Zapowiedzi półfinałów konferencji: Boston Celtics vs. Washington Wizards

Po tragicznej śmierci siostry Isaiaha Thomasa oraz przegraniu dwóch pierwszych meczów u siebie w serii z Chicago Bulls, Boston Celtics znaleźli się w ogromnym dołku – szczególnie mentalnym. Dzięki usprawnieniom Brada Stevensa, podniesieniu poziomu intensywności oraz problemom zdrowotnym w drużynie Byków szybko jednak udało im się podnieść i zgodnie z planem, znaleźli się w kolejnej rundzie fazy posezonowej, w której wszystko zacznie się od nowa. Naprzeciwko nich stanie głodny sukcesów zespół Washington Wizards, który miał trochę problemów w większości spotkań przeciwko Atlancie Hawks, ale mieli także najlepszego zawodnika na parkiecie. John Wall pokazał, że chce wreszcie zacząć walczyć nie tylko o zwycięstwa w sezonie regularnym i był liderem z krwi i kości w pierwszej rundzie playoffów. Celtics i Wizards są drużynami o bardzo zbliżonych możliwościach, niespecjalnie się też lubią, dzięki czemu powinniśmy być świadkami wyrównanej i ciekawej serii.

W sezonie regularnym: Remis 2-2

9. listopada, Washington 118-93 Boston

Otto Porter zdobył najlepsze w karierze 34 punkty (14/19 z gry) i pomógł Wizards zbudować 26-punktowe prowadzenie już po pierwszej kwarcie. Potem w trakcie meczu różnica ta nieznacznie się zmniejszyła, ale i tak Boston nie potrafił wrócić do gry po tym, jak zaczął spotkanie trafiając 4 z 22 rzutów (0/8 za trzy). W trakcie spotkania Czarodzieje straciły Bradleya Beala (kontuzja ścięgna udowego) oraz Johna Walla (faul niesportowy drugiego stopnia na Marcusie Smarcie).

11. stycznia, Boston 117-108 Washington

Isaiah Thomas zdobył 20 ze swoich 38 punktów w czwartej kwarcie i poprowadził Celtics do wygranej, kończąc tym samym trzymeczową serię zwycięstw Wizards. Po końcowej syrenie doszło do konfrontacji Walla i Jae Crowdera, do której włączyli się także inni gracze obu drużyn i rozdzieleni zawodnicy musieli zostać pod eskortą policji odprowadzeni do szatni. 35 punktów dla Waszyngtonu zdobył Beal (faul techniczny w trzeciej kwarcie po słownej sprzeczce z Marcusem Smartem), ale tylko 9 oczek miał Wall.

24. stycznia, Washington 123-108 Boston

Beal zdobył 13 ze swoich 31 punktów w czwartej kwarcie, a Wizards kontrolowali spotkanie przez 48 minut i przedłużyli swoją serię wygranych meczów na własnym parkiecie do 14 z rzędu. 27 punktów dodał Wall, a 25 punktami i 13 asystami odpowiedział Thomas, który trafił jednak tylko 1 z 7 rzutów w ostatniej odsłonie spotkania. Celtics pozwolili Czarodziejom na trafianie 57.8% rzutów z gry i przegrali trzecie kolejne spotkanie.

20. marca, Boston 110-102 Washington

Thomas zdobył 25 punktów po tym, jak pauzował w dwóch poprzednich meczach (kontuzja kolana), prowadząc Celtics do zwycięstwa. W Wizards zawiedli liderzy – Beal miał 19 punktów, a Wall 16 punktów i 8 asyst. Dzięki 12 punktom Thomasa w trzeciej kwarcie, Boston uciekł rywalom na 17 punktów wchodząc w ostatnią ćwiartkę. Celtics zdominowali Czarodziei na tablicach 54-39, zbierając aż 20 piłek w ataku.

BOSTON CELTICS
I runda: 4-2 z Chicago Bulls

Pierwsza piątka
PG: Isaiah Thomas
SG: Avery Bradley
SF: Gerald Green
PF: Jae Crowder
C: Al Horford

W celu lepszego rozciągnięcia i przyspieszenia gry Brad Stevens zmienił w trakcie serii z Chicago Bulls swoją pierwszą piątkę i bardzo możliwe, że w starciu z lubiącymi biegać do kontrataków Wizards zostawi w wyjściowym ustawieniu Geralda Greena kosztem Amira Johnsona. Dobry spacing ma zapewnić Bostonowi nie tylko otwarte pozycje zza łuku, ale także miejsce do wejść pod kosz Isaiah Thomasa, a także zaskakująco dobrego w tym elemencie gry w pierwszej rundzie play-offów Avery’ego Bradleya. Rzucający obrońca Celtics będzie miał naprzeciwko siebie Bradleya Beala i być może w pick-and-rollach będzie chciał nieco zmęczyć swojego bezpośredniego rywala, jednocześnie odciążając nieco z zadań playmakera swojego obwodowego partnera. Thomas za to będzie prawdopodobnie korzystał z wysokich zasłon Ala Horforda, by wyciągnąć jak najdalej spod kosza jedynego obrońcę obręczy, jakiego posiadają Wizards – Marcina Gortata. Robiąc to będzie zmuszał innych graczy Czarodziei do pomocy pod koszem, po czym powinny zacząć otwierać się pozycje do rzutów za trzy punkty dla strzelców Bostonu – których przecież nie brakuje. W obronie kluczem będzie zatrzymanie duetu Wall-Beal, przez co duże minuty na parkiecie obok Thomasa i Bradleya powinien grać Marcus Smart. Celtowie będą mieli jednak problemy z „ukryciem” w obronie Thomasa, który nawet przy small-ballowym graniu obu drużyn (by na Wallu i Bealu byli odpowiednio Bradley i Smart) musiałby kryć dużo wyższego Otto Portera.

Kluczowy zawodnik: Isaiah Thomas. W obliczu ogromnej tragedii, jaka go spotkała, nie można od niego było wymagać nie wiadomo czego, ale w najważniejszych momentach spotkań z Chicago Bulls pokazywał, dlaczego jest liderem Celtics i zdobywał punkty wtedy, kiedy Boston naprawdę tego potrzebował. Szwankowała u niego skuteczność zza łuku i jeśli ją poprawi, to obrońcy Czarodziei będą mieli z nim nie lada kłopoty.

X-Factor: Marcus Smart. Rezerwowy Celtics, który gra w meczu tyle samo minut co gracze pierwszej piątki. W starciu z Wizards jego świetna postawa w defensywie może mieć szczególne znaczenie, ze względu na siłę ognia i ostatnią formę duetu John Wall – Bradley Beal. Jest też bardzo dobrym stoperem na skrzydłowych, dzięki czemu zmiany krycia nie stanowią dla niego żadnego problemu.

WASHINGTON WIZARDS
I runda: 4-2 z Atlantą Hawks

Pierwsza piątka
PG: John Wall
SG: Bradley Beal
SF: Otto Porter
PF: Markieff Morris
C: Marcin Gortat

John Wall i Bradley Beal świetnie rozkręcali się z meczu na mecz w serii z Atlantą Hawks i w meczu numer 6 pokazali, dlaczego są uznawani za jeden z najlepszych backcourtów w całej lidze. W starciu z Celtics będą się musieli jednak mierzyć z Averym Bradleyem, a w dużych minutach także z Marcusem Smartem, którzy są zdecydowanie lepszymi defensorami od Dennisa Schroedera czy Tima Hardawaya. Lepsze krycie powinno ograniczyć ich grę w izolacjach i zwiększyć liczbę akcji z wykorzystaniem zasłon – głównie Marcina Gortata, bowiem kryjący Markieffa Morrisa Jae Crowder może z powodzeniem zmieniać krycie – szczególnie na Beala. Czarodzieje mają bardzo wysokich i aktywnych skrzydłowych i przykładem Chicago Bulls z meczów numer 1 i 2 powinni jak najmocniej atakować tablice, kreując punkty drugiej szansy, szczególnie przy tak niskiej pierwszej piątce Brada Stevensa. W obronie Czarodzieje muszą dobrze pomagać w obronie pick-and-rolla Thomasa i Horforda, by nie dać się zmusić się w walkę na small-ballowe ustawienia, w którym Scott Brooks wystawia Morrisa na pozycji numer 5. W takiej grze, przy wzroście Horforda i umiejętnościom defensywnym tria Smart-Bradley-Crowder Celtics powinni mieć przewagę. Wizards nie mają tak dobrych obrońców – szczególnie w ustawieniach rezerwowych – by zmieniać krycie na każdej zasłonie, dlatego tak ważna będzie postawa obrony całej piątki na parkiecie, która musi szybko rotować zarówno pod kosz, jak i do strzelców na obwodzie.

Kluczowy zawodnik: John Wall. Fantastyczna postawa w zdecydowanej większości jego minut w starciu z Atlantą Hawks i wygrany pojedynek ze świetnie spisującym się Dennisem Schroederem – to wszystko na pewno dało dodatkowy zastrzyk pewności siebie rozgrywającemu Wizards. W pojedynku z Celtics jego rola nie zmieni się – nadal ma rozbijać obronę rywali i napędzać ataki Wizards, ale będzie miał jeszcze jedno ważne zadanie – wygrać swój matchup z Isaiahem Thomasem.

X-Factor: Otto Porter. Jeśli Boston będzie kontynuował swoją taktykę zmiany krycia na każdej zasłonie, Porter może wykreować sobie mismatche w ataku na niższych obrońców, które będzie musiał wykorzystywać. Najważniejsze jednak będzie utrzymanie dobrej skuteczności zza łuku po odrzuceniach na obwód Johna Walla (w serii z Chicago 38.9%).

Terminarz serii:

Game 1: 30.04, niedziela, 19:00, Boston
Game 2: 2.05, wtorek, 2:00, Boston
Game 3: 4.05, czwartek, 2:00, Waszyngton
Game 4: 7.05, niedziela, 0:30, Waszyngton
Game 5: 10.05, środa, Boston
Game 6: 12.05, piątek, Waszyngton
Game 7: 15.05, poniedziałek, Boston

Okiem redakcji:

Paweł Mocek: Obie drużyny nie za bardzo za sobą przepadają i będzie to dodatkowy smaczek tej rywalizacji. Celtics chcą pokazać dodatkowo, że pierwsze dwa spotkania z Chicago były wypadkiem przy pracy i muszą się postarać, aby takie spotkania już się im nie przytrafiły. Wizards to nie Bulls i do bólu mogą wykorzystać każdy brak koncentracji rywali. Czarodzieje będą starali się od samego początku narzucić własne tempo, ale nie powinni dać się wciągnąć w otwartą wymianę ognia – w takiej grze przewagę będą mieli gracze Brada Stevensa. Muszą twardo trzymać się swojego planu gry, który zakłada szybkie przejście do ataku oraz dużo penetracji Johna Walla, które będą wywierać ciągłą presję na zawodnikach drużyny przeciwnej. Gracze Scotta Brooksa powinni także postarać się o wygranie walki o zbiórki, by zapewnić sobie jak największą liczbę ofensywnych posiadań.

Celtics wydają się mieć na papierze za to więcej możliwości na usprawnienia w tej serii, głównie dzięki wszechstronności w grze obwodowej, która pozwoli im przetestować różne formy obrony pick-and-rolli obwodowych Wizards – zmiany krycia, przechodzenie pod (Wallowi) i nad (Bealowi) zasłoną oraz agresywny hedge (wysokie wyjścia środkowego, którego zawodnik stawia zasłonę, odcinające drogą do obręczy zawodnikowi z piłką, do czasu doskoczenia do niego jego pierwotnego obrońcy). Kluczem do ich ofensywy będzie dobry spacing, taki jaki oglądaliśmy w ostatnich meczach serii z Chicago. Boston będzie lepiej skoncentrowany i dodatkowo zmotywowany faktem, że zagrają przeciwko swoim największym rywalom w sezonie regularnym i nie spodziewam się powtórki z serii z Bykami.

Woy: Eliminacje do półfinałów konferencji wschodniej obie drużyny przeszły nie bez problemów. Zwłaszcza Celtics, którzy podnosili się z desek po dwóch porażkach na własnym parkiecie. Podczas serii z Bykami Brad Stevens obniżył skład – mimo problemów ze zbiórkami – idąc w small ball i w nowe kanony – większej ilości rzutów dystansowych, płynnego ruchu piłki i wykorzystywania każdej wolnej pozycji do trójki. Efektem były 4 zwycięstwa z rzędu. Wizards z kolei wytrzymali i przeważali w fizycznej walce z Hawks (Paul Millsap mówił o MMA), odcinając niemal kompletnie, potencjalne atuty rywala; zwłaszcza w dwóch ostatnich spotkaniach, dalej – korzystając z głębszych rezerw. Jak czytacie i widzieliście, zarówno Celtics jak i Wizards ewoluowali, korzystali z różnej broni, pokazując swoje możliwości i wszechstronność. Jak będzie dalej?

Wizards, są moim cichym faworytem, ze względu na wyborną formę Johna Walla i regularność Bradley’a Beala. Dodatkowo, do gry mocniej weszli Otto Porter i Bojan Bogdanovic. Swoje robią Marcin Gortat oraz Markieff Morris. Natomiast Scott Brooks nie da się zaskoczyć, będąc bardziej doświadczonym coachem aniżeli Fred „fire him” Hoiberg. O ile obrona jest niezła i Wizards mogą stopować Thomasa, Bradley’a, Greena, Horforda czy Crowdera, o tyle szybki atak, one man show Walla czy ponowienia akcji – po skutecznych zbiórkach pary Morris – Gortat będą przynosiły sporo problemów Zielonym. W grze wysokich widzę małą przewagę stołecznych (kto wie czy to nie będzie wielka seria Polskiego Młota?).

Celtów, skazywałem już na porażkę z Bulls, jednak kto mógł przypuszczać, iż najlepszy gracz serii rozegra tylko 2 spotkania? Czym mogą wygrać z Wizards?? Przede wszystkim dzieleniem się piłką, szerokim spacingiem i swingiem piłki, z wykorzystaniem wolnych pozycji (patrz choćby mecz 3 i 4 przeciwko Bulls). Mocnym zastawianiem własnej tablicy, by nie dawać rywalom okazji do ponowień. Z pewnością znów wszyscy liczą na wysoką formę Isaiaha Thomasa, którego tym razem weźmie w opiekę John Wall. Atutem Celtów będzie praca stoperów – Bradley’a i Crowdera; od nich naprawdę sporo zależy i dodatkowo od Marcusa Smarta. Jeśli Celtowie mają wygrać tę serię i awansować do ECF to muszą skupić się na mocnej obronie. A walki nie zabraknie, bowiem obie drużyny nie przepadają za sobą i możemy być świadkami spięć czy utarczek słownych.

Dla dobra serii – widowiska i kibiców, nie chciałbym kontuzji z żadnej stron (Bulls czy Clippers coś wiedzą o tym) i oby ta seria zakończyła się w pełni składów.

Typy redakcji:

Mr. Cental: 4-2 Wizards

Mateusz Połuszańczyk: 4-3 Wizards

Paweł Mocek: 4-2 Celtics

Woy: 4-2 Wizards (podparte 4-3)

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

14 komentarzy

  1. pop pisze:

    4-1 Celtics – take that for data ;-D

  2. 6thmanplayer pisze:

    4-0 celtics

    • 6thmanplayer pisze:

      W porywach do 4-2

    • moscu pisze:

      Nie no co ty? Boston 6:0. Tak w ogóle mam pytanie: kto zatrzyma Walla i Beala? Kto zatrzyma Wizards na deskach? I najważniejsze pytanie..kiedy się zatrzyma bandwagon Celtics?

    • Paweł Mocek pisze:

      Z tego co się orientuję, odpowiedź na pytanie kto ma spowolnić Walla i Beala jest zawarta w zapowiedzi, razem z kilkoma sposobami, na które mogą to próbować robić. Polecam ją przeczytać.

  3. wesley pisze:

    Ciężko wytypować tutaj zwycięzcę, obie drużyny się rozkręciły i są on fire.

  4. Proktor pisze:

    Podziwiam wiarę w obronę Wizards – szczególnie Wall’a, który tylko raz zatrzymał Schrodera poniżej 20 punktów, a Dennis wybitniakiem nie jest i w RS robił 8 pkt średnio na mecz mniej.
    Gortat pozbiera swoje – tylko czy da radę sprawnie biegać za Horfordem gdy ten będzie rzucał za 3 punkty?
    Ławka WIZ to dramat w obronie – kompletny dramat – mogą porzucać i tyle wsparcia od nich. Całą serie z ATL byli na minusie.
    Stevens znowu nastawi się na bombardowanie zza łuku, wtedy minuty Gortata spadną bo będzie tak samo zbędny na parkiecie jak zbędny od 3 meczu z Bykami był RoLo i jego obecność spadła o kilkanaście minut na mecz.
    Oba mecze jakie Boston przegrał w RS były pod nieobecność Horforda, Crowdera lub Bradleya – w pełnym składzie WIZ nie pograli w Bostonie nic.
    Seria będzie ciekawa, nawet bardzo – ale jakoś tego zwycięstwa Wizards nie widzę.

    • Woy pisze:

      Prawdziwych graczy poznaje się w play off. Pytanie skoro serię życia grał Schroeder to może zauważyłeś że świetnie rzucał z dystansu i czymś tym zaskoczył defensywę Wizards? Praktycznie niektóre rzuty odpalił z nieprzygotowanych pozycji, nawet nie czekając na kolegów i zbiórkę… Horford i Gortat poruszają się podobnie a Marcin nie ma żadnych problemów z kryciem przy picku, na dystansie oraz bardziej mobilnych graczy (poza Cousinsem który zawsze wygrywa wszechstronnym graniem). Gortat to nie drewniany Robin Lopez, który zanim złożył się do wyjścia z ręką do Ala, to piłka leżała już w koszu Bulls. I tak od G3.
      Jeśli Stevens, co podkreslilem wyżej, ustawi small ball z Crowderem na 4, Wizards wówczas jadą z Porterem i Bojanem a Gortat zostaje w środku. Spokojnie idą na wymianę ognia, mając Beala. Stojąc szeroko wówczas Wall wybiera, swing piłki czy pick z Marcinem. Łatwe, ale jeśli dojdzie do pomocy w obronie wówczas mamy lukę na obwodzie. Wizards to nie leniwi Bulls.
      Widzę jedną przewagę Bostonu jedynka na zmianę czyli Smart, druga to przewaga parkietu. Jeśli jednak Wizards wygrają jeden z dwóch meczów w TD Garden wówczas wchodzą do ECF. No chyba, że znów będzie kontuzja u rywala.

      P.S. John Wall przeciwko Niemcowi, 29.5 pkt 10.5 as 53% z gry i 47% za trzy.

    • Proktor pisze:

      W 23 poprzednich meczach ten John Wall z Bostonem trafił 8 trójek, czyli o 1 mniej niż w serii z ATL, gdy bronił go Dennis – taka jest różnica między Schroderem a Bradleyem.
      Obstawiam, że Jasiu Ściana nie będzie miał w tej serii więcej niż 25 pkt na mecz.
      Pisałeś o regularności Beala – tam była istna sinusoida zza łuku – raz 40%, potem 0%, 32% czy 18%… ja tu regularności nie widzę – przy przeciętnej obronie na obwodzie jaką ma ATL.
      Duże minuty Bojana to proszenie sie o kłopoty – to nie przypadek, że WIZ tam mało grają swoją ławką.

    • Woy pisze:

      Ominąłeś pierwsze zdanie? Powtórzę, prawdziwych graczy poznaje się po play off. EoT.

    • moscu pisze:

      Wizards odpuszczali Dennisa z Atlanty dając mu pograć (zasada mniejszych strat) i to samo prawdopodobnie zrobią z I.T. Tak tylko przytaczam zdanie ekspertów z NBA żeby nie było.

    • GPRbyNBA pisze:

      Wall w Real Plus-Minus – 2016-17 na swojej pozycji jest 59 w lidze a Isaiah 91 (ostatni).

    • GPRbyNBA pisze:

      Sory. Chodziło mi oczywiście o defensive rpm

    • Proktor pisze:

      Po pierwszym meczu sprawdziło się sporo z tego co napisałem, zobaczymy dalej.
      Gortat zagrał duże minuty, choć w 2 połowie był mało widoczny. To jedyne zaskoczenie, no może jeszcze to, że w zbiórkach 38-38 a przeciez zaczęło się od 12 zbiórek Wiz i 0 ZERO BOS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *