, że jak się nie uda teraz to w następnym meczu a nawet pewnie specjalnie by im to nie przeszkadzało. Zawsze fajnie jest świętować mistrzostwo we własnej hali. Podopieczni Steve’a Kerra postanowili jednak nie przedłużać tego co nieuniknione i dokonali dzieła zniszczenia. Mocne otwarcie, Curry trafia kosmiczną trójkę, kolejną z resztą już. Durant blokuje LeBrona, Warriors prowadzą po pierwszej kwarcie 34-25. Druga kwarta, Cavs odrabiają straty, ba, nawet wychodzą na chwilę na prowadzenie ale to w zasadzie tyle. Trzecia odsłona i co? Wiadomo, ciuchcia odjechała i tyle było ją widać. Ponad 20 punktowe prowadzenie, wszystko było już jasne. Całe spotkanie zakończyło się wynikiem 108-85. Kevin Durant zanotował swoje pierwszej triple-double w karierze w postseason (20pts, 12reb, 10ast). Swoją drogą kolejne genialne finały w jego wykonaniu. Nowy rekord kariery w punktach w playoffs (43) osiągnięty, wspomniane triple-double, MVP zdobyte a to wszystko okraszone mistrzostwem. „KD” nie był jednak jedynym głównym aktorem minionego spotkania. Stephen Curry zaaplikował rywalom aż 7 trójek i ogólnie zanotował aż 37 punktów.

„The King” zakończył swój kolejny wybitny sezon w tej lidze meczem na innej już motywacji, zdecydowanie można było odczuć, że jego zapał nie był już aż taki jak chociażby w pierwszym meczu. W swoim ostatnim spotkaniu w tym sezonie zaliczył 23 punkty, 7 zbiórek oraz 8 asyst. Cavs znowu byli groźni na deskach. To była ich w zasadzie jedyna broń drużynowa w tej serii. Dobra zbiórka, szczególnie w ataku. Dziś zanotowali aż 17OR z czego aż 6 miał sam Nance Jr. Warriors jednak nadrabiali lepszą selekcją rzutową, skutecznością oraz zabójczymi podaniami, dzielenie się piłką w tym zespole jest półkę wyżej obecnie od każdej z ekip w lidze.

I to by było na tyle! Golden State Warriors mają swój moment. To jest ich czas. Fani tej drużyny teraz mają swoją chwilę, na świętowanie. Inne ekipy tymczasem rozpoczynają kolejne epizody z myślami o wzmocnieniu się w offseason. Wiele drużyn ma chrapkę na zepchnięcie z piedestału „Wojowników” ale czy w końcu komuś się to uda? Czy przyszły sezon zakończy hegemonię zawodników z Kalifornii? Czas pokaże.

Adrian Rojek

Kibic Golden State Warriors. Oprócz rzecz jasna koszykówki uważnie śledzę świat futbolu. Sympatyzuję z Bayernem Monachium już od prawie 5 lat. Prywatnie student filologii angielskiej. W tym roku 20-stka na karku.

18 komentarzy

  1. Ewa napisał(a):

    Jak dla mnie WCF to byly mecze z Cavs , a Finaly to z Houston. W obydwu starciach GS pokazali klasę.

  2. RIPCITIZ3N napisał(a):

    Przede wszystkim gołym okiem widać, że Zachód jest lepszy od Wschodu i tak w zasadzie prawie każda ekipa z ósemki western byłaby w stanie pokonać Cavs w finale. Od paru lat prawdziwym finałem jest wcf(nie licząc pojedynczego zrywu i farta Cle dwa lata temu)

    • mic napisał(a):

      akurat nie sądzę, by tegoroczne Minnesota, Portland, OKC,
      mogły pokonać Cavs
      nawet Cavs w 6-7 odprawili by pewnie Jazz, Nowy Orlean
      Spurs – zagadka bo bez Popa i KL
      jedynie GSW i Houston możliwe oba sweepy (choć Houston gdyby rzucało niemiłosiernie cegłaby skończyłoby się w 7 meczach)

      zdrowy Boston – nie byłby pietruszką…a wydaje mi się, że nawet obecny gdyby wszedł do finałow, to mimo porażki pokazaliby więcej w obronie niż Cavs (nie licząc LBJ i epizodów może 2-3 zawodników)

  3. Lakers napisał(a):

    Ciekawe kiedy rozpocznie się karuzela transferowa, kiedy nastąpią pierwsze wymiany.

  4. Szuwarek napisał(a):

    Mam wrażenie, że Celtics daliby jednak większą rywalizację. Jednak nie było na nich siły. Kontuzja CP3 była punktem zwrotnym.

    • Tony napisał(a):

      Myślę, że 1 może 2 mecze Boston by urwał – przynajmniej cos u siebie.

    • Szuwarek napisał(a):

      Też myślę, że nie przegraliby do zera, ale nie łudzę się. Nie mieli argumentów przy takim GSW.

  5. majecha napisał(a):

    Pierwszy mecz zdecydowanie ustawił finały – ze względu na psychikę graczy CAVS. Thompson miał najsłabszy sezon w karierze, JR Smith z shootera zamienił się w „specjalistę od obrony”, Hood stracił pazur jaki miał w Jazz. Love powoli staje się cieniem zawodnika jakim był. W gruncie rzeczy James nie miał z kim grać.

    Teza:
    Z perspektywy czasu to może jednak bardziej opłacało się zostawić skład z I.Thomasem, Wadem i resztą? Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem ale zmiany wprowadzone w środku sezonu wystarczyły na dociągnięcie wyniku w RS, w Play-offs były już ogromne problemy z dostaniem się do finału, no i sweep tamże. Mnie najbardziej rozczarowały właśnie te zmiany – chyba tylko Nance grał swój poziom koszykówki. Reszta to downgrade.

    • arcktick napisał(a):

      JR to byl dopiero gosc z pazurem (nie tylko 3 ale tez kosmiczne dunki, szczegolnie w Denver) , Love byl „franchise playerem” w Minnesocie. Za duza presja na wynik i goscie spalaja sie psychicznie przy „One man army” ? A moze po prostu brak zespolowej koszykowki ? Ogladalem tylko mecz nr 1 finalow. Pomimo calego szacunku dla Lebrona ,ktory oprocz tego ze jest ponadprzecietnym atleta to nie mozna mu odmowic boiskowej inteligencji ( nie jak u Wesbrooka), to jednak wiekszosc akcji CAVS miala nastepujacy schemat: James na pilce , proba rozklepania pierwszej linii obrony nastepnie wjazd pod kosz albo oddanie na obwod. Reszta graczy to statysci. Chyba nie wplywa to zbyt dobrze na ich pewnosc siebie. W GSW tylko Durant gra typowe izolacje. Pilka chodzi miedzy graczami az milo.

    • Autor napisał(a):

      Dokładnie to samo powiedział Fischer. To jest „system LeBrona” i każdy musi się dostosować. Fischer powiedział, że do takiej gry – a porównał to do grania obok Kobe’go – potrzeba zawodników o specyficznej mentalności. Taki gracz musi wiedzieć, że dostanie 5-10 rzutów na mecz i musi być stale zmobilizowany przy jednoczesnym cieszeniu się z tego, że odwala „czarną robotę” we wszelkich, drobnych aspektach gry. Dodatkowo gdy drużyna wygrywa to wygrywa Kobe a gdy drużyna przegrywa to przegrywa Fischer, bo nie miał 50% skuteczności.
      Dodam do wypowiedzi Fischera, że uważam, iż do takiej gry nadają się jedynie ponadprzeciętni „zadaniowcy” co najmniej lekko po prime time.
      Gracze z ego nie wytrzymają na dłuższą metę w cieniu „boga” a młodzi gracze po prostu spalą się psychicznie.

    • BrickCity napisał(a):

      Duzo racji w tym co tu piszecie. Tez mi sie wydaje, ze Wade, Thomas czy Rose daliby wiecej Cavs niz ci ktorzy przyszli na ich miejsce. Zaprawde wyglada na to, ze w Cleveland wszystko funkcjonuje w mysl schematu „sultan otoczony przez dwor eunuchow” ;) Byc moze wynika to z tego, ze LeBron ma swiadomosc ze pokonanie praktycznie w pojedynke tych Warriors automatycznie wyrzuciloby go na inna orbite w konwersacji o GOAT. Niektorzy, na przyklad ja, by wrecz stwierdzili, ze taki wyczyn postawilby LeBrona ponad Jordanem. Kiedys LeBron byl bardzo ostrozny w porownaniach do MJ’a chyba nawet stwierdzil, ze numer 23 powinien byc zastrzezony we wszystkich druzynach. Ale kiedy dwa lata temu powiedzial ze jego motywacja to „chasing the ghost [that] played in Chicago.” Stalo sie jasne, ze na tym etapie kariery celem numer jeden jest wyprzedzenie Jordana. Zreszta trudno sie dziwic bo juz jest co najmniej top 5 of all time, byc moze nawet top 3 wiec cos go musi napedzac.

    • and-3 napisał(a):

      Cavs to wcale nie jest taka beznadziejna drużyna. Po pierwsze grali pod skrzydłami słabego trenera, po drugie kilku zawodnikom zaszkodził tytuł zdobyty trzy lata temu. Nie wiem, ale TT i JR wyglądali tak jakby odpuścili sobie jakąkolwiek pracę nad sobą. Zwłaszcza TT, przecież mógłby dodać do swojego repertuaru chociażby rzut z 3-4 m, coś jak Charles Oakley. Przecież to był jeszcze większy drewniak, jednak z jajami. Love też chyba mógłby coś więcej dać od siebie.

      Natomiast łudzenie się, że Rose, albo I. Thomas zmieniliby sytuację – nie sądzę.
      Według mnie dobry trener mając cały sezon i taką ekipę mógłby wyciągnąć więcej, chociaż o czym my mówimy? Zajęli 2 miejsce, z Lue na ławce i połową ekipy, która ma ważniejsze sprawy na głowie niż koszykówka….

    • velios napisał(a):

      @and-3

      To jest właśnie najlepsze. Każdy psioczy na Cavs jacy to oni nie są słabi, połowa zespołu jest bez formy/ myslami np z Khloé Kardashian a jakoś dochodzą do finału :P

    • mic napisał(a):

      dosyć ciekawe, bo zarówno Wade, Róża, IT zagrali kilka mocnych spotkań…poza Cavs, dopiero w innym środowisku-systemie-trenerze-liderze, nie twierdzę, że wina LBJ, bo może dopiero wtedy ich forma się rozkręciła, jednak zwłaszcza u IT było widać słabe wkomponowanie i jakby psucie chemii (toksycznej Cavs)…fakt gdyby Rose czy Wade jak dali swoje najlepsze mecze w play off, daliby Cavs…znacznie lepiej wyszłoby
      gdyby gdyby
      teraz Cavs i LBJ muszą coś wymyśleć i ogarnąć co dalej
      a co do samej gry Love (kontuzje dłoni i depresja) czy Korvera (śmierć młodszego brata przed play offami i nie ustawianie akcji pod jego rzut) – widać gołym okiem niewykorzystanie. statystycznie Love grał w obecnym sezonie jak w poprzednim, jednak nie miał tych magicznych przebłysków

    • Autor napisał(a):

      Korver miał inny problem. Jak zdradził Kerr obrona Warriors była ustawiona na obronę przeciwko Korverowi – czyli był on na 1 miejscu jeśli chodzi o „obronny radar” zawodników Warriors. Jak wiadomo po finałach było to skuteczne podejście.

  6. August napisał(a):

    Choroba szkoda że Warriors wygrali tak szybko – teraz będziemy mieli nin stop „MeLeBramat”… Gdzie zagra, z kim…

  7. listonoszjeststary napisał(a):

    A tytul artukulu zostal zmieniony czy mi sie wydaje? Na poczatku bylo chyba o przejsciu do historii czy tworzeniu legendy przez Warriors.

    • Autor napisał(a):

      Są 2 artykuły: mój telegram i podsumowanie Adriana; być może o to chodzi z tytułami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *