Podsumowania sezonu 2016/17: Houston Rockets

Pomimo wzmocnienia rotacji takimi zawodnikami jak Ryan Anderson, Eric Gordon czy Nene, przy Houston Rockets stawiano przed rozpoczęciem rozgrywek kilka znaków zapytania – jedne dotyczyły ewentualnych kontuzji tych graczy, a inne jak w dzisiejszej NBA sprawdzi się skrajnie ofensywny system Mike’a D’Antoniego. Obie obawy okazały się bezpodstawne. Po dobrym początku sezonu (grając w pierwszych tygodniach rozgrywek bez Patricka Beverleya) Rockets weszli w trans na przełomie grudnia i stycznia, wygrywając wtedy 20 z 22 kolejnych spotkań (dobrej passy nie zniweczyła nawet kontuzja Clinta Capeli) i będąc drugą po Golden State Warriors siłą ligi. Szalał James Harden, który fantastycznie odnalazł się w roli głównego playmakera drużyny, stając się zdecydowanym faworytem do wygrania nagrody MVP. Dostawał też wsparcie od pozyskanych latem graczy, których tym razem nie zatrzymywały urazy i Rockets przez resztę rozgrywek pozostawali w czołówce drużyn ligi, dając się jednak wyprzedzić San Antonio Spurs. Rakiety próbowały odzyskać jeszcze tę pozycję, m.in. pozyskując w lutym Lou Williamsa – kolejnego strzelca do swojego ultraszybkiego systemu – jednak ostatecznie na zakończenie sezonu regularnego zajęli trzecie miejsce na Zachodzie, mając jednocześnie trzeci najlepszy bilans w całej lidze. Harden, który w oczach wielu stracił nagrodę MVP na rzecz Russella Westbrooka mógł zmierzyć się w bezpośrednim pojedynku ze swoim byłym kolegą z drużyny, bowiem w pierwszej rundzie Rakiety wpadły właśnie na Oklahomę City Thunder. Prawie każde ze spotkań decydowane było w ostatniej kwarcie meczu i choć w nich liderzy obu zespołów nie prezentowali się najlepiej, to lepiej presję wytrzymywali gracze Rockets i wygrali tę serię w pięciu meczach. Następnie na ich drodze do Finałów Konferencji stanęli San Antonio Spurs i choć już w Game 2 serii ich rywale stracili swojego rozgrywającego, a w meczu numer 6 nie grał Kawhi Leonard, to doświadczony rywal uporał się z nimi w sześciu spotkaniach.

Mój typ przed sezonem: 39-43, 10. miejsce w konferencji
Sezon 2016/17: 55-27, 3. miejsce w konferencji

Playoffy: 4-1 z Oklahomą City Thunder, 2-4 z San Antonio Spurs


Fantastyczny grudzień

Rockets nie mogli w 11 pierwszych spotkaniach sezonu liczyć na Patricka Beverleya i choć bez niego poradzili sobie całkiem nieźle (6-5), to po jego powrocie stali się zdecydowanie lepsi. Swoją formę i zgranie rozwijali przez cały listopad, a kolejny miesiąc był dla nich najbardziej udany w cały sezonie. Od 1. grudnia Rockets zaliczyli dwie serię zwycięstw – jedną 10-meczową, a drugą 9-meczową – wygrywając 20 z 22 kolejnych spotkań i z bilansem 31-9 byli drugą drużyną w lidze. Fantastycznie grał nie tylko zaliczający prawie triple-double James Harden, ale także znajdujący się w życiowej formie Eric Gordon i Ryan Anderson i zwycięskiego marszu Rockets nie zatrzymała nawet kontuzja Clinta Capeli. Harden został Zawodnikiem Miesiąca, Mike D’Antoni Trenerem Miesiąca, a Rockets mieli w tym czasie nie tylko zdecydowanie najlepszy atak w lidze (114.8 Offensive Rating), ale także piątą najlepszą defensywę. Trafiali 37.4% swoich rzutów za trzy punkty, notując… 42.4 próby zza łuku na mecz.

Transfer Williamsa

Rockets spuścili nieco z tonu na kilka tygodni przed All-Star Game, przez co stracili swoją pozycję na rzecz San Antonio Spurs, natomiast przed trade deadline Daryl Morey jeszcze bardziej zwiększył siłę ognia drużyny. Los Angeles Lakers oddali do Houston Lou Williamsa w zamian za wybór w pierwszej rundzie draftu i miało to uczynić z Rakiet jeszcze bardziej groźną drużynę. Po transferze, Williams nie prezentował aż tak wysokiej formy, jak wcześniej w barwach Lakers (14.9 punktu, 31.9% za trzy punkty), ale drużyna wróciła na właściwe tory i choć nie dominowała aż tak jak w grudniu (przeciwnicy coraz bardziej zaczęli wykorzystywać ich braki defensywne), to nie miała żadnego problemu z utrzymaniem trzeciego najlepszego bilansu w lidze.

Trójki, trójki i jeszcze raz trójki

Mike D’Antoni od początku zapowiadał spore zmiany w systemie gry Houston i zaczął od zmiany roli Jamesa Hardena, który stał się praktycznie rozgrywającym zespołu. Wytyczne były jasne – jak najszybciej przechodzić z obrony do ataku, rozciągać grę na obwodzie, pozwalając Hardenowi na wejścia pod kosz, korzystać z otwieranych w ten sposób pozycjach na obwodzie i rzucać z pierwszej dobrej pozycji, nie szukać bardziej skomplikowanych rozwiązań. Grając w ten sposób Rockets poświęcali trochę energii po bronionej stronie parkietu (wkładana była ona głównie w ataki), ale dzięki odpowiedniej grupie ludzi zebranych przez Daryla Moreya, gracze Houston potrafili mimo to wygrywać mecze atakiem, rozstrzeliwując nieraz swoich przeciwników. Rockets oddawali zdecydowanie najwięcej w historii NBA 40.3 rzutu za trzy punkty na mecz, trafiając 35.7% z nich i mieli drugi najlepszy atak w lidze, zdobywając 111.8 punktu na 100 posiadań.

The Real MVP

Nowy styl gry drużyny pasował szczególnie liderowi drużyny, który po zmianie roli rozegrał swój najlepszy sezon w karierze. Mike D’Antoni od początku widział w Hardenie rozgrywającego i dzięki temu mogliśmy zobaczyć pełen potencjał Hardena w grze jako playmaker drużyny. Harden był odpowiedzialny nie tylko za szybkie dostarczenie piłki na drugą stronę parkietu, ale również za rozbijanie obrony rywala, a dzięki swojemu ofensywnemu arsenałowi skupiał na sobie uwagę obron rywala, przez co jego koledzy mogli cieszyć się otwartymi pozycjami do rzutów za trzy punkty. Sam Harden zdobywał także sam najlepsze w karierze 29.1 punktu, dodając do tego liderujące lidze 11.2 asysty oraz 8.1 zbiórki (oba career-high) i przez większość sezonu był głównym kandydatem do nagrody MVP, dopóki Russell Westbrook nie ściągnął na siebie całej uwagi obserwatorów NBA, podążając za rekordem w liczbie triple-double w jednym sezonie. Harden dzięki swoim popisom nie tylko został All-Starem, ale był też jedynym jednogłośnym wyborem do All-NBA 1st Team, kompletując jeden z najbardziej imponujących indywidualnych sezonów regularnych w najnowszej historii ligi.

Playoffs

Harden zmierzył się z Westbrookiem w bezpośrednim pojedynku już w pierwszej rundzie playoffów. Po pierwszym spotkaniu gładko wygranym przez Rockets, kolejne 4 mecze tej serii były bardzo wyrównane i pomimo faktu, że to Thunder mieli często przewagę w pierwszych połowach, to w czwartych kwartach lepsi okazywali się Rockets i po dwóch spotkaniach w Oklahomie City, pomimo kontuzji nadgarstka i kostki Hardena, udało im się objąć prowadzenie 3-1 w serii. Pojedynek zakończyli już w pierwszej próbie i następni na ich drodze byli San Antonio Spurs. Rakiety rozstrzelały (22 trójki) podopiecznych Gregga Popovicha w meczu numer 1, ale w Game 2 gospodarze odpowiedzieli zatrzymując Jamesa Hardena na skuteczności 3/17 z gry i wygrali mecz. Ponieśli jednak poważną stratę, bowiem z kontuzją wypadł do końca playoffów Tony Parker i przed Rockets otworzyła się spora szansa na wygraną. W Game 3 do zwycięstwa Spurs poprowadził jednak LaMarcus Aldridge i pomimo świetnego meczu Hardena Rockets stanęli przed sytuacją must-win przed meczem numer 4. Houston odpowiedzieli jednak na wyzwanie, trafili 19 trójek i wyrównali serię, ale okupili to stratę Nene Hilario, którym nie pojawił się na parkiecie już do końca serii. Game 5 był najbardziej emocjonującym w całym pojedynku i po zejściu na ławkę Leonarda z kontuzją kostki, w dogrywce świetnie zastąpili go Danny Green oraz Manu Ginobili (ten drugi zablokował próbę Hardena w ostatnich sekundach, która dałaby remis). Leonard nie zagrał także w meczu numer 6, natomiast świetną zespołową koszykówką San Antonio zaskoczyło Rakiety, Harden zdobył tylko 10 punktów (2/11 z gry) i Rockets pożegnali się z playoffami tuż przed Finałami Konferencji.

Offseason

Kontrakty gwarantowane: James Harden, Ryan Anderson, Eric Gordon, Trevor Ariza, Lou Williams, Patrick Beverley, Sam Dekker, Clint Capela, Montrezl Harrell, Chinanu Onuaku

Kontrakty niegwarantowane: Kyle Wiltjer, Isaiah Taylor

Wolni agenci: Nene, Bobby Brown (zastrzeżony), Troy Williams (zastrzeżony)

Przewidywany cap space: $5.7 miliona (uwzględniając cap-hold Nene i ofertę kwalifikacyjną dla Williamsa, do $13.3 miliona po rezygnacji z Nene, Williamsa oraz wszystkich niegwarantowanych kontraktów)

Picki w drafcie:

  • 2. runda od Denver (43. pick)
  • 2. runda od Portland (45. pick)

Pomimo trzech wysokich umów podpisanych ubiegłego lata (Harden, Anderson, Gordon), Rockets wciąż są w niezłej sytuacji finansowej. Na kolejny sezon mają co najmniej 7-8 graczy do rotacji, co oznacza, że potrzebują jeszcze dwóch, a najlepiej trzech graczy, którzy poprawią trochę defensywę drużyny, a także wpasują się w system Mike’a D’Antoniego. Rockets mogliby pokusić się o pozyskanie rezerwowego rozgrywającego, który przejąłby trochę zadania playmakera, gdy na parkiecie nie będzie Jamesa Hardena. Oprócz tego potrzebny jest im jeszcze jeden wysoki zawodnik („czwórka” albo „piątka”) i być może pokuszą się o podpisanie jeszcze jednej rocznej umowy z Nene, który ma za sobą dobre rozgrywki, choć jego podatność na kontuzje jest na pewno problemem. Rockets mają do dyspozycji zarówno kilka milionów dolarów w cap space, jak i swój Mid-Level Exception.

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

3 komentarze

  1. pop pisze:

    Jedna z największych niespodzianek na + w tym sezonie, względnie małymi środkami ugrali bardzo dużo. Porażka w 2 rundzie na konto trenera i jego biernej (typowej dla niego) postawy. W starciach z Popem w playoffs chyba 0-4 więc coś jest nie tak, ale generalnie miło było popatrzeć. Ryan Anderson wg mnie rozczarowywał. Dekker, Capela, Harrell, Nene supcio ;-)

    • mrph pisze:

      Nawet bardzo na +, niewiele osób przewidywało, że Rockets w systemie D’Antoniego będą grać tak efektownie i efektywnie, zwłaszcza z Hardenem na rozegraniu. Bardzo szybko rozwijają się Capela i Dekker, myślę że będą tam mieć z nich pożytek.
      Rysą na całym sezonie będą występy w playoffs. W Houston muszą pomyśleć o wzmocnieniu obrony, jeśli chcą ugrać w przyszłym roku coś więcej.

    • Gość pisze:

      Cel na ten offseason – poprawa defensywy. W sezonie regularnym system sprawdza się dobrze (i wygląda efektownie), ale nie jest w żadnym razie materiałem nawet na włączenie się do walki o mistrzostwo.
      SAS byli do przejścia (czego przed początkiem serii się nie spodziewałem), mecz nr 5 spokojnie był do wygrania, natomiast nr 6 – żenujący występ.
      Anderson do wymiany (wysoki kontrakt, ale po w miarę dobrym sezonie ktoś go weźmie), więcej czasu powinien dostawać Harrell, może coś z niego będzie. Ogólnie podoba mi się rozciąganie gry na 8 (!) metrze :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *