Wyniki i statystyki, play offs dzień #29: Celtics w połowie drogi do finału NBA

W pierwszych 8 minutach meczu numer 2 LeBron James miał już na koncie 16 pkt. LBJ chciał zatrzeć złe wrażenie z pierwszego spotkania i przy 27 pierwszych punktach drużyny zdominował grę z 21 oczkami na koncie. Cavs wyglądali na głodnych wygranej. Głodny wydawał się James, który już nie znajdował stopera w osobie Marcusa Morrisa. Król trafił 4 trójki.

Cavs szli za ciosem w drugiej odsłonie meczu. Więcej siły fizycznej pod koszem przy osobach Tristana Thompsona (zaczął w pierwszej piątce kosztem Kyle’a Korvera) i Larry’ego Nance’a przynosiły efekt. Odnalazł się Kyle Korver, autor 11 oczek i trzech trójek w drugiej kwarcie meczu. Kawaleria pędziła i przed przerwą miała na koncie 11 punktów zaliczki. Znacznie lepiej prezentował się Kevin Love, notując w całym meczu 22 pkt i 15 zb.

Po przerwie, jak niczym za magicznym dotknięciem Brada Stevensa, Celtics wrócili do najlepszego grania. Przebudzili się liderzy ; Jaylen Brown zanotował 23 pkt , Terry Rozier dołożył 18 pkt i Al Horford dodał dublet z 15 pkt i 10 zb. Jednak Celtics zaczęli mocniej bronić, używając sporo siły. W ataku wygrywali pojedynki jeden na jeden, znów znajdując luki w defensywie Cavs oraz wykorzystując słabą obronę obręczy rywala.

Piąty 40 punktowy występ Jamesa (42) w post season 2018 oraz kolejne triple double zdały się na marne. Zieloni złapali kontakt z rywalem w trakcie trzeciej odsłony; najpierw zdobywając 7 z rzędu punktów do stanu 59:61, a następnie swoje popisy strzeleckie kontynuowali Rozier (11 pkt) i Morris (6 pkt). Celtics przejęli prowadzenie 74-71.

Kluczem do zwycięstwa numer 2 Celtów okazały się straty, tylko 5 po stronie Bostonu i aż 15 – wymuszonych przez obronę rywala – od strony Cavs. JR Smith nie trafił wszystkich 7 prób rzutów z gry, George Hill miał 1/4 z gry a poza Korverem ławka gości nie istniała…

Z drugiej strony sześciu graczy Celtics zanotowało punktowe double-figures.

Game 3 już w Cleveland i przypomnijmy, że w finałach konferencji żaden zespół nie podniósł się z wyniku 0-2.

BOXSCORE

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

31 komentarzy

  1. YAO napisał(a):

    jak mnie juz irytuje to jaranie sie Bradem Stevensem, jakby on sam grał na parkiecie. W bostonie jest dobra młoda paka chłopaków z talentem, ambicją i wola walki, a to pieprzenie w stylu „po przerwie, jak niczym za magicznym dotknięciem Brada Stevensa” LOL, wrzućcie na luz. Trener moze mieć wizje, p[lan i taktykę, ale jeszcze musi mieć realizację planu przez zawodników, doceńcie bardziej graczy, bo to pier….nie o Bradzie jest już przerysowane.

    • super_c napisał(a):

      Problem jest taki, że Brad za każdym razem udowadnia że jednak się mylisz. Psychika w sporcie, a zwłaszcza w play off jest bardzo ważna. A on ewidentnie umie trafić do chłopaków. Oczywiście że nie wchodzi na boisko i nie gra, ale porównaj sobie jego reakcje na mecz z reakcjami (a właściwie ich brakiem) Mike D’Antoni. Udało mu się stworzyć super relację z graczami i widać jakim darzą go szacunkiem. Jaki wpływ na zespół ma trener masz na przykłądzie GSW gdzie praktycznie bez zmian w składzie po zmianie trenera zespół dostał strasznego kopa.

    • Autor napisał(a):

      @YAO
      Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie podważa talentu szczególnie tych młodych graczy, ale ambicja i wola walki zależy między innymi od trenera szczególnie w przypadku właśnie młodych graczy. Przygotowanie ich na różne wydarzenia boiskowe by zmniejszyć ich zaskoczenie jest podstawą w przypadku właśnie młodych graczy. Wystarczy spojrzeć na Raptors i na Celtics by zobaczyć różnicę w ambicji i woli walki, co również wskazuje na przepaść między Stevensem a Caseyem. Gdy Casey miał do dyspozycji o wiele bardziej doświadczony skład i z All Starami.
      Ponadto Stevensowi nie można zabrać tego, że zachowuje się tak jakby oglądał swoich graczy nawet w nocy podczas snu przez ukrytą kamerę i znał przez to każdą ich reakcję. Jego reakcje z rotacją graczy są niemal idealne. Dodatkowo spójrz na 4 kwaręą gdzie w akcjach nie z kontry Smart za każdym razem ogląda się na Stevensa by zobaczyć jaką zagrywkę wskazuje.
      Ta drużyna gra bez 2 All Star-ów i w składzie z rookie, pierwszoroczniakiem i gościem w 3 roku kontraktu, który w zeszłym sezonie grał ogony z ławki. Nawet Warriors mogliby przegrać z z tymi Cavs gdybyś im wyjął ze składu dwóch All Starów pomimo, że mają skład złożony z graczy, którzy grali na najwyższym poziomie w kilku Finałach i setkach meczów PO.

  2. Tony napisał(a):

    Brawo Celtics. Stevens zaktualizował soft w przerwie 😁

  3. Maxxxx napisał(a):

    LBJ wzniósł się na swoje wyżyny i dał co mógł(mógł mieć tylko mniej strat bo aż 6, przy 5 celtics), Love też powiedzmy że dał co mógł (więcej od niego nie powinno się wymagać) , Korver coś tam ciepnął (ale to też jego powiedzmy lepszy mecz) a dalej dramat!!!! Po co trener trzyma Smitha który wali same cegły!!, nie próbując dać wstrzelić się np. Hoodowi.Po co Hill 33min i 1 ast i 3pkt!!!!! Tylko Greenowi dał pograć i skutek widać na koniec meczu czyli -17 z nim na parkiecie. Trener powtarzam DRAMAT , wszystko co mógł zrobić aby zmienić wynik nie zrobił, uparcie to samo czyli LBJ to wygra…..

    • BrickCity napisał(a):

      Calkowita zgoda. LeBron – swietny wystep; szczegolnie pierwsza kwarta genialna, Love rowniez bardzo dobrze. Korver i Thompson w sumie tez zrobili swoje, no dobra Thompson w drugiej polowie slabo bronil obreczy. Ale wyglada na to, ze pogloski o zmartwychwstaniu JR Smitha i G. Hilla byly mocno przesadzone. Przebudzili sie na Raptors, a teraz znowu graja bez glowy (Smith) i bez energii (Hill). Jezeli Hill, zarabiajacy 20 baniek za sezon, zanotowal w dwoch meczach 8 punktow i 1 asyste, to jak sie ma to do produktywnosci i energii takiego Roziera…
      A co do pochwal dla Brada Stevensa to sa jak najbardziej na miejscu, facet traci przez kontuzje dwoch najlepszych graczy, nikt nie mialby do niego pretensji jakby odpadl w pierwszej rundzie z Bucks, a tymczasem jego zespol jest dwa kroki od finalu ligi.

  4. JasonKidd napisał(a):

    Sorry YAO, ale akurat Stevens zasługuje na każdy komplement jaki pada pod jego adresem. To jak zarządza zespołem, reaguje na zagrywki taktyczne przeciwnika, itp. robi ogromne wrażenie. Porównaj sobie Boston z Thunder, tam gracze robią co chcą i widzisz efekt. A biorąc pod uwagę kontuzje w Bostonie to Thunder teoretycznie mieli większy potencjał ludzki.

  5. Leniu napisał(a):

    Komentatorzy TNT (Jackson i Van Gundy) w czasie meczu wypowiadali się w samych superlatywach o obydwu trenerach. Chyba dlatego, że nie wypada im krytykować Lue jako byli (i może przyszli) trenerzy. Mecz bardzo fajny, Lebron to bestia, ale dostał dziś bardzo niewielkie wsparcie (w zasadzie Love,Korver i Thompson coś tam wnosili). JR, Green i Hood z taką formą by nie pograli w PLK nawet. Clarkson wypadł w ogóle z rotacji. Przecież to są gracze nie z pierwszej łapanki. Jeszcze Greena i Smitha można próbować tłumaczyć zaawansowanym wiekiem, ale Hood czy Clarkson to są gracze na dorobku, którzy w poprzednich zespołach grali przynajmniej bardzo przyzwoicie. Hill też taki niewyraźny jakiś, jakby grał „na alibi”. Ale i tak największa różnica między zespołami to obrona. Kilka razy mnie kuło w oczy zostawienie calkowicie wolnego gracza na obwodzie przez Cavs. Boston ma mega rotacje w defensywnie i prawie każdy rzut Cleveland był z trudnej pozycji. Smart ma energii więcej niż całe Cleveland. Brown po 1 sezonie nie wyglądał, że będzie aż takim kotem. Baynes ładuje trójki. Masakra jak mnie ten zespół zaskakuje. Po kontuzji Hayworda myślałem, że będą walczyć o załapanie się do play-offów a tu zapowiada się, że w cuglach wygrają wschód i bez kompleksów stawią się na finały. Pozdro

  6. cynik napisał(a):

    Gdy nieprzyjaciół kupa, to i Lebron dupa. Nie da się wygrać mistrzostwa grając jednym zawodnikiem. Szkoda mi go bo wyprawa sobie flaki.

  7. fantomas napisał(a):

    no kurcze, mecz który według mnie był najważniejszy w tej serii dla Cleveland jest niestety przegranym meczem:(, niesamowity Lebron sam nie wygra, i nie ważne ile by tych punktów zdobył – tu się liczy kolektyw, którego ta drużyna niema( do tego ten H…WY trener!). Ukłony dla Bostonu, bo to co robią bez swoich dwóch all-star-ów, no brak słów. Oczywiście seria trwa dalej i liczę….. no właśnie sam nie wiem na co liczę….chłopaki czas się obudzić!

  8. realista napisał(a):

    Boston dalej pozytywnie zaskakuje, ale po dwóch kolejnych meczach w Cleveland będzie niestety 2-2

  9. Arkon napisał(a):

    Największe brawa należą się Horfordowi. To co on zagrał w czwartej kwarcie to była poezja. Prawdziwy lider.

  10. hetman3 napisał(a):

    No piekne cyferki w ataku kręci Lebron. TYlko według mnie to juz nie jest ten sam gracz w obronie. W wielu sytuacjach odpuszcza krycie lub stoi w narozniku. Od takiego gracza nalezy oczekiwać zaangazowania i przykładu dla innych. Kiedyś sam orał parkiet w obronie a teraz to wyglada jak pokazówka. W ataku pieknie a w obronie dupa.

    • velios napisał(a):

      Nie rozumiem jak możesz wymagać od Lebrona, żeby w wieku 33lat, bronił tak jak np 5lat temu? Przecież ten facet to jest one man army w ataku, ciągnie za uszy tych pseudo graczy ( z wyjątkiem Love + Korvera no i może TT).
      Czy wy ludzie wymagacie od niego, żeby on grał na boisku 40minut po obu stronach parkietu ? Serio ??? Sam fakt, że nie jest dziurą w obronie to już jest dobrze… Nie zapominajcie, że jednak to jest człowiek a te wszystkie parobki w jego zespole nie potrafią nawet 15minut ustać w obronie, bo w ataku ich w ogole nie ma

    • majecha napisał(a):

      …a w kwestii GOAT taka jest kolejna różnica między nim a Jordanem. LBJ broni jak MJ po 40tce…

    • velios napisał(a):

      Rozumiem majecha, że porownujesz Pippena, Rodmana do J.R albo TT w obronie i ataku. No ok, prawie ten sam kaliber.

    • Woy napisał(a):

      Cavs znajdowali dobry bilans między obroną i atakiem gdy jako zadaniowiec grał Osman.nie rozumiem po co na siłę grać Smithem kiedy JR nic nie wnosi po obu stronach parkietu i rzuca cegły. Naprawdę z tego składu Cavs można wyciągnąć więcej. Jest jednak warunek trzeba mieć pomysł…

    • velios napisał(a):

      No własnie… Osman fajnie się angażuje po obu stronach parkietu. A w ostatnim meczu grał minutę? J.R fajnie by wyglądał z ławki, jako typowy shooter, ale tylko w przypadku, kiedy nie ma na parkiecie np Clarksona. Bo jak są obydwoje razem, to dziura w obronie jest wielkości rowu Mariańskiego… :)

  11. ekmanori napisał(a):

    Żaden się nie podniósł?? a OKC ze Spurs w 2012, a Cavs z Pistons w 2007 i przede wszystkim Bulls z Knicks w 1993 r. Kibic Bulls z tamtego okresu powinien to pamiętać, tak jak pamięta to kibic Knicks;) Pozdro

    • Woy napisał(a):

      Finały konferencji…Bulls w półfinałach 1993. Thunder też i Cavs też. Czytamy i oglądamy

  12. rdou napisał(a):

    Mam wrażenie ze LeBron ma najgorszy zespół od lat może nawet w słabszym nigdy nie grał. Oprócz dwóch trzech graczy( Kover, Love) reszta to na pewno nie poziom finału konferencji a taki Hood, Hill czy J.R. w takich meczach pokazują ze NBA dla nich to za wysokie progi. Nawet jak przejdą Celtic ( już widać ze będą to męczarnie) nie wiem jak wyeksportowany król James, bez wsparcia, niemal sam, ma dać radę naszpikowanym gwiazdami ekipą GSW czy HOU. Chyba kolejna rewolucja i dodanie prawdziwego All stara + paru solidnych zadaniowców mogą zatrzymaj LeBrona w Ohaio.
    Co do Bostonu grają swoje, naprawdę chłopaki zapieprzają jak motorki niby nikt nie gra rewelacyjnie, a każdy z nich bardzo bardzo solidnie. Ciekawe czy na miśka to starczy…

    • Woy napisał(a):

      Z tym najgorszym od lat zespołem pełna zgoda . Brak zaangażowania oraz chęci gry w obronie

    • GPRbyNBA napisał(a):

      lepiej żeby Bostonu nie przeszli
      Inczej memy z przegranymi w finałach Bronka dostaną +1 do swojej memowości.

  13. Hoax79 napisał(a):

    Po pierwszej kwarcie myślałem , że LBJ skończy mecz z dorobkiem w okolicach 80-u punktów. Ale nec Hercules contra plures 😁. W Bostonie widać ducha zespołu a Cleveland to taka rodzina pòłsieroca z ojcem Le Bronem . Najważniejszą zmianą w Cavs ,powinna być zmiana trenera. Lue nawet nieźle zaczął , ale chyba potem ściągawek nie starczyło.

  14. August napisał(a):

    To jest właśnie to o czym mówimy pisząc o roli trenera w składzie drużyny. Stevens potrafił poukładać Celtów z tego co miał – mimo straty dwóch najlepszych graczy. Cleveland trenera i pomysłu na grę nie mają i takie są skutki. Jak Bronek daje radę to jeszcze jakoś idzie, ale jak nie to klapa. To samo było kiedyś w Bullsach. Dopiero przyjście Jacksona i jego pomysł na drużynę dał Jordanowi pierścień. Sam Jordan wspominał jaki był wściekły jak mu zmienili Oakleya na Cartwrighta… Ale to był ten element układanki którego brakowało. Cavs co roku coś kombinują, licząc że z LeBronem i tak dadzą radę. Trzeba przyznać że dotąd to jakoś działało, ale w zetknięciu z dobrze zorganizowanym i prowadzonym teamem tak łatwo nie jest. Już Pacers byli blisko, a Celtics pokazują jak jest to ważne. Dlatego dla Cavs – gdyby jednak dali radę przejść do finału łatwiejszym rywalem byłoby Houston. Kerr to zbyt dobry trener by sam Bron wygrał z jego drużyną. Raz się to zdarzyło – zresztą do dziś nikt nie pojmuje dlaczego.

  15. Szuwarek napisał(a):

    Ja powiem tak – lepiej niż w 1 kwarcie LeBron już nie zagra, a i tak było tylko +4 dla Cavs. Jeżeli mimo tego, że wychodziło mu dosłownie wszystko, włącznie z nieprawdopodobną trójką z odchylenia i ręką na twarzy Morrisa, to ja nie widzę możliwości wygrania tej serii przez Cavs. Celtics grali swoje i nie mieli żadnych dłuższych zastojów. Przetrzymali nawałnicę LeBrona i potem stopniowo odzyskiwali pole. W 4 kwarcie nie było większego zagrożenia. To było bardzo pewne zwycięstwo gospodarzy odniesione mimo tego, że LBJ zagrał fenomenalną 1 połowę, Love grał jak na siebie bardzo przyzwoicie, Korver i Thompson dodali swoje. Rotacja Cavs jest mega dziwna. Niby Lue próbuje różnych ustawień, ale mam wrażenie, że są często wzięte z kapelusza, na chybił trafił. Clarkson powinien grać więcej minut kosztem JR, bo stwarza non stop zagrożenie. Nance się stara, ale nie stanowi zagrożenia w ofensywie. O Hoodzie też ktoś wspomniał. Uważam, że skład Cavs jest naprawdę dobry. Ci ludzie nie są przypadkowymi no name’ami. Green, Hill, Hood, Clarkson, Calderon – wielu trenerów piałoby z zachwytu nad takimi układankami. Uważam, że talentu w Celtics jest mniej. Jest jednak dobrze działający system. I tego LeBron nie da rady przeskoczyć. Go Celtics!

  16. Shrek napisał(a):

    Pytanie, czy to Lue proawdzi drużynę, czy LeBron? LBJ częściej dzieli się piłką z Hillem, czy Smithem, niż młodymi graczami, zwłaszcza gdy tym młodym nie idzie. Jakby Ci starsi, lepiej odczytywali jego myśli. Boston wygrywa obroną i zaangażowaniem. MVP tej serii jak dla mnie jest Smart – to on daje pozytywne bodźce, które przekładają się na chcenie się reszcie. W Cavsach kogoś takiego nie ma, bo LBJ nie jest w stanie błyszczeć w ataku i jednocześnie w obronie.

  17. Długowłosy napisał(a):

    Stevens hmm po co go doceniać?? Przecież ma tylu świetnych młodych graczy, on tam nie wiele robi …. hmmm popatrzmy na Philadelphia 76ers i kto gra w ECF?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *