Off-season 2017: Sean Marks sprząta bałagan w Nets

18 lutego 2016 roku był dniem, który z perspektywy półtorej roku wydaje się być tym, który odmieni los Nets. Wtedy ekipa z Brooklynu zatrudniła Seana Marksa, nowego generalnego managera, który zastąpił na tym stanowisku Billy’ego Kinga, który zostanie zapamiętany w tej części Nowego Jorku, jako osoba, która spuściła organizację na dno.

 

Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest oczywiście legendarny trade z Celtics, w ramach którego do zespołu Nets trafili Paul Pierce, Jason Terry oraz Kevin Garnett a Boston w zamian za to otrzymał Geralda Wallace’a, Krisa Humphriesa, MarShona Brooksa, Krisa Josepha, Keitha Bogansa oraz przede wszystkim zostały im zabrane pierwszorundowe wybory w draftach – 2014, 2016, 2017 i 2018. Owa wymiana przeprowadzona w 2013 roku jest jedną z najgorszych w historii NBA a jej skutki Siatki odczuwają do dzisiaj. W jej wyniku Brooklyn został w krótkim odstępie czasu najgorszą drużyną w lidze, na domiar złego nie posiadali oni swoich picków, w związku z czym byli wyłączeni z tankowania i walki o najlepszych graczy w poszczególnych klasach draftu.
Sean Marks w momencie objęcia zespołu stanął przed bardzo trudnym zadaniem, musiał posprzątać cały ten bałagan i zaczął planować przyszłość, własciwie jego jedynym atutem był wysoki cap space. Pierwszy rok pracy nowego GMa nie był zbyt owocny, natomiast obecny offseason daje nadzieje fanom Brooklynu. Pierwszym znaczący ruch Marks podjął w trakcie sezonu, zdecydował się on wymienić jednego z liderów swojego zespołu – Bojana Bogdanovicia i Chrisa McCullougha w zamian za 1 rundowy pick (#22 jak się okazało) oraz Marcusa Thorntona i Andrew Nicholsona. Był to pierwszy ruch ekipy z NY pokazujący że chcą oni kompletnie przebudować obecny zespół i oprzeć się na młodych graczach i przyszłych draftach.
Sam pick, który otrzymali od Wizards w ramach wymiany spożytkowali na Centra uczelni z Texasu – Jarretta Allena. Jest on znany głównie z podobieństwa do Jimiego Hendrixa   bardzo dobrej gry na deskach, w czym niewątpliwie pomaga mu wielki zasięg ramion (7’5 ¼ wingspan!!!), ponadto dobrze radzi sobie z manewrami pod koszem, ma również bardzo duży potencjał na bycie świetnym obrońcą oraz rim protectorem. Allen jest zawodnikiem atletycznym oraz bardzo szybkim co przy kontratakach sprawia że jest ciężko go zatrzymać, gracz idealny do grania do niego outlet passów.

Marks ponownie wprawił koła w ruch maszyny zwanej Nets pod koniec czerwca. Wtedy doszło do świetnej wymiany dla Brooklynu, pozyskali oni D’Angelo Russella oraz Timofei’a Mozgova w zamian za Brooka Lopeza oraz #27 pick w drafcie. Jest to wymiana, którą wygrały oba zespoły, Nets zyskali D’Angelo wokół którego mogą budować zespół, natomiast Lakers udało się uwolnić od bardzo złego kontraktu Mozgova. Brooklyn mógł pozwolić sobie na przejęcie jego umowy ze względu na bardzo dużo miejsca w salary cap. Właśnie ten duży cap space spowodował też następne ruchy Nets. 1 lipca ruszył okres wolnej agentury co po raz kolejny spowodowało wzrost aktywności ekipy zarządzającej Siatkami. Jednym z pierwszym ruchów było zaoferowanie maxa Otto Porterowi, oferta ta wynosiła 106 mln $ na 4 lata. Sam zawodnik ofertę oczywiście przyjął, jednakże Wizards zdecydowali się wyrównać ofertę i Porter pozostał w stołecznym mieście. Nieudana próba zatrudnienia niskiego skrzydłowego spowodowała że Sean Marks zdecydował się na przejęcie kontraktu DeMarrego Carrolla z Toronto Raptors. Do samego zawodnika zostały również dołączone picki – chroniony w loterii wybór w pierwszej rundzie draftu 2018 i pick w drugiej rundzie. Oddali też do Raptors środkowego Justina Hamiltona. Następną istotną wymianą jest ta, która miała miejsce całkiem niedawno. W jej wyniku Nets pozyskali Allena Crabbe’a w zamian za Andrew Nicholsona. Crabbe jest zawodnikiem, którego Brooklyn chciał pozyskać już wcześniej, jednakże nie udało im się to ale jak widać los bywa przekorny.

Wybory w drafcie 2018

Wybory w drafcie 2019

Następny sezon będzie dla Nets kolejnym etapem przebudowy. Mimo pozyskania uznanych na parkietach graczy dalej będą jedną z najsłabszych drużyn w lidze. Jednak pomimo tego przyszły sezon rysuje się w jaśniejszych barwach niż poprzednie lata. Ruchy Marksa spowodowały, że Siatki mają szansę ogrywać młodych zawodników wokół których można budować zespół, mowa tutaj zwłaszcza o D’Angelo Russellu, Jarrecie Allenie, Rondae’u Hollisie-Jeffersonie oraz Carisie LeVercie, który jest jednym z odkryć zakończonego niedawno sezonu. Przebudowa pełną parą powinna ruszyć od roku 2019, Brooklyn w końcu uwolni się od tragicznych konsekwencji związanych z wymianą z 2013 roku. Do tego czasu fani Nets powinni cieszyć się każdym dobrym meczem swojego zespołu, rozwojem młodych graczy oraz wierzyć w Marksa, moim zdaniem Nets będą w przyszłym sezonie bić się maksymalnie o to żeby nie być jedną z trzech najgorszych drużyn w NBA.

allan77

Fan Kobego i Jamesa Hardena. NBA zajarany od 2004 roku i T-Mac show z San Antonio. Fan sportów wszelakich, od piłki kopanej, przez futbol amerykański i MMA aż do snookera. Za największą niesprawiedliwość dziejową uważam fakt że sporty amerykańskie muszę oglądać w środku nocy. Black Mamba till I die.

8 komentarzy

  1. Kuba napisał(a):

    Ciekawe co wtedy mówiło się o tej wymianie. Byli tacy co myśleli że wiekowi Pierce i Garnett coś jeszcze pokażą? Nets myśleli że będą TOP ligi i ich picki będą na tyle niskie, że można je oddać?

  2. rdou napisał(a):

    O ile pamięć mnie nie zawodzi , raczej były opinie na plus, teraz rzeczywiście wygląda ona tragicznie, w 2013 jednak pozyskali super graczy, Nets byli nastawieni na szybki sukces, nie myśleli co będzie w kolejnych latach…właściciele jednym ruchem chcieli liczyć się w walce o tytuł, coś jak Houston teraz.
    Dziś z kolei zaczyna to wyglądać sensownie przy słabym i wyrównanym wchodzie jak „zaiskrzy” to ekipa z Brooklynu może powalczyć o 30 zwycięstw, w sumie tego im życzę :)

    • majecha napisał(a):

      No własnie. Kolega ma rację. Łatwo wszystko osądząć po czasie ale pamiętajmy, że Nets w tamtym sezonie grali bez Lopeza. Zanim wrócił Brook, skład się posypał. Ja pamiętam, że tamta ekipa wygrywała z Heat w sezonie regularnym. W PO stawiała im twarde warunki (Pierce kryjący LBJ). Nie wolno zapominać o innych aspektach, także pozaboiskowych – kłopoty Willimasa w ogóle na Brooklynie, niezgranie Iso Joe z KG i The Truth, kontuzje Lopeza czy kompletny brak formy Terry’ego (po 30 meczach out). Mnie ta drużyna elektryzowała, to było fajne że z bandy dziadów chciano odważnie ugrać mistrzostwo. Dziś weterani podpisują kontakt na 980tyś za sezon i wchodzą z ławki na 12 minut jak West, który mógłby jeszcze grać po 30 min/mecz i dawać 15pts/8zb. Tyle z romantyzmu pozostało – wisienka na torcie wygrana przez młodych gwiazdorów.

      Podobnie ale w odwrotna stronę zachowała się PHILA i teraz pomalutku zaczynają się zbierać jej „odwieczni” kibice. Na Brooklynie mieliśmy błyskawiczna bombę, świetny ruch który sezon po przenosinach rozreklamował team i był doskonałym ruchem marketingowym. Super ryzykownym ale ja to lubię, bo w obecnej NBA brakuje mi trochę takiego szaleństwa. Dziś bez żenady można postawić pytanie, że jeśli Kyrie zostanie w CAVS to iloma meczami wygra z nimi GSW w finale? Czy to jest szaleństwo? Czy to jest ekscytujące? :(

      Jeśli TYLKO pierścienie są wyznacznikiem to ile maja ich Celtics od tamtego czasu? Naturalnie po wymianach z NETS są ich znacznie bliżej i goszczą w PO regularnie ale jednak pod tym katem ugrali tyle samo – zero. NBA to nie tylko mistrzostwa, Celci są silni, Nets słabi. Role się odwróciły w kilka lat. Transfery NETS to niewypał dziś ale wtedy to było coś czym się jarało wielu ludzi…

  3. follett napisał(a):

    na papierze nie wiem która drużyna jest słabsza od Nets. Ale tak, walka o to by nie być czerwoną latarnią ligi to jest to co się będzie działo w tym roku. Taki los przebudowywanej drużyny

  4. Mike40 napisał(a):

    Z wymiany z Nets Bostonowi pozostali Smart Brown i Tatum to sa wybory z pierwszych rund draftu po zawodnikach jak Wallace czy Bogans nie ma sladu. W tamtym czasie Boston dostal to co chcial i Nets rowniez. Nets z miejsca weszli do PO i byli now & ready z The Truth i KG a C’s dostali elementy do przebudowy. Z Bostonem rowniez pozegnal sie Rivers. Mnostwo redaktorow/fachowcow skazywalo Brooklyn na wlaczenie sie do walki o mistrzostwo. Wiemy jak wyszlo ale oceniamy to po latach w chwili wymiany garstka osob dyskutowala o pickach ktore Boston dostal. Z gory zakladano ze beda to picki conajmniej od 20 w gore. King zrobil to co od niego oczekiwano – pozyskal gwiazdy ktore mialy dac szanse na walke o mistrzostwo. Prohorov dostal to czego wymagal – nazwiska hype marketing czyli wszystko sie zgadzalo.

  5. Kuba napisał(a):

    Dzięki chłopaki

  6. Szuwarek napisał(a):

    Ja byłem również jednym z fanów tej wymiany. Problemem był po pierwsze słaby sezon zasadniczy, gdzie praktycznie każdy poza JJ opuszczał solidną liczbę meczów. Bilans 44-38 znacznie poniżej oczekiwań. Po drugie wszyscy liczyli, że Deron powróci do gry z Utah, a niestety w Nets nigdy nie grał już tak dobrze. W ogóle był już wtedy mocno przeszacowany. W dodatku Kidd jeszcze wszystkiego się uczył. W play-off Nets nie mogli liczyć na Lopeza i Terry’ego, a totalny piach grał rezerwowy unit z Andersonem, Kirilenką i Thorntonem na czele. Nawet Teletovic nie grał na swoim poziomie rzutowym. Gdyby nie Blatche i Livingston to w ogóle nie byłoby rezerwowego unitu. Moim zdaniem seria z Miami była taka z powodu wejścia w nią po maratonie z Toronto w 1 rundzie. Heat byli mocno wypoczęci i to było widać na boisku. Bardzo było mi szkoda tych play-off, ale totalnie zawiedli zadaniowcy, a nie gwiazdy. Deron rozegrał nadspodziewanie niezłą serię z Raptors. Pierce nie zawodził w końcówkach, a Joe grał świetne play-offy. Po prostu nie starczyło im siły na serię z drugą najlepszą drużyną NBA, ale poza Game 1 wszystkie pozostałe mecze były zacięte i Miami miało problem z wyjściem powyżej 100 w meczu. Game 4 to jeden z najlepszych meczy LBJ w jego historii play-off. Mam wrażenie, że seria z Pacers była nawet łatwiejsza dla Heat, bo mimo 4-2 ich zwycięstwo na moment nie było zagrożone. To był niezły pomysł, ale okazało się, że baza Nets w postaci – DW, Lopez i JJ, była za słaba, bo tylko ostatni nie zawiódł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *