CRUNCH TIME: Polska kadra i dwa słowa: strach i chaos

Po wczorajszej porażce z Grekami, nasza reprezentacja pożegnała się z Eurobasketem. Z jednej strony pozostało rozczarowanie i lekki niesmak, ale patrząc na realną siłę rywali z naszej „fińskiej” grupy, ciężko tu mówić o zaskoczeniu.

Przed Eurobasketem pisałem, że sukcesem będzie awans do dalszej fazy turnieju. Nie udało się. Wygraliśmy tylko jeden mecz, ze słabiutką Islandią. Minimum zatem zostało wykonane.

Problem polega na tym, że zarówno mecz z Finlandią, jak i z Francja czy nawet z Grecją, był wyrównany. Przez większość tych gier Polacy byli równorzędnym rywalem. Jedynie inauguracja ze Słoweńcami pokazała wyraźny kontrast pomiędzy obiema drużynami.

Porażka z gospodarzami przejdzie do historii polskiej koszykówki i to raczej nie jest dobra wiadomość dla Mike’a Taylora i jego podopiecznych. Bajeczki, że żywiołowo reagująca publiczność poniosła Finów, bardziej wzbudzają politowanie niż są jakimkolwiek (poważnym) argumentem. Co by było jakbyśmy trafili do grupy z Turcją, gdzie kibice na prawdę dopingują, a nie machają gumowymi paluchami i gibają się w rytm piosenek w trakcie przerw.

Żaden zawodowy koszykarz raczej takiej presji ulegać nie powinien. Jeśli tak było, to wstyd się przyznawać, bo dla takich ludzi nie ma miejsca w narodowej kadrze.

To nie presja publiczności moim zdaniem zadecydowała, ale presja wyniku. Kiedy ważyły się losu każdego z trzech spotkań: z Finami, Francuzami i Grekami, to nasi gracze uciekali od odpowiedzialności.

Po niemal 3,5 bardzo dobrych kwartach głupieli, nie wiedzieli co mają robić, bali się brać grę na siebie. Kiedy wczoraj Nick Calathes (grający na razie średni turniej) zobaczył w oczach naszych koszykarzy strach, to w końcówce meczu rozstrzelał ich jak na tarczy. Od razu nabrał luzu, bo wiedział, że jego rywale są mentalnie zblokowani.

To właśnie różni mężczyzn od chłopców. Nasi gracze na co dzień kręcą nawet przyzwoite statystyki w zagranicznych klubach, potrafią seryjnie dostarczać punkty, ale nie są w stanie decydować o wynikach spotkań. Nie są liderami i brakuje im genu zwycięstwa.

Brak Marcina Gortata wcale nie był czynnikiem, który odmieniłby losy naszej kadry na Eurobaskecie. Nie jest to gracz, który sam sobie kreuje pozycje, a właśnie takiej osoby nam zabrakło. Starał się A.J Slaughter, ale różnie było z jakością i zdrowiem u naturalizowanego Amerykanina.

Nie jest przypadkiem, że nikt z naszych reprezentantów nie jest w orbicie zainteresowań klubów NBA, ani nawet ścisłej czołówki Euroligi. Czemu Big Mamby nikt nie chciał w NBA, pokazał mu Lauri Markkanen.

Ponitka, Karnowski, Gielo, Waczyński – ciekawi gracze, ale nie liderzy. Ważne elementy rotacji, ale nie kluczowi gracze. Nam najbardziej zabrakło człowieka, który robi różnicę, który wrzuca wyższy bieg i ciągnie swój zespół do wygranej. Pewnego swych umiejętności lidera, który swoją grą wpłynie na pozostałych kolegów. Zamiast tego mieliśmy pogrążoną w chaosie grupę wystraszonych chłopców.

Z każdej porażki należy wyciągnąć wnioski (oklepane stwierdzenie), ale nawet Jordan musiał poznać smak porażki, żeby zostać Jordanem. mamy młodą i obiecującą drużynę, która zebrała bardzo ważne doświadczenie. Oby tylko udało się dzisiejsze rozczarowanie i smutek przekuć w przyszłości w sukces.

Oby udało się zrobić postęp…

 

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

4 komentarze

  1. Woy pisze:

    Dobry post.

  2. Darwicz pisze:

    Niestety, ale nie widać kogoś, kto potrafiłby indywidualnie zrobić różnicę…
    Bez takiego samca alfa żaden, nawet najlepszy system nie wygra.
    Czy wyszkolenie, sprawnego i zwinnego rozgrywającego to naprawdę aż taki problem?
    Najlepsze fizycznie talenty lądują w siatkówce? Takich pytań można mnożyć bez końca.

  3. siaraczek pisze:

    Nie mamy dobrych rozgrywających, bo większość polskich klubów woli ściągać często przeciętnych amerykanów, niż dawać szansę Naszym chłopakom. Ile to razy kluby na barkach Polaków wyciągli awans z 1 ligi do ekstraklasy, żeby później zastąpić ich zagranicznymi koszykarzami.

  4. bulls2006 pisze:

    Jak ktoś ma duze umiejętności klase zawodnicza to moze przejac mecz w kazdym momencie. My walczylismy gralismy dobrze zespołowo ale nie starczyło umiejętności aby postawic kropki nad i. Uwazam ze wystep kadry byl na miarę możliwości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *