EuroBasket 2017: koniec ery Gasola, Donicić nowym królem

Szok, sensacja, niedowierzanie. To hiszpańskie reakcje na wynik wczorajszego, półfinałowego pojedynku pomiędzy Hiszpanią i Słowenią (72-92). Z jednej strony myśleliśmy, że Hiszpanie nie pokazali nam do wczoraj wszystkiego, że gdzieś w sobie mieli jeszcze pokłady rezerwy. Z drugiej strony być może właśnie to wszystko na co było ich stać i nie potrafili już włączyć wyższego biegu, by zdominować starcie z jedyną niepokonaną w turnieju Słowenią. Bracia Gasol bez należytego wsparcia z obwodu, zabrakło już trafień zardzewiałego Juana Carlosa Navarro, nie było Juana Jose Calderona, Rudy’ego Fernandeza, a Sergio Rodriguez i Ricky Rubio nie byli w stanie przeciwstawić się obwodowej sile Słoweńców. Nowi może za bardzo liczyli na dwóch najbardziej doświadczonych graczy? Słoweńcy rozjechali utytułowaną Hiszpanię.

Nadchodzi nowe, nowa era, z którą musieliśmy się liczyć, która gdzieś zaglądała zza kurtyny. Talenty pokroju Kristapsa Porzingisa (chyba mało kto wierzył, że nie pociągnie Łotwy do ćwierćfinału i nie będzie robił znaczącej różnicy, 34 pkt to jego turniejowy rekord), Lauriego Markkanena (bohater Finlandii i nowa nadzieja Chicago Bulls, który grał jak profesor w końcówkach spotkań podczas grupowej fazy) i Luki Doncića (kto na bieżąco śledzi rozgrywki Euroligi, ten już wiedział jak potrafi zagrać ten nastoletni profesor, wczoraj flirt z triple double na poziomie 11pkt-12zb-8as i 0 strat) eksplodowały na tym turnieju. Zmieniały układ koszykarskiej Europy, wysyłając na wcześniejsze wakacje wyżej notowane przed turniejem ekipy, obalając stary porządek czy hierarchię drużyn.
Obrona zeszła na drugi plan i nadążając za nowymi trendami, ci wspomnieni – młodzi – gracze zafundowali nam niezapomniane mecze, ofensywną koszykówkę i niesamowite końcówki (mecze Słowenia – Łotwa czy choćby Polska – Finlandia to najlepsze przykłady, które trzeba było zobaczyć).

W cień poszła taktyka, nieco na wzór najlepszej ligi świata została uproszczona, większość meczów rozstrzygała się w pojedynkach 1:1, przy ilości trafionych rzutów z dystansu (Słoweńcy w meczu z Hiszpanami na pierwsze 14 oddanych trójek trafili 10!) oraz przy posiadaniu go-to-guy’a (zawodnika, który potrafi wziąć ciężar spotkania i wyniku na swoje barki; niestety takiego nie znaleźliśmy w polskim składzie). Rzuty sytuacyjne, z 8 czy 9 metra, serie trafień (Doncić przeciwko Łotwie, Dragić robiący fikołka z Hiszpanią i notujący akcję 3+1, Sloukas forsujący seryjnie obronę Litwy czy Bogdan Bogdanović trafiający rzut za rzutem w końcówce meczu z Turcją) robiły różnice w końcówkach. Nawet obrońca na nosie atakującego, czy uciekający nie byli straszni wyżej wspomnianym graczom. Nie na tym poziomie.

Zobaczyliśmy jeszcze jedną prawdę, różnicę między NBA a Europą. Do niedawna tkwiliśmy w przekonaniu, że Stary Kontynent zbliża się do najlepszej ligi świata pod względem wyszkolenia graczy czy liczby koszykarskich talentów. Oczywiście liczba europejskich talentów w NBA rośnie, skauci wyławiają je z najróżniejszych zakątków i nie tylko Europy, ale prawdziwe koszykarskie szlify otrzymują oni za oceanem. Przykłady, Dragić dopiero po sezonie w Heat wygląda jak prawdziwy lider, z krwi i kości. Jego indywiualne zapędy i specyficzny charakter poszły w niepamięć. Przypomnijmy sobie jak dzięki grze w najlepszej lidze świata ewoluowali Marc Gasol, Nicolas Batum, Tony Parker czy Rudy Gobert (tych Francuzów wyraźnie zabrakło na Mistrzostwach). Nie byłoby Markkanena, gdyby nie świetne przygotowanie i występy na uczelni w Arizonie. Z pewnością wysokie miejsce w drafcie nie było dziełem przypadku; kto wie może rośnie nam nowy Dirk (trener Henrik Dettman już widzi podobieństwa, a przecież to on prowadził w kadrze Niemiec młodego Nowitzkiego)? Za rok pewnie do draftu stanie Doncić.
Druga prawda jest taka, że na młodych graczy warto i wręcz trzeba stawiać, bo gdzie byłyby dziś Słowenia lub Serbia i oczywiście Łotwa, gdyby ktoś wcześniej nie zdecydował się na granie nastoletnim Donicićem czy – imprezy wcześniej – Bogdanovićem (albo Porzingisem); którzy już wyraźnie pukają do bram NBA. To właśnie Słoweńcy, Hiszpanie, Serbowie (połfinałowy TOP) doskonale pracują z młodzieżą i nie boją się stawiać na nastolatków, tym samym otwierać im drogę do gry o laury, na najwyższym poziomie. Btw. swoistym przekleństwem Hiszpanii jest fakt, że Doncić (a przy okazji Anthony Randolph) na codzień grają dla Realu Madryt i to również liga hiszpańska pozwoliła Słoweńcom dojść tak wysoko. Koń trojański ;-)

Warto też zwrócić uwagę na osobę trenera Igora Kokoshkova, pierwszego europejskiego asystenta klubów NBA. Coacha, który podczas Eurobasketu 2013 w Słowenii wybił Polakom koszykówkę z głowy, już na starcie imprezy. Wówczas prowadził reprezentację Gruzji, w której to wykonywał kawał dobrej roboty. Teraz, dodatkowo zmotywowany, nie tylko pokonał Polskę, ale również ograł głównego faworyta turnieju, Hiszpanię. Kokoshkov nie zebrał najlepszego z możliwych składów, można było jeszcze posiłkować się Beno Udrihem, dołożyć do zespołu Zorana Dragića, a on w rezerwie postawił na zadaniowców, choćby na Zagoraca (liga rumuńska). Co ciekawe, po spotkaniu z Łotwą Goran Dragić już zapowiedział, że jeśli Kokoshkov zostanie na stanowisku to on odłoży na bok swój pomysł zakończenia reprezentacyjnej kariery.

Zostały nam dwa dni z Mistrzostwami Europy 2017, dzisiejszy pojedynek półfinałowy Rosji z Serbią oraz dwa niedzielne mecze, o brąz i o złoto. Kto wie czy nie będziemy jeszcze świadkami mocniejszych widowisk niż niezapomniane starcia Słowenii z Hiszpanią oraz z Łotwą? Trzymam za to kciuki byśmy jeszcze dostali wisienkę truskawkę na tym koszykarskim torcie. Mam też nadzieję, że żaden futbolowy pojedynek, okraszony bezbramkowym rezultatem, nie zabierze nam telewizyjnego przekazu :-). Dzięki za przeczytanie.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

9 komentarzy

  1. Mati653 pisze:

    Tomek Hajto jest wśród nas :D

  2. Duch pisze:

    Swietny tekst. Glowna bronia Hiszpanii mial byc rowny i szeroki sklad. Rezerwowi i podkoszowi mieli zrobic roznice a jak widzielismy to Slowency zagrali bardziej zespolowo, kazdy z graczy dolozyl swoja duza cegielke do zwyciestwa a pod kosz wjezdzali jak Kubica do garazu. Bylo widac u Slowencow wiecej zaangazowania i agresji, walczyli o kazda pilke i rozpracowali obrone zawodnikow z polwyspu Iberyjskiego(tutaj pochwalic trzeba trenera Kokoshkova). Nie wazne z kim zagraja w finale, po wygranej nad wielka Hiszpania na pewno beda faworytami spotkania o zloty medal.

  3. Arcktick pisze:

    Doncic będzie prze koniem. .. Jeżeli mu sodowa nie odwali. Juz dawno nie widziałem Europejczyka mogącego konkurować na pozycji SG z Amerykanami

  4. pop pisze:

    Koszykówka bywa niesprawiedliwa, Chorwacja zagrała doskonałe zawody przeciwko Hiszpanii oddali tam serce na parkiecie ale w końcówce nie dali rady rutyniarzom, tymczasem Słowenia z kompleksem na poziomie poniżej zera opykali faworytów jak małych chłopców (pod opieką dużych Gasolów).

    Nie świadczy to za dobrze o drużynie hiszpańskiej uważam że jest to dla nich soczysty policzek, myślę że zapamiętają tą lekcję na długo i zaczną sięgać po inne rozwiązania niż tylko Pau i Marc.

    Mam niejasne wrażenie/przeczucie że Rubio poprawił grę, nie wiem czy w NBA będzie to miało przełożenie, ale myślę że wstrzymam się z pochopnym skreślaniem Jazz przed sezonem

  5. Kibic pisze:

    Hiszpanie grali na alibi – podamy do braci Gasol i jakoś będzie. Zabrakło im na obwodzie Llulla (co w tej drużynie robił właściwie Navarro?) oraz kogoś kim był w zeszłych latach Rudy Fernandez. Czyli gości, którzy zagrają jakąś szaloną akcję i pociągną drużynę. A Słowenia – klasa, mieli dzień jako zespół, bo taka skuteczność za trzy to rzadko się zdarza ;).

  6. walt pisze:

    rubio może i fajnie gra, ale rzucać to się chyba nigdy nie nauczy… jeszcze ze 2 sezony w nba i do widzenia. Tam nie ma miejsca dla graczy bez rzutu. Co on robi na treningach? Chyba wszystko, tylko nie rzuty do kosza… Z resztą wjazdy też do kitu ma, już nie wspominając o kończeniu akcji na kontakcie…

    • pop pisze:

      no nie wiem czy nauczy się rzucać, ale wierz mi, na pewno zostanie w NBA na wiele lat (niedługo dopiero 27 lat czyli wkracza w swój najlepszy czas) chyba że kontuzje go zniszczą

    • Beskid pisze:

      Miejmy nadzieję, że Rubio, prócz nowego tatuażu, w końcu pokaże w najbliższym sezonie na co go stać. Swego czasu uchodził za jeden z najlepszych europejskich prospektów.

  7. super_c pisze:

    a mnie zastanawia skąd kraj wielkości Warszawy ma tyle talentów. koszykarze, siatkarze skoczkowie narciarze ręczni. myślę że słoweński szkoła sportowa (mam na myśli ogólnie podejście do rozwoju młodzieży) powinna być wzorem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *