Telegram: Epicki pojedynek w Memphis zakończony game-winnerem Marka Gasola, Raptors uciekli spod topora, Warriors zrobili comeback w Portland

Cztery spotkania tej weekendowej nocy w NBA i zdecydowanie największe emocje mieliśmy w Memphis, gdzie po fantastycznym pojedynku Kawhi’a Leonarda i Mike’a Conleya, Marc Gasol game-winnerem dał Grizzlies remis w serii. W pozostałych meczach mieliśmy blow-out w Atlancie, świetny defensywny popis Toronto w Milwaukee oraz powrót z 17-punktowej straty Golden State (bez Kevina Duranta… i Steve’a Kerra) w Portland. Gramy!


Milwaukee Bucks 76-87 Toronto Raptors
w serii remis 2-2

Po meczu, w którym nie trafił żadnego rzutu z gry DeMar DeRozan odblokował się, trafił 12 z 22 prób zdobywając 33 oczka i prowadząc Raptors do niezwykle ważnego zwycięstwa w Milwaukee. 21 z tych punktów zdobył w pierwszej połowie, trzymając swój zespół w grze – po pierwszych dwóch kwartach wynik wynosił bowiem 41-41. W trzeciej kwarcie to goście zaczęli uciekać z wynikiem. Na przełomie trzeciej i czwartej odsłony ich defensywa nie pozwoliła trafić Kozłom rzutu z gry w 9 kolejnych próbach, ale Bucks zaskakująco trzymali się w meczu. Dopiero na cztery minuty przed końcem meczu Norman Powell (wyszedł w pierwszej piątce w miejsce Jonasa Valanciunasa) trójką dał przyjezdnym 10-punktowe prowadzenie na cztery minuty przed końcem, a Bucks nie trafiali kolejnych rzutów i wkrótce było już po zawodach. W drugiej połowie Kyle Lowry rzucił 14 ze swoich 18 punktów.

Raptors zatrzymali Bucks na 37% z gry i 24% za trzy punkty, a co najważniejsze nie dali się rozkręcić liderom drużyny – Giannis Antetokounmpo (dobra robota w obronie P.J.’a Tuckera) trafił 6 z 19 rzutów z gry i miał 7 strat, a Khris Middleton (kryty przez Powella) miał tylko 10 punktów, trafiając 4 z 13 prób z gry. Najlepszym strzelcem Kozłów był Tony Snell z playoff-high 19 punktami i 5 trafieniami zza łuku.

Bucks: Snell 19 (5/10 3PT), 4 zb), Antetokounmpo 14 (6/19 FG, 9 zb, 4 ast, 7 TO), Monroe 14 (9 zb), Middleton 10 (4/13 FG, 11 zb, 4 TO)
Raptors: DeRozan 33 (12/22 FG, 9 zb, 5 ast, 4 stl, 4 TO), Lowry 18 (4 zb, 4 ast), Powell 12 (4 zb, 4 ast), Valanciunas 12 (5/5 FG, 5 zb, 4 TO)


Atlanta Hawks 116-98 Washington Wizards
w serii 2-1 dla Waszyngtonu

Atlanta Hawks odpowiedziała na wyzwanie i w must-win meczu numer trzy dzięki fantastycznej pierwszej kwarcie udało im się szybko wypracować prowadzenie, którego nie oddali do samego końca. Paul Millsap miał 29 punktów, Dennis Schroder dodał 27 i miał 15 z nich właśnie w pierwszej odsłonie, po której Jastrzębie prowadziły już 18 punktami, budując w trakcie ćwiartki nawet 25-punktową różnicę. Łącznie gospodarze trafili w niej 65.2% swoich rzutów, w tym 5 z 9 prób zza łuku. W grze próbował trzymać gości John Wall, zdobył 14 z pierwszych 20 punktów swojej drużyny, ale do przerwy różnica się nie zmieniła mimo runu Waszyngtonu 9-0 na początku drugiej kwarty i po 24 minutach rywalizacji był wynik 64-46. W trzeciej odsłonie goście przystąpili do odrabiania strat, zmniejszyli różnicę do 13 oczek, ale kolejny run Atlanty (12-2) pozwolił gospodarzom spokojnie kontrolować przebieg wydarzeń już do samego końca.

Wall zdobył 29 punktów, ale był niezwykle osamotniony – reszta pierwszej piątki Wizards zdobyła tylko 30 oczek, trafiając 14 z 45 rzutów z gry, a jego backcourtowy partner Bradley Beal miał tylko 12 oczek. 13 punktów dla Wizards dodał za to Brandon Jennings. Najlepszym graczem Hawks w tym meczu był Millsap, Schroeder pomógł im zbudować prowadzenie w pierwszej kwarcie, a x-factorem Jastrzębi był debiutant Taurean Prince, który miał 16 punktów, trafiając obie swoje próby zza łuku.

Hawks: Millsap 29 (12/20 FG, 14 zb, 5 ast), Schroeder 27 (9 ast), Prince 16 (4 zb), Bazemore 8 (4 ast), Delaney 8, Hardaway Jr. 8, Howard 5 (11 zb)
Wizards: Wall 29 (10/12 FG, 7 ast, 4 zb), Jennings 13 (4 ast), Beal 12 (6/20 FG, 0/6 3PT, 5 zb), Bogdanović 11 (7 zb)


Memphis Grizzlies 110-108 San Antonio Spurs
w serii remis 2-2

San Antonio Spurs bardzo dobrze rozpoczęli mecz numer cztery w Memphis, mieli 10-punktowe prowadzenie na 2 minuty przed końcem pierwszej kwarty, jednak run Grizzlies 24-4 na przełomie pierwszej i drugiej odsłony dał Niedźwiedziom prowadzenie, świetnie pracowała ich defensywa i do przerwy gospodarze prowadzili 55-51. W bardzo wyrównanej trzeciej kwarcie po dobrym starcie Memphis, Spurs zaliczyli run 9-0 i wyrównali stan meczu, ale Grizzlies ponownie szybko odpowiedzieli i kontynuowali swoją dobrą grę w czwartej kwarcie, mając 8 punktów przewagi na 4 minuty przed końcem spotkania. Wtedy jednak uruchomił się Kawhi Leonard, który w pojedynkę zrobił run 8-0, zdobył 16 kolejnych punktów dla Ostróg i rzutem na 12 sekund przed końcem czwartej kwarty dał Spurs dwupunktowe prowadzenie. Po drugiej stronie parkietu odpowiedział jednak grający fantastyczne spotkanie Mike Conley i Leonard nie trafił rzutu na zwycięstwo. W dogrywce obie drużyny wymieniały się prowadzeniem, Grizzlies mieli lekką przewagę, jednak ponownie wielki okazał się Leonard, który dwoma trójkami wyrównał stan rywalizacji na 12 sekund przed końcem. Ostatnie słowo należało jednak do Memphis i Marka Gasola, który trudnym rzutem nad świetnie broniącym go LaMarcusem Aldridgem na 0.7 sekundy przed końcową syreną dał gospodarzom prowadzenie i przy fakcie, że Spurs nie mieli już przerw na żądanie – zwycięstwo.

Kawhi Leonard po raz kolejny pobił swój rekord kariery z 43 punktami, zdobywając 24 w samej czwartej kwarcie i dogrywce, Tony Parker odkuł się na 22 oczka, ale było to za mało, by przeszkodzić Grizzlies w wygraniu drugiego meczu na swoim parkiecie. Po stronie Memphis świetne zawody zagrał Mike Conley, zdobywając rekordowe w historii organizacji 35 punktów, a Grizzlies wygrali pomimo popełnienia 23 strat, które doprowadziły do 31 punktów San Antonio. W miejsce chorego Dewayne’a Dedmona w pierwszej piątce Spurs wyszedł David Lee.

Grizzlies: Conley 35 (13/23 FG, 9 zb, 8 ast), Gasol 16 (12 zb, 4 ast, 7 TO), Green 14 (4 zb), Carter 13 (4 TO), Randolph 12 (11 zb)
Spurs: Leonard 43 (7/10 3PT, 8 zb, 6 stl, 4 TO), Parker 22 (5 ast, 4 zb), Aldridge 13, Gasol 8 (11 zb), Lee 8 (5 zb)


Portland Trail Blazers 113-119 Golden State Warriors
w serii 3-0 dla Warriors

Do składu Portland Trail Blazers wrócił Jusuf Nurkić, Golden State Warriors byli ponownie pozbawieni trzech graczy rotacji, w tym jednego z pięciu najlepszych koszykarzy na świecie, a także swojego trenera Steve’a Kerra (choroba, zastąpił go Mike Brown) ale 34 punkty Stephena Curry’ego i 24 Klaya Thompsona wystarczyły do wygrania trzeciego spotkania w serii i zbliżenia do sweepu. Lepiej spotkanie otworzyli jednak gospodarze, którzy szybko objęli prowadzenie i powiększyli je do 17 pod koniec drugiej kwarty. Na przerwę Warriors schodzili z 13 punktami straty. W trzeciej kwarcie uruchomił się C.J. McCollum, który zdobył 10 kolejnych punktów dla Blazers, pomagając im utrzymać dość wysokie prowadzenie. Warriors czekali jednak na odpowiedni moment i uderzyli – dzięki trójkom Curry’ego i Thompsona zrobili run 12-0, zmniejszając prowadzenie Portland do 4 oczek i wymuszając na Terrym Stottsie wzięcie przerwy na żądanie. Po timeoucie sytuacja gospodarzy wcale się jednak nie poprawiła i Warriors przejęli prowadzenie. Blazers nie odpuszczali jednak, na przełomie trzeciej i czwartej kwarty trzymali się nawet z przodu, ale dobra defensywa Wojowników dała im 8-punktowe prowadzenie na 4 minuty przed końcem. Portland nie potrafili potem zbliżyć się na różnicę mniejszą niż 4 oczka, a trójka Curry’ego na 49 sekund przed końcem dała Warriors 9 punktów przewagi i zwycięstwo.

W Blazers nie zawiódł obwodowy duet Damian Lillard – C.J. McCollum, który razem zdobył 63 punkty, Evan Turner dodał 17, a w swoim powrocie Nurkić miał 2 punkty i 11 zbiórek. Po stronie Wojowników wsparcie dla Curry’ego i Thompsona dali z ławki rezerwowych Andre Iguodala (16 punktów) i JaVale McGee (14 punktów), a imponującą linijkę 9-8-7-6-2 zaliczył wszędobylski Draymond Green.

Trail Blazers: McCollum 32 (6/9 3PT), Lillard 31 (7 zb, 4 ast), Turner 17 (8 zb), Aminu 14 (9 zb), Vonleh 10 (7 zb)
Warriors: Curry 32 (10/25 FG, 8 ast, 4 zb), Thompson 24 (4/9 3PT), Iguodala 16 (7 zb), McGee 14 (4 zb), McCaw 11 (5 zb, 5 ast, 3 stl), Green 9 (8 zb, 7 ast, 6 blk)

 

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

30 komentarzy

  1. Jesse pisze:

    Nie wiem co Ibaka dziś wyczyniał. Non stop rzucał, także z nieprzygotowanych pozycji… 14 sekund na zegarze? A sobie rzuci fade-awaya… 4/16,gdyby przegrali Raptors to przez niego.

  2. pop pisze:

    no i oczywiście znowu jesteśmy w punkcie wyjścia :-( must win game 5, kto wygra mecz nr 5 wygrywa serię, fajnie by było zacząć jakieś 3 rzucać…

  3. GPRbyNBA pisze:

    O co chodzi z tą dziwną stratą Leonarda pod koniec meczu? Piłka nie odbiła mu się od stopy więc czemu tak dziwnie poszybowała? Uderzył w nią zewnętrzną częścią ręki?

  4. johny pisze:

    Mecz w Mephis zupelnie inaczej by sie skonczyl gdyby kolesie od zegara nie ‚pomogli’ Grizzlies w ostatniej minucie 4 kwarty. Za cos takiego powinni wyleciec w mniej niz minute. Take if for data my ass.

  5. Adrian89 pisze:

    Go Memphis :) finał konfy w zasięgu

  6. kidzi pisze:

    Ktos moze mi eytlumaczyc czemu Aldridge jest az tak slaby, kiedys cenilem tego gracza ale w SAS to ewisentnie obnizyl swoj poziom i nawet swietny Leonard sam nie da rady.

    • pop pisze:

      Nie jest słaby, po prostu często się obija, z resztą w przypadku tego meczu można mieć pretensje do całej drużyny a nie do Aldridge’a, ogólnie nie lubię oceniania że „to jest wina tego czy tamtego” bo jak Mark miał przy nim problemy w game 2 to żaden mądrala nie narzekał. Grizz często grają z pasją dlatego fajnie mi się ich ogląda nawet przeciwko Spurs. Jedyny zgrzyt to płaczący Fizdale na konferencji, ale jak widać jego filmowe wystąpienie odniosło swój skutek. Teraz każde zwycięstwo Grizz wychodzi na bohaterski wyczyn biedaczków, chociaż wszyscy doskonale wiedzą że Grizz to solidna firma od wielu lat.

    • 1st Team All-NBA pisze:

      Nie tyle obniżył poziom, co Popovich zrobił z niego role-playera. Myślę, że on też nie czuje się dobrze w San Antonio, w końcu pogłoski o transferze nie wzięły się z niczego.

    • Autor pisze:

      @pop nie róbmy sobie żartów. Jeśli twój najlepszy zawodnik rzuca ponad 44 pkt. na skuteczności 46%, w tym 7/10 za 3, w tym kosmiczne rzuty z niemożliwych pozycji a 2 strzelba zespołu, która powinna dominować pomalowane ma 13 pkt. to znaczy że to patałach = Aldridge, że już nie wspomnę 2 zbiórek = słownie dwóch. Pau grał lepiej pomimo 21 min. na parkiecie a to „staruszek” wchodzący z ławki.

    • pop pisze:

      podtrzymuję swoje zdanie, zawaliła cała drużyna (ulgowo potraktuję Parkera, a Leonarda oczywiście nie liczę)

    • Autor pisze:

      Parker, Gasol zagrali dobrze lub poprawnie. Zatem popatrz na GSW. Igła, McGee zagrali poprawnie; reszta szału nie robiła, ale w odpowiednim momencie do Curry dołączyła się 2 strzelba Klay i pojechali Blazers. Natomiast w SAS Aldridge uciął sobie drzemkę i tak naprawdę w wielu momentach tych 41 min. na parkiecie nie było go widać nie tylko w ofensywie – co było powodem jego ściągnięcia do SAS – ani w defensywie {Miśki rozjechali SAS na tablicach}, gdzie wybitny nie jest, ale powinien się przynajmniej starać.
      Przypominam, że dokładnie ten sam problem obserwowaliśmy w zeszłym roku w starciu z OKC, gdzie przez postawę 2 strzelby Aldridge SAS nie weszli do finału.

    • pop pisze:

      Z tego co pamiętam to Aldridge w pierwszych 3 meczach z Thunder zdobył odpowiednio 40, 30 i 20 jeżeli się mylę i coś dodałem to przepraszam, drużyna bardzo źle weszła wtedy w postseason i zagrali całą serię na niskiej skuteczności a Thunder grali bardzo dobrze i Adams zmiótł Tima z parkietu co zapewne dało staremu do myślenia. Tutaj sytuacja jest troszkę inna Grizzlies są absolutnie do ogrania i porażkę z nimi uznam za najgorszą 1 rundę od bardzo dawna Clippers i Thunder naprawdę zagrali wszystko przeciwko Spurs, tutaj Grizz mają średnią kadrę nie licząc Conleya i Gasola i nie mogę uwierzyć że zamiast załatwić sprawę w 5 meczach sytuacja robi się bardzo niewygodna dla faworytów, mimo że Leonard być może gra najlepszy sezon w karierze (bo przecież co on jeszcze może ulepszyć?)

    • Autor pisze:

      Zgadza się w 1 meczu POP zaskoczył grą na Aldridge’a, więc ten się popisał. Potem zagrał jeszcze dobry 2 mecz a potem zniknął.
      Innymi słowy zaczął grać od 3 meczu jako PF/C na skuteczności poniżej 40%, w tym osiągnął niebywały wyczyn 29% skuteczności.
      Niestety, ale w tym sezonie jest jeszcze gorzej. Być może jest to problem chronicznych problemów zdrowotnych, ale w takim przypadku niestety, ale Aldridge nie nadaje się na 2 strzelbę {nomen omen był ściągany jako 1 strzelba i lider zespołu} i na wysokość kontraktu, którą mu płacą.

  7. barcelowicz pisze:

    Spurs są teamem jednego człowieka. Przy takiej dyspozycji LMA, Parkera czy Gasola Spurs bez Leonarda balansowaliby na granicy wejścia do PO. Kawhi od dłuższego czasu nie ma odpowiedniego wsparcia. Raz na jakiś czas wyjdzie lepszy mecz Aldridge’owi czy Parkerowi ale to nie są czasy jeszcze powiedzmy sprzed dwóch sezonów, gdy ciężko było obstawić najlepszego punktującego Spurs w kolejnym meczu. Był Timmy, Parker wyglądał jeszcze jak czołowy PG ligi, potrafił zaskoczyć Manu czy Green… Jak nie znajdą Kawhiemu dobrego wsparcia to nawet najlepszy trener ligi i świetna taktyka nie pomogą w walce o najwyższe cele.

  8. Marek pisze:

    Fajne weekend jeśli chodzi o mecze PO. Dużo emocji, niespodzianek, i wyłonił się obraz 2 zawodników, którzy powinni być brani jako głowni kandydaci do MVP. Leonard i Lebron. LEbron za wyciągnięcie meczu nr3, Leonard za niesienie na plecach dziadków, co prawda bardzo doświadczonych i zasłużonych, ale nie mających już za dużo do powiedzenia (obym się mylił) na przestreni tych PO i kolejnych sezonów. Co do Westbrooka i Hardena, fajnie się to ogląda, szczególnie gdy West nie gra Hero-Ball, a Harden stara się grać, a nie tylko stosuje te swoje tanie tanie sztuczki i ląduje 15 razy w meczu na lini osobistych. Ale to kto zdobędzie MVP, powinno się rozstrzygac pomiędzy pierwszą wspomnianą dwójką.

    • Mateusz pisze:

      Tylko MVP nie jest za mecze play-off … Jakby tak było to rok temu nie dostałby Curry tylko Lebron :) Zgadzam się że fajnie wyglądają te mecze w ten weekend … Ciekawy jestem dzisiaj OKC – HOU

    • Marek pisze:

      Wiem, że nie jest, ale pierwsza seria PO powinna być wyznacznikiem, szczególnie w tym roku, gdzie są duże wątpliwości, czy przyznawać za kręcenie indywidualnych statystyk, czy za wpływ na ogólny wynik zespołu.

    • Wi-Fi pisze:

      Wpływ na ogólny wynik zespołu.To powinien być wyznacznik MVP.

    • 1st Team All-NBA pisze:

      To bądźmy konsekwentni, MVP finałów przyznajmy jakoś po piętnastu meczach następnego sezonu, tak żeby się upewnić w swoim wyborze.
      Bardzo dobrze, że głosowanie było przed PO. MVP sezonu regularnego, to MVP sezonu regularnego, jak sama nazwa wskazuje. W PO ten zawodnik może nie rzucić żadnego punktu, liczy się to, co zrobił w RS.

    • Woy pisze:

      Panowie, te dyskusje są bez pokrycia, głosowania już były, wyniki poznamy na gali i po sezonie…

  9. Adrian89 pisze:

    Placzacy Fizdale który miał rację to zgrzyt ? To były jaja niczym w Indianie więc bądźmy obiektywni sedziowanie było żenujące w obu meczach w Teksasie. Spurs wyglądają bardzo słabo , nie widzę ich szans w finale konferencji. Niby zachód miał być o ciekawy , ale Warriors spacerek czeka. Po cichu liczyłemna clippers ale kontuzja i znów ciężko o cokolwiek

    • pop pisze:

      dupa miał rację, pretensje że Leonard miał dużo osobistych, faulowali go to miał, „nie dostaliśmy osobistych bo Conley jest niedoceniany, nie dostaliśmy tego czy tamtego” ale że grali na skuteczności poniżej 40% to zapomniał wspomnieć… „miał rację” w jakim sensie miał rację, Conley jest niedoceniany i dlatego Spurs trafili wszystkie osobiste, mam rozumieć że jak Spurs wygrywają to z pomocą sędziów a jak przegrywają to uczciwie bo sędziowie w Memphis są bardziej uczciwi?

    • pop pisze:

      już się wypowiadałem o tym meczu po dokładnym obejrzeniu 3 błędy w 4 kwarcie na korzyść Spurs przy przewagach dla Spurs po 13 i 15 punktów a Fizdale był niezadowolony ze wszystkiego od początku meczu, ale historyjka ładnie sprzedana i tak jak podkreśla kolega powyżej „take it as a data” świetne hasełku to się po prostu bardzo dobrze sprzedało i dodało ducha zawodnikom

    • pop pisze:

      z resztą obojętne niczego to nie zmienia 2-2 gramy dalej a „dupa” nie traktuj personalnie

  10. hetman3 pisze:

    Chyba pora na rewolucję w SAS.
    Jak dla mnie cały obwód jest do wymiany no może oprócz Millsa. Z całym szacunkiem dla Popa i starej gwardii ale w tym składzie sukcesu nie odniosą.
    Trzeba trochę świeżej krwi np Teague Fournier Noel może Millsap

    • Woy pisze:

      Obwód Spurs w sensie Parker i Ginobili jest do wymiany. Również transfer Gasola niewiele wniosl.

  11. Wojt pisze:

    Nie wierzę… Pop dostał bólu dupy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *