Nadchodzi Final Four w March Madness

Za nami już prawie cały turniej, przed nami tylko Final Four, mecze półfinałowe będą rozgrywane w nocy z soboty na niedzielę. Na parkietach w Alamodome w San Antonio zobaczymy zespoły Loyola-Chicago, Michigan, Kansas oraz Villanovę. Zapraszam Was na krótką zapowiedź oraz małe podsumowanie tego co za nami.

Losy graczy notowanych w loterii draftu

To co interesuje fanów NBA w March Madness to oczywiście gracze, którzy w przyszłości będą przymierzani do największej ligi świata. Patrząc na mocki w czołówce DeAndre Ayton, Marvina Bagleya, Michaela Portera, Mohameda Bambę, Jarena Jacksona, Trae Younga, Wendella Cartera, Collina Sextona, Kevina Knova oraz Mikai’a i Milesa Bridgesów. Są to najważniejsze nazwiska, które mogliśmy oglądać w turnieju NCAA bo jest oczywiście Luka Doncić (który raczył nas game winnerem w Eurolidze przeciwko Crvenej Zvezdzie) lecz jego możemy oglądać na europejskich parkietach. W pierwszej rundzie March Madness pożegnaliśmy się z Trae Youngiem, rozgrywającym który ma w sobie gen Stepha Curry’ego. To znaczy, jest przede wszystkim świetnym strzelcem z dystansu, decydował się nawet na rzuty z logo w crunch time, lecz niestety nie wpadało. Ponadto dużo widzi i dobrze kreuje partnerów, jego gra jest bardzo widowiskowa. Pojawiło się wiele zarzutów wobec Younga że w końcówce meczu Oklahomy z Rhode Island, za bardzo starał się kreować kolegów i za mało sam oddawał rzutów, które mogły dać wygraną. Jego udział w turnieju skończył się na pierwszej rundzie. W pierwszej rundzie razem z Texas Longhorns odpadł również Mohamed Bamba, center, który jest wysoko notowany w loterii. Bamba ma świetne warunki fizyczne i olbrzymi upside jeśli chodzi o budowę swojego ciała. Gdy wzmocni się fizycznie oraz poprawi rzut może być bardzo dobrym graczem na poziomie NBA. Do wyżej dwóch wymienionych Panów dołączył numer #1 w wielu mockach – Ayton. Ten bardzo utalentowany center zaprezentował się w turnieju źle. Był podwajany w meczu przeciwko Buffalo i w niczym nie przypominał gracza, który dominował w trakcie sezonu. Wielkie rozczarowanie. Następnym zawodnikiem, z loterii, który pożegnał się z March Madness w 1 rundzie był Michael Porter Jr. O jego grze jednak trudno cokolwiek powiedzieć, powrócił po kontuzji i zaprezentował się bardzo słabo, sam dawał do zrozumienia że nie jest gotowy do gry w 100%. W drugiej rundzie pożegnaliśmy Collina Sextona z Alabamy, rozgrywającego który moim zdaniem może być stealem draftu. Oprócz niego turniej zakończyli Miles Bridges oraz Jaren Jackson, którzy polegli ze swoimi Spartans w meczu z Syracuse. Było to duże rozczarowanie, ponieważ zespół z Michigan State był typowany nawet jako czarny koń turnieju. Przejdźmy do ludzi z Duke – Wendella Cartera oraz Marvina Bagleya. Obaj wysocy rozgrywali przyzwoity turniej, zwłaszcza ten pierwszy. Bagley jako gracz mnie osobiście nie przekonuje do tego że może być gwiazdą NBA ale opinie na ten temat są różne. Pewne jest natomiast że mecz, w którym Duke poległo z Kansas, jest jednym z tych, które powinniście zobaczyć jeśli jeszcze nie mieliście okazji.

Upsety

Upsety to coś, co jest bardzo charakterystyczne dla March Madness. Co roku emocjonujemy się historiami, gdy zespoły z mniejszych uczelni wygrywają w meczach przeciwko gigantom NCAA. W tym roku nie było inaczej, wręcz przeciwnie, pod tym względem turniej w tym roku jest bardzo owocny i jesteśmy świadkami kilku pięknych historii. Pozwoliłem sobie stworzyć mały ranking upsetów, którym się z Wami podzielę, oto on:

1. UMBC – Virginia

Tutaj właściwie wybór mógł być tylko jeden. Największy upset w historii NCAA, pierwszy przypadek w historii gdy zespół rozstawiony z #16 pokonał ten z #1. Pokonał to nawet zbyt mało żeby opisać to co gracze UMBC zrobili w meczu z Virginią. Ten mecz był absolutną dominacją w wykonaniu zespołu Retrievers. Na końcu wyszedł z tego Blowout, 74-54. Jeśli na następny dzień ludzie pytali o wynik i ktoś go podawał to reakcja na pewno była mniej więcej taka:”no tak, było pewne że Virginia wysoko wygra”. Jak widać, sport znowu przypomniał o swoim pięknie. Wspominałem że UMBC nazywają się retrievers. Jeśli lubicie psy, zwłaszcza labradory i golden retrievery, to macie zespół któremu możecie kibicować w przyszłości.

2. Buffalo – Arizona

Wspominałem już o tym meczu w kontekście DeAndre Aytona. I powtórzę się po raz kolejny, główną przyczyną porażki rozstawionego z #4 zespołu Arizony był fakt, że Ayton kompletnie nie potrafił poradzić sobie z podwojeniami jakie stosował rozstawiony z numerem #13 zespół Buffalo. Było to duże rozczarowanie, ponieważ wielu fanów chciało zobaczyć przyszły numer 1 (?) draftu na parkietach March Madness więcej niż w tylko jednym spotkaniu.

3. Marshall – Wichita State

Wichita State to zespół, który bardzo dobrze gra w defensywie. Nie stanowiło to jednak żadnego problemu dla zespołu Marshall, nikomu szerzej nieznanego a już na pewno nie typowanego do zwycięstwa z dużej wyżej rozstawionym rywalem. Wichita State przystępowała do turnieju z #4, natomiast Marshall z #13. Mecz był bardzo wyrównany, w trakcie jego trwania wszyscy spodziewali się że w samej końcówce drużyna Wichity w końcu wyjdzie na prowadzenie, odjedzie na kilka punktów i zmierzy się w następnej rundzie z West Virginią. Jednak tak się nie stało, w czym bardzo duży udział miał Elmore, który rzucił aż 27 punktów.

4.Loyola – Tennesee

Pewnie wielu z Was spodziewało się tutaj wyboru pierwszego meczu Loyoli z Miami. Ja zdecydowałem się jednak na ten drugi, ponieważ ograli zespół jeszcze wyżej rozstawiony niż w pierwszej rundzie. Loyola to drużyna rozstawiona z #11, Tennesee z #3, faworytem tego spotkania byli oczywiście Ci drudzy lecz po raz kolejny Loyola zaskoczyła przeciwników i minimalnie, 63-62, wygrali ten mecz po raz kolejny zaskakując ekspertów. Cinderella story ciągle trwa o czym więcej poniżej.

Cinderella Story

Wśród zespołów, o których wspominasz, myśląc o NCAA próżno szukać Loyoli-Chicago. Na początek może taka mała ciekawostka. W zespole Ramblers w sezonie 2000/01 występował obecny komentator C+ – Hubert Radke. Trzeba jednak przyznać, że oszałamiającej kariery tam nie zrobił. Wróćmy jednak do tego sezonu, który jest dla Ramblers niesamowity. Zaczynając już od sezonu, w którym wygrali 32 mecze, co pokazuje nam jasno że nie jest to zespół, który kolokwialnie mówiąc wypadł sroce spod ogona i nagle zaczął wygrywać mecze koszykówki. Nie zmienia to jednak faktu, ze ich historia jest niesamowita. Ich droga do Final Four wyglądała następująco:

1st round vs Miami (Fl.) 64:62
2nd round vs Tennessee 63:62
Sweet 16 vs Nevada 69:68
Elite 8 vs Kansas State 78:62

Jak widać, ulubionym numerkiem zespołu z Loyoli jest 62, na takiej liczbie punktów najczęściej zatrzymywali rywali, co świadczy o ich dobrej defensywie. Złośliwi natomiast powiedzą, że po drodze mieli bardzo dużo szczęścia, ponieważ aż dwa mecz wygrali różnicą tylko jednego oczka. Jeszcze inni mogą na ten argument odpowiedzieć w ten sposób, że to zasługa Sister Jean, kapelanki zespołu, która jest z nimi związana już bardzo długo i wymodliła te zwycięstwa. A tak już zupełnie serio. Historia Loyoli jest niesamowita, zespół ten, z okręgu Chicago ma już więcej wygranych meczów niż inne zespoły z Illinois w ostatnich 12 latach, co jest osiągnięciem pokazującym jak wiele już osiągnęli.

Zapowiedź Final Four

Pierwszym spotkaniem rozgrywanym w nocy z soboty na niedzielę będzie pojedynek wspomnianej wyżej Loyoli oraz Michigan. Początek tego spotkania już o godzinie 00:09. Bardzo ciekawie zapowiadające się spotkanie, pomiędzy dwoma różnymi zespołami. Michigan od początku turnieju było postrzegane jako drużyna, które może liczyć się w walce o najwyższe laury, ponadto byli notowani na #3 pozycji na starcie rozgrywek, co już świadczy o ich sile. Za największą gwiazdę tego zespołu wypadałoby uznać Moritza Wagnera, który w samym turnieju spisuje się przeciętnie i na pewno stać go na dużo więcej. Niemiec w sezonie notował statystyki na poziomie 14.3pkt/6.9as/0.8blk. Wagner jest notowany w mockach na nadchodzący draft w okolicach 40 miejsca i co ciekawe, jest to jedyny gracz Michigan który jest w mockach. Po drugiej stronie piękna historia, która trwa i chciałoby się żeby się nie kończyła. Po raz kolejny Loyola przystępuje do meczu w roli underdoga i jak pokazały poprzednie starcia, gra im się z taką łatką bardzo dobrze. Tym razem jest podobnie, lecz na pewno byli już lepiej i dokładniej scoutowani przez przeciwników, poza tym wszyscy wiedzą na co ich stać i Michigan nie potraktuje ich jak kopciuszka.

Drugi mecz, to prawdziwe starcie tytanów. 02:49 z soboty na niedzielę, nastawiajcie budziki i delektujcie się najlepszą koszykówką w wydaniu akademickim. Pojedynek dwóch absolutnie najlepszych zespołów tegorocznego March Madness. Po jednej stronie #1 Kansas, prowadzone przez Billa Selfa, trenera który w lidze uczelnianej tworzy namiastkę NBA i wydaje się, że byłby gotowy podjąć pracę w NBA. Fantastyczny mecz w Elite 8 przeciwko Duke pokazał jak dobrym Self jest trenerem, pojawiło się bardzo dużo głosów, że finalnie na wynik tego meczu wpłynęło to, że szkoleniowiec Kansas po prostu ograł legendarnego Mike’a Krzyzewskiego. Ogólnie wokół Coacha K pojawiło się sporo słów krytyki, mówiących o tym że nie potrafił właściwie zareagować na wydarzenia boiskowe. Wróćmy jednak do Kansas. Zespół bardzo dobrze grający w ofensywie, z fantastycznym Malikiem Newmanem, który przeciwko Duke rzucił aż 32 punkty. Do tego z bardzo ciekawym centrem rodem z Nigerii – Udoką Azubuike, polecam obserwować, świetny do oglądania zawodnik i oczywiście na koniec, być może kluczowy dla Kansas zawodnik – Sviatoslav Mykhailiuk. Ukrainiec, który wyłączył z gry samego Marvina Bagleya i bardzo utrudnił mu życie, a sam przy tym trafiający zza łuku kluczowy rzut, który dał dogrywkę. Kibice na Ukrainie mogą przeżywać aktualnie równie piękną historię co my przed rokiem, gdy emocjonowaliśmy się występami Karnowskiego w barwach Gonzagi. Natomiast naprzeciwko Kansas stanie Villanova. Bardzo wielu obserwatorów stawiało ich w roli głównego faworyta do wygrania tego turnieju i trzeba jasno sobie powiedzieć, że gdy grają na miarę swoich możliwości to zespół Jaya Wrighta jest prawie nie do zatrzymania. Prawdziwy pokaz tego dali przeciwko Alabamie, gdy drugą połowę meczu wygrali 49-31. Wspominałem o tym, ze Bill Self tworzy w Kansas małe NBA. W przypadku Jaya Wrighta jest podobnie, być może nie na taką skalę ale można wyłapać sporo set plays, które ujrzymy w NBA. Liderów jeśli chodzi o zespół Villanovy należałoby szukać spośród dwójki Mikai Bridges oraz Jalen Brunson. Są to główne dwie opcje strzeleckie tego zespołu, m.in. Brunson rzucił 27 punktów przeciwko dobrze broniącej West Virginii. W tym samym meczu Bridges dał 16 oczek. Oprócz tej dwójki, dużą uwagę należy skierować w stronę skrzydłowego – Omariego Spellmana, który rozgrywa bardzo dobry turniej oraz na Donte DeVincenzo, drugoroczniaka, który potrafi seryjnie zdobywać punkty, jak na przykład z Bamą, gdy grając z ławki zdobył 18 punktów. Spotkanie pomiędzy Kansas a Novą jest świetnie zapowiadającym się meczem, nazywanym małym finałem NCAA i to nie bez powodu, więc na pewno warto je zobaczyć.

Na koniec dorzucam od siebie skróty dwóch najlepszych spotkań z tegorocznego turnieju, które moim zdaniem warto zobaczyć w całości, zwłaszcza jeśli planuje oglądać Final 4 a wcześniej nie widzieliście turnieju. Dzięki za przeczytanie, mam nadzieję że dotrwaliście do końca i się nie zanudziliście.

Kansas vs Duke

Villanova vs West Virginia

allan77

Fan Kobego i Jamesa Hardena. NBA zajarany od 2004 roku i T-Mac show z San Antonio. Fan sportów wszelakich, od piłki kopanej, przez futbol amerykański i MMA aż do snookera. Za największą niesprawiedliwość dziejową uważam fakt że sporty amerykańskie muszę oglądać w środku nocy. Black Mamba till I die.

2 komentarze

  1. Przem pisze:

    Gdzie w necie najlepiej oglądać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *