Wyniki Playoffs: Warriors 1, Spurs 0 – dominacja Mistrzów, popis Thompsona

Zaczęło się! Zaczęło! O 21 wystartowały tegoroczne Playoffy. Wielka uczta dla fanów koszykówki. Już pierwsze spotkanie było solidnym daniem – obrońcy tytułu Golden State Warriors podejmowali we własnej hali ekipę Spurs, dla której jest to dwudziesty pierwszy Post Season z rzędu.

 

Dla mnie osobiście ta seria jest wyjątkowa, bo są to moje dwa ulubione zespoły w całej NBA. Z największą chęcią zatem oglądałem to starcie – chociaż delikatnie tę przyjemność psuł brak najlepszych zawodników w każdej drużynie. Stephen Curry niemal na pewno straci całą pierwszą rundę, zaś Kawhi Leonard… Cóż, nie wiadomo, co dokładnie z nim jest, ale obecnie nawet nie przebywa z zespołem…

 

Ale nawet bez nich zapowiadało się bardzo dobre widowisko. Dwóch trenerów-przyjaciół, którzy są uważani za jednych z najlepszych w NBA. Spurs, czyli jedna z najlepiej zarządzanych i najbardziej szanowanych organizacji być może nawet w całej historii. Naprzeciw Warriors, których obecny skład jest uznawany za jedną z najlepszych drużyn, jaka kiedykolwiek grała w koszykówkę.

Niska piątka Spurs z Aldridge’em jako centrem i Danny’m Greenem jako skrzydłowym. Na przeciw niego Steve Kerr dysygnował JaVale’a McGee – zaś na obwodzie, obok Klaya, rozpoczął weteran Andre Iguodala.

 

Początek zdecydowanie należał do Warriors. W pierwszej kwarcie wyróżniał się dwukrotny Shaqtin MVP, który punktował pewnie spod kosza oraz świetnie bronił przeciwko Aldridge’owi – nie tylko świetnym ustawieniem i pracą na nogach, ale również w bardziej widowiskowy sposób:

Dołączył do niego Kevin Durant, który zarówno wykorzystywał missmatche (często z powodu zasłon bronił przeciw niemu Patty Mills, co oczywiście nie kończyło się najlepiej), jak i punktował po dryblingu lub w kontrze (jak powyżej). Ponadto cała ekipa gospodarzy świetnie broniła, nie pozwalając Spurs na rozwinięcie skrzydeł. Pierwszą kwartę zakończył jednak trójką po przechwycie (równo z końcową syreną) 40-letni Manu Ginobili. To nieco zmniejszyło przewagę Dubs. Po pierwszej kwarcie wynik brzmiał 28-17 dla Mistrzów sprzed roku.

Na początku drugiej kwarty żaden zespół nie był w stanie zmienił wyraźnie różnicy między ekipami. Oba zespoły punktowały – w ekipie Dubs skuteczny byli Durant i Klay, swoje dorzucili też rezerwowi rozgrywający – Shaun Livingston i Quinn Cook. Dla gości punktowali (także zza łuku) Mills, Green i Gay. Zwłaszcza ten drugi wyróżniał się po wejściu na parkiet.Jednak w połowie tej części Warriors ponownie zaczęli dominować w obronie i zatrzymali Spurs, sami dokładając kolejne punkty. Przewaga urosła do 16 oczek. Ponadto na 1:45 do końca tej części trzeci faul złapał Aldridge, przez co musiał zejść z boiska. W ostatniej minucie różnica wynosiła nawet 18 punktów, ale celne wolne Rudy’ego Gaya na 0.4 sekundy do końca ustaliły wynik pierwszej połowie. 57-41 dla gospodarzy.

 

Trzecią odsłonę rozpoczął celną trójką Danny Green. W ekipie Spurs widoczny się Dejounte Murray – ale głównie ze względu na faule. W nieco ponad 2 minuty złapał swoje drugie, trzecie i czwarte przewinienie. Szybko powędrował zatem na ławkę. Dubs łapali wiatr w żagle i dokładali kolejne trójki lub trafienia za 2. Rozkręcał się Klay Thompson. Rozpoczął w pierwszej połowie, podczas której zdobył 9 oczek. W trzeciej kwarcie zdobył 10 oczek, często z trudnych pozycji – albo po odrzuceniu piłki na odwód w kontrataku:

JaVale McGee tymczasem osiągnął najlepszy wynik w CAŁYM SEZONIE (dotychczas było to 14 oczek; po dzisiejszym meczu: 15). Przewaga zaś nadal oscylowała wokół 16-17 punktów – Spurs w grze trzymał przede wszystkim LaMarcus Aldridge. W ostatnich trzech minutach stało się to, co w końcówkach poprzednich odsłon: Dubs zaczęli twardo bronił i zatrzymali Spurs. Z dobrej strony pokazał się Kevon Looney. Swoją zdobycz sukcesywnie powiększał KD, który na koniec tej odsłony miał już 24 oczka. W ostatniej minucie po trójce Draymonda Greena różnica wynosiła 21, a po dobitce Duranta 23 punkty. Wynik przed ostatnimi 12 minutami brzmiał 86-63.

W pierwszych minutach czwartej kwarty faul techniczny otrzymał Klay – co jest dla niego rzadkością. Odpowiedział jednak po chwili trójką. W tej kwarcie wśród gości dobrze grali Pau Gasol, Bryn Forbes i Dejounte Murray – ale trafienia Davida Westa oraz kolejna trójka Thompsona (piąta, na sześć prób) nieco ostudziła zapędy Ostróg.

Z kolei gdy po chwili trafił za 2, zdobywając swoje 27 punkty na skuteczności 11 na 13, a setne punkty Dubs, Gregg Popovich poprosił o czas. Było wówczas +25, a do końca zostało 7,5 minuty. Chwilę później trójkę z rogu dorzucił Nick Young. Przed upłynięciem połowy tej odsłony coach Kerr wpuścił na parkiet całkowicie rezerwowy skład. Warriors ostatecznie bardzo pewnie wygrali spotkanie nr 1 w tej serii 113-92.

Cała drużyna gospodarzy zagrała świetny mecz. Poprowadzili ich do tego ich uczestnicy Meczu Gwiazd – Klay Thompson miał 27 oczek, Kevin Durant 24 punkty, 8 zbiórek i i asyst. Draymond Green również był blisko triple-double. Jego linijka to 12 oczek, 8 zb i 11 as. Po drugiej stronie z największą zdobyczą spotkanie zakończył Rudy Gay, autor 15 punktów. Jedno oczko mniej zdobyli Bryn Forbes i LaMarcus Aldridge.

Ekipa z Oakland trafiała świetne 54.3% z gry oraz 45.5% za 3. Zanotowali też aż 32 asysty (Ostrogi – 18). Zatrzymali Spurs na 39.2% skuteczności (chociaż za 3 goście mieli „aż” 40.9%). Zostali za to zniszczeni w zbiórkach: Warriors wygrali w tym elemencie aż 51-30.

PEŁNE STATYSTYKI

 

Kolejne spotkanie w Oakland we wtorek o 4:30 czasu polskiego.

 

Zapraszamy do wysłuchania naszego kolejnego podcastu!

 

Kubala

Pasjonat gier planszowych, karcianych, fabularnych, książek, podróżowania, Snookera, Wiedźmina, piłki nożnej oraz, oczywiście, koszykówki. Z NBA od Finałów w 2013 roku. Ulubione drużyny: Warriors i Spurs. Na co dzień student w rodzinnym Trójmieście. Kibic (aktywny) Asseco Gdynia.

11 komentarzy

  1. Bart pisze:

    SAS mnóstwo punktów tracili przez beznadziejna obronę Millsa. O ile ciężko mieć pretensje jak rzucał nad nim Durant, to jednak pozwalał w dziecinny sposób uciekać na czyste pozycje Thompsonowi czy innym zawodnikom. Do tego zbiórka to tragedia, nic nie zbierali na atakowanej desce, a na swojej pozwalali na ponowienia. Mecz bez historii, GSW cały czas kontrolowali spotkanie, od początku Q4 grały już rezerwy SAS i przyzwoicie zagrał White.

  2. pop pisze:

    Nie zgodzę się z powyższym obarczaniem Millsa za wynik i dobrą postawę KD czy Thompsona, nawiasem mówiąc Klay jak to ma w zwyczaju pociągnął przeciętnie grających Warriors do zwycięstwa, KD szczerze mówiąc zagrał swoje ale tak jakby go nie było widać (bo nie musiał być widoczny akurat w tym meczu). Spurs zagrali okrutnie słabo, „wejście w mecz” całej drużyny, na czele z Andersonem, Greenem, Murrayem na poziomie za przeproszeniem „Mamy nasrane w galotach”. Aldridge fatalnie, mając naprzeciw gościa z japońskiej kreskówki, gość który ogrywa Davisa, KATa i wielu innych dobrych, traci rezon w takim meczu, nie trafiał nawet bardzo prostych spod kosza. Pop w zasadzie „miał wy.ebane” slangiem gimnazjalnym mówiąc. Mecz się skończył na początku 3q, garbage time o długości 20 minut. Poza Kerra i jego zawodników mówiła jasno, jesteśmy na niedzielnym grillowaniu, pełne brzuch, leniuchowanie i opędzanie się od much (Spurs). Gay i Manu na poziomie przyzwoitym, reszta, w skali od -1 do -10 zamknęła się w ocenach -7 do -10, największe nieporozumienie to ilość zbiórek, zero walki na tablicach, złe podania. Wracając do biednego Millsa, chłop zaganiany przez Thompsona (tradycyjnie), proszę nie zwalać na niego odpowiedzialności za wynik, skoro wszyscy zagrali gorzej niż słabo. Sędziowanie jednostronne, stwierdzam jako fakt nie jako usprawiedliwienie. Proszę mi nie odpowiadać „chyba nie oglądałeś tego meczu”. Szkoda bo Warriors są bardzo daleko od optymalnej formy.

    • Maxxxx pisze:

      Wg mnie Warriors zagrali swoje, na luzie. Nie musieli się wzbijac na żadne wyżyny, bo przeciwnik został przez nich zjedzony psychicznie i fizycznie. McGee stopujacy Aldridgea i rzucający jedno oczko więcej od niego!, Klay rzucający z trudnych pozycji przez ręce, Draymond swoje(czyli blisko TD )oraz ławka z ciągle w wysokiej formie Livingstonem wg mnie pokazało że Warriors są w bardzo dobrej formie. Spurs nie nadążają, stąd ich słaba gra, LA był podwajany a i tak nie umieli podać tak szybko aby oddać rzut z wolnej pozycji. Ja zawsze chce widzieć KD z takimi statsami, prawie niewidoczny z prawie TD. Grał dla drużyny. A sedziowanie było „standardowe” jak zawsze z błędami ale raz na korzyść jednych a raz drugich. Spurs będą musieli mieć „ten dzień” żeby wygrać, widać że swoje lata już mają, nie można grać wszystko na LA, brak Leonarda jest dla nich jak rzucanie rękoma w gipsie do kosza.

  3. pop pisze:

    Na Leonarda nie ma się co oglądać ten zawodnik dostawał kilkakrotnie światło do powrotu, ostatnim gwizdkiem dla niego, był któryś tam (czwartek?) pod koniec sezonu, na mecz z Pelicans chyba? Gość nie wykazuje chęci do gry, nie wspiera drużyny, olał wszystkich. Nawet gdyby była możliwość jego gry teraz to na miejscu Popa nie pozwoliłbym mu zagrać, z resztą Pop już w połowie sezonu wypowiadał się że taki come back na playoffs byłby bez sensu, ale teraz nie wpuściłbym go „za karę”. Wali mi czy zostaie w Spurs, z tego co zrozumiałem to i tak musi zostać z nami jeszcze 1 sezon, a potem niech robi co chce, u mnie (jako kibica) stracił szacunek. Wolę zawodników którzy chcą dla nas grać, niż takich którzy co najmniej nie umieją się określić, nawet jeśli to oznacza że w składzie miałby grać taki kot z GLeague jak White w zastępstwie super-stara

    • yEmet pisze:

      Co do KL zgoda w 100% – mega wnerwia taka postawa człowieka, który wiele zawdzięcza organizacji, dla której nie chce grać. Dlaczego? Liczy na lepszy kontrakt gdzie indziej? Pozarl się z kolegami? Heh, słabe to :/
      Co do całego meczu – wrażenie miałem, że SAS zjadła presją. Pudlowali kilkukrotnie z oczywistych pozycji, spod kosza, z poldystans, marnowali kontry, źle wybierali rozwiązania ofensywne a w obronie -imo- grali świetnie. No ale nec Hercules contra plures, Dubs to miecz który przebije każda tarcze…

    • Autor pisze:

      Czytałem na amerykańskich portalach gości, którzy twierdzą, że patrząc na wypowiedzi managmentu Khawi – bo Khawi mówi jedno zdanie na rok – chodzi o to, że Khawi jest zirytowany tym, że jest Super-duper-gwiazdą na poziomie pierwszych 5 a maks 10 graczy ligi, ale w porównaniu do nich ma bardzo słabe kontrakty – szczególnie kontrakt na buty – a co nowy managment Khawi {zamiast powiedzieć mu = gościu jesteś całkowicie, kompletnie „nie-reklamowalny”} wykorzystuje – wiadomo każdy chce zarobić – i wmawia mu, że chodzi o rynek SAS = tzw. mały rynek; i że jak pójdzie gdzieś, gdzie jest „duży rynek” to spłyną na niego kolejne miliony z kontraktów a szczególnie podpisze kontrakt na buty choćby taki jaki ma KD, Borodacz czy Kosmita.
      Tak, więc z dużym prawdopodobieństwem, jeśli faktycznie zdrowie Khawi jest w porządku to nie przyjmie on nawet maksa od SAS i pójdzie do takich miejsc jak Los Angeles czy Boston.

  4. Autor pisze:

    Pomimo, że nawet sam Pop mówił na „zabawnej” konferencji po ostatnim meczu sezonu o innowacyjności Kerra to jednak gość mnie cały czas zaskakuje. Moje obawy, które przedstawiłem pod tematem o PO plus przewidywania wyników 1 rundy, nie tylko się nie sprawdziły, ale Kerr przeskoczył na wyższy poziom taktyczny. Igła w 1 składzie wyprowadzający piłkę jak Scottie – nomen omen Kerr był w programie ze Scottim bodaj dwa dni temu – plus zapewnienie GSW tego co było bolączką w obronie pod koniec sezonu – brak elastyczności w kryciu. Taka 1 piątka dała niesamowite możliwości zmian krycia plus duże możliwości switch-ów pod KD w ofensywie. KD zresztą znów wrócił do swojej „cichej” wersji grającego pod zespół, efektywnego strzelca. Do tego doszedł dzień konia „lock and load” Klaya i było pozamiatane.
    Jak to powiedział Pop – Green urośnie 4-5 inch-ów, będzie wyżej skakał a KD poproszą by dał mu fory i będzie dobrze … haha
    Przy tak grającym GSW po prostu SAS z takim składem – bez Kawi i to w dyspozycji na poziomie All Star – nie mieli jak odpowiedzieć, choć może ta opcja z Gay-em w 1 składzie będzie zagrana w kolejnym meczu. Gay to walczak i to było widać w drugiej połowie gdy wyszedł w 1 składzie.
    Jeszcze dodam pochwały dla JaValeeee McGeeeee … haha

  5. Adi pisze:

    San Antonio zostali po prostu zmiażdżeni, nokaut. GSW grało miesiąc ligi letniej ale jak przyszło co do czego to 20 minut spiny i można było rozpalać grille. Jednak będą cholernie mocni i Houston może polec, zwłaszcza jak Curry wróci. A SAS cóż, nawet z Popem na ławce ze składem na poziomie PLK wiele nie ugrają, trzeba pozbyć się szrotu i iść w przebudowę, coś się kończy coś zaczyna.

  6. walt pisze:

    najbardziej irytujące w GSW jest ich ciągłe przekonanie, że oni nigdy nie faulują oraz że to oni są non stop faulowani… taki thompson ewidentnie wali po łapach i ma wielkie pretensje do sędziów, że mu faul gwiżdzą…

    • yEmet pisze:

      Każdy z nich -graczy NBA-tak ma :D Nawet komentujący Van Gundy dziwił się temu. Protesuja przeciwko oczywistym faulom jednocześnie kładąc się jak osiki na wietrze po byle kontakcie. Ale i tak fajnie się ich ogląda, gdy strzelają te swoje zdziwione miny pt. „Ja faulowalem? No ale panie sędzia, to nawet na telebimie widać że to nie ja zlamalem mu rękę, to nie ja, to on sam” ;P

    • troy pisze:

      Zapomnieliście już jak sami graliście/gracie ? Do dziś pamiętam stary numer, którego wcześniej nie znałem- koleś, którego uważałem za leszcza łapał mnie za wyciągniętą rękę ściskał pod pachą i gdy zdenerwowany wyciągałem sędzia 3 razy odgwizdał faul z mojej winy, powiedziałem co myślę i wyleciałem z boiska. Nic nie jest oczywiste gdy adrenalina zalewa Twoje oczy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *