Telegram: 51 punktów, 13 asyst i 10 zbiórek Westbrooka nie wystarczyło do wygranej, Wizards, Rockets i Warriors prowadzą 2-0

Za nami następny dzień zmagań w fazie pucharowej na parkietach NBA. Czarodzieje pokonali Jastrzębie, pomimo przestoju w trzeciej kwarcie i przed potyczkami w Phillips Arena mają olbrzymi komfort. Na nic się zdały rekordy Westbrooka. Grzmoty prowadziły przez całe spotkanie, by roztrwonić wypracowaną przewagę podczas ostatniej odsłony, zaś Wojownicy – bez Kevina Duranta – zdominowali PTB. Zapraszamy na skrót środowych meczów.

Atlanta Hawks 101-109 Washington Wizards

(w serii 2-0 dla Waszyngtonu)

Duet Wall-Beal zdobył łącznie 63 punkty zespołu, prowadząc Wizards do drugiego zwycięstwa nad Hawks. Już od pierwszych minut bardzo aktywny był John Wall, co zaowocowało 12 punktami w premierowej odsłonie. Problem z faulami przez cały mecz mieli Porter i Morris. Na przestrzeni całego spotkania sędziowie odgwizdali aż 55 przewinień. Na przerwę gospodarze schodzili przy korzystnym dla siebie rezultacie 51-43. W trzeciej kwarcie, głównie za sprawą Paula Millsapa (14 oczek w tej partii), przyjezdni zaliczyli run 13-0, obejmując prowadzenie 74-67, a przed ostatnim aktem potyczki wynik brzmiał 78-74 dla Jastrzębi. Na otwarcie finałowej ćwiartki popis świetnej gry pokazał rezerwowy rozgrywający miejscowych – Brandon Jennings. Najpierw trafił trzy rzuty z rzędu, natomiast przy czwartej celnej próbie asystował, dzięki czemu na tablicy świetlnej w hali Verizon Center widniał remis po 84. Niekwestionowanym bohaterem zawodów został Bradley Beal, który osiągnął 16 z 35 oczek drużyny w ostatniej części rywalizacji, walnie przyczyniając się do końcowego sukcesu Czarodziei. Warto podkreślić, że kolejny znakomity występ zanotował Marcin Gortat. Polak zdobył 14 punktów, zebrał 10 piłek oraz 5-krotnie blokował próby rzutowe oponentów. Polish Machine ponownie zastopował poczynania ofensywne Dwighta Howarda, a dodatkowo wykonał ogromną robotę defensywną przeciwko Millsapowi w czwartej kwarcie. Podopieczni Scotta Brooksa wymusili na rywalach 18 strat piłki, po których uzyskali 23 punkty. Ponadto ławka Wizards ograła rezerwowych Hawks 25-14.

 

Oklahoma City Thunder 111-115 Houston Rockets

(w serii 2-0 dla Houston)

Russell Westbrook osiągnął szóste w karierze triple-double w fazie posezonowej, zapisując następującą linijkę: 51 punktów, 13 asyst oraz 10 zbiórek, ale Grzmoty uległy koszykarzom Houston Rockets i w serii przegrywają 2-0. 51 oczek – to nowy rekord organizacji w play-offach, a także najwięcej zdobytych punktów przy triple-double podczas rozgrywek pucharowych w historii NBA. Goście popisali się mocnym początkiem, wypracowując w premierowej odsłonie nawet piętnastopunktową różnicę, zaś po pierwszej połowie byli na czele 68-62. W ciągu ostatnich trzech i pół minuty trzeciej kwarty Rakietom udało się wrócić z dalekiej podróży i przed decydującą partią rywalizacji było 89-86 dla przyjezdnych. W finałowej ćwiartce Westbrook trafił zaledwie 4 z 18 prób z pola, natomiast miejscowi – od remisu po 104 – zanotowali ucieczkę 10-0, po czym przetrwali napór ze strony rywali i mogli się cieszyć z triumfu. Rockets rzucali ze skutecznością 48.7% z gry (11/29 3PT), zatrzymali przeciwników na 41.2% (7/30 3PT), a ich zawodnicy odwodowi ograli ławkę Thunder 50-24.

 

Portland Trail Blazers 81-110 Golden State Warriors

(w serii 2-0 dla Golden State)

Pomimo nieobecności Kevina Duranta (uraz lewej łydki), Golden State Warriors bez najmniejszych problemów pokonali Portland Trail Blazers, obejmując prowadzenie 2-0 w serii. Gospodarze zbudowali szesnastopunktową różnicę w pierwszej kwarcie, jednak przyjezdni zniwelowali ją na niespełna cztery minuty do zakończenia drugiej partii, gdy po trafieniu zza łuku Evana Turnera przegrywali tylko 43-42. Kluczowa dla losów meczu była trzecia ćwiartka, wygrana przez Wojowników 28-12. Podczas ostatniej odsłony przewaga miejscowych wzrosła nawet do 34 oczek. Warriors rzucali ze skutecznością 44% z gry (10/32 3PT), zatrzymali przeciwników na 33.3% (7/34 3PT), wygrali w zbiórkach (54-47), uzyskali więcej punktów z pomalowanego (50-36) oraz lepiej dzielili się piłką (31-17 w asystach).

 

31 komentarzy

  1. lordam napisał(a):

    I Wizards z 2 z przodu. Mialo być 4-1 dla stołecznych i jeżeli w Hawks nie obudzi się jakoś x-Factor to tak się skończy. Mimo wszystko dalej trudna seria dla wizards.

    • Maniek napisał(a):

      wg mnie ta seria z Hawks to dobre przetarcie dla Wizards na dalszą część PO – półfinał z C’s/Bulls (a po tym co widzieliśmy ostatnio to raczej z Chicago) będzie chyba dla nich prostszy niż 1runda… tyklo ławka Wizz może martwić…

  2. Chucky napisał(a):

    Marcin wlasnie konczy kariere Howarda!!! pieknie 5 blokow

  3. pop napisał(a):

    Dobra, pora odszczekać, Hawks przegrali, hau hau hau, może u siebie się obudzą…

  4. Jesse napisał(a):

    Westbrook 4/18 w czwartej kwarcie i tyle na temat wartości tych 50 punktów.

    • mrph napisał(a):

      Ale jak to?? Przecież znów kosmiczne triple double, przecież MVP…

    • Heliks napisał(a):

      Właśnie jestem w pracy i nie śpię od drugiej tylko po to by teraz matolowi tłumaczyć żeby zaczął mecze oglądać a nie komentował po recapach co z tego? To ze z nim na boisku okc miało 15prZewagi to ze ławka obrywa 30pkt to nie jego wina

    • Woy napisał(a):

      gość niczego się nie uczy. Sezon sezonem, ale w play off schowałby EGO do kieszeni…

    • ktoś napisał(a):

      Gdyby nie jego „EGO” OKC nie byłoby w ogóle w PO. Gdyby nie jego „EGO” przegraliby 40 a nie 4 punktami. Przynajmniej postępuje jak prawdziwy lider, bierze na siebie odpowiedzialność w kluczowych momentach. Niby kto tam ma rzucać w clutch time?

    • mrph napisał(a):

      @Heliks
      Z ciekawości zapytam, do kogo był kierowany ten fragment o „matole”?

      @ktoś
      Clutch time to czas RW, ale nie cała 4Q. W OKC jest dużo zawodników, którzy mogliby rzucać, ale nie mogą tego robić, bo Westbrook do tego stopnia dominuje w zespole, że pozostali gracze zamiast w pierwszej kolejności myśleć o zdobywaniu punktów czy w ogóle przeprowadzaniu ataku w kierunku kosza, sprawdzają gdzie jest Russ by oddać mu piłkę i patrzeć jak wygrywa lub przegrywa kolejne pojedynki.
      Nie rozumiem, jak można być tak ślepym i nie zauważać tej zasadniczej różnicy między OKC a Rockets. W Houston nikt nie boi się oddawać ważnych rzutów – patrz Gordon, Ariza, Williams czy nawet Dekker. Harden rozprowadza piłkę, a cały zespół jest zaangażowany w ofensywę.
      4/18 w 4Q to nie jest branie odpowiedzialności w kluczowych momentach, tylko dominacja jednego zawodnika.

    • Maniek napisał(a):

      szkoda właśnie że nie ma wsparcia w końcówkach… Oladipo który powinien go wspierać chyba jednak póki co zżera go trema 1x w playoffs [5/26, 1/13 3pts…]… oczywiście pełna zgoda że nie które akcje RW w q4 były na siłę w stylu „hero mode” ale nie można nie zauważyć że starał się również podawać to albo rzuty kolegów były również przestrzelone albo piłka wracała mu do rąk jak bumerang… coś się zacięło na przełomie q3 i q4 w OKC… a szkoda bo mogłoby być 1-1

    • mrph napisał(a):

      @Maniek
      Będę się upierał, że to wina całej filozofii w OKC. Budowanie pewności siebie, wiary, że nie tylko RW może decydować o wyniku, to proces na cały sezon, czego najlepszym przykładem są właśnie Rockets. Można też spokojnie przytoczyć historię Jordana, który również kiedyś grał w hero mode, dopóki Jackson nie zaczął mu uświadamiać, że otaczają go koledzy, którzy niekoniecznie muszą być tylko zadaniowcami. I zadajmy sobie pytanie, czy obecnego Russa stać na takie decydujące podania, jakie Jordan wykonywał do Paxona czy Kerra, właśnie w clutch time. Wg mnie nie, bo nie ufa na tyle kolegom, a ci z kolei nie byli w trakcie sezonu do takiej roli przygotowywani. Tam działa filozofia: podajmy do Westbrooka i podziwiajmy.

    • marta napisał(a):

      Ja mam wrażenie jakby Donovan nie miał totalnie pomysłów na innych zawodników, przez co cały ciężar gry jest na Westbrooku. Sorry, ale jednym graczem w PO daleko nie zajedziesz. W sezonie regularnym to się może w jakimś tam stopniu sprawdzało, bo przeciwnicy nie mieli potrzeby wrzucać kolejnego biegu. A swoja drogą, to D’Antoni moim zdaniem jest geniuszem wprowadzając ten system z Hardenem na jedynce.

    • Woy napisał(a):

      genialnym ruchem było dołożenie do Gordona – Williamsa. Rockets mogą iść na wymianę z każdym i zawsze znajdzie się ktoś w gazie.

    • Juzek napisał(a):

      Tak nie jego wina, ze cegli (4/18 = 22%), nie jego wina, że widzi tylko obręcz a nie kolegów z drużyny. Dobre.

    • marta napisał(a):

      Ale nikt nie mówi, że to wina każdego tylko nie Westbrooka. Myślę, że to nie jest takie zero-jedynkowe. Linijka linijką, ale na wygrany mecz pracują wszyscy #PauloCoelho.
      Nie siedzę w głowie Donovana, ale zakładam, że Russ ma przyzwolenie na monopol na piłkę i to jest mega słabe, bo nie widzę za bardzo przyszłości dla OKC, jeśli nie zaczną współpracować.

    • Maniek napisał(a):

      @mprh
      pełna zgoda w tym co napisałeś :) wydaję mi się że to nie jest kwestia zaufania/czy jego braku tylko chęci wzięcia tylko na siebie odpowiedzialności za wynik końcowy – ale fakt podanie w końcówce również równałoby się takiej odpowiedzialności… bardzo martwi też że trener na to wszystko patrzy i nic nie robi a gorzej jeśli robi i tj to co on chce żeby się działo…

  5. realista napisał(a):

    Myślę, że Oklahoma u siebie wyrówna na 2-2.

  6. Mateusz napisał(a):

    Marcin pokazuje to o czym napisał Woy w poprzednim wpisie. Pierwsza część sezonu bardzo dobra, po all-stars zjazd i wydawało się że Wizards coraz mniej go potrzebują. Ale jak przyszły play offy to doświadczenie robi swoje i po raz kolejny jest w fazie posezonowej jednym z najważniejszych graczy w drużynie.

    • mrph napisał(a):

      Bo w playoffach wygrywa się obroną, a Gortat jest w tym aspekcie po prostu przydatny, zwłaszcza gdy przeciwnik nie gra smallballem, ale Howardem właśnie. Marcin doskonale zna jego słabe strony i może to wykorzystać. Gra, bo akurat w rywalizacji z Hawks jest potrzebny i bardzo dobrze spełnia swoje zadania.

    • lordam napisał(a):

      Tutaj troszkę się nie zgodzę, Marcin jest jednym z niewielu gości w lidze nie mówiąc o Wizards który gra tak dużo od kilku sezonów. Był czas bodajże do początku lutego, gdy grał po 35 minut co mecz, co przy jego mobilności i gabarytach musi się powoli odbijać na jego sprawności w dalszym etapie sezonu. Potem przyszedł luźniejszy czas i Marcin mógł zwyczajnie odpocząć, widać było że gra na 3/4 gwizdka w niektórych meczach, bo fizycznie takiej gry 33-letni center już nie może wytrzymywać. Jednak teraz po odpoczynku nie chodzi o grę przy Howardzie, Marcin po prostu jest szybki, dynamiczny i widać ogromny głód gry. Jeżeli trafią na Bulls będzie miał fajną rywalizację z R-Lo. Pamiętajmy, że tak naprawdę kolejny raz jest 3-cim najważniejszym zawodnikiem Wizards. Porter, Morris, kiedyś Nene, Webstery czy inni grali fajnie, ale do czasu play-off, a w nich Gortat nie zawodzi i to trzeba mu oddać. Czy Marcin odmieni stan rywalizacji? Nie, ale czy może być jednym z głównych powodów sukcesu w tym sezonie? Jak najbardziej tak.

    • Lolkoski napisał(a):

      Też uważam, że w tej serii Marcin gra świetnie i spełnia jedną z najważniejszych ról

      Przeciwnik pod Niego ok, ale jego zaangażowanie w grę to coś na co bardzo przyjemnie się patrzy

    • marta napisał(a):

      Ja chyba nie uległam Gortatomanii, choć szanuję go za promocję basketu w Polsce i wszystkie akcje, w które się angażuje. Trzeba mu jednak oddać, że ma nieprzeciętny wkład w punkty zdobywane przez Walla, Beala, Morrisa i Portera, bo robi im miejsce na parkiecie. Marcin nie musi być nie wiadomo jaką bronią ofensywną, on ma pomagać zdobywać punkty i bronić i to robi zajebiście.
      Ciekawe czy Atlanta się obudzi u siebie. O ile jeszcze jakoś wyglądają ze Schroederem to w rotacji z rozgrywającym Hardawayem albo Calderonem wygląda to cienko. W ogóle ciężki mecz do oglądania, nie znam się na pracy sędziowskiej, ale ilość gwizdków to porażka.

  7. cynik napisał(a):

    „Niektórzy wbijają Russowi szpilki, to nie ludzie, to wilki…”

  8. SuiEtkar napisał(a):

    Czemu Kanter grał tak mało? Wiadomo nie jest opcją w obronie ale w ataku zawsze był. Dziwi mnie postawa Donovana. Grant od dwudziesty – trzydziestu meczy w RS grał ogony. Teraz raptownie dostaje niespełna 30minut grania. Wiem ze jest lepszym obrońcą niż atakującym. Ale czemu grzał ławę skoro teraz gra tyle minut? Abrines ma odwrotną sytuacje. Sabonis w RS grał po 20min teraz zagrał raptem 6minut w 2 meczach. Czemu Gibsona nie wprowadził do gry w RS kosztem Sabonisa? Posadził go potem na ławce ale i tak grał dużo. Gdyby Taj grał więcej minut lepiej by się wkomponował do drużyny, przynajmniej miałby taką szansę. Adams w RS 8.2FGA 4.7FG w PO 4.5 FGA 2,5FG Gdyby Westbrook chciał byłby idealnym rozgrywającym, na statystykach 25,10,16 ale nie chcę…

    • Woy napisał(a):

      ogólnie, w moim przekonaniu Donovan powinien iść w small ball i grać np dwójką atletów Grant-Gibson lub dwójką Sabonis-Gibson. Kanter jest za wolny na przekazach i w obronie ogólnie stoi. Jeśli nic nie gra w ataku to jest bezproduktywny. Oladipo powinien więcej grać na piłce i może Russ częściej występowałby w roli strzelca niż prowadzącego (skoro i tak pudłuje 70% rzutów w decydującej kwarcie).

    • Maniek napisał(a):

      mnie też zastanawia co w tym wszystkim myśli Donovan (często w czasie meczu widać że rozmawia z RW ale pytanie co z tego ma wynikać…) – ja najmocniej oprócz „hero mode” to obwiniałbym Oladipo że nie bierze na siebie więcej z gry właśnie… + Oladipo, Abrines, McDermott, Sabonis – ale muszą popracować nad skupieniem i rzutami… bo Roberson rzuca częściej i celniej w tej serii – really?

  9. Szuwarek napisał(a):

    18 rzutów tego samego zawodnika w jednej kwarcie to najzwyczajniej w świecie błąd. Nie ważne czy byłby to Jordan, czy Bryant, czy LeBron, czy jakakolwiek inna gwiazda. To podstawówka koszykarska, że 25-30% rzutów jednej osoby to pewna granica, której nie powinno się przekraczać, bo zbyt łatwo jest ustawić obronę, podwojenia, przekazywanie krycia, itd. Efekt – 4/18 i przegrany mecz, ale mecz 50+ zaliczony i triple-double również. Szkoda. Myślę, że wszyscy to wiedzą i komentatorzy to mówią głośno. Gracze nie są oddzieleni od mediów i czytają portale. Podejrzewam, że taki Gibson, któremu specjalnie nie zależy powie coś w szatni. Najlepsze jest to, że jeśli Russ będzie się bardziej kontrolował w następnych meczach to Rakiety są wciąż w ich zasięgu. Podejrzewam jednak, że samokontroli wystarczy tylko na następny mecz i z Oklahomy Rakiety wyjadą z 3-1, albo nawet sweepem.

  10. GPRbyNBA napisał(a):

    Oj jak przyjemnie sie czyta komentarze co po niektórych. :-)
    Będąc szczery w telegramy wchodzę właśnie dla komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *