Podsumowania sezonu 2016/17: Washington Wizards

Przed rozpoczęciem sezonu Washington Wizards ku uciesze swoich fanów zwolnili wreszcie Randy’ego Wittmana, jednak zatrudnieniem na jego miejsce Scotta Brooksa oraz podpisaniem kilku wysokich kontraktów z wysokimi graczami (po stracie sporej części swojej ławki rezerwowych) wcale nie wywołali wielu optymistycznych reakcji. Ich rotacja na początku rozgrywek została także osłabiona kontuzją Iana Mahinmiego i Czarodzieje pozbawieni głębi składu rozpoczęli sezon od przegrania 8 z 10 spotkań. Z czasem znaczenie słabej gry rezerwowych zaczęła zmniejszać pierwsza piątka Wizards, która stała się jedną z najlepszych w całej lidze. Jeszcze w grudniu wrócili na poziom 50% zwycięstw, a na przełomie stycznia i lutego wygrali 15 z 17 kolejnych meczów i wskoczyli do ścisłej czołówki konferencji wschodniej, zaliczając po drodze imponującą serię 17 zwycięstw z rzędu na własnym parkiecie. Po meczu gwiazd zrobili jeszcze wymianę po Bojana Bogdanovicia oraz podpisali kontrakt ze zwolnionym z Knicks Brandonem Jenningsem, wzmacniając w ten sposób swoją ławkę i wydawało się, że zdołają powalczyć o wysokie rozstawienie przed playoffami, a być może nawet o „jedynkę” na Wschodzie. Czarodzieje nie prezentowali jednak już tak wysokiej formy po wzmocnieniach składu, słabo wyglądała ich defensywa i ostatecznie wylądowali na czwartym miejscu. W playoffach w pierwszej rundzie zmierzyli się z Atlantą Hawks, z którą nie bez problemów, ale rozprawili się w 6 meczach. W kolejnej rundzie czekali na nich Boston Celtics i tym razem decydującym okazał się fakt, że nie posiadali w tej serii przewagi parkietu. Wizards nie potrafili utrzymywać przewag zbudowanych w meczach w TD Garden i ostatecznie pożegnali się z playoffami po trudnym, siedmiomeczowym pojedynku.

Mój typ przed sezonem: 41-41, 8. miejsce w konferencji
Sezon 2016/17: 49-33, 4. miejsce w konferencji

Playoffy: 4-2 z Atlantą Hawks, 3-4 z Boston Celtics


Rozczarowujący start

Po offseason, w którym nastąpiło sporo zmian dla Czarodziejów, postawa Washington Wizards była dużą niewiadomą, szczególnie po kontuzji Iana Mahinmiego. Brak głębi składu okazał się kluczowy na początku rozgrywek, w które stołeczny klub wszedł fatalnie – w pierwszych 10 spotkaniach zaliczyli bilans 2-8 i byli jedną z najgorszych drużyn w konferencji wschodniej. Efektywność zespołu dramatycznie spadała po zejściu na ławkę liderów drużyny, a bez Johna Walla ofensywa Czarodziejów praktycznie nie istniała. W pierwszych 10 spotkaniach Wizards zaliczali Offensive Rating na poziomie zaledwie 100.1 punktu na 100 posiadań, mając 23. atak w lidze i zaczęły się nawet głosy, czy nie lepiej od razu zwolnić Scotta Brooksa, a może nawet rozpocząć przebudowę zespołu. Waszygnton był na początku grudnia nigdzie w walce o playoffy, znajdując się na dole tabeli z takimi zespołami jak Heat, Sixers, czy Nets.

Wyjście z dołka i skok do czołówki

Choć gra rezerwowych Wizards nie zmieniła zbyt mocno na lepsze, to wraz ze wzrostem formy Johna Walla, Bradleya Beala i Otto Portera oraz z coraz lepszą postawą po bronionej stronie parkietu, stołeczni zaczęli powoli wracać do gry i na początku stycznia byli już na poziomie 50% zwycięstw z bilansem 19-19. Od tamtego czasu wrzucili jednak piąty bieg i pokazali, jaki potencjał drzemie w ich zespole. Wygrali 15 z 17 pozostałych do meczu gwiazd spotkań, mając w tym czasie 3. atak i 3. obronę w całej lidze, a ich Net Reting (+11.4) był gorszy tylko od tego Golden State Warrriors. Gracze tacy jak Jason Smith i Kelly Oubre znaleźli sposób, w jaki mogą najlepiej przydać się drużynie i prowadzeni przez Walla Czarodzieje wyjeżdżając na All-Star Weekend do Nowego Orleanu byli już trzecią siłą na Wschodzie. Wyróżnienia dla zawodnika (za grudzień) i trenera miesiąca (za styczeń) otrzymali Wall i Scott Brooks, a w serca kibiców Wizards wlała się nowa nadzieja.

Wzmocnienie ławki

Czarodzieje nie zamierzali się jednak zatrzymywać i przed trade deadline, Ernie Grunfeld oddał do Brooklyn Nets wybór w pierwszej rundzie draftu, Andrew Nicholsona i Marcusa Thorntona za Bojana Bogdanovicia oraz Chrisa McCullougha. Pozyskanie Chorwata wraz z podpisaniem umowy ze zwolnionym z New York Knicks Brandonem Jenningsem oraz powrotem po kontuzji Iana Mahinmiego miało poprawić pracę ławki rezerwowych Wizards i pomóc im iść dalej w górę tabeli Wschodu. Choć częściowo ich cel udało się osiągnąć (Bogdanović zdobywał po transferze 12.7 punktu na mecz), to loty obniżyła tym razem pierwsza piątka, dominować jak dawniej przestał Wall, spadła dość drastycznie także efektywność defensywna zespołu (dopiero 27. obrona w lidze) i Czarodzieje nie potrafili kontynuować swojego zwycięskiego marszu. Po 82 meczach sezonu regularnego zajęli i tak satysfakcjonujące ich 4. miejsce i z lepszym składem niż na początku rozgrywek mieli nadzieję na długą przygodę w tegorocznych playoffach.

Najlepszy sezon duetu Wall-Beal

Przed sezonem doszukiwano się potencjalnych nieporozumień Johna Walla i Bradleya Beala, próbując wmówić temu pierwszemu zazdrość o podpisany niedawno maksymalny kontrakt Beala, jednak w ogólnym rozrachunku nie zdołało to zdekoncentrować ani jednego ani drugiego. Duet Beal-Wall zagrał najlepszy sezon w historii swojej wspólnej gry w Wizards i był najważniejszym czynnikiem, dzięki któremu udało się Wizards zakończyć rozgrywki z przewagą przewagi w pierwszej rundzie playoffów. Wall przez dużą część sezonu był w top5-6 kandydatów do nagrody MVP, dyrygując grą Wizards i rozbijając obrony poszczególnych rywali. Rozgrywający stołecznego klubu zaliczał career-high w punktach (23.1), asystach (10.7), przechwytach (2.0) i skuteczności z gry (45.1%), a atak Czarodziejów zdobywał niemal 10 punktów na 100 posiadań mniej bez niego na parkiecie. Beal rozwinął swoją grę na koźle i wciąż brylował jako rzucający po zasłonach i wreszcie nie miał też problemów z kontuzjami. Zdobywał najlepsze w karierze 23.1 punktu, trafiając aż 48.2% z gry (także career-high) oraz 40.4% za trzy punkty i był najbardziej plusowym graczem Wizards w tym sezonie – z nim na boisku Net Rating drużyny był lepszy o 12.4 punktu na 100 posiadań.

Playoffs

W pierwszej rundzie na drodze Wizards stanęli Atlanta Hawks i nie było trzeba długo czekać na zwiększenie intensywności i fizyczności gry. Po dwóch wygranych u siebie, Wizards nie potrafili jednak zatrzymać liderów Jastrzębi na obcym parkiecie i po 4 meczach w serii był remis 2-2. Decydującą okazała się jednak postawa Johna Walla, który nie tylko poprowadził Czarodziejów w końcówce meczu numer 5, ale zdobył także 42 punkty w meczu numer sześć, przejmując to spotkanie w czwartej kwarcie (19 oczek w tej odsłonie) i Wizards mogli rozpocząć przygotowania do półfinałów konferencji, w których przeciwko Boston Celtics nie mieli już jednak przewagi parkietu. W pierwszych dwóch meczach Wizards kontrolowali ich przebieg w pierwszych połowach, jednak nie potrafili ich utrzymywać, fantastycznie grał Isaiah Thomas (kolejno 33 i 53 punkty) i do siebie wracali przy stanie 0-2. Mecz numer trzy był jednak już ich dominacją od początku do końca, w Game 4 pomimo braku zawieszonego Kelly’ego Oubre runem 26-0 w trzeciej kwarcie odjechali Celtom i wyrównali stan rywalizacji. Nie zagrali jednak na miarę oczekiwań w meczu numer 5, pozwalając Celtom na trafienie 16 trójek (29 oczek Avery’ego Bradleya) i tylko dzięki świetnemu Wallowi (który trafił niezwykle trudnego game-winnera w ostatnich sekundach Game 6) i Bealowi udało im się doprowadzić do meczu numer 7. W TD Garden dali się jednak rozpędzić nie tylko Thomasowi, ale także ławce Celtics (48-5 w starciu z rezerwowymi Wizards), szczególnie Kelly’emu Olynykowi (14 z 26 punktów w czwartej kwarcie), Wall zagrał fatalną drugą połowę i Wizards pojechali na ryby ponownie po drugiej rundzie playoffów.

Offseason

Kontrakty gwarantowane: Bradley Beal, John Wall, Ian Mahinmi, Marcin Gortat, Markieff Morris, Jason Smith, Tomas Satoransky, Kelly Oubre, Chris McCullough

Kontrakty niegwarantowane: Sheldon McClellan, Daniel Ochefu

Wolni agenci: Otto Porter (zastrzeżony), Bojan Bogdanović (zastrzeżony), Trey Burke (zastrzeżony), Brandon Jennings

Przewidywany cap space: brak (uwzględniając oferty kwalifikacyjne Portera i Bogdanovicia oraz cap-hold Jenningsa, do $9.1 miliona po rezygnacji z Portera, Bogdanovicia i Jenningsa oraz wszystkich niegwarantowanych kontraktów)

Picki w drafcie:

  • 2. runda (52. pick)

Po oddaniu swojego pierwszego wyboru w drafcie i podpisaniu ubiegłego lata umów z Bealem i Mahinmim, Wizards będą mieli bardzo ograniczone pole manewru w trakcie tegorocznego offseason. Priorytetem jest dla nich zatrzymanie Otto Portera i żeby to zrobić prawdopodobnie będą musieli przepłacić (około maksymalną umowę mogą mu zaproponować np. Brooklyn Nets) oznacza to, że mogą być niechętni, by dawać także duże pieniądze Bojanowi Bogdanoviciowi (także jest zastrzeżonym wolnym agentem), choć jego odejście stworzy sporą dziurę na ławce stołecznego klubu. Wizards do wykorzystania będą mieli jednak tylko Mid-Level Exception, więc może im nie wystarczyć pieniędzy na pozyskanie zarówno następcy Bogdanovicia, jak i Jenningsa (jeśli ten nie zdecyduje się na wzięcie niższej umowy). Opcją, o której zaczęto niedawno mówić jest także transfer Marcina Gortata, w ramach którego chcieliby pozyskać prawdopodobnie zadaniowca na pozycjach 1-3.

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

13 komentarzy

  1. cynik pisze:

    Też z początku byłem sceptyczny co do Brooksa, ale później Wizards się pozbierali. Tak jak zauważyłeś wreszcie nie było poważnych problemów z kontuzjami. I szkoda, że nie przeszli Celtów, bo okazja była niepowtarzalna. Może lepiej by zagrali przeciwko Cavs niż Celtowie.

  2. bazyl pisze:

    Gortat daje pewne zbiórki i punkty średnio 10 na mecz kto wykona tą pracę gdy pozyskają grajka na pozycje 1-3 nie wspominając o twardych zasłonach jakie stawia rzucającym. Przed rozpoczęciem sezonu taki ruch może być strzałem w kolano w meczach na styku blok lub zbiórka są bardzo ważne więc wzmocnienie na pozycjach 1-3 to raczej żart są mocni i powinni zatrzymać trzon zespołu i porządnie go dotrzeć zwłaszcza Brandona Jenningsa by Wall nie robił rękawami w Q3 i Q4.

  3. pop pisze:

    a mi się wydaje że z takim C jak Gortat to w obecnej NBA nie powalczą o ECF, ale wolę nie dziubać do tej sprawy bo wiem jak kibice w Polsce na to reagują

    gdyby spróbowali ściągnąć DMC kosztem Beala, to inna sprawa, to by miało sens

    • pop pisze:

      sorry chyba dzióbać ;-)

    • Marek pisze:

      To już wolę Marcina niż DMC z psychiką rozhisteryzowanej nastolatki.

    • PseudoZnawca pisze:

      Nie chcę wyjść z pozycji adwokata Gortata, ale w tych playoffs Wiz słabo sobie radzili kiedy sedział na ławce. Wbrew pozorom jest też całkiem niezłym obrońcą. Zostawiłbym go, dorzuciłbym bardziej kogoś lepszego w obronie obwodowej i nie podpisywał Jenningsa, bo był mało produktywny.

    • GPRbyNBA pisze:

      chyba żartujesz. Teraz maja Beala i Gortata a ty wolał byś samego DMC? A kto zastąpi wtedy Beala?

  4. Woy pisze:

    odpuszczam Portera, nie jest wart maxa.
    wymieniam Gortata do Kings za pick oraz Arrona Afflalo (Marcin chce być w Kalifornii obok Alicji BC także jest mu to na rękę).
    Jennings i Burke do widzenia:-)

  5. bazyl pisze:

    Panowie zajrzyjcie do statystyk z tegorocznych gier posezonowych, Marcin nie ma się czego wstydzić. A że nie jest urodzonym koszykarzem nie czepiajmy się o szczegółów już go nie niszczą jak w meczach z Jazz gdy grał w PHX.

  6. Endergoth pisze:

    MG to czlowiek zaslona. Idealny do szybkich teamow bo raz ze zaslona a dwa dobrze biega i trzy da zbiorke przyzwoita. On gra dla druzyny a to zawsze cenne. Widzialbym go w kazdej ekipie z dobrymi obwodowymi, z GSW na czele i Pop noe gniewaj sie, SAS. (Ignoruje tutaj budzety, patrze na system gry) gdzie bylby Wall i Beal bez zaslon MG?

    • cynik pisze:

      Można dodać, że Marcin bardzo poprawił się na atakowanej tablicy. Wcześniej rzadko próbował coś zebrać. Raczej starał się szybko wrócić do obrony.

  7. Paweł pisze:

    Jeśli chodzi o Marcina i Wizards hmm mam wrażenie, że Wall go trochę nie lubi (rozumiem to, bo Marcin na boisku czasami się ustawia jak bezrozumne drewno i ma problem z łapaniem piłek). Ale kto miałby go zastąpić? Mahinmi? Pomijając aspekty czysto techniczne (jeden lepszy w tym, drugi w tamtym) to spójrzmy na zdrowie. Pod tym względem Gortat to maszyna i to jest ważne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *